Dzisiaj jest: 18 Wrzesień 2019        Imieniny: Irena, Stanisław, Józef
LWÓW 17 WRZEŚNIA 1939 ROKU

LWÓW 17 WRZEŚNIA 1939 ROKU

/ Działo przeciwlotnicze we Lwowie (1939) https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Artyleria_plot_Lwowa.jpg#/media/Plik:Artyleria_plot_Lwowa.jpg W środowisku polskich historyków panuje opinia, że z dniem17 września 1939 roku kampania wrześniowa została ostatecznie przegrana. Trudno się z tym nie zgodzić.…

Readmore..

Pamiętnik kpt. Mariana Strzetelskiego

Pamiętnik kpt. Mariana Strzetelskiego

Niniejszym prezentuję Państwu wspomnienia kpt. Mariana Strzetelskiego z lat 1914-1921, który brał udział w obronie Twierdzy Przemyśl. Po zdobyciu Twierdzy przez Rosjan dostał się do niewoli rosyjskiej, gdzie spędził pięć…

Readmore..

Wstrząsająca książka Krystyny Lemanowicz „Osaczenie. Polski Wołyń w ogniu nienawiści”

Wstrząsająca książka Krystyny Lemanowicz „Osaczenie. Polski Wołyń w ogniu nienawiści”

Właśnie pod takim tytułem, jak p/w ukazała się w sierpniu 2018 r. recenzja Zuzanny Przeworskiej (http://www.wydawnictwomediazet.pl/?p=1514&fbclid=IwAR0JPG3GS69yqPXuqlmdZKLp-iuYImp6QJZTZbI9Z8CpY-cy7Ya-5k55b8o ) poświecona książce która umknęła zapewne nie tylko mojej uwadze, a bardzo cennej w…

Readmore..

Tylko mądrzy, dbający  o swoje zdrowie unikają zarazy

Tylko mądrzy, dbający o swoje zdrowie unikają zarazy

/ By Pawel Zarychta - Praca własna, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=72914147 „Gdy myślę nocą o Niemcach, sen mnie opuszcza” - tym zdaniem zaczyna Dieter Schenk, niemiecki historyk i kryminolog, historyczną…

Readmore..

Ludzie listy piszą

Ludzie listy piszą

 Szanowna redakcjo! Stokrotne dzięki za 100 numerów Kresowego Serwisu Informacyjnego. Za wytrwałe dokumentowanie ukraińskich zbrodni i podtrzymywanie pamięci o tych, których kości i bezimienne mogiły rozrzucone są po całej, skrwawionej…

Readmore..

Plan spotkania w Świątnikach

Plan spotkania w Świątnikach

IX Międzynarodowe Spotkanie Miłośników Ziemi Wołyńskiej i Kresów Wschodnich poświęcone „80 rocznicy wybuchu II Wojny Światowej” i „100 rocznicy powstania Flotylli Pińskiej”. SOBOTA 14 września 2019 r. 10.45 Otwarcie pierwszego…

Readmore..

Zapomniany kresowy uczony,  profesor  Rudolf Weigl,  który stworzył szczepionkę  przeciw tyfusowi plamistemu?

Zapomniany kresowy uczony, profesor Rudolf Weigl, który stworzył szczepionkę przeciw tyfusowi plamistemu?

Przyszedł na świat 2 września 1883 roku w Przerowie na Morawach. Jego rodzice mieli austriacko-czeskie korzenie. Los zadecydował jednak, że Rudolf zostanie… Polakiem, choć po polsku zaczął mówić dopiero jako…

Readmore..

125 lat temu w Drohobyczu urodził się Kazimierz Wierzyński

125 lat temu w Drohobyczu urodził się Kazimierz Wierzyński

125 lat temu, urodził się Kazimierz Wierzyński – poeta, prozaik, redaktor naczelny „Przeglądu Sportowego” i tygodnika „Kultura”. Był złotym medalistą olimpijskim i skamandrytą, którego wyklęła PRL. Kazimierz Wierzyński urodził się…

Readmore..

KALENDARIUM LUDOBÓJSTWA.  WRZESIEŃ 1944 ROK

KALENDARIUM LUDOBÓJSTWA. WRZESIEŃ 1944 ROK

1 września: We wsi Hostów pow. Tłumacz banderowcy, w tym miejscowi, uprowadzili 10 Polaków i za wsią poranili ich nożami i bagnetami a następnie zastrzelili. We wsi Kłokowice pow. Przemyśl…

Readmore..

Pierwszy Jubileusz KSI

Pierwszy Jubileusz KSI

Wydanie setnego numeru KSI, uprawnia nas do nazwania tego wydania „Jubileuszowym”. Od razu pragniemy jednak zapewnić, że nie zamierzamy go hucznie fetować, ale przypomnieć jak doszło do powstania tego pisma.…

Readmore..

1 i 17 września  80 lat temu. Kres Kresów.

1 i 17 września 80 lat temu. Kres Kresów.

Mimo zawartych sojuszy z Anglią i Francją, 1 września 1939 roku Hitler uderza na Polskę a pomoc jak nie nadchodziła tak nie nadeszła. Anglia i Francja nie pomogła i nie…

Readmore..

Wrześniowy  numer KSI (9/19) wydany

Wrześniowy numer KSI (9/19) wydany

We wrześniowej gazecie m.in.: Pierwszy Jubileusz KSIWydanie setnego numeru KSI, uprawnia nas do nazwania tego wydania „Jubileuszowym”. Od razu pragniemy jednak zapewnić, że nie zamierzamy go hucznie fetować, ale przypomnieć…

Readmore..

Największa banderowska zbrodnia w Bieszczadach

O tej zbrodni nie ma wzmianki nawet w monografii Szczepana Siekierki, Henryka Komańskiego i Krzysztofa Bulzackiego „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na Polakach w województwie lwowskim 1939 – 1947” wydanej we Wrocławiu w 2006 roku. Pierwszy napisał o niej znany dziennikarz rzeszowski Andrzej Potocki, autor kilkunastu książek i reportaży telewizyjnych emitowanych przez TWP Rzeszów. Jak do tego doszło wyjaśnił mi dopiero list nadesłany do mnie mejlem 23 października 2010 roku  przez leśnika Pana Antoniego Derwicha.

Pan Derwich pisał m.in.: „Jestem Polakiem (co w dzisiejszych czasach trzeba jasno powiedzieć) a także: leśnikiem, ratownikiem górskim i przewodnikiem beskidzkim. Ponieważ ostatnie 26 lat przeżyłem w dolinie górnego Sanu – ta ziemia stała się dla mnie małą ojczyzną. Tutaj napotykałem różnych ludzi, którzy na „bieszczadzianiźmie” znali się jak każdy na medycynie i polityce... M.in. pana Alojzego Wiluszyńskiego i Szulima Brajera. Obaj pochodzą z Tarnawy ( z Niżnej – p. Brajer, z Tarnawy Wyżnej – P. Alojzy). Są mniej więcej równolatkami (obecnie po ok. 86 lat). Losy ich potoczyły się zupełnie różnie z powodu ustalenia na rzeczce San – granicy pomiędzy naszymi zaborcami w październiku 1939 r. Szulim żył pod okupacją sowiecką, Wiluszyński – pod niemiecką. Sowieci wprowadzili natychmiast porządek bolszewicki i strefę przygraniczna wysiedlili, niszcząc jednocześnie wszystkie zabudowania w strefie 600-800 m. Po ucieczkach z obozów, epizodzie jakiejś partyzantki, przeróżnych perypetiach p. Brajer osiadł w Izraelu. Był raz tutaj w Tarnawie – z trudem poznając teren i miejsce po rodzinnym domu... Pan Alojzy Wiluszyński po kilku próbach dotarł na Muczne w roku 1988 i następnie w 1989. Byliśmy na miejscu jego rodzinnego domu, na szczycie Jeleniowatego, na cmentarzu w Dźwiniaczu Górnym. Pan Alojzy złożył mi relację z tamtych wojennych czasów, a zwłaszcza z lata 1944 r. Prosił mnie wtedy abym jeszcze tego nie upubliczniał, więc trochę zaskoczył mnie tekst p. A. Potockiego – któremu przekazywałem tę wiedzę na zasadzie przewodnickich ciekawostek. Każdy szanujący się przewodnik ma zbiór takich osobistych perełek i z lubością opowiada je klientom – ale ich nie publikuje. Od kilku miesięcy mam przyzwolenie p. Alojzego na upublicznienie wspomnień. W roku ubiegłym, z okazji 65 rocznicy Rzezi Wołyńskiej i tragicznych losów ludzi żyjących w 1944 r. nad górnym Sanem, postanowiłem uczcić pamięć o pomordowanych wówczas Polakach, przez ustawienie Krzyża (foto obok) i skromnej informacji na górze Jeleniowaty, gdzie 15 sierpnia  1944  (w dzień Wniebowzięcia Matki Boskiej) upowcy w sobie właściwy bestialski sposób wymordowali 74 bezbronne osoby – Polaków,  tak tutejszych jak i uciekinierów przed frontem i Ukraińcami. Ze swoim zamiarem podzieliłem się z miejscowym Nadleśniczym, p. Janem Mazurem – i dzięki jego zaangażowaniu ustawiono na tym miejscu kilkutonowy kamień z tablicą pamiątkową, wyniosły dębowy krzyż, które z rocznym opóźnieniem (procedury) – uroczyście poświęcono i odsłonięto  (16 IX 2010). Wcześniejsze przygotowanie uczczenia tego miejsca wstrzymywał brak innych dowodów, potwierdzających relację p. Wiluszyńskiego. Jednocześnie trwają przygotowania do wmurowania w nowo wybudowanym kościółku w Tarnawie Niżnej – tablicy upamiętniającej śmierć wszystkich Polaków z wiosek górnego Nadsania. Tekst tej tablicy przewiduje zamieszczenie nazwisk rodzin pomordowanych. Do chwili obecnej udało się (chodzi o mieszkańców wsi: Żurawin, Połoninne, Dydiowa, Łokieć, Dźwiniacz Górny, Tarnawa Niżna i Wyżna, Sokoliki, Bukowiec, Beniowa i Sokoliki) ustalić nazwiska: CZARNKÓW,  GABCYCHÓW,   GDOWSKICH, HRYNIAKÓW,  KOCHAŃCÓW, KRÓLÓW, WILUSZYŃSKICH. Byłbym niezmiernie wdzięczny za ewentualne uzupełnienie tej skromnej listy.”
Pomimo, iż od połowy lat 70.tych rokrocznie wędrowałem przez Bieszczady, także przez miejsca do których obecnie wstęp jest wzbroniony i toczyłem tam wiele rozmów z ich mieszkańcami, nikt o tej zbrodni nie wspomniał, nie mogłem więc pomóc Panu Antoniemu Derwichowi w ustaleniu nazwisk ofiar. Nie wiem też, czy coś pomogło opublikowanie tego apelu w drugim wydaniu mojej książki „UPA w Bieszczadach” w 2010 roku.    
W przesłanej mi relacji Alojzego Wiluszyńskiego pisze: „Urodziłem się w Tarnawie Wyżnej w rodzinie polskiej szlachectwa zagrodowo ziemskiego. Ojciec mój Michał był oficerem Legionów Piłsudskiego. Gospodarstwo nasze rozciągało się pasem od Sanu, przez torfowiska w kierunku południowym, między potokami i miało powierzchnię ok.50 ha. Do szkoły powszechnej chodziłem do Tarnawy Niżnej a gimnazjum ukończyłem we Lwowie. Wybuchła wojna. W drugim tygodniu napaści hitlerowskiej w 1939 roku, wkroczyły wojskowe oddziały hitlerowskie uroczyście witane przez  ludność ukraińską. Kiedy po 17 września ustalono granice na Sanie rozpoczęła się wzmożona wywózka ludności do sowieckich łagrów i hitlerowskich obozów zagłady. Skutkowało to ucieczkami za linie graniczna Sanu poprzez góry przed Haliczem, Tarnicę, Rozsypańcem na stronę węgierską do wsi Łubna  i Bystre nad Wołowate (przez góry Rozsypaniec, Halicz, pod Tarnicą, do wsi Łubna i Bystre na stronie węgierskiej). Osobiście przeprowadziłem do października 1939 do czerwca 1941 roku ok. 180 osób w tym polskich oficerów. Rozpoczęła również działalność OUN. Komitet OUN mieścił się u nas w Taranawie Wyżnej, na wzgórzu w gęsto zabudowanej części wsi zwanej Cehła (Syhła). Jednym z głównych działaczy tego komitetu był Wasyl Kość – Kostiw, którego dwaj synowie byli elewami szkoły oficerskiej UPA. Posterunek policji (ukraińskiej) był w Tarnawie Niżnej, gdzie stacjonowała także placówka gestapo. Z wioski tej pochodził Iwan Szwed – jeden z późniejszych kurennych. Jak wiemy 14.10.1942 roku powstała UPA. Powstała na Polesiu, Wołyniu ale i u nas stosunkowo szybko poczuli ludzie represje, zwłaszcza pogróżki i pobicia Lachów stawały się coraz częstsze. Upowcy zapowiedzieli rzeź wszystkich Lachów. Początkiem tej akcji miał być sygnał widoczny z daleka – płonący stos na Pikuju. Od maja 1944 r. zaczęli Polacy dostawać wyroki śmierci. Były to krótkie kartki papieru ze stałą treścią wypisaną na maszynie, gdzie po słowach: „...skazuje się na karę śmierci” dopisywano ołówkiem kopiowym nazwisko skazanego lub całej rodziny. Taki też wyrok otrzymała i moja cała rodzina. Kartki przylepione na studni i na oknie. Wyrok podpisany był przez OUN i UPA z Sambora. Mimo obecności działającej dość intensywnie partyzantki wyroki takie były wykonywane. Tak zginął m.in. stryj pana Ludwika Gdowskiego z Tarnawy Niżnej, legionista i uczestnik wojny polsko – sowieckiej. Rozrąbano go toporem na progu swojego domu. Zapanował terror i permanentny strach, gdyż strzał mógł paść do każdego i w  każdej chwili.
W marcu 1944 r. z karpackim rajdem zawędrował na Muczne duży oddział partyzantki radzieckiej Kowpaka.  „Dziadek” prowadził ożywioną działalność. Na wspominanej Koniarce działało partyzanckie zrzutowisko i lądowisko „kukuruźników”. Jednym z dowódców u Kowpaka był Polak o ps. „Orlik” – działający najczęściej w rejonie Sianki – Borynia. /.../
Przyszedł dzień 15.08.1944 r. We dworze w Tarnawie Wyżnej kwaterował sztab UPA, a we wsi pancerna jednostka niemiecka. Kowpak w tym dniu odszedł z całym oddziałem na południe. W Mucznem, w budynku, który nazywaliśmy „nadleśnictwo” zatrzymało się 74 osoby narodowości polskiej, które uchodziły przed zalewem represji i linią frontu. UPA czując się bezkarnie otoczyła budynek i wszyscy zostali zabici. Było tam dużo kobiet i dzieci. Pastwiono się nad ofiarami. Wszyscy chyba mieli odrąbane głowy. Na koniec upowcy zapowiedzieli, że przez tydzień zwłoki mają leżeć nie pochowane – dla ostrzeżenia innych Lachów. W następną noc nad ranem (czyli już 17-go 1944) po kryjomu wróciłem do domu. Musiałem zachowywać jak największa ostrożność, gdyż ludzie wiedzieli o mojej działalności, no i byłem Polakiem. Widok jaki zastałem budził grozę. Po całej mojej rodzinie pozostały tylko plamy krwi, a dom splądrowano i obrabowano. Ciał najbliższych wywiezionych do pobliskich wąwozów, nigdy już nie odnalazłem. Z mojej rodziny zginęli rodzice Michał i Emilia, siostra Ewa, siostra Stefania i jej mąż Jan Kochaniec. Tego bestialskiego  mordu dokonała bojówka pod dowództwem Iwana Szweda (nadterminowy kapral Wojska Polskiego narodowości ukraińskiej zam. Tarnawa Niżna), Współwinny zbrodni był pop grekokatolicki Iwan Iwanio Parafia Tarnawa Wyżna. Pop gwarantował mojej rodzinie bezpieczeństwo (jego syn Josef absolwent Politechniki Lwowskiej był w kierownictwie sztabu UPA). Pop w ten sposób uśpił naszą czujność i wystawił moją rodzinę na śmierć. Nadmieniam, że Iwan Szwed przy pomocy policji ukraińskiej dokonał likwidacji ludności żydowskiej w potoku wąwozie Roztoki – Borsuczyny”(Alojzy Wiluszyński, Warszawa 2009. Ostatni opisywany fakt A.W. przekazuje dopiero w 2009, pozostały tekst jest pisany przy mnie jeszcze w roku 1991- A.D.).  
Pan Derwich pisze dalej: „Po 46 latach od tego zdarzenia los zetknął mnie z mieszkańcem Tarnawy Wyżnej, Alojzym Wiluszyńskim. Jego relacja nie mogła być wtedy opublikowana, ponieważ p. Alojzy nie wyraził na to zgody. Obecnie można już pokrótce przedstawić tamte tragiczne chwile. A. Wiluszyński, niespełna dwudziestolatek, należał do kilkunastoosobowego oddziału samoobrony, dowodzonego przez podporucznika Armii Krajowej z Turki.  Wobec przytłaczającej ilości przeciwników, grupka samoobrony mogła tylko lawirować w ciągłej ucieczce, starając się ocalić życie: „Rankiem (18-go sierpnia) przemykaliśmy się pomiędzy bukami grzbietem Jeleniowatego. Dowódca miał jakąś informację do sprawdzenia u leśnika na Brenzbergu. Do zabudowań  podchodziliśmy bardzo ostrożnie. Dokoła panowała cisza mącona intensywnym brzękiem much. Napotkaliśmy ciało zabitego człowieka i naraz okazało się że wśród traw i opłotków wciąż znajdywano następne. Były kobiety, mężczyźni, dzieci. Nikt nie był zabity z broni palnej. Z trudem udawało się rozpoznać kogoś znajomego, wielu z nich to musieli być bieżeńcy z dalszych stron. Widać było sutannę duchownego i mundury leśników. Ciała nosiły ślady okrutnych tortur i bestialskiej śmierci. Musiało mieć to miejsce jakieś 2 - 3 dni temu. Ktoś zaczął liczyć ofiary, ktoś zaczął szukać łopat. Dowódca małym aparatem fotograficznym robił pospiesznie zdjęcia przynaglając jednoczenie do jak najszybszego opuszczenia miejsca zbrodni obawiając się, że zostaną prowokacyjnie oskarżeni. Naliczyliśmy 74 osoby. Ktoś nieśmiało zaoponował - jemu udało się doliczyć 75 ofiar. Nie liczono ponownie. Zmówiliśmy modlitwę za zmarłych. Lasami, w poprzek doliny Roztok, doszliśmy do Koniarki pod Haliczem. Tam dowódca rozwiązał oddział. Każdy miał przetrwać na własną rękę.” /.../
Leśnicy z Nadleśnictwa Stuposiany i członkowie Stowarzyszenia Górnego Sanu odczuli potrzebę upamiętnienia tamtego okrutnego czasu i wystąpili z inicjatywą ustawienia krzyża i tablicy na Brenzbergu. Po przeprowadzeniu stosownej procedury i uzyskaniu pozwoleń administracyjnych, kilkutonowy głaz piaskowca z tablicą oraz piękny  dębowy  krzyż  zajęły miejsce na polanie. Uporządkowano także najbliższe otoczenie, ustawiono tablicę informacyjną, poprawiono stan ścieżki i 16 września 2010 roku ksiądz proboszcz miejscowej parafii w asyście dwóch kapłanów odprawił nabożeństwo oraz poświęcił miejsce pamięci, a liczna gromada leśników – w tym uczestnicy 110 Zjazdu Polskiego Towarzystwa Leśnego, mieszkańcy okolicznych osad, harcerze – oddali hołd Ofiarom” (Antoni Derwich, Muczne, 18.IX.2010 r.).  
Głównie dzięki inicjatywie Antoniego Derwicha obelisk i krzyż stanęły na Jeleniowatym – grzbiecie górskim w okolicy Mucznego koło Stuposian. Na pomniku wyryty został napis: „Pamięci 74 Polaków bestialsko pomordowanych przez ukraińskich nacjonalistów”. W rozmowie z  Antonim Derwichem dziennikarz pyta: - Czy postawienie krzyża i obelisku może dziś zakłócić stosunki z Ukraińcami, którzy inaczej patrzą na UPA?

-  To zależy od odbiorców. Naszym obowiązkiem jest zachować pamięć o rodakach, w dodatku krajanach. Obłudnym byłoby twierdzić, że zmarli z nieznanych przyczyn, kiedy sprawcy zbrodni są znani. Wskazanie ich jest obowiązkiem moralnym.
-  Ustawienie pomnika nie jest nawoływaniem do jakichkolwiek rozliczeń?
-  Absolutnie nie! Nie nawołujemy do ukarania winnych, nie potępiamy nikogo. Po prostu czcimy pamięć osób cywilnych i bezbronnych, którym nie dano szans na przetrwanie. Mamy do tego prawo. To jest nasz obowiązek. Potwierdzeniem tego jest fakt naszej opieki nad zniszczonymi cmentarzami wiejskimi w Dźwiniaczu Górnym, Bukowcu, Beniowej i w Siankach. Na cmentarzach spoczywają dawni mieszkańcy tych wiosek: Rusini (jeszcze nie byli wtedy Ukraińcami) i Polacy. Uważam, że tak należy postępować, nie wdając się politykę i zaszłości historyczne.
Na Forum Dyskusyjnym skomentował to internauta „starek bieszczadzki”: „Proszę zwrócić uwagę, jak probanderowska agresywna ofensywa wpędziła nas Polaków w mroczny zaułek. Dziennikarz nie pyta Pana Derwicha o bestialsko pomordowaną grupę 74 Polaków, w większości kobiety i dzieci, ale o to, czy broń Boże postawienie Im pomnika nie urazi uczuć Ukraińców! Każdy uczciwy Ukrainiec przyjdzie pod ten pomnik zmówić modlitwę i złożyć kwiaty. Tylko wyzbyty człowieczeństwa poplecznik zbrodniarzy może „obrazić się”. O co? Czy chodzi tutaj o działaczy ZUwP? Jeden z dyżurujących na portalach internetowych już odezwał się, udając Polaka. Za chwilę zapewne dołączy „w drugiej osobie”, aby wyciągnąć jakąś „dyżurną” miejscowość, w której zginęli Ukraińcy, „równoważyć konflikt”, wracać do Rusi (ale nie do Gotów, jak robili to historycy III Rzeszy). Dlatego proponuję, aby nie wdawać się w jałowe dyskusje z doktrynerami Doncowa. Nie tylko na Ukrainie, ale także w Polsce już każdy faszysta z OUN i zbrodniarz z UPA ma swój pomnik. Nie mają go tysiące polskich cywilnych ofiar. Bo najczęściej wyrżnięte i wyrąbane zostały całe rodziny i nie ma kto tego zrobić. A przecież jesteśmy narodem chrześcijańskim i w imię tych wartości zadbajmy o pamięć naszych rodaków, którzy umierali w trudnych do wyobrażenia męczarniach a ich pamięć i mogiły są bezczeszczone. Pan Derwich i leśnicy bieszczadzcy dali przykład.”  
Alfred  Steinhardt, który ukrywał się w tym czasie m.in. na stacji kolejowej w Sokolikach opowiadał, że był świadkiem jak ogarnięci trwogą ludzie uciekali do lasów, mając nadzieję  że w leśniczówce znajdą względny spokój. Uciekali pieszo i furmankami. Byli to głównie starcy, kobiety i dzieci... Po kilku dniach w Sokolikach pojawił się chłopiec, syn jednego z leśników. Chłopak powiedział, że na leśniczówkę był napad. Ukraińcy wymordowali wszystkich ukrywających się Polaków. On ocalał, bo był wcześnie rano w lesie, a kiedy wracał do leśniczówki usłyszał okrzyki. Ukryty za drzewami widział morderców i ofiary, słyszał ich krzyki i płacz. Chłopak przeczekał kilka dni w Sokolikach, aż wreszcie nie wytrzymał dręczącej go niepewności i poszedł do lasu zobaczyć  jaki los spotkał jego rodzinę. I znowuż minęło kilka dni. Miejscowy chłop przyszedł do Sokolik z ostrzeżeniem przed kolejnymi napadami jak też z wiadomością, że właśnie ten chłopak „od leśnika” został przez upowców pochwycony, poddany torturom – a potem zamordowany.
Nasuwa się pytanie: dlaczego IPN zajmujący się nawet pojedynczymi zabójstwami osób narodowości ukraińskiej, nie zainteresował się zbrodnią w Brenzbergu – Mucznem? Umierają ostatni, a i tak nieliczni, ocaleli polscy świadkowie zbrodni dokonanych przez ukraińskich nacjonalistów. Dla potomnych pozostaną spreparowane wspomnienia zbrodniarzy, także tych, którzy nigdy nie byli sądzeni i nie ponieśli żadnej kary, którzy teraz przyjeżdżają do Polski i stawiają nielegalnie panteony chwały poległym w walce z polską samoobroną lub WOP swoim „towarzyszom broni”. Powstają opracowania „historyczne” naukowców ukraińskiego pochodzenia, głównie na polskich uczelniach i wydawane kosztem polskich podatników. Praktycznie bez wyjątku pisane z opcji probanderowskiej, relatywizujących zbrodnię ludobójstwa ukraińskich faszystów dokonaną, zgodnie z podstawowym założeniem doktrynalnym OUN, na bezbronnej cywilnej ludności polskiej. Co prawda „depolonizacja”, czyli fizyczne i duchowe wyniszczenie Polaków i wszelkich śladów ich cywilizacji na Kresach przyniosło jednocześnie  zniszczenie kultury i humanizmu na tym terenie, ale było to także zgodne z doktryną Doncowa, która nakazuję, że lud ma być ciemny i całkowicie posłuszny „elicie” przywódczej. Na Wołyniu tę „ciemnotę” ukraińskiego ludu „elita” przywódcza OUN-UPA skutecznie wykorzystała przeciwko ludności polskiej i to w sposób niezwykle barbarzyński.
Banderowska manipulacja o „rozdrapywaniu ran” miała miejsce w Bieszczadach już rok wcześniej, gdy 3 października 2009 roku na cmentarzu komunalnym w Ustrzykach Dolnych odsłonięty został pomnik upamiętniający pomordowanych przez OUN-UPA na Kresach Wschodnich i w Bieszczadach. Mszę poprzedzającą jego odsłonięcie odprawił ks. Tadeusz Pater, cudem ocalały podczas rzezi w Rumnie. „Ustrzycki obelisk jest – jak mówił prezes Stowarzyszenia Upamiętnienia Ofiar Zbrodni Ukraińskich Nacjonalistów Szczepan Siekierka – 30 pomnikiem na ziemiach polskich upamiętniającym ofiary OUB-UPA.
- Są głosy sprzeciwiające się takim uroczystościom. Mówi się, że niepotrzebne rozdrapywanie ran, że należy żyć przyszłością – mówił prezes „HT – 1951”Wiesław Cybruch. –  Żadna przyszłość nie będzie dobra, jeśli nie będzie oparta na pamięci, na szacunku dla zmarłych i żywych. Pokazywanie zbrodni to nie rozdrapywanie ran, ale obnażanie zła. Czy ofiary mordów zostały przeklęte, a zbrodniarze odnieśli zwycięstwo? Nasze milczenie, bierność świadczyłaby, że tak się stało. Ale jest inaczej. Pamiętamy! (...)
- Czy istnieje potrzeba odsłaniania kolejnej tablicy, stawiania kolejnego pomnika? Odpowiedź jest prosta: istnieje. Ten pomnik to symbol prawdy – powiedział ustrzycki burmistrz Henryk Sułuja. – Dobrze byłoby, by narody, które kiedyś żyły razem, były dobrymi sąsiadami, współpracowały ze sobą, aby nigdy nie doszło do takich tragedii.
- To jest pomnik w hołdzie pomordowanym i ku przestrodze żywym – mówi Bolesław Ćwiarowicz, który mieszkał w Zabużu i – jak sam mówi – cudem ocalał w czasie pacyfikacji przez UPA jego rodzinnej miejscowości . (Tadeusz  Szewczyk: W hołdzie pomordowanym, ku przestrodze żywym; w: „Gazeta Bieszczadzka” z 16.10.2009).
Polacy stawiając pomnik ofiarom gęsto tłumaczą się, że nie jest to rozdrapywanie ran, jakaś demonstracja polityczna, ale normalne, wynikające z głębokich wartości humanistycznych, wartości chrześcijańskich, uczczenie pamięci ofiar, często swoich najbliższych. Boją się o posądzenie ich o jakieś złe intencje. Pomników ofiar w Polsce stoi 30. Nielegalnie postawionych pomników katom jest w Polsce ponad 150 i neofaszyści ukraińscy nie mają żadnych obiekcji moralnych. Kto stworzył taki klimat w naszej ojczyźnie? Mija 10 lat od odsłonięcia pomnika w Ustrzykach Dolnych i to „nierozdrapywanie ran” skończyło się kilkuletnim już zakazem ekshumacji polskich ofiar ukraińskiego ludobójstwa na terenie obecnej Ukrainy i nic nie wskazuje na zmianę tego barbarzyństwa.
W tym roku 15 sierpnia minie 75.rocznica największej zbrodni popełnionej przez UPA na bezbronnych polskich uciekinierach usiłujących ukryć się i ocalić życie w bieszczadzkich ostępach. Do 2010 roku nad tą zbrodnią panowała cisza. I gdyby jej nie przerwali bieszczadzcy leśnicy z Panem Antonim Derwichem na czele trwałaby nadal.   
(Tekst ten został opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta”, nr 26 z 28 czerwca – 4 lipca 2019).
 Stanisław Żurek