Zbigniew Makowski przeżył Rzeź Wołyńską na Ziemi Horochowskiej

Moi rodzice Eugeniusz i Helena Makowska z d. Witkowska. mieszkali we wsi Podberezie, powiat Horochów na Wołyniu. Była to siedziba gminy, a tata był jej sekretarzem. Urodziłem się 1 maja 1937 roku. Mama mi opowiadała, że właściwie urodziłem się w pobliskiej kolonii Mirków, gdzie była izba porodowa. Wychodziłem na świat w prawosławną sobotę wielkanocną, późnym wieczorem, a towarzyszyły mi śpiewy cerkiewne przez całą noc, bo naprzeciwko izby była cerkiew, a prawosławni obchodzą to święto bardzo uroczyście.

Zostałem ochrzczony w kościele katolickim pw. Wniebowstąpienia Pańskiego w miasteczku Horochów. Moim ojcem chrzestnym był Polak Wincenty Baranowski, o którym dużo opowiadam w innej części wspomnień, tej o Powstaniu Warszawskim. To brat mojej drugiej babci Jadwigi. Moją matką chrzestną była z kolei Polka Maria Waniewicz, o której napiszę nieco dalej.

Kiedy sięgam pamięcią hen daleko do tego, co było pierwszym obrazkiem z mego życia, który zapamiętałem to widzę olbrzymie podwórko z wielką stodołą. Obok stary dom i ciemna, ponura izba, w której mieszkam wraz z kochanymi rodzicami, z dziadziem Michałem,  babcią Zosią Makowską z d. Witkowska, oboje urodzeni w 1875 roku. Była tam też z nami młodzież: Tadeusz i Zosia Zakrzewscy.

Dziadkowie w Horochowie mieszkali od 1920 r. Dziadek Michał Makowski przed wojną pracował w Izbie Skarbowej, co godne zauważenia był lubiany i szanowany przez Ukraińców. Jeszcze wcześniej dziadek był głównym buchalterem i plenipotentem pałacu w Kozienicach. O przodkach dziadka Michała wiem tylko tyle, że posiadali majątki w kieleckim. Zostały one im odebrane przez carat po Powstaniu Styczniowym. Dziadek był klasycznym typem szlachcica pieczętujący się jednym z odmian herbu "Jastrzębiec".

Tu postaram się dokładnie opisać koligacje rodzinne, ku pamięci i z myślą o potomnych. Otóż tak los sprawił, iż mama Zosi Witkowskiej zmarła, gdy dziewczynka miała tylko 8 lat, tak została pół sierotą. Jej ojciec Jan Witkowski (mój pradziadek) ożenił się powtórnie z Wiktorią Jankowską. Z tego związku urodziło się dwóch chłopców: Bronisław Witkowski i Franciszek Witkowski. Bronisław miał dwie córki: Helenę (ur.w 1906) i Wisię (1907).

Czytaj więcej...

Kapelan Oddziałów Partyzanckich AK w Zasmykach

Ks. Michał Żukowski, bo o nim będę pisał, urodził się 15 lutego 1899 roku we wsi Dębinka, położonej około 15 kilometrów na północ od Kamieńca Podolskiego. Rodzicami byli Tomasz Żukowski i Maria z domu Próchnicka, którzy oprócz Michała mieli jeszcze siódemkę starszych dzieci i jedno młodsze.  Mimo, że ojciec był ciężko pracującym pracownikiem fizycznym, a matka bogobojną ale zapobiegliwą gospodynią domową, dzieci wychowywali w duchu patriotyzmu i umiłowania ojczyzny. Trudne warunki finansowe nie przeszkodziły rodzicom w edukacji Michała, po ukończeniu  szkoły podstawowej , którą rozpoczął w Jańczyczach, a ukończył ją w Dumanowie, wysłali go do gimnazjum w Kamieńcu Podolskim. To tam młody człowiek zetknął się z powstającym harcerstwem, któremu pozostał wierny do końca życia. Był pod przemożnym wpływem wspaniałego prefekta ks. Jana Borysiuka. Ten opiekun harcerstwa żeńskiego i męskiego organizował nie tylko zbiórki i ogniska harcerskie, ale zbieranie żywności dla sierocińców po okolicznych polskich wioskach i dworach. Wpajał młodzieży 10 punkt prawa harcerskiego: „Harcerz jest czysty w myśli, mowie i uczynkach - nie pali tytoniu i nie pije napojów alkoholowych”. Ks. Michał przejął się tym zaleceniem na całe życie. Został po latach propagatorem abstynencji od alkoholu i nikotyny. W 1918 roku ukończył gimnazjum i wstąpił do seminarium duchownego w Żytomierzu. Jednak toczące się działania wojenne zmusiły go do przeniesienia się do seminarium w Tarnowie, które ukończył 8 lipca 1923 roku. Święcenia kapłańskie  otrzymał w Buczaczu z rąk biskupa Piotra Mańkowskiego - ordynariusza diecezji kamienieckiej, czasowo mającego siedzibę w tym mieście. Niestety ks. Żukowski nie mógł pojechać na jedną z placówek duszpasterskich na rodzinne, ukochane wschodnie Podole. Na Zbruczu przebiegała Granica państwowa. Pełnił obowiązki wikariusza parafii rzymskokatolickiej w Buczaczu od roku 1925 należącego do archidiecezji lwowskiej. Jesienią 1926 roku rozpoczął studia na Wydziale Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Studiował jednocześnie w Instytucie Pedagogicznym KUL. Studia ukończył w 1930 r., uzyskując tytuł magistra. W okresie studiów był do sierpnia 1930 r., kapelanem sióstr urszulanek w Lublinie, gdzie wygłaszał kazania i konferencje również dla mieszkanek tamtejszego internatu.

Czytaj więcej...

Zabierajcie się i uciekajcie....

 Wołyń to była i jest piękna kraina. Tylko że kiedyś Wołyń był rozśpiewany i wesoły. Przyszedł rok 1939 i wybuchła wojna. Pamiętam bardzo dobrze, kiedy po kapitulacji Polski Polacy z Wołynia wracali z frontu w małych oddziałach, niejednokrotnie pojedynczo, do rodzin mieszkających na terenie Wołynia. Tam już bolszewicy i Ukraińcy, głównie Ukraińcy, napadali na samotnych żołnierzy. Mordowano ich i grzebano tak, że do dziś dnia nie wiadomo, gdzie znajdują się ich groby. Trzeba podkreślić, że nie wszyscy Ukraińcy patrzyli na to z przyzwoleniem. Kiedy nasi żołnierze wrócili z wojny (był to oddział kawalerii, składający się z 15, może 16 osób, zamieszkujących sąsiednie wioski w rejonie Ulanik) musieli nocami przedzierać się, żeby wrócić do domu. Po drodze szukali jakiejś polskiej chaty, gdzie mogliby się przebrać. Ponieważ mieszkaliśmy blisko lasu, spotkanie nastąpiło u nas w domu. Pomogliśmy im zamienić mundury na cywilne ubrania, żeby mogli przeżyć, żeby ich nie pomordowali Ukraińcy, żeby nie dać się złapać bolszewikom i nie trafić do niewoli rosyjskiej. W pewnym momencie dowódca powiedział do żołnierzy: „Kochani, dla nas wojna się skończyła. Zwalniam was z roty przysięgi żołnierskiej. Jesteście od tej chwili cywilami”. Gdy to powiedział, to Ci młodzi chłopcy zaczęli płakać, ściskać się w jakimś szale. Strasznie to przeżywali, że Polski już nie ma, że Polska już ponownie po dwudziestu latach znalazła się w niewoli, nie wiadomo, na ile wieków. Był to również wielki szok dla mojej rodziny. Wszyscy zalaliśmy się łzami. Tak się zaczął początek II wojny światowej, tej polskiej tragedii na Wołyniu. Wywózki zaczęły się w 1940 r., były główne dwa transporty. NKWD przyjeżdżało nocą. Kazali w ciągu pół godziny zabrać po jednym  pakuneczku w rękę i kierowali na punkt zbiorczy do miasta na stację, gdzie był szykowany transport wywózki na Sybir. Ludzie ci jechali w zwykłych wagonach bez żadnego ogrzewania, bez sanitariatu. Gorzej byli traktowani przez Rosjan niż bydło. Pociąg odjeżdżał z Łucka, który był stacją węzłową. W pierwszym rzędzie wyjechali pracownicy państwowych służb mundurowych, urzędnicy wszelkiego rodzaju, leśnicy. W ogóle inteligencja polska, tych ludzi najszybciej od nas zabrano. Zostały tylko kobiety, dzieci i staruszkowie. Na Wołyniu było dużo miejscowości, gdzie mieszkali wszyscy zgodnie, Polacy i Ukraińcy. I tak było w naszej wsi Ulaniki. Aż przyszła taka chwila, że naszym Ukraińcom zagrożono, że ich czeka to samo co Polaków. Nasi Ukraińcy byli gotowi pomagać ludności polskiej, swoim sąsiadom. To też czynili. Chodziliśmy przecież razem do szkoły. Kolegowaliśmy się jak najlepsi przyjaciele, Polacy i Ukraińcy.

Czytaj więcej...

W naszym domu wszystko się spaliło

Wołyń zapamiętałam jako równinę bogatą w żyzną i urodzajną ziemię, z dużą ilością lasów dębowych. Powiatowe miasteczko Rożyszcze, wojewódzkie Łuck. Moja rodzinna wieś Ozerce należała do parafii w Łucku. Była to najdalej oddalona wioska w parafii. W Ozercach tylko nieliczne rodziny były polskie, większość miała pochodzenie niemieckie. We wsi znajdowała się kircha tj. kościół protestancki. W Iwańczycach, 5 km dalej, był kościół prawosławny. Na Wołyniu ludność była mieszana: Żydzi, Niemcy, Polacy, Rosjanie i Ukraińcy. W czasie zaborów ludzie podążali na wschód, przyciągały ich bardzo żyzne ziemie. Ludzie żyli w zgodzie. Jednak w czasie wojny powstały bandy ukraińskie. Z każdym rokiem siały coraz większe spustoszenia, napadały na wioski, rabowały i paliły domy. W styczniu 1943 r. jedna z takich band napadła na naszą wioskę Ozerce. Przed napaścią ludzie ze wsi pojechali po siano, które znajdowało się w opuszczonej przez Niemców stodole w sąsiedniej wiosce. Jadąc z powrotem, zobaczyli bandę i zaczęli uciekać furmankami. Mój mąż Feliks także jechał po siano, ale trochę później. Zaniepokoiły go jakieś osoby znajdujące się w opuszczonym niemieckim domu. Domyślił się, że są to ukrywający się Ukraińcy. Zawrócił natychmiast. Zaczęła się strzelanina. Zabito wówczas siedmiu Polaków, w tym brata męża Antoniego Brackiego. Kiedy Feliks dotarł do domu, postanowił, że musimy stamtąd uciekać. W pośpiechu zabiliśmy świniaka i oprawiliśmy go. Kiedy Ukraińcy zaczęli podpalać domy we wsi, uciekliśmy z dziećmi do rowu w pobliskie pola zabierając ze sobą pierzynę i tak doczekaliśmy do rana. Na szczęście zima była łagodna, nie była mroźna i śniegu nie spadło zbyt wiele. Kiedy banderowcy odeszli w las, spakowaliśmy co mogliśmy (zabitego świniaka, zboże, które wcześniej mąż zakopał, ziemniaki, pościel) i wraz z dziećmi furmanką z jednym koniem uciekliśmy 5 km dalej do Posiołki Kopaczowskiej, niedaleko Kopaczówki, bo tam nie było już miejsca.  Kiedy się trochę uspokoiło, Polacy wracali do swoich domów zobaczyć, co jeszcze można uratować. W naszym domu wszystko się spaliło. W domu moich rodziców, Marii i Włodzimierza Kozłowskich, była przekazywana z pokolenia na pokolenie mała, drewniana figurka Matki Boskiej. Mierzyła ok. 15 cm, stała na kuli ziemskiej, u stóp miała wijącego się węża. Mama dostała ją od swojej matki Józefy. Przywieziono ją kiedyś z pielgrzymki do Częstochowy. Dokładnie nie wiedzieliśmy, w którym roku i wieku ją kupiono. Zarówno ja, jak i moje rodzeństwo bawiliśmy się tą figurką w dzieciństwie. Kiedy podpalano wieś, mama uciekając, zostawiła tam figurkę Matki Boskiej. Postawiła ją w oknie, między szybami.

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp12.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud12.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 388 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
11520856