- To straszne, że jako dzieci byliśmy świadkami tak przerażających wydarzeń - mówi Walentyna Czajka z Zielonej Góry. - Nie pojechałam już tam, boje się, nie chcę słyszeć tego języka. [… ]Mamy gdzieś tam, hen, na granicy Kresów II Rzeczpospolitej kolonię Janówka. Domy były porządne, bielone. Wszystkiego ze 30 numerów, które przycupnęły przy drodze łączącej Ludwipol z Bystrzycą. Na krzyżówce zaczyna się niedokończony dukt do powiatowego Kostopola, który w historii zapisał się za sprawą rud żelaza. Kolonia rozciąga się między borem, gdzie Żydzi z Małopolski przyjeżdżali "na dacze”, a rzeką Słucz, na której odbywają się kajakowe regaty. Co dla Wołynia dość niezwykłe, w Janówce mieszkają niemal wyłącznie Polacy, przede wszystkim z legionowych nadziałów ziemi. Rusinów czy też Ukraińców może wszystkiego są ze trzy nazwiska. Ród mamy pani Walentyny wiedzie się od Tatarów, przodkowie ojca przybyli kilka generacji wcześniej z Małopolski. […]  Zimą ukraińscy nacjonaliści zaczęli atakować pierwsze polskie obejścia. Później spalili Białobrzegi, Niemilę... Coraz liczniejsze grupy uciekinierów szukały schronienia właśnie w Janówce otoczonej przez ukraińskie Siedliszcza, Bystrzycę, a za Słuczem Wilę (Wiliję). […]  Nie czekaliśmy długo na to, aż u nas się zaczęło - opowiada pani Walentyna. - Troje dzieci, dwoje ukraińskich i jedno polskie, poszło do lasu. Dzieciaki jednak były bardzo spolszczone. Ich ciała znaleziono zmasakrowane. Ich ojciec dostał pomieszania zmysłów. A Słuczem płynęły ciała, zazwyczaj powiązane drutem... Strach był coraz większy, latem na noc kobiety i dzieci szły do Bystrzycy, do stajni. Wreszcie nadszedł 8 listopada 1943. W nocy rozległ się charakterystyczny, głuchy dźwięk. To ktoś uderzył w słup. Ojciec pani Walentyny krzyknął, aby wszyscy uciekali w kierunku Słucza. Każdy jak stał, w nocnej koszuli. W zamieszaniu zginęła jedna ze starszych sióstr. Uratowało ich to, że poziom wody w rzece nie był zbyt wysoki. Jedni podsadzali drugich, aby wdrapać się na wysoki brzeg. Wówczas matka odwróciła się i popatrzyła za siebie:

- Zobaczcie, nasz dom się pali...  Najpierw schronili się w zgliszczach Wili, z ulgą zauważając, że nie ma tam banderowców. Później małymi grupkami ruszyli w różnych kierunkach, ich rodzina w kierunku Starej Huty. Tam, na plebanii, poznał ją ksiądz - ten, któremu nosiła chleb. Dzięki temu znaleźli kąt. Odnalazł się ojciec, a zaprzyjaźniony Ukrainiec przyprowadził siostrę. Leżała zmartwiała z przerażenia w krzakach na polu.

- Do Janówki wróciliśmy na chwilę, pod eskortą partyzantów - wspomina pani Walentyna. - Ale nie było po co. Zabraliśmy z naszego domu tylko trochę soli. Swój dowód osobisty tato znalazł gdzieś pod lasem. Tamtej nocy zabili ponad 20 osób. I tylko jeden chłopak zginął od kuli. Resztę porąbali... Przede wszystkim dzieci i starszych ludzi. Pochowaliśmy ich we wspólnej mogile………..

Fragment art. : Wasze Kresy: Przeżyliśmy dzięki mamie                                                                                                    Wstawił: Bogusław Szarwiło

Więcej na: http://www.gazetalubuska.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20130617/REPORTAZ/130619594    


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp5.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud7.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 360 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
11769260