Dzisiaj jest: 23 Kwiecień 2019        Imieniny: Jerzy, Wojciech
Kto odwiedzi Generała ?

Kto odwiedzi Generała ?

 18 kwietnia bieżącego roku przypada 75 rocznica śmierci dowódcy 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK, walczącej na froncie wschodnim z wojskami niemieckimi. Do dziś niestety nie udało się badaczom wyjaśnić czy…

Readmore..

Pomnik upamiętniający  pomordowanych rodaków  na Kresach, stanie  również  w Zielonej Górze

Pomnik upamiętniający pomordowanych rodaków na Kresach, stanie również w Zielonej Górze

Z przyjemnością informujemy o inicjatywie jaka narodziła się w Zielonej górze. 9 marca 2019 r. „Gazeta Lubuska” która Kresami zajmuje się od lat opublikowała niżej prezentowany materiał;Uczestnicy spotkania inaugurującego działalność…

Readmore..

Nasza kompania otrzymała zadanie na kierunlu: Włodzimierz - Uściług

Nasza kompania otrzymała zadanie na kierunlu: Włodzimierz - Uściług

Wieczorem otrzymujemy rozkaz spakowania się. Około drugiej w nocy zarządzono alarm z zachowaniem zupełnej ciszy. Składamy plecaki na wozy taborowe, a sami idziemy na miejsce zbiórki. Odbywa się normalny rytuał…

Readmore..

„Wojna polsko-ukraińska” na Wołyniu w zeznaniach banderowców.

„Wojna polsko-ukraińska” na Wołyniu w zeznaniach banderowców.

„W czerwcu 1943 roku przedstawiciel Centralnego Prowidu OUN „KŁYM SAWUR” przekazał mi ustnie tajną dyrektywę Centralnego Prowidu OUN o powszechnej fizycznej likwidacji całej ludności polskiej, zamieszkałej na terytorium zachodnich obwodów…

Readmore..

GENERAŁ LEOPOLD OKULICKI „NIEDŹWIADEK” 1898 - 1946 OSTATNI DOWÓDCA AK, OBOŃCA LWOWA

GENERAŁ LEOPOLD OKULICKI „NIEDŹWIADEK” 1898 - 1946 OSTATNI DOWÓDCA AK, OBOŃCA LWOWA

/ Płk Leopold Okulicki na tarasie budynku Dowództwa Armii Polskiej w ZSRR. Foto https://okulicki.ipn.gov.pl/oku/galeria-1/19411944/2075,1941-1944.html Leopold Okulicki, ps. „Niedźwiadek”, „Biedronka”, „Bronka”, „Jan”, „Jan Mrówka”, „Jan Ogór”, „Kobra”, „Konrad”, „Kula”, „Miller”, „Mrówka”,…

Readmore..

MIESZKAĆ NA KRESACH

MIESZKAĆ NA KRESACH

/ Kresowiacy w Wielkopolsce, w Garkach. Zdjęcie z końca lat 50-tych rodziny Drzewieckich. W centrum Jadwiga ( siostra mojej babci Marii Walkow z domu Szozda, obok jej mąż Jan i…

Readmore..

To nie są pasjonaci- to są ofiary zbrodni ludobójstwa

To nie są pasjonaci- to są ofiary zbrodni ludobójstwa

/ W Hucie Pieniackiej uczczono pamięć pomordowanych Polaków – 24 lutego 2019 W uroczystości uczestniczyli przedstawiciele IPN, którzy upamiętnili kilkuset mieszkańców miejscowości zamordowanych przez żołnierzy ukraińskiej dywizji SS „Galizien” i…

Readmore..

Kresy. Ostatni świadkowie.  Potrzebna jest Wasza pomoc, aby powstała druga część filmu. O kontynuację prosili nas Kresowiacy.

Kresy. Ostatni świadkowie. Potrzebna jest Wasza pomoc, aby powstała druga część filmu. O kontynuację prosili nas Kresowiacy.

„Gazeta Lubuska” Kresami zajmuje się od lat, bo i jako dziennik ukazujący się na ziemiach zwanych odzyskanymi na ten temat byliśmy skazani. Teraz rozpoczęliśmy kolejny etap archwizowania historii, bo każdego…

Readmore..

Zmarł więzień Auschwitz. Jan Kobylański (1923-2019)

Zmarł więzień Auschwitz. Jan Kobylański (1923-2019)

W dniu 27 marca 2019 roku zmarł Jan Kobylański, pomysłodawca i wieloletni prezes Unii Stowarzyszeń i Organizacji Polonijnych Ameryki Łacińskiej. Miał 95 lat.Jan Kobylański urodził się w Równem na Wołyniu…

Readmore..

Pomoc kościołowi w Ikaźni

Pomoc kościołowi w Ikaźni

Nazywam się Jolanta Iskra. Mieszkam w Olsztynie.Moja Rodzina przyjechała na Warmię z Kresów Północnowschodnich, z okolicy dawnego miasteczka Ikaźń w powiecie brasławskim województwa wileńskiego.Ikaźń to obecnie dość duża wies na…

Readmore..

Oświęcim Wielkanocne jajko.

Oświęcim Wielkanocne jajko.

Szanowni Państwo!W NIEDZIELĘ PRZEWODNIĄ tj 28 kwietnia 2019 roku o godz. 16.00 w Hotelu „Kamieniec” ul. Zajazdowa 2 w Oświęcimiu spotkajmy się w gronie Kresowian i sympatyków Kresów Wschodnich na…

Readmore..

SŁUŻYLI BOGU, LUDZIOM I OJCZYŹNIE.  RZECZ O DUCHOWIEŃSTWIE KATOLICKIM NA WOŁYNIU W GODZINIE PRÓBY

SŁUŻYLI BOGU, LUDZIOM I OJCZYŹNIE. RZECZ O DUCHOWIEŃSTWIE KATOLICKIM NA WOŁYNIU W GODZINIE PRÓBY

O duchowieństwie rzymskokatolickim na Kresach Wschodnich, w tym na Wołyniu w czasach II Rzeczypospolitej i po wybuchu II wojny światowej można mówi w kilku aspektach. Oczywiście najważniejszy z nich -…

Readmore..

Dwa plus dwa to się równa rower: czyli o polityce Ukrainy. cz.2

/ Pomnik w Hruszowicach rozebrany. W lewym dolnym rogu podgląd na pomnik który miał być czymś małym symbolicznym a jednak zajął co najmniej kilka kwater.  

24 maja rozpoczęły się prace ekshumacyjne w Hruszowicach.
Dr hab. Andrzej Zapałowski podkreśla, że obiekt w Hruszowicach został wybudowany w 1993 roku przez byłych członków UPA, którzy zorganizowali się w ramach Związku Ukraińców-Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego (obecnie Związek Ukraińców-Więźniów Politycznych i Represjonowanych) i zadecydowali o tym na swoim zjeździe w 1993 roku. Dodał, że później znany ukraiński szowinista i obrońca UPA oraz Stepana Bandery, Bogdan Huk pisał, że jest to rodzaj pomnika symbolicznego.

Przypomniał też, kto tworzył zręby UPA na Pogórzu Przemyskim, a także w innych miejscach: „Te grupy zasadniczo składały się z byłych funkcjonariuszy niemieckiej żandarmerii, czyli ukraińskiej policji pomocniczej. Ta formacja tylko na obszarze powiatu przemyskiego jest odpowiedzialna za wymordowanie wspólnie z Niemcami co najmniej kilku tysięcy Żydów w latach 1941 – 1944. Następnie, w czerwcu 1944 roku, gdy zbliżali się już sowieci, obsada ponad 20 posterunków w regionie uciekła do lasu, tworząc podwaliny UPA. Skład ich oddziałów uzupełniali byli członkowie Waffen-SS Galizien. Trzeba więc powiedzieć jasno, że oddziały UPA składały się głównie z osób, które mordowały Żydów i Polaków. Więc jeżeli dziś strona ukraińska upomina się, że trzeba im wybudować pomnik, to trzeba powiedzieć, że chcą oni budować pomnik morderców Żydów i Polaków, a także Ukraińców, którzy nie chcieli podporządkować się UPA” – zaznacza. Swoje wielkie niezadowolenie z prac w Hruszowicach wyrażał Światosław Szeremeta. Sugerował, że strona polska złamała polsko-ukraińskie porozumienie w tej sprawie. Z kolei mediom ukraińskim oburzał się, że prace w Hruszowicach odbędą się bez jego udziału. „Nie wykluczam, że oni [Polacy – red.] zorganizowali to świadomie, żebym nie był obecny podczas prac. Wygląda na to, że obecna polska władza i polski IPN stawiają sobie za cel zniszczenie ukraińskich miejsc pamięci w Polsce, które dotyczą UPA” – powiedział Szeremeta.
„– Oburzenia Szeremety nie ma co komentować. Po pierwsze, to terytorium należy do Polski. Po drugie, nielegalny obiekt w Hruszowicach nigdy nie był oficjalnym miejscem pamięci. Po trzecie, strona ukraińska nigdy nie przyznała się do obiektu, więc właściciel był nieznany, a za stan prawny odpowiadał jedynie właściciel cmentarza. Po czwarte, nie ma żadnych dowodów że w tym miejscu spoczywają szczątki upowców” – mówi Marek Kulpa, szef SKUBUwP. Prof. Zapałowski stwierdza, że przedstawiciele przemyskiej mniejszości i Związku Ukraińców w Polsce radykalnie dopominając się odbudowy pomnika UPA  pokazują, że utożsamiają się z tą ideologią: „Oni nie dopominają się godnego pochówku dla Ukraińców w całym kraju. Nie, oni chcą godnego upamiętnienia zbrodniczej organizacji, która odpowiada za ludobójstwo Żydów i Polaków – nie tylko na Kresach, ale też na Pogórzu Przemyskim. Widzimy więc, gdzie jest im ideologiczne bliżej.”  Zaznacza, że obok nieistniejącego banderowskiego upamiętnienia jest legalny grób banderowców (doktora, który współpracował z UPA). „– Nikt w trakcie rozbiórki pomnika w Hruszowicach nawet nie dotknął grobu, mimo, że widać na nim stylizowany herb ukraiński w ujęciu banderowskim. O tym się nie mówi, a to jest parę metrów od nieistniejącego upamiętniania”.  Prof. Zapałowski zwraca też uwagę na przekaz medialny w sprawie Hruszowic: „Jeżeli ktoś ze strony ukraińskiej mówił mediom, że zniszczono grób upowców, to nie ma zgody na takie stawianie sprawy. Zniszczono upamiętnianie zbrodniczej organizacji, która dokonała ludobójstwa na Żydach i Polakach. Jednak kłamstwa na ten temat podają polskie media, a szczególnie media na Ukrainie.”  
W lipcu 2017 roku na cmentarzu w Hruszowicach poświęcono krzyż, upamiętniający Ukraińców, którzy ratowali Polaków w czasie ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Wcześniej był on częścią rozebranego, nielegalnego obiektu ku czci band UPA. Krzyż stanął na jego miejscu. Po pewnym czasie z krzyża zerwano tablicę z inskrypcją dedykacyjną. Niedługo po rozbiórce w Hruszowicach, władze ukraińskie zablokowały polskie prace poszukiwawczo-ekshumacyjne szczątków Polaków, w tym ofiar rzezi wołyńskiej, na terytorium Ukrainy. Miejsce po rozebranym upamiętnieniu było również celem „pielgrzymek” z Ukrainy, które składały tam kwiaty, a także odśpiewywały ukraiński hymn i wznosiły banderowskie okrzyki. Władze w Kijowie w trakcie oficjalnych rozmów domagały się też od Polski odbudowania nielegalnego upamiętnienia UPA w Hruszowicach, a także ukarania osób odpowiedzialnych za jego rozbiórkę. (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/hruszowice-dowiedzmy-sie-wszyscy-jaka-jest-prawda/;
23 maja 2018).
24 maja zdołano rozebrać masywną, betonową ławę fundamentową ze zbrojeniem grubości niemal metra, na której w 1994 roku nielegalnie postawiono obiekt ku czci zbrodniarzy z UPA.  Okazało się, że ze względu na duże wymiary fundamentu, prace przy jego rozbiórce zajęły cały dzień. Grubość wynosiła 70-80 centymetrów. Ta sytuacja zaskoczyła badaczy, których zdaniem takie konstrukcje są niespotykane na cmentarzach. Według nich, a także polskich obserwatorów prac, wykonanie takiego fundamentu nie byłoby możliwe bez wykorzystania „gruszki” do betonu czy jakiegoś rodzaju betonowozu i wymagało zorganizowanej, kilkudniowej pracy. Przeczyłoby te zarazem potocznym twierdzeniom, jakoby to upamiętnienie powstało „przez jedną noc”. Sam prof. Szwagrzyk w rozmowie z RIRM powiedział, że widać, iż od początku nikt nie myślał o małym upamiętnieniu, ale o tym, by powstał tam „monument ku czci UPA”.
Na miejsce prac przybył również sekretarz ukraińskiej komisji międzyresortowej ds. upamiętnień Światosław Szeremeta, znany apologeta OUN-UPA. Szeremecie w związku z pracami w Hruszowicach specjalnie cofnięto zakaz wjazdu do Polski. Ponadto, cofnięto też zakaz dla Wołodymyra Wjatrowycza, szefa Ukraińskiego IPN, gloryfikatora Stepana Bandery i OUN-UPA oraz „kłamcy wołyńskiego”. Szeremecie towarzyszy kilku współpracowników. Szeremeta już na początku wdał się w utarczkę słowną z wójtem gminy Stubno, twierdząc, że prace są nielegalne, a rozbiórka obiektu ku czci UPA była „barbarzyństwem”. Wójt odpowiedział, że wszystko odbyło się zgodnie z prawem, a obiekt był nielegalny. Szeremeta w agresywnym tonie dyskutował też z prof. Szwagrzykiem, twierdząc m.in. że Lwów był pod polską okupacją. Wiceszef IPN zapytał go, kiedy zostaną odsłonięte lwy na Cmentarzu Orląt Lwowskich, które obecnie są schowane pod ustawionymi na nich skrzyniami. Szeremeta twierdził, że lwy są m.in. symbolem polskiej okupacji Lwowa, a obowiązująca uchwała rady miejskiej nie zezwala na eksponowanie takiej symboliki. Szeremeta insynuował też, że IPN i prof. Szwagrzyk w kwestii podejścia do UPA stoją po stronie komunistów. Jego twierdzenia spotkały się jednak ze zdecydowaną odpowiedzią obecnego na miejscu historyka, dr hab. Andrzeja Zapałowskiego. Ostatecznie Szeremeta stonował swoje zachowanie, ograniczając się do obserwacji prac i robienia zdjęć. W rozmowie z RIRM prof. Szwagrzyk przyznał, że zaraz po przybyciu na miejsce Szeremeta chciał wstrzymać prace IPN. „Zaraz po wejściu na cmentarz usłyszeliśmy słowa publicznie wypowiedziane do nas wszystkich, że to, co robimy tutaj, jest naruszeniem prawa międzynarodowego. Użyto także określenia, że jest to barbarzyństwo, to co w Polsce robimy” – relacjonował prof. Szwagrzyk. „Ze spokojem, chociaż nie powiem, że z przyjemnością, wysłuchaliśmy tych słów uznając, że jest to kolejny przejaw działań o określonym charakterze ze strony ukraińskiej.” Szeremeta twierdził z kolei, że prace IPN są „niepotrzebne, albowiem jest to ukraińskie miejsce pamięci”, które według niego strona polska powinna chronić. (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/pierwszy-dzien-prac-w-hruszowicach-zakonczony-badania-potrwaja-dluzej/; 24 maja 2018).   
Część ukraińskich mediów, powołując się na Pawło Podobiedę z Ukraińskiego IPN podało, że w Hruszowicach znaleziono szczątki członków UPA. „Mogiła bojowników UPA w Hruszowicach nie była symboliczna. Na miejscu zniszczonego pomnika ku czci żołnierzy UPA znaleziono pochówki” – cytuje Podobiedę Zaxid.net, który pisze o odkryciu szczątków „ukraińskich żołnierzy”. „Te słowa są dla mnie szokujące. Nie ma żadnych, powtarzam – żadnych przesłanek na tę chwilę, żeby mówić o odnalezieniu tam jakichkolwiek szczątków członków UPA” – zaznacza prof. Szwagrzyk. „Nie wiem, na jakiej podstawie uczestnik tej 5-osobowej grupy oddelegowanej przez stronę ukraińską mógł użyć takich sformułowań. Jeśli chodzi o wyniki badań archeologicznych, nie ma żadnych przesłanek, żeby na tę chwilę uznać, że mamy do czynienia z innymi pochówkami, niż naturalne na cmentarzu.”  Jeszcze przed badaniami część Światosław Szeremeta sugerował, że groby upowców powinny być poszukiwane w szerszym zakresie, na większym obszarze, gdyż rzekomo mogą znajdować się kilka metrów od rozebranego upamiętnienia, a może i dalej. „Warto przypomnieć, że przez długi czas słyszeliśmy ze strony ukraińskiej przekaz, że pomnik stoi w miejscu pochówku członków UPA. Potem słyszeliśmy inną narrację, że nie dokładnie w tym miejscu, ale może w innym. Kilka miesięcy temu polskie urzędy oficjalnie otrzymały pismo z oczekiwaniem strony ukraińskiej, ze miejsce pomnika zostanie wpisane na listę grobów wojennych. Już ta pobieżna analiza kroków podejmowanych przez stronę ukraińską świadczy o tym, że to miejsce, a wszystko na to wskazuje, nie było znane Ukraińcom jako miejsce rzekomego grobu. To miejsce wybrano w sposób przypadkowy. Upamiętniono je pomnikiem, który nigdy nie powinien był tam stanąć. Upierano się przy wersji, że jest to grób wojenny, członków UPA” – zaznacza wiceszef IPN. „Możemy być prawie pewni, że pojawią kolejne odsłony tej narracji. Stoimy na stanowisku, że te niepodważalne wyniki badań naukowych realizowane, podkreślam, przy pełnym otwarciu na stronę ukraińską, przy pełnej obecności z ich strony, te wyniki ostatecznie ujawnią prawdę o tym miejscu. Po zakończeniu prac trudno będzie komukolwiek, nawet złej woli powiedzieć, że strona polska coś ukrywa, że doszło do jakiegoś zniszczenia, czy nie daj Boże, co już słyszymy, do zbezczeszczenia szczątków i zniszczenia grobu wojennego.”  (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/prof-szwagrzyk-dla-kresy-pl-w-hruszowicach-nie-ma-zadnych-sladow-zbiorowego-grobu-czlonkow-upa/; 25 maja 2018).  
Jak poinformował w rozmowie z portalem Kresy.pl tuż po zakończeniu badań kierownik prac, prof. Krzysztof Szwagrzyk, łącznie przebadano obszar cmentarza o powierzchni 20 metrów kwadratowych, zarówno w miejscu pod fundamentem nieistniejącego „pomnika UPA”, jak i w jego najbliższym otoczeniu. Na badanym obszarze ujawniono łącznie szczątki 16 osób, w tym 6 mężczyzn, 3 kobiet, 2 dzieci, jednego nastolatka i 4 szczątki osób, w przypadku których na razie nie udało się ustalić płci. Przy części z nich odkryto artefakty, takie jak m.in. monety: polskie przedwojenne, m.in. z lat 20. i 30. XX wieku, a także monety rosyjskie, austriackie, a nawet jeden numizmat z Francji. W co najmniej dwóch grobach znaleziono naszyjniki lub korale, które należały do kobiet. „Na podstawie dotychczasowych wyników badań uznajemy, że nie ma podstaw uzasadniających twierdzenie, że na tym cmentarzu są pochówki członków UPA. Naszym zdaniem ułożenie pochówków, to co zastaliśmy w jamach grobowych, wszystkie okoliczności świadczą o tym, że mamy do czynienia ze starszymi, naturalnymi pochówkami m.in. z lat 30. XX wieku, na co wskazuje datowanie monet. Takie jest nasze stanowisko, jednak wiem, że strona ukraińska zajmuje w tej kwestii zupełnie odmienne stanowisko, co wyraził pan sekretarz Światosław Szeremeta”  – powiedział prof. Szwagrzyk. Wcześniej ze strony ukraińskiej, w ciągu trzeciego dnia prac za sprawą specyficznych relacji Pawła Podobiedy z UIPN, który towarzyszył Szeremecie w Hruszowicach, w mediach społecznościowych pojawiały się rzekome „dowody” na odkrycie pochówków co najmniej dwóch upowców. Miały o tym świadczyć m.in. guzik bieliźniany, który Ukraińcy uznali za guzik od niemieckiej bielizny wojskowej z okresu II wojny światowej, a także czaszka ze śladami uderzenia tępym przedmiotem, które najpewniej było śmiertelne. Zaznaczmy, że wcześniej Bogusław Kleszczyński z IPN, współprowadzący prace w Hruszowicach powiedział portalowi Kresy.pl, że znaleziony guzik trudno tak jednoznacznie interpretować, tym bardziej bez dokładnego wyczyszczenia przedmiotu czy badań, gdyż równie dobrze może to być zwykły, codzienny przedmiot należący do cywila. Profesor Szwagrzyk powiedział, że początkowo Ukraińcy twierdzili, że szczątki trzech osób można uznać za upowców. Kilka godzin przed zakończeniem prac grupa Szeremety mówiła już o pięciu przypadkach. „Według strony ukraińskiej, pięć spośród znalezionych osób miałoby należeć do UPA, a podstawą do tego w przypadku jednej osoby jest to, że miała ona przy sobie niemiecki guzik bieliźniany. To ma być podstawa do twierdzenia, że mamy do czynienia z członkiem UPA. W drugim przypadku jest to pęknięta czaszka. W pozostałych przypadkach nawet nie jestem w stanie określić zasadności czy powodów, dla których zdaniem strony ukraińskiej są to członkowie UPA. Jeżeli kość ludzką można interpretować bez żadnego innego kontekstu jako kość członka UPA… Mogę to tylko przytoczyć, ale nie jestem w stanie odnieść się do takich wniosków z przeprowadzonych badań” – mówi prof. Szwagrzyk.    
„Powtórzę raz jeszcze, naszym zdaniem nie ma uzasadnianych powodów pozwalających uznać, że mamy w Hruszowicach z pochówkami innymi, niż naturalne pochówki mężczyzn, kobiet i dzieci” – podkreśla wiceszef IPN. Dodaje, że na badanym obszarze były też inne jamy z grobami dziecięcymi. Prof. Szwagrzyk odniósł się też do twierdzeń zawartych w opisie szczątków osoby z uszkodzeniami czaszki autorstwa Podobiedy, który wyraźnie sugerował, że to oraz młody wiek zmarłej osoby świadczy, że był to upowiec. Profesor zaznaczył, że według opinii obecnego przy badaniach medyka sądowego śmierć tego człowieka nastąpiła w wyniku urazu czaszki, ale nie wiadomo, co było jego bezpośrednią przyczyną. Zwrócił jednak uwagę na przedmiot, który odkryto przy szczątkach zmarłego: „– Odnaleźliśmy fragment charakterystycznych okularów, używanych przed wojną do jazdy samochodowej, rowerowej. Dla nas taki okular przy tych szczątkach w połączeniu z pękniętą czaszką wskazywałby, że mieliśmy do czynienia ze śmiercią w wyniku gwałtownego zderzenia, na przykład katastrofy samochodowej czy motocyklowej.” Wiceszef IPN dodał, że zdaniem strony ukraińskiej pęknięta czaszka oznacza, że jest to członek UPA. Szeremeta i jego ludzie opuścili teren badań w tym samym czasie, co polscy badacze. „Przeprowadzone badania archeologiczne i medyczno-sądowe nie dały podstaw do uznania, iż w miejscu zdemontowanego pomnika ku czci UPA znajdowały się zbiorowe lub pojedyncze mogiły członków tej ukraińskiej formacji” – głosi oficjalny komunikat, opublikowany przez BPiI IPN. (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/koniec-prac-w-hruszowicach-prof-szwagrzyk-nie-ma-podstaw-do-twierdzenia-ze-sa-tam-groby-czlonkow-upa;  27 maja 2018).  
I ciekawy komentarz M. Czutko na portalu www.wpolityce.pl o ekshumacji w Hruszowicach: „Moje obawy dotyczyły tego, że chodzi o miejsce na cmentarzu, gdzie kości w ziemi być muszą. Znając zapalczywość naszych braci z Kijowa, trudno jest im wytłumaczyć niuans, że to „nie te” kości. No właśnie. Prace się zakończyły, znaleziono szczątki kilkunastu osób, w tym dzieci i kobiet. Uznano, że były to pochówki cywilne, ani śladu jakiegokolwiek wojska. W cywilizowanych warunkach to powinno zamknąć sprawę. Ale za naszą wschodnią granicą wiele pojęć ma zgoła inne znaczenie, „cywilizowane warunki” to jeden z koronnych tego przypadków. „Ukraińscy i polscy eksperci nie doszli do porozumienia co do wniosków z wyników badań archeologicznych w Hruszowicach na Podkarpaciu, które miały wykazać, czy na lokalnym cmentarzu znajdowały się mogiły członków UPA” - podały w poniedziałek ukraińskie media. „Strona ukraińska uważa, że pomnik żołnierzy UPA w Hruszowicach powinien być odnowiony” - doniósł portal telewizji Hromadske z powołaniem na sekretarza ukraińskiej międzyresortowej komisji ds. upamiętnień Swiatosława Szeremetę. Właściwie można się było tego spodziewać. Prawda, owszem jest taka i taka, ale my mamy swoje zdanie „i co nam Pan zrobi”. Pytanie więc, po co był ten naprawdę wymagający gest zapraszania Ukraińców do Hruszowic, by osobiście mogli przyglądać się pracom. Przy okazji w skład delegacji wszedł człowiek, który jeszcze niedawno był objęty zakazem wjazdu do Polski, Swiatosław Szeremeta, sekretarz ukraińskiej międzyresortowej komisji ds. upamiętnień. No, ale skoro zapraszamy delegację, to nie wnikamy w jej skład. Zakaz usunięto i uważam, że to był naprawdę największy z możliwych gestów, jaki można było wobec Kijowa wykonać. Fakty Ukraińcom w niczym nie przeszkadzają, nasze wzajemne relacje w zakresie polityki historycznej stoją w miejscu. Ba, mam wrażenie, że nawet się cofają. Trudno uwierzyć, że to właściwie sprawka dwóch ludzi, wspomnianego Pana Szeremety i Wołodymira Wiatrowycza, szefa ukraińskiego IPN. A będzie jeszcze gorzej, bo w przyszłym roku szykują się na Ukrainie wybory i prezentowana przez wspomnianych panów nacjonalistyczna, probanderowska postawa pozwoli zgarnąć spory kawał elektoratu w zachodniej części kraju. /.../ W obecności prezydentów Andrzeja Dudy i Petro Poroszenki w grudniu 2017 roku w Charkowie padły zapewnienia, że od porozumienia jesteśmy zaledwie o krok. Przez pół roku tego kroku nie udało się wykonać. Czas chyba powiedzieć „dość”, przestać bawić się w gesty, które co prawda pomagają nam lepiej się czuć, ale na Ukraińcach nie robią żadnego wrażenia. Czas wytłumaczyć naszym „braciom”, jak bardzo bezpieczeństwo Ukrainy zależy dzisiaj do Polski. Powiecie Państwo, że to szantaż? Być może, ale skoro inaczej się nie da…” (https://wpolityce.pl/historia/396506-ukraincom-prawda-nie-przeszkadza-w-prowadzeniu-oskarzycielskiej-polityki-historycznej-moze-czas-powiedziec-dosc ).
Po pięciu miesiącach namysłu Wiatrowycz postanowił dalej grać w swoje „dwa plus dwa to się równa rower” i wysłał list do prezesa polskiego IPN. Wiatrowycz zarzucił w nim specjalistom polskiego IPN błędy przy badaniu miejsca, gdzie zdemontowano pomnik UPA w Hruszowicach. Polski IPN - jego zdaniem - ograniczył teren badania i dlatego nie mógł znaleźć szczątków upowców. Prezes IPN zaznaczył, że strona ukraińska uczestniczyła w tych pracach, była tam obecna, dlatego „podnoszone teraz zarzuty są dla nas zupełnie niezrozumiałe”. Specjaliści IPN wykluczyli jednak obecność szczątków upowców. Pod dawnym pomnikiem UPA Instytut w obecności strony ukraińskiej ujawnił „cywilne, pojedyncze pochówki 16 osób, w tym mężczyzn, kobiet i dzieci”. Ich szczątków nie ekshumowano, natomiast - jak dowiedziała się później PAP - strona ukraińska nie była zainteresowana ich identyfikacją genetyczną.
Podstawowy zarzut strony ukraińskiej dotyczy - jak to określił Wiatrowycz, powołując się na sprawozdanie archeologiczne, które polski IPN po badaniach przesłał Ukraińcom - zbyt wąskiego wykopu w miejscu, gdzie był pomnik UPA. „Teren wykopu można było co najmniej podwoić w kierunku północno-zachodnim” - ocenił prezes ukraińskiego IPN. Za jeden z kluczowych artefaktów, który według szefa ukraińskiego IPN może świadczyć o obecności szczątków upowców, jest znaleziony niemiecki cynkowany guzik z bielizny wykorzystywanej w latach II wojny światowej. Zdaniem Wiatrowycza guzik ten „nie został praktycznie przeanalizowany ani w archeologicznym ani w antropologicznym raporcie”. Prezes IPN odpowiada na zarzuty ze strony Ukraińców: „Są dla nas zupełnie niezrozumiałe. Uderzają w prof. Szwagrzyka”. (https://wpolityce.pl/historia/418984-prezes-ipn-odpowiada-na-zarzuty-ze-strony-ukraincow; 30.10.2018).  
Wiatrowycz twierdzi, że znaleziony guzik od niemieckiej bielizny mógł należeć tylko do banderowca. Potwierdza więc, że Niemcy nie tylko zaopatrywali UPA w broń i mundury, ale nawet w gacie. Do Polaka należeć nie mógł, bo żaden z nich nie zhańbił by się noszeniem niemieckiego guzika przy gaciach. Zapewne ta logika nie do końca jest prawdziwa, ale zasługuje na uwagę. Zapewne wkrótce Ukraińcy zaczną domagać się, aby z IPN usunąć prof. Szwagrzyka, jak parę lat temu zażądali dymisji Andrzeja Przewoźnika,  ówczesnego sekretarza Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, który wkrótce zginął pod Smoleńskiem.
Może Wiatrowycz ma już upatrzonego kandydata na miejsce Szwagrzyka ze Związku Ukraińców w Polsce?    
W obecnym roku 2018 przypada 75.rocznica ukraińskiego ludobójstwa dokonanego na ludności polskiej na Wołyniu. W związku z tym Ukraina postanowiła ją uczcić zgodnie z rozumowaniem, że „dwa puls dwa to się równa rower”.
Jak poinformowano na stronie internetowej ukraińskiego Instytutu Pamięci Narodowej ukraińskie władze organizują 6 lipca uroczystość, na której zamierzają uczcić „ofiary polsko-ukraińskiego konfliktu podczas II wojny światowej”. Wydarzenie odbędzie się we wsi Rudka Kozińska na Wołyniu, która leży w rejonie rożyszczeńskim w obwodzie wołyńskim. Wybiera się tam wicepremier Ukrainy Pawło Rozenko a także szef UIPN Wołodymyr Wjatrowycz. Według komunikatu UIPN „9. lipca 1943 roku 300 uzbrojonych ludzi, przeważnie Polaków, którzy znajdowali się na służbie w niemieckiej policji, w ciągu kilku godzin we wsi Rudka Kozińska spaliło 70 gospodarstw z ponad 200 budynkami. Rozstrzelano i spalono także 17 ludzi. Od razu po Rudce Kozińskiej spalono wsie Sokół, potem częściowo zniszczono wsie Dorosyn, Zaleśce, Lubcze, Tychotyn i Baszowa”. Jak powiedział PAP historyk z polskiego IPN prof. Mirosław Szumiło, polscy historycy nie wiedzą bliżej, co wydarzyło się w Rudce Kozińskiej i doniesienia ukraińskie muszą zostać zweryfikowane. Według niego Ukraińcy mogą czerpać informacje ze źródeł niemieckich lub raportów UPA, których wiarygodność jest podważana. Prof. Szumiło zakłada, że rzeczywiście doszło do akcji pacyfikacyjnej opisywanej w komunikacie UIPN, w której Niemcy wykorzystali Polaków. Wiosną 1943 roku na Wołyniu do UPA zdezerterowało kilka tysięcy ukraińskich policjantów, którzy natychmiast zaczęli napady na Polaków. Wówczas Niemcy częściowo uzupełnili braki kadrowe w policji Polakami, którzy chcieli bronić swoich bliskich. Niemcy wykorzystywali ich m.in. do udziału w pacyfikacjach. Szumiło podkreślił także, że akcji „polskiej” policji podlegającej Niemcom nie można zestawiać z ludobójstwem OUN-UPA, w czasie którego mordowano całe wioski (historyk zwrócił uwagę na podawaną przez UIPN liczbę ofiar w Rudce Kozińskiej – 17). Nietrudno zauważyć, że ukraińskie władze wybrały datę swoich „kontrobchodów” tak, by przypadały one tuż przed polskimi obchodami 75. rocznicy „krwawej niedzieli” – 11 lipca 1943 roku, gdy bojówki OUN-UPA zaatakowały blisko 100 miejscowości na Wołyniu, mordując jednego dnia kilka tysięcy Polaków. Ukraina nie uznaje wydarzeń wołyńskich za ludobójstwo. Według oficjalnej linii Kijowa były to „walki polsko-ukraińskie”, które przyniosły porównywalną liczbę ofiar po obu stronach.
Internauta KazimierzS: „Jeżeli to zrobił 202 Schuma Abteilung, to wynikają wielce interesujące sprawy. Wołyń do 1945 należał formalnie do Polski, więc na straży porządku stają Polscy policjanci. Nawet wielu policjantów 202 Schuma, cały czas nosiło mundury Polskiej policji. Nie ma działań wojennych (jak chce dzisiejszy Kijów), bo Wojsko Polskie – AK – żadnych zdecydowanych działań nie podejmuje (ograniczając się do samoobrony), a tym samym Polska nie daje tego zaszczytu Ukraińcom, by można UPA nazwać ARMIĄ – nie, to były zwykłe bandy, bandyci, mordercy – żadne wojsko, który by walczyło reprezentując jakoweś państwo. Teraz więc Ukraińcy mogą tylko krytykować metody działania kilkuset Polskich policjantów, którym przyszło PRACOWAĆ w samym centrum olbrzymiego Genocidum Atrox.” (https://kresy.pl/wydarzenia/regiony/ukraina/ukraina-organizuje-wolynskie-kontrobchody/; 5 lipca 2018).  
Szef Instytutu Pamięci Narodowej, dr Jarosław Szarek, w rozmowie na antenie TV Republika podkreślił, że zbliżająca się 75. rocznica ludobójstwa na Wołyniu „to bardzo ważna rocznica dla IPN”. Odniósł się również do sugestii, że strona ukraińska buduje „fałszywą symetrię ws. rzezi wołyńskiej, a przecież tej symetrii nie ma”. „Symetrii nie ma. To było ludobójstwo. Jeżeli ze strony polskiej mieliśmy do czynienia z próbami odwetu, to wynikały one z desperacji niektórych oddziałów, również dowódców Armii Krajowej” – mówił szef IPN. Wpływ na to miała również desperacja wywołana zetknięciem się z „bezmiarem okrucieństwa, bestialstwa”. Zaznaczył, że mordowano z wyjątkowym okrucieństwem. „Gdy człowiek widzi (…), że w ten sposób są traktowani jego najbliżsi to (…) budzi takie emocje, że rzeczywiście może również dochodzić do takich działań, których nie popieramy, ale to absolutnie nie jest symetria”. (https://kresy.pl/wydarzenia/prezes-ipn-ukraina-buduje-falszywa-symetrie-ws-ludobojstwa-na-wolyniu/; 5 lipca 2018).  
6 lipca Kancelaria Prezydenta oficjalnie potwierdziła, że Andrzej Duda uda się 8 lipca na Ukrainę, by w 75. rocznicę rzezi wołyńskiej oddać cześć pomordowanym Polakom. Prezydent RP weźmie udział w mszy świętej w katedrze Świętych Apostołów Piotra i Pawła w Łucku, koncelebrowanej przez metropolitę lwowskiego arcybiskupa Mieczysława Mokrzyckiego i ordynariusza diecezji łuckiej biskupa Witalija Skomarowskiego w intencji ofiar ludobójstwa. Także w Łucku polski prezydent przekaże na ręce bp Skomarowskiego krzyż pamięci pomordowanych Polaków. Jak wynika z komunikatu służby prasowej prezydenta, odda on również „symboliczny hołd” ofiarom na terenach nieistniejących już polskich wsi, a także złoży wieniec na jednej ze zbiorowych mogił zamordowanych Polaków.
Tymczasem, jak dowiedziała się dzisiaj nieoficjalnie agencja Ukrinform, tego samego dnia, gdy Andrzej Duda będzie na Wołyniu, prezydent Ukrainy Petro Poroszenko wybiera do wsi Sahryń, gdzie 10 marca 1944 roku w odwecie za rzeź na Wołyniu oddziały Armii Krajowej i Batalionów Chłopskich zabiły co najmniej 200 Ukraińców. Anonimowy rozmówca Ukrinformu z „kręgów dyplomatycznych” powiedział agencji, że „zbliżają się tragiczne rocznice ukraińsko-polskiej historii” i w związku z tym „odbędą się odpowiednie wyjazdy prezydentów”. Źródło to podkreśliło także, że strona ukraińska proponowała stronie polskiej „wspólne uczczenie poległych Ukraińców i Polaków”, lecz spotkało się to z odmową. Mimo to, jak stwierdził anonimowy dyplomata, „Ukraina wciąż stoi na gruncie porozumienia”. Wyjazd Poroszenki do Sahrynia wpisze się w oficjalną linię ukraińskich władz, które nie uznają rzezi wołyńskiej za ludobójstwo, lecz „walki polsko-ukraińskie”, które rzekomo przyniosły porównywalne straty po obu stronach. Służy temu m.in. eksponowanie Sahrynia jako przeciwwagi dla polskich wsi zniszczonych na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Zwraca uwagę także prowokacyjny wybór daty wyjazdu Poroszenki do Sahrynia – w okresie obchodów rocznicy „krwawej niedzieli” na Wołyniu, mimo iż Sahryń został zniszczony w zupełnie innym czasie. (https://kresy.pl/wydarzenia/regiony/ukraina/gdy-duda-bedzie-na-wolyniu-poroszenko-odwiedzi-sahryn-ukraina-szykuje-prowokacyjny-gest/; 6 lipca 2018).  
8 lipca prezydent Duda pojechał na Wołyń.
„Za kilka dni, 11 lipca, będziemy obchodzić 75. rocznicę ludobójstwa do jakiego doszło na Wołyniu. (…) To bardzo smutna data dla wielu polskich rodzin, które w tamtym czasie straciły na Wołyniu swoich najbliższych. Szacuje się, że to było ok. 100 tys. Polaków, którzy zostali tutaj zamordowani. Nie żołnierzy. Zwykłych ludzi, całych rodzin, kobiet, dzieci, starców. To nie była żadna wojna pomiędzy Polską a Ukrainą. To była zwyczajna czystka etniczna. Po prostu chodziło o to, aby Polaków z tych terenów usunąć. Takie decyzje zostały wówczas podjęte na szczeblu politycznym przez organizację UON-B, zlecona do wykonania UPA, która niestety wywiązała się ze swojego zadania” - mówił prezydent Andrzej Duda podczas wizyty w Ołyce na Ukrainie, gdzie wziął udział w obchodach 75. rocznicy rzezi wołyńskiej. „To straszna karta w historii obu naszych narodów. (…) Następstwem tego były polskie akcje odwetowe, w których ginęli zwykli ludzie, zwykli Ukraińcy z drugiej strony. Rażąca jest jedynie dysproporcja  - około 100 tys. Polaków, około 5 tys. Ukraińców i ona robi rzeczywiście duże wrażenie. To jest prawda historyczna. Jestem tutaj dzisiaj nie po to, żeby wypominać, jestem tutaj przede wszystkim po to, aby się modlić”. Zaapelował też do władz Ukrainy o możliwość prowadzenia ekshumacji na terytorium Ukrainy i godnego upamiętnienia ofiar Wołynia. „Jako prezydent Polski mam tylko jedną jeszcze prośbę – mówię do zgromadzonych tutaj mieszkańców Ołyki, mówię też do przedstawicieli władz Ukrainy, którzy być może zobaczą mnie za pośrednictwem mediów i usłyszą tę wypowiedź. Chciałbym, aby każdy z Polaków, którzy kiedyś zostali zamordowani i leżą w tej ziemi, odzyskał swoje imię i nazwisko. Żeby był oznaczony w miejscu, w którym spoczywa. Aby rodzina mogła przyjechać, złożyć kwiaty na mogile swojego najbliższego, pomodlić się. (…) Chciałbym, żeby władze Ukrainy na to pozwoliły. Aby można było przeprowadzić stosowne prace. (…) To jest moja wielka prośba” - mówił. „Aby ta prawda była możliwa, aby do końca to wybaczenie było możliwe, aby z serca można było odepchnąć gniew, żal, to właśnie jest potrzebne, takie katharsis w postaci możliwości zapalenia świecy na grobie najbliższego (…) Mam nadzieję, że nikomu nie trzeba tłumaczyć jak to ważne” - zaznaczył.  (https://wpolityce.pl/polityka/402970-mocne-przemowienie-prezydenta-dudy-na-ukrainie).  
Prezydent Ukrainy Petro Poroszenko oświadczył 8 lipca w Sahryniu, że jego kraj jest przeciwny upolitycznianiu przeszłości i potwierdził, że Ukraina gotowa jest do dialogu na ten temat. „Jestem przekonany, że i w polskim i w ukraińskim społeczeństwie jest wystarczająco dużo mądrości, by zrozumieć, że jakikolwiek konflikt między nami osłabia nas samych. Dzieje się tak, kiedy przed naszymi krajami stoi wspólne zagrożenie ze wschodu i gdy prowadzona przeciwko Ukrainie wojna hybrydowa Kremla rozpełza się na całą Europę. Zdecydowanie potępiamy brutalność i przemoc, do której dochodziło w przeszłości i do której dochodzi obecnie i apelujemy do obecnych i przyszłych pokoleń i Ukraińców i Polaków, by nie dopuścić do powtórzenia podobnej tragedii. Jakiekolwiek próby wykorzystywania przez jakiekolwiek siły polityczne pamięci historycznej dla podniesienia swoich notowań, jest absolutnie niedopuszczalne. Mierzenie się przelaną krwią naszych narodów i zdobywanie dywidend politycznych na tragedii jest haniebne, jest nie do przyjęcia. Ta droga prowadzi donikąd. Uważam, że jest to zdrada pamięci niewinnych ofiar naszej wspólnej tragedii” - powiedział Poroszenko. Odniósł się również do sprawy ustawy o IPN. Powiedział, że Kijów liczy na zmiany w nowelizacji ustawy o IPN w części, która dotyczy Ukraińców i potwierdza ustalenia w sprawie gotowości do odblokowania prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych na terytorium Ukrainy. „Wspieramy inicjatywy zmian w znanej nowelizacji polskiej ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej. Liczymy, że zostaną w niej także zmienione zapisy, które dotyczą oceny Ukraińców” - powiedział. „Potwierdzam oddanie dla ustaleń politycznych, zawartych podczas mojego spotkania z prezydentem Andrzejem Dudą w grudniu ubiegłego roku w Charkowie, dotyczących odblokowania prac poszukiwawczych i ekshumacyjnych strony polskiej na terytorium Ukrainy. Oczekujemy, że w najbliższym czasie nasi eksperci rozpoczną odpowiednie prace” – dodał Poroszenko. (https://wpolityce.pl/swiat/402982-poroszenko-apeluje-o-pojednanie-historyczne-z-polska). Warto odnotować słowa Poroszenki: „Jakiekolwiek próby wykorzystywania przez jakiekolwiek siły polityczne pamięci historycznej dla podniesienia swoich notowań, jest absolutnie niedopuszczalne.” Przebił tutaj nawet logikę Lecha Wałęsy, który wyznał: „jestem za a nawet przeciw”.  Jaki był cel wizyty Poroszenki w Sahryniu 8 lipca?
Podczas tego prowokacyjnego wiecu zabrał głos prezes Towarzystwa Ukraińskiego Grzegorz Kuprianowicz. Stwierdził on, że w Sahryniu doszło do „zbrodni przeciwko ludzkości popełnionej przez członków narodu polskiego – partyzantów Armii Krajowej będących żołnierzami podziemnego państwa polskiego”. Zaznaczył też, że lokalni prawosławni mieszkańcy zginęli z rąk innych obywateli Rzeczpospolitej dlatego, że „mówili w innym niż większość języku i byli innego wyznania”. Wypowiedzi Kuprianowicza zostały odebrane przez wojewodę lubelskiego Przemysława Czarnka jako znieważenie narodu polskiego lub Rzeczypospolitej Polskiej a także zrównanie zbrodni ludobójstwa na Wołyniu z „likwidacją bazy UPA, w której zginęło kilkaset osób”, co może stanowić przestępstwo zaprzeczania zbrodniom ukraińskich nacjonalistów. Wojewoda złożył w tej sprawie zawiadomienie do prokuratury. W innej wypowiedzi Kuprianowicz zrównał zbrodnię ludobójstwa na Wołyniu z „likwidacją bazy UPA, w której zginęło kilkaset osób”, co zdaniem wojewody może stanowić przestępstwo zaprzeczania zbrodniom ukraińskich nacjonalistów. W trakcie uroczystości w Sahryniu kilkukrotnie wznoszono banderowskie pozdrowienie „Sława Ukrajini – herojam sława!” (Chwała Ukrainie – chwała bohaterom), w tym także przez Poroszenkę i z jego inicjatywy.
Prezes Środowiska Żołnierzy 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK złożył wniosek o odwołanie Grzegorza Kuprianowicza z Komitetu Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa przy IPN. Wniosek o ściganie ukraińskiego działacza zamojska prokuratura przesłała Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu przy IPN w Lublinie, uznając że jest ona właściwa w tej sprawie. Tymczasem Kuprianowicz jest członkiem Komitetu Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa przy IPN. (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/polska/w-ipn-lezy-wniosek-o-odwolanie-kuprianowicza-z-kopwim/; 26 lipca 2018). Oczywiście natychmiast Kuprianowicz oświadczył, że działanie wojewody lubelskiego jest próbą zastraszenia Ukraińców w Polsce. Zrównał więc wszystkich Ukraińców żyjących i działających w Polsce z gloryfikatorami faszystowsko-nazistowskiego banderyzmu na Ukrainie. Rzecz ciekawa, ale jeszcze kilkanaście lat temu, gdy prezentował we Lwowie swoje książki opisujące cerkwie prawosławne na Lubelszczyźnie, został tam zaatakowany za ich „moskiewskie” wzory. Teraz cerkiew prawosławna przy pomocy Konstantynopola chce odciąć się od patriarchatu moskiewskiego. Ale cerkiew prawosławna w Polsce zaprotestowała przeciwko tym zamiarom. Stąd wynikałoby, że Kuprianowicz jest za banderyzacją cerkwi prawosławnej i w Sahryniu złożył hołd „lenny”. Co niewątpliwie zostanie wkrótce wynagrodzone.   
Natomiast IPN nie dopatrzył się w wypowiedzi szefa Towarzystwa Ukraińskiego znamion negowania zbrodni ukraińskich nacjonalistów, choć przyznał, że wypowiedzi Grzegorza Kuprianowicza podczas uroczystości w Sahryniu relatywizowały ludobójstwo na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. „Po przeprowadzeniu czynności sprawdzających, w szczególności po przeprowadzonej analizie odtworzonego przemówienia Prezesa Towarzystwa Ukraińskiego w Lublinie, stwierdzono, iż nie zawierało ono treści, które mogłyby wyczerpać ustawowe znamiona czynu z art. 55 ustawy o IPN” – napisał naczelnik Oddziałowej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Lublinie prokurator Jacek Nowakowski. Jednocześnie zaznaczył w uzasadnieniu swojej decyzji, że Kuprianowicz w swoim przemówieniu „skupił się wyłącznie na wydarzeniach w Sahryniu i ofiarach ukraińskich”, pomijając „niewygodne” fakty „związane z rolą, jaką odgrywał Sahryń w zbrodniczej działalności UPA na tym terenie, stanowiąc bazę wypadową dla jej oddziałów”. Podkreślił, że działacz mniejszości ukraińskiej „przemilczał zbrodnie popełnione przez ukraińskich nacjonalistów na ludności polskiej”. „W tym kontekście prokurator podzielił stanowisko zawiadamiającego, że sposób przedstawienia przez Prezesa Towarzystwa Ukraińskiego w Lublinie wydarzeń w Sahryniu może prowadzić do zachwiania właściwych proporcji i w konsekwencji do relatywizowania oczywistej obecnie oceny popełnionej na Narodzie Polskim zbrodni ludobójstwa” – napisał prok. Nowakowski.
Niedługo przez ogłoszeniem stanowiska IPN, w obronie Kuprianowicza wystąpił szef MSZ Ukrainy, Pawło Klimkin. „Jak rozumiem, „winą” G. Kuprianowicza jest to, że „miał śmiałość” powiedzieć, kto był ofiarą, a kto popełnił zbrodnię, co znaczy, że wygłosił dawno znane fakty, którym dotąd nikomu nawet nie przyszło na myśl zaprzeczać. Jednak sytuacja zmieniła się wraz z przyjęciem w tym roku w Polsce nowej wersji Ustawy o IPN. Kategorycznie sprzeciwiamy się wykorzystywania mechanizmu sądowego dla ścigania (prześladowania) jednego z prominentnych działaczy społeczności ukraińskiej w Polsce, który swoją drogą robi wiele na rzecz polsko-ukraińskiego pojednania historycznego – podkreślił Klimkin. Według niego „społeczeństwo obywatelskie w Polsce ma poważne powody do obaw”. Wcześniej ws. Kuprianowicza interweniował wiceszef MSZ Ukrainy, Wasyl Bodnar, który poruszył tę kwestię w rozmowie z Janem Piekło, polskim ambasadorem w Kijowie. „Wezwałem [stronę polską – red.] do zaprzestania ścigania [dosł. kryminalnego prześladowania] historyka G. Kuprianowicza, szefa Towarzystwa Ukraińskiego w Lublinie” – napisał po spotkaniu Bodnar.
Sam Kuprianowicz twierdzi, że nie powiedział w Sahryniu ani jednego nieprawdziwego słowa i oświadczył, że może wszystko powtórzyć. W rozmowie z ukraińskimi mediami powiedział, że działania wojewody to „próba zastraszenia miejscowych Ukraińców”. Wojewoda lubelski uznał uroczystość z udziałem prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki w Sahryniu za „prowokację i hucpę”, co spotkało się z krytyczną reakcją ukraińskiej ambasady i MSZ Ukrainy, w tym jej szefa Pawło Klimkina. Kuprianowicz uznał słowa Czarnka za skandaliczną i niedopuszczalną reakcję. Zapowiedział też, że zwróci się do premiera Mateusza Morawieckiego z pytaniem, czy wypowiedzi wojewody „wyrażają oficjalne stanowisko rządu” i czy działania Przemysława Czarnka „są wyrazem realizacji polityki Rzeczypospolitej Polskiej wobec mniejszości ukraińskiej”. (https://kresy.pl/wydarzenia/relatywizowal-ale-nie-negowal-ipn-odmawia-wszczecia-sledztwa-ws-slow-kuprianowicza-w-sahryniu/; 23 sierpnia 2018).
Prezes IPN dr Jarosław Szarek odwołał w czwartek prezesa Towarzystwa Ukraińskiego Grzegorza Kuprianowicza z członkostwa w Komitecie Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa przy Oddziale IPN-KŚZpNP w Lublinie.  
Internauta Beresteczko1651:  A mnie najbardziej zastanawia co jakiś ukrainiec robił w tym Komitecie i jakim sposobem się tam znalazł. To tak jakby wpuścić świnię do kościoła. (https://kresy.pl/wydarzenia/polska/kuprianowicz-odwolany-z-komitetu-ochrony-pamieci-walk-i-meczenstwa/; 30 sierpnia 2018). Tych, którzy nie znają tajnej Uchwały Prowidu OUN z 1990 roku, może zdumiewać buta ukraińskich faszystów rządzących na Ukrainie. A jest to po prostu jej żelazna realizacja w sprzyjających dla nich warunkach geopolitycznych.  
„IPN obecnie prowadzi ok. 30 postępowań dotyczących zbrodni wołyńsko-galicyjskiej, w wyniku której członkowie Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii w latach 1943-1945 zamordowali na Wołyniu i we wschodniej Galicji - według szacunków Instytutu - ok. 100 tys. Polaków - mężczyzn, kobiet i dzieci. W największym śledztwie w tej sprawie, które prowadzi pion śledczy IPN w Lublinie, przyjęto kwalifikację tej zbrodni jako ludobójstwa. Nie ulega wątpliwości, iż zbrodnie, których dopuszczono się wobec ludności narodowości polskiej, noszą charakter nie podlegających przedawnieniu zbrodni ludobójstwa. Fakt podjęcia przez przywódców OUN-UPA decyzji o usunięciu ze wschodnich terenów II RP, a w przypadku Wołynia o wymordowaniu wszystkich Polaków zamieszkujących sporne ziemie w celu uzyskania przed ewentualnymi rozmowami pokojowymi, po zakończeniu wojny, terenów czystych etnicznie, znajduje oparcie w świetle ujawnionych dokumentów, zeznań setek świadków, opinii biegłych historyków, relacji znawców przedmiotu i posiadanych przez nich dokumentów archiwalnych -  informuje pion śledczy IPN. Prokuratura Instytutu Pamięci Narodowej wskazuje również na formacje i ludzi odpowiedzialnych za dokonanie masakry. Antypolskie akcje, mające na celu fizyczne zniszczenie (eksterminację) ludności polskiej z terenu Wołynia, zostały zaplanowane i przygotowane przez polityczne i wojskowe gremia przywódcze OUN-UPA, a wykonane przez podległe im oddziały zbrojne i podporządkowane im grupy samoobrony ukraińskiej oraz zaagitowanych do tego celu chłopów - czytamy w informacji IPN. Morderstwa i wytępienie ludności cywilnej na Wołyniu podjęte zostały w celu zniszczenia Polaków jako grupy narodowej, traktowanej jako przeszkoda w utworzeniu „Wielkiej Ukrainy” -  podkreślają prokuratorzy Instytutu. Szacunkowo zamordowanych na Wołyniu zostało około 60, a nawet 80 tysięcy osób narodowości polskiej - stwierdza IPN, przypominając też, że akcja nacjonalistów ukraińskich objęła setki miejscowości, wsi, kolonii na terenie województwa wołyńskiego, nie licząc miejsc i obszarów nie zamieszkanych, gdzie również dokonano licznych mordów. Należy pamiętać, że poza terenem dawnego województwa wołyńskiego członkowie UPA mordowali Polaków również w Galicji Wschodniej: w województwach lwowskim, tarnopolskim i stanisławowskim, a także w części Lubelszczyzny i Polesia - stąd szacunki IPN, że w sumie w zbrodni wołyńsko-galicyjskiej zginęło ok. 100 tys. Polaków (przez niektórych historyków podawane są także wyższe liczby, które sięgają nawet do ok. 130 tys. śmiertelnych ofiar). Dziesiątki tysięcy Polaków, którym udało się przeżyć masakrę, zostało zmuszonych do ucieczki pozostawiając cały dorobek nie tylko swojego życia, ale także poprzednich pokoleń; duża część tych osób trafiła następnie na roboty do Niemiec. Z uwagi na fakt, iż inicjatywa dowodowa w przedmiotowym śledztwie nie została wyczerpana, istnieje prawdopodobieństwo ustalenia sprawstwa niektórych osób, szczególnie usytuowanych niżej w hierarchii wojskowej i politycznej OUN-UPA i skutecznego ich oskarżenia, tym bardziej, że zgodnie z zasadami prawa norymberskiego, działanie na rozkaz nie zwalnia od odpowiedzialności karnej, może mieć jedynie wpływ na złagodzenie kary -  informuje pion śledczy IPN. (https://wpolityce.pl/historia/402947-oskarzenie-sprawcow-rzezi-wolynskiej-jest-mozliwe ).
Zadziwia komunikat IPN. Nie tylko zaniża ogólną liczbę ofiar polskich około dwukrotnie, to jeszcze kłamie o „skutecznym oskarżeniu” ich sprawców. Miał na to ponad 20 lat, wszystkie śledztwa umarza i ich dokumentacji nie publikuje. Zbrodniarze zostali uznani za bohaterów wolnej Ukrainy, a ostatni świadkowie ich zbrodni umierają. Natomiast ofiary zbrodni leżą nadal w porośniętych chaszczami dołach śmierci, a ich kości nie wolno wydobyć i godnie pochować – bo tak postanowiły „przyjacielskie” władze Ukrainy. Zaiste, dwa plus dwa to się równa rower.    
Prof Mieczysław Ryba o wypowiedziach Poroszenki w Sahryniu 8 lipca: „Wskazał, że mamy do czynienia przynajmniej z porównywalną tragedią dwóch narodów. Mieliśmy jednak do czynienia z planowanym ludobójstwem przez OUN-UPA. Kwestia jest fundamentalna co do oceny tego, co zwiemy tożsamością historyczną współczesnej Ukrainy. Sprawa jest bardzo poważna i niestety nie widać szybkich dróg prowadzących do rozwiązania tego problemu. Kwestia Rosji, owszem jest istotna, ale nie ma nic do rzeczy w kwestii ludobójstwa na Polakach. Zagrożenie rosyjskie nie może być wykorzystywane przez Ukrainę do zakłamywania historii ludobójstwa na Wołyniu. Sowiecki najazd z którym walczyła UPA nie usprawiedliwia jej ludobójstwa na Polakach. Kwestie historyczne między nami muszą być załatwione, ponieważ nikt nie zagwarantuje, że ktoś nie będzie budował tożsamości politycznej konkretnych ugrupowań i programów wychowawczych w szkołach na tradycji OUN-UPA do której odwoływać się nie wolno. /.../  Milczeć już się nie da, ponieważ na Ukrainie rozpowszechnił się państwowy kult UPA. Obserwujemy budowanie mitu założycielskiego państwa ukraińskiego na tradycji UPA. To jest bardzo groźne. Milczenie w tej sprawie nie jest dobre także dla przyszłości Ukrainy. Musimy mówić jak było i przekazywać prawdę o ludobójstwie. Pojednanie powinno się opierać na pokazywaniu prawdy o tamtych czasach. Nie da się tego zrobić jeżeli Ukraina nie zawróci z tej drogi polityki historycznej. Przed wojna OUN po akcjach terrorystycznych prowadzonych przeciw Polsce był potępiany przez wszystkie ważniejsze ukraińskie siły polityczne, społeczne i Kościół greckokatolicki. A teraz mimo że UPA ma na koncie również ludobójstwo, nawiązuje się do OUN-UPA jako do tradycji do której warto nawiązywać.” (https://wpolityce.pl/polityka/403012-nasz-wywiad-prof-ryba-o-poroszence ). Głos wołający na pustyni, jaką jest III RP.
Czego może dokonać jeden prawy człowiek ws. pamięci polskich ofiar mordowanych przez nazi-faszystów ukraiński pokazał w 2018 roku Jacek Boki w Elblągu oraz Zdzisław Kogucik w Lublinie. Boki upamiętnił obrońców podkarpackiego miasteczka Birczy, Kogucik doprowadził do upamiętnienia ludobójstwa dokonanego przez Ukraińców na ludności polskiej. Otoczka jednego i drugiego wydarzenia jest hańbiąca dla wielu środowisk w Polsce.  
Uroczystość odsłonięcia i poświecenia w Lublinie „Pomnika Ofiar Ludobójstwa dokonanego na Wołyniu i Kresach Południowo-Wschodnich przez nacjonalistów ukraińskich” poprzedziła 11 lipca msza Święta w kościele garnizonowym NMP w Lublinie przy ul. Aleje Racławickie. Opisu zamieszczonych scen na pomniku dokonał Zdzisław Kogucik. Znajduje się na stronie:  https://ksi.btx.pl/index.php/aktualnosci/604-relacja-z-przebiegu-uroczystosci-odsloniecia-i-poswiecenia-pomnika-ofiar-wolynia-w-lublinie . Wyryte są też na nim słowa: „W hołdzie Polakom z Wołynia i Kresów Południowo-Wschodnich ofiarom ludobójstwa dokonanego na ludności polskiej przez ukraińskich nacjonalistów w latach 1939- 1947 Matkom i Ojcom, Dzieciom i Starcom, Duchowieństwu zgładzonych ze szczególnym okrucieństwem jedynie dlatego że byli Polakami. Rodacy”. W fundament pomnika została złożona urna z ziemią pobraną z 37 miejsc znajdujących się w granicach województwa wołyńskiego II Rzeczypospolitej Polskiej. Tam żyli Polacy na których nacjonaliści ukraińscy dokonali zaplanowanej zbrodni ludobójstwa. Ziemia została poświęcona przez ks. Tadeusza Isakowicza-Zaleskiego w dniu 5 lipca 2015 r na Jasnej Górze podczas 21 światowego Zjazdu i Pielgrzymki Kresowian. Również w fundament tego pomnika złożono kamienie z Ziemi Świętej z 14 miejsc znaczonych na kartach Biblii Starego i Nowego Testamentu od Góry Synaj po Górę Oliwną. Przez ponad 70 lat władze w Polsce milczały o tym ludobójstwie swoich Rodaków dlatego dla przestrogi przywołane zostały słowa Jana Pawła II „Naród który traci pamięć traci swą tożsamość”.
Następnie zostało dokonane odsłonięcie pomnika którego dokonali żywi świadkowie: Daniela Kubiczek urodzona w Aleksandrii w 1934 r, Janina Kalinowska urodzona w kolonii Funduma, Stefan Wiechnik urodzony w Grabinie w 1929 r i Albin Sulikowski urodzony w Koźlińskim Majdanie w 1931 r. Poświecenia pomnika dokonał ksiądz podpułkownik Andrzej Piersiak.
Sześcioletni czas walki o miejsce na pomnik, napis, formę pomnika, potrzebne zgody, decyzje, opinie, pozwolenia, zatwierdzenia , dofinansowanie z chwilą odsłonięcia pomnika te starania dobiegły końca. Przypisuję Opatrzności Bożej, to, że udało się mnie postawić ten pomnik w Lublinie pomimo, że nie było akceptacji, pomocy, przychylności temu przedsięwzięciu. Wszystkie dokumenty do budowy pomnika musiałem uzyskiwać z wielkim trudem, a nie było to tylko dziełem przypadku. Dzisiaj już mogę powiedzieć że w lubelskich urzędach pracuje wielu pracowników którzy mają pochodzenie ukraińskie i to w większości oni czynili wszelkie utrudnienia w pozyskiwaniu potrzebnych pozwoleń. Drugą grupą która czyniła utrudnienia były osoby które na kontaktach z Ukraińcami robią jakieś interesy, układy, spotkania, wyjazdy towarzyskie, a pełnią decyzyjne funkcje w urzędach - więc nie chcieli tej dobrej relacji zakłócać. Również znacznie utrudnienia w budowie pomnika uczyniła Gazeta Wyborcza poprzez zainspirowanie powołania zespołu pomnikowego przy Prezydencie Miasta Lublin. Fakt że taki pomnik był zasadny przemawiało do mnie wiele argumentów nie sposób tutaj wszystkich opisać ale niech przemówią niektóre fakty. Zgłosiłem się do środowisk kresowych w dniu 27 czerwca 2018 r o pisma, emaile, listy do Metropolity Lubelskiego aby ogłoszono w kościołach archidiecezji lubelskiej o uroczystościach odsłonięcia pomnika w dniu 11 lipca 2018r i wiem że takie prośby zostały skierowane - ogłoszenia się nie pojawiły. Ksiądz arcybiskup nie wyraził zgody na objęcie patronatem honorowym naszych uroczystości, nie był obecny na nich pomimo zaproszenia, nie delegował żadnego sobie podległego biskupa pomocniczego – to przemawia jakie jest podejście do tematu zbrodni wołyńskiej w pomieszczeniach Metropolity Lubelskiego. Również w lubelskich mediach o dacie odsłonięciu pomnika nie było ani słowa. I okazuje się, że na uroczystość przychodzi około 700 osób – czy to nie jest budujące. W Lublinie korzenie kresowe posiada 20 – 30 % mieszkańców i wiedziałem że nie mogę się poddać ale iść dalej z uporem. Lubelskie środowiska kresowe w sprawie budowy pomnika zachowały całkowitą bierność i wydały same o sobie opinię. (Zdzisław Kogucik: Relacja z przebiegu uroczystości odsłonięcia i poświęcenia pomnika „Ofiar Wołynia” w Lublinie. W: https://ksi.btx.pl/index.php/aktualnosci/604-relacja-z-przebiegu-uroczystosci-odsloniecia-i-poswiecenia-pomnika-ofiar-wolynia-w-lublinie ).  
Niestety, nawet podczas tej uroczystości miał miejsce skandal. W związku z nim Zdzisław Kogucik wysłał list do posła Kukiz’15 Jakuba Kuleszy. Pisze m.in.: „Nawiązał Pan Poseł RP do znajomości swojego brata z dziewczyną pochodzenia ukraińskiego która jest jego narzeczoną. Wspomniał Pan również, że dziewczyna uwrażliwiła brata na poezję Tarasa Szewczenki, i czytając są nią zachwyceni. I w takim kontekście należy spojrzeć na piękną poezję budującą wspólne relacje Polski i Ukrainy. Panie Pośle jest Pan młodym człowiekiem a pomimo to dostąpił Pan zaszczytu reprezentowania Narodu Polskiego i od Pana głosu w Sejmie zależy jakie prawo będzie obowiązywać w naszej Ojczyźnie. Jeżeli jednak wypowiada się Pan publicznie i to na uroczystości odsłonięcia pomnika „Ofiar Wołynia” w tak newralgicznym temacie powinien Pan dokładnie znać temat i ważyć wypowiedziane słowa. Kresowianie na uroczystości odsłonięcia pomnika „Ofiar Wołynia” byli zbulwersowani Pana wypowiedzią o Tarasie Szewczence. Jako przewodniczący tej uroczystości nie chciałem zakłócać tej wypowiedzi i nie robić skandalu poprzez przerwanie wywodu który Pan czynił. Moja decyzja podyktowana była faktem, że Kresowianie w kole poselskim Kukiz 15 mają oparcie i zrozumienie w dążeniu do prawdy o ludobójstwie Polaków dokonanego przez nacjonalistów ukraińskich i dlatego nie przerwałem Pana wypowiedzi.
Taras Szewczenko w swojej twórczości podsyca bardzo silnie element antypolski, ukazuje niezbicie pogardę do Polaków szczególnie w poemacie ‘Hajdamacy” ale również w wierszach „Chłodny Jar” i „Szwaczka”.
Taras Szeczenko używa w swojej twórczości antypolskiej retoryki, nadaje kult oprawcom i zbrodniarzom i wzywa do zbrodni w w/w utworach. Powinien Pan wiedzieć, że wypowiadając się o Tarasie Szewczence, że nie są w/w utworach stworzone poglądy abstrakcyjne lecz są to utwory oparte na faktach autentycznych.
Taras Szewczenko opisuje wystąpienia ruskiego chłopstwa pańszczyźnianego, hajdamaków i kozaków przeciwko ludności polskiej i żydowskiej w 1768 r. Było to wystąpienie na terenie Rzeczypospolitej Obojga Narodów pomiędzy rzekami: Dnieprem, Siniuchą, Bohem i Rosją. Przewódcami wystąpienia byli Maksym Żeleźniak i Iwan Gonta a liczbę ofiar pogromu szacuje się od 100 do 200 tysięcy zamordowanych gdzie apogeum była zbrodnia w Humaniu w obwodzie czerkaskim. Zamek w Humaniu został zdobyty w wyniku zdrady setnika kozackiej milicji dworskiej w dniu 20.06.1768 r. W zamku schroniła się m.in. cywilna ludność w tym kobiety i dzieci. Ludzi tych wyciągano z piwnic, domów, rowów gdzie się ukryli i rozpoczęła się rzeź, zabijano i męczono, obcinano ręce i uszy, dzieci nabijano na piki. Historycy szacują ze tego dnia łączna liczba zabitych wyniosła ok. 20 tysięcy ofiar. Ruch hajdamacki heroizował ukraiński wieszcz narodowy Taras Szewczenko właśnie w wierszach „Chłodny Jar”, „Szwaczka” i poemacie „Hajdamacy”. Ogromne jest podobieństwo bestialstwa i mordowania ludzi w rzezi humańskiej i rzezi wołyńskiej której dopuścili się banderowcy ponieważ wychowali się na poezji Trasa Szewczenki, który wychwalał Hajdamackie zbrodnie. Dzisiaj Poseł na Sejm Rzeczypospolitej Polskiej na uroczystości odsłonięcia pomnika „Ofiar Wołynia” mówi o przepięknej poezji Tarasa Szewczenki, którą zachwyca się jego brat i narzeczona pochodzenia ukraińskiego i to jest skandal jakiego dopuścił się Pan na tych uroczystościach. Nadmieniam, że w dniu 09.03.2016 r w 202 rocznicę urodzin Tarasa Szewczenki wpłynął Wniosek do Przewodniczącego Rady Miasta Lublin w sprawie zmiany nazwy „Skweru Tarasa Szewczenki” położonego w granicach administracyjnych Miasta Lublin na „ Skwer Sprawiedliwych Ukraińców”. Ten wniosek podpisało 1770 mieszkańców Lublina i tych którzy tutaj uczą się lub pracują w Lublinie. Rada Miasta Lublin podczas sesji w dniu 19 maja 2016 r rozpatrywała projekt uchwały w powyższej sprawie. Na w/w sesji został przegłosowany wniosek aby projekt uchwały skierować do rozpatrzenia przez komisje: „Samorządności i Porządku Publicznego” oraz „Kultury i Ochrony Zabytków” i tak sprawa została zamrożona do dnia dzisiejszego.” (https://ksi.btx.pl/index.php/aktualnosci/617-skandal-podczas-uroczystosci-odsloniecia-pomnika-ofiar-wolynia-w-lublinie ). Warto zwrócić uwagę na fakt, że podstawową wiedzę posłowi do Sejmu III RP musi wykładać zwykły, polski patriota.  
Portal www.wpolityce.pl broni ONR!
„Chęć wpasowania się w dominujący nurt czasami grozi schizofrenią. Dobrym przykładem jest postawa polityków PO i Nowoczesnej wobec brudnego nacjonalizmu. Tego prawdziwego, jak i urojonego.
Oto gdy chodzi o apologię nacjonalizmu ukraińskiego, nasyconego pogańskim kultem krwi, uznającym zbrodnię za fundament państwowości, wówczas oświecone jaśniepaństwo z wszelkich ośrodków, stowarzyszeń i partii demokratyczno-liberalnych wstydliwie odwraca wzrok i półgębkiem mówi o potrzebie „zrozumienia ukraińskiej wrażliwości”. W końcu Ukraina to nasz bufor, trzeba uszanować jej unijne aspiracje, wesprzeć Kijów w prozachodnich dążeniach, itp., itd. Można nawet przymknąć oko na trawiącą wszystko korupcję i oligarchizację kraju. Przekaz ma się zgadzać. Wujek Soros może być zadowolony.
A co w przypadku polskiego nacjonalizmu, który z samej definicji nie powinien tak przerażać rodzimych guwernerów dobrego smaku? No, tu już jest gorzej. Wszystko śmierdzi! A to falanga za bardzo przypomina swastykę, a to koszule ONR-owców za bardzo kojarzą się z hitlerjugend, a szyk maszerujących przypomina… nazistowskie wiece (sic!). Można przyczepić się do wszystkiego. A że chcieli uczcić ofiary III Rzeszy? Źle. Oddać hołd pomordowanym w Rzezi Woli? Też niedobrze. Na naszych oczach odbywa się kreacja wroga. Wbrew faktom, wbrew logice. Byle go stworzyć i wskazywać jako przyczynę zła wszelkiego. W końcu o czymś taki Rabiej czy Trzaskowski muszą trąbić w sezonie ogórkowym. A zdrowy rozsądek? Najwyraźniej od niego również można odpocząć.” (Wszystkim delikacikom, którym śmierdzi ONR jakoś nie przeszkadzają probanderowskie ekscesy na Ukrainie; w: https://wpolityce.pl/polityka/406916-smierdzi-im-onr-ale-jakos-nie-przeszkadza-banderyzm ).
W związku ze zbliżającą się rocznicą „Cudu nad Wisłą” – wydarzenia decydującego o polskim zwycięstwie w wojnie z bolszewikami – prezentujemy opatrzone historycznym komentarzem oświadczenie członków Społecznej Inicjatywy Opieki nad Mogiłami Żołnierzy Armii URL w Warszawie.
„Śniąc o wolnej Ukrainie, nie szczędzili krwi w walce o niepodległą Polskę. W rocznicę „Cudu nad Wisłą” 15 sierpnia 1920 r. oddajemy hołd poległym oficerom i żołnierzom armii Ukraińskiej Republiki Ludowej, którzy ramię w ramię z żołnierzami polskimi bronili Europy przed nawałą bolszewicką. Cześć ich pamięci!
Społeczna Inicjatywa Opieki nad Mogiłami Żołnierzy Armii URL w Warszawie.  
Ukraiński wkład w wolną Europę dziś i blisko 100 lat temu.  
15 sierpnia przedstawiciele Społecznej Inicjatywy Opieki nad Grobami Żołnierzy URL w Warszawie składają wiązanki kwiatów na mogiłach oficerów i żołnierzy Armii Ukraińskiej Republiki Ludowej, którzy ramię w ramię z żołnierzami Wojska Polskiego bronili Europy przed nawałą bolszewicką w roku 1920. Oddajemy cześć tym wszystkim żołnierzom Armii Ukraińskiej Republiki Ludowej, którzy nie bacząc na różne doświadczenia historii relacji polsko-ukraińskich, różne światopoglądy i wyznania – realizując umowę sojuszniczą między Rzecząpospolitą Polską a Ukraińską Republiką Ludową postawili tamę wojskom bolszewickiej Rosji. Ich symbolem jest generał Marko Bezruczko, dowódca VI Siczowej Dywizji Armii URL, który stał na czele wspólnych sił ukraińskich i polskich broniąc skutecznie Zamościa i zatrzymując marsz Armii Czerwonej, co pozwoliło Marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu na dokonanie sławetnego manewru okrążającego i rozbicie bolszewików na przedpolach Warszawy. W ocenie ekspertów wojskowych, w tym m.in. francuskiego generała Maxime’a Weygand’a, ukraiński generał był jednym z współautorów Cudu nad Wisłą. Grób generała Marka Bezruczki znajduje się na warszawskim cmentarzu prawosławnym.
W czasie wojny polsko-bolszewickiej, w tym podczas Bitwy Warszawskiej, sprzymierzeńcami Wojska Polskiego była Armia URL. Kilka tysięcy jej żołnierzy i oficerów oddało w niej swoje życie, w tym generałowie Jewhen Myszkowśkyj, Fedir Kołodij, Ołeksander Fedeniak-Biłynśkyj. Dzisiaj Ukraina, stawiająca opór rosyjskiej agresji i dążąca do integracji z Europą, dostrzega w żołnierzach 1920 roku swoich europejskich bohaterów, którzy realizując umowę sojuszniczą między Rzeczpospolitą Polską a Ukraińską Republiką Ludową postawili tamę bolszewickiej nawale. Ukraińskie kwatery wojskowe na prawosławnym cmentarzu na warszawskiej Woli są z jednej strony symbolem trwającej kilkaset lat walki Ukraińców o prawo do samostanowienia, z drugiej - symbolem godności i wierności raz danemu słowu
Spoczywający na tym cmentarzu żołnierze i oficerowie Ukraińskiej Republiki Ludowej stanęli do walki o wolność Ukrainy i do końca wypełnili swoje zobowiązania wobec Rzeczpospolitej. Pomimo przegranej trwali wiernie u boku swych sojuszników, nie szczędząc krwi w walce o wolną Polskę. Za tę wierność, za wypełnienie żołnierskiego obowiązku do końca, należy im się pamięć. Nawet gdyby miałaby ona budzić się tylko raz w roku, w rocznicę „Cudu nad Wisłą”.
Społeczna Inicjatywa Opieki nad Mogiłami Żołnierzy Armii URL w Warszawie
Tadeusz A. Olszański komentuje: „Nic nie ujmując żołnierzom UNR i gen. Bezruczce: obrona Zamościa miała miejsce w dniach 28-30 sierpnia 1920 r., a więc dwa tygodnie po rozstrzygnięciu bitwy warszawskiej (tzw. cudzie nad Wisłą). Jej znaczenie polegało na tym, że chwilowe powstrzymanie Armii Konnej umożliwiło skoncentrowanie sił polskich, które w następnych dniach rozbiły ją kompletnie w bitwie pod Komarowem. Grób gen. Bezruczki i innych ukraińskich wojskowych zmarłych na emigracji w Warszawie na warszawskim cmentarzu prawosławnym ma się dobrze, regularnie są tam składane kwiaty m.in. od ambasady Ukrainy. Może Społeczna Inicjatywa zajęłaby się raczej odszukaniem i upamiętnieniem grobów żołnierzy UNR, poległych w sierpniu 1920 r. w okolicach Chełma Lubelskiego i Hrubieszowa, a także we wsiach na zachód od Zamościa, bo większość sił dywizji Bezruczki nie broniła samego miasta, lecz innych odcinków.”
Internauta Tagore: „Bardzo ładnie, ale wypada mieć umiar w upiększaniu sytuacji. Oddziały UNR Petlury liczyły ok 15 tyś ludzi, polska armia ok 500 tyś, w walkach zginęło ich ok. 2 tyś. Gen. Bezruczko pod Zamościem miał ok 300 ludzi w ukraińskich oddziałach na ok 3 tyś polskich wojsk. Z racji stopnia formalnie był dowódcą zgrupowania. Ludność Ukrainy nie poparła UNR i z rekruta do 12 dywizji ukraińskich nic nie wyszło, dlatego RP nie była wstanie kontynuować walki z przeciwnikiem o o wiele większych zasobach ludzkich.” (https://kresy24.pl/bitwa-warszawska-1920-roku-sojuszniczy-boj-o-europe/; 7 sierpnia 2018).
Tymczasem we Lwowie grupa młodych Polaków próbowała uwolnić lwy na Cmentarzu Obrońców Lwowa rozbijając część pudeł z płyt wiórowych, którymi ukraińskie władze zabudowały rzeźby lwów na dawnej bramie głównej. O sprawie pisze ukraiński portal Zaxid.net tytułując informację „We Lwowie grupa Polaków urządziła prowokację na Cmentarzu Orląt”. Powołując się na informacje dyrektora Muzeum Cmentarz Łyczakowskiego Mychajło Nagaja portal twierdzi, że grupa młodych Polaków około godziny 16.30 w sobotę zaczęła rozbijać pudła z płyt wiórowych, jakimi ukraińska administracja zabudowała pomniki dwóch lwów stojące na cokołach dawnej głównej bramy Cmentarza Obrońców Lwowa.
„Oni uszkodzili osłony, wyrwali całe kawały i ruszyli do wyjścia. Już na wyjściu tych ludzi usiłowała zatrzymać nasza ochrona. Jednak mężczyznom udało się wyrwać za bramę i tam oni zaczęli się rozbiegać każdy w swoją stronę” – zrelacjonował Nagaj. Twierdzi on, że przypadkowo w tym czasie ulicą koło Cmentarza Łyczakowskiego przejeżdżał partol ukraińskiej policji. Załoga policyjnego samochodu włączyła się interwencję, skutkiem czego było zatrzymanie jednego z Polaków z grupy, która rozbijała pudła w których zamknięto rzeźby lwów. „Ten człowiek po polsku oświadczył, że zdecydował się >>uwolnić lwy<<. To całkowicie niedopuszczalne zachowanie, które nie można nazwać inaczej niż prowokacją” – ocenia Nagaj. Według ustaleń ukraińskiej policji zatrzymany to mieszkaniec Krakowa Mateusz Pasek. Zaś grupa, która rozbiła pudła, którymi zabudowano lwy składało się ogółem z 9 młodych obywateli Polski. Na zdjęciach widać, że udało się to w przypadku jednego ze lwów, rzeźba drugiego nadal jest w znacznej części zasłonięta. Historyczne rzeźby lwów, na których tarczach znajdują się godło Polski i herb Lwowa, oraz napisy odpowiednio „Zawsze wierny” i „Tobie Polsko” wróciły na swoje miejsce z inicjatywy polskiego Ministerstwa Kultury w grudniu 2015 r. Władze ukraińskie uznały to za „nieuzgodnioną akcję” i zasłoniły rzeźby zabudową z płyt wiórowych. Szef ukraińskiej Państwowej Komisji do spraw Upamiętnień Ofiar Wojen i Represji Światosław Szeremeta stwierdził, że lwy powinny zostać wyniesione poza teren Cmentarza Łyczakowskiego jako „symbol okupacji”. (https://kresy.pl/wydarzenia/regiony/ukraina/mlodzi-polacy-rozbijali-pudla-w-ktorych-ukraincy-zamkneli-lwy-na-cmentarzu-orlat/; 29 lipca 2018).  
Przewodniczący frakcji partii Swoboda w radzie obwodu lwowskiego Ołeh Pańkewycz odniósł się do zdarzenia z 28 lipca kiedy to grupa młodych Polaków częściowo rozbiła pudła z płyt wiórowych, którymi obudowane są rzeźby lwów na dawnej bramie głównej Cmentarza Obrońców Lwowa. Polityk neobanderowskiej partii przedstawia działania Polaków jako „prowokację”, która miała na celu „rozniecanie waśni narodowościowych”. Wspomina też o tym, że jedyny ze schwytanych członków grupy został 29 lipca skazany na grzywnę w wysokości 85 hrywien z paragrafu o „drobnym chuligaństwie”, a procesowi przyglądał się przedstawiciel Konsulatu Generalnego RP we Lwowie. Pańkewycz uznał, że „prowokacja” była możliwa ponieważ „bezprawnie i bez zezwolenia władzy i miejscowego samorządu, za zagraniczne środki [finansowe] rzeźby lwów zostały zdemontowane i umieszczono je u memorialnego kompleksu pochówków wojskowych na terenie muzeum Cmentarza Łyczakowskiego”. Przy czym Pańkewycz uznał, że rzeźby lwów oprócz historycznego mają „wyraźny kontekst polityczny”. Mogą one według niego nieść „antyukraińską treść”, „symbolizować okupację ziem ukraińskich” oraz „znieważać narodowe uczucia Ukraińców”. Pańkewycz przypomniał, że rada obwodu lwowskiego już na początku 2016 roku domagała się sprawdzenia zgodności z ukraińskim prawem przywrócenia posągów na bramie Cmentarza Orląt i zarzuca władzom miasta, że tego nie uczyniły. Polityk stwierdza, że obecność rzeźb lwów na cmentarzu „uwzględniając militarystyczny i antyukraiński kontekst tych pomników może mieć negatywne skutki społeczne”. Dlatego też lwowska Swoboda domaga się przeniesienia rzeźb w inne miejsce.
Historyczne rzeźby lwów, na których tarczach znajdowały się godło Polski i herb Lwowa, oraz napisy odpowiednio „Zawsze wierny” i „Tobie Polsko” wróciły na swoje miejsce z inicjatywy polskiego Ministerstwa Kultury w grudniu 2015 r. Władze ukraińskie uznały to za „nieuzgodnioną akcję” i zasłoniły rzeźby zabudową z płyt wiórowych. Szef ukraińskiej Państwowej Komisji do spraw Upamiętnień Ofiar Wojen i Represji Światosław Szeremeta stwierdził, że lwy powinny zostać wyniesione poza teren Cmentarza Łyczakowskiego jako „symbol okupacji”. (https://kresy.pl/wydarzenia/regiony/ukraina/neobanderowski-polityk-zada-usuniecia-rzezb-lwow-z-cmentarza-obroncow-lwowa/; 6 sierpnia 2018).  
Co innego pomniki UPA w Polsce, one nie mają „antypolskich treści”, ani nie „symbolizują ludobójstwa dokonanego przez UPA na ludności polskiej” - one upamiętniają szlachetnych bojowników o wolną Ukrainę na terenach okupowanych przez Polskę. A dwa plus dwa to się równa rower. A co by było, gdyby pomniki UPA w Polsce zostały obudowane płytami paździerzowymi? W psychologii takie działanie nazywa się „lustro” - robię dokładnie to co ty, i jak się wtedy czujesz? Podobno skuteczne dla psychopatów, którzy nie rozumieją znaczenia równowagi wzajemnych relacji. Nieskuteczne jednak dla osób chorych psychicznie. Czy taką chorobą jest banderyzm?   
Podczas defilady w Kijowie z okazji Dnia Niepodległości Ukrainy, minister obrony Stepan Połtorak witał żołnierzy banderowskim zawołaniem „Sława Ukrainie, Herojam Sława”. Prezydent Petro Poroszenko recytował nową wersję hymnu OUN i wychwalał banderowskie zawołanie, jako nowe pozdrowienie ukraińskiej armii. Na miejscu obecni byli również polscy żołnierze – tuż po ich przemarszu orkiestra odegrała „Marsz Nowej Armii”, czyli nową wersję hymnu zbrodniczej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów.
„Dla mnie to jest szok. To znaczy, że Ukraina określiła się zupełnie inaczej, niż dotąd deklarowali Ukraińcy. Ta retoryka uderza nie tylko w Polskę, ale we wszystkich, którzy walczyli z hitleryzmem. To uderzenie w miliony ofiar Adolfa Hitlera” – mówi w rozmowie z portalem Kresy.pl generał Waldemar Skrzypczak, były Dowódca Wojsk Lądowych. Jego zdaniem, taka frazeologia jest powrotem do retoryki z czasów II wojny światowej, „gdy Ukraińcy byli sojusznikami Adolfa Hitlera”. „My, Polacy, szczególnie dobrze to pamiętamy. Byłem głęboko przekonany i wierzyłem w to, że Ukraina zmierza w zupełnie nowym kierunku, ku demokracji i poszanowaniu dla historii. Pamiętamy, że były formacje ukraińskie, które służyły hitlerowcom, jak Waffen-SS Galizien. Ona miały duży udział w mordowaniu Polaków. Jeśli powraca się do tej retoryki, to dla mnie to jest powrót do faszyzmu. Dla nas to bardzo bolesne. Jeśli MON o tym wiedział, że ta retoryka i taka demonstracja faszystowskiego nacjonalizmu ukraińskiego w stylu SS Galizien będzie tam obecna, to znaczy, że popełniono straszny błąd” – mówi gen. Skrzypczak. Zaznacza, że nie dotyczy to tylko tych, którzy pamiętają Wołyń, ale wszystkich Polaków. Przypomina, że formacje ukraińskie w służbie III Rzeszy brały udział m.in. w pacyfikacji Powstania Warszawskiego. „Jeżeli Ukraińcy do takiej hitlerowskiej, faszystowskiej retoryki wracają, to rząd Polski powinien natychmiast zająć stanowisko w tej sprawie. Tego nie można odpuścić” – podkreśla generał. Zaznacza, że powinno to być też sygnałem dla Stanów Zjednoczonych, będących sojusznikiem Ukrainy: „Mimo wsparcia ze strony USA i UE, Ukraina zmierza w zupełnie nie tym kierunku, niż trzeba. Poza tym, że uważam, że polski rząd powinien zająć stanowisko, to dyplomacja amerykańska powinna się w to wczuć. Nasze stanowisko będzie ważne, ale ważnym gestem powinien być gest ze strony Amerykanów, którzy również z hitlerowcami walczyli.”
Hasło „Sława Ukrajini” i odzew „Herojam sława” zostały ustanowione jako organizacyjne przywitanie banderowskiej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów przez Uchwałę II Wielkiego Zboru OUN z kwietnia 1941 roku. W 2017 roku ukraińska armia zamówiła u ukraińskiego muzyka Ołeha Skrypki nową wersję Hymnu OUN, obecnie określanego jako „Marsz Nowej Armii” lub „Marsz Ukraińskiego Wojska”, w której słowa o Ukrainie „od Sanu po Kaukaz” miały być zamienione na „Zjednoczone Ukraińskie państwo / jest w naszych sercach”. Jednak w wersji „Marszu Nowej Armii”, którą oficjalnie zaprezentowano w grudniu 2017 roku, zachowano słowa o Ukrainie „od Sanu po Kaukaz”.  
Internauta Wolyn1943: „W jaką histerię wpadliby „bracia” Ukraińcy, gdyby w polskim hymnie był ustęp o Polsce od Odry aż po Zbrucz? Może powinien być!” (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/gen-skrzypczak-dla-kresy-pl-ukraina-wraca-do-retoryki-hitlerowskiej-tego-nie-mozna-odpuscic-polski-rzad-musi-zajac-stanowisko/; 24 sierpnia 2018).
Proponuję wersję:
Jeszcze Polska będzie sięgać  
Od morza do morza.
Lwów i Wilno w naszych rękach,  
Przy pomocy Bożej.   
„Jesteśmy świadkami konsekwentnej i planowej banderyzacji państwa ukraińskiego” – mówi w rozmowie z portalem Kresy.pl historyk i prof. KUL, Włodzimierz Osadczy. „Mówiąc o banderyzacji mam na uwadze przenikanie we wszystkie obszary życia politycznego, społecznego, kulturowego czy światopoglądowego ideologii, symboli i narracji historycznej Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Zakładam, że przygotowanie polityczne w duchu banderowskim jest ze wszech miar realizowane już od dawna. Wiemy, że armia ukraińska jest w jakimś stopniu pochodną armii ZSRR, w której wychowanie polityczne było bardzo ważnym elementem służby wojskowej. Stanowisko politruka, czyli oficera ds. politycznych, było tam bardzo ważne, a widzimy, że dziś mają miejsce podobne zjawiska. Potwierdza to tezę, znaną od wydarzeń na Majdanie, że Ukraina idzie drogą banderyzacji. Tych, którzy mówili, że na Majdanie symbole banderowskie są nadreprezentowane, którzy mówili o rzeczach oczywistych, nazywano „ruskimi trolami”. A nam wmawiano, że te oczywiste rzeczy nie istnieją. Do dziś tego rodzaju obłudna polityka jest uprawiana przez osoby do zdań specjalnych, jak np. prof. Przemysła Żurawski vel Grajewski, który publicznie zaprzeczał istnieniu banderyzmu na Ukrainie twierdząc, że to margines. Osoba, która ma stanowisko profesora i zajmuje się badaniami politycznymi, mówiąc takie tezy dyskredytuje się totalnie. I jest albo ignorantem, albo kłamcą.  A to jest tylko wierzchołek góry lodowej. Natomiast cały ten ładunek banderyzmu jest wkomponowany we wszystkie struktury państwa i społeczeństwa ukraińskiego. Nie możemy też pomijać banderyzacji struktur Kościoła Greckokatolickiego. Pełznąca banderyzacja jest zjawiskiem rozpoznanym, powszechnym, którego nie dostrzegać mogą albo zainteresowani albo głupi” – podsumowuje historyk.  (Za: https://kresy.pl/publicystyka/prof-osadczy-dla-kresy-pl-jestesmy-swiadkami-konsekwentnej-i-planowej-banderyzacji-panstwa-ukrainskiego/; 25 sierpnia 2018).
Podczas posiedzenia Stałej Komisji Wołyńskiej Rady Obwodowej ds. Współpracy Międzynarodowej, Zagranicznych Stosunków Gospodarczych i Inwestycji analizowano projekt decyzji rady „O wspieraniu Uchwały okrągłego stołu »Wołyń 43« – element antyukraińskiej propagandy w Polsce”.  
„Nadszedł czas aby Parlament Ukrainy na poziomie legislacyjnym potępił politykę kolonizacji, pacyfikacji i asymilacji Ukraińców i uznał fakt wieloletniej okupacji przez Polskę znacznego terytorium Ukrainy. Proponujemy także wprowadzenia do prawodawstwa odpowiedzialności karnej za publiczne negowanie zbrodni polskich okupantów na terytorium Ukrainy” – czytamy w rezolucji.  Ołeksandr Pyrożyk, pierwszy zastępca przewodniczącego Wołyńskiej Rady Obwodowej i jeden z liderów neobanderowskiej Swobody zaznaczył, że Polska corocznie sama czyni z lipcowych obchodów rocznicy rzezi wołyńskiej „szczyt antyukraińskiej propagandy”. Jego zdaniem ten rok nie był wyjątkiem. Mówił krytycznie o wizycie prezydenta Andrzeja Dudy na Wołyniu. Zdaniem Pyrożyka, polski prezydent używał określeń, które można traktować jako roszczenia terytorialne względem Ukrainy. Oburzał się też, że Duda oskarżał Ukraińców o zbrodnie na Polakach. Mówił też o uchwałach Sejmu i Senatu dotyczących, jak się wyraził, rzekomego ludobójstwa Polaków na ziemi wołyńskiej. Zarzucał polskim władzom, obecnym i poprzednim, że przez udział ukraińskich mieszkańców Wołynia w „wydarzeniach” próbują zrobić z Ukraińców bandytów i morderców. Według niego, Polska uczyniła z antyukraińskiej propagandy element swojej polityki zagranicznej. Podkreślił też, że pojęcia „rzeź wołyńska” i „tragedia wołyńska” są sztucznie narzucane przez polskich historyków i są manipulacjami. Twierdził, że chodzi o wydarzenia, które miały miejsce także w Galicji, na Chełmszczyźnie czy Podlasiu. Ponadto, Kurstak zaproponował, by zwrócić się do USA i krajów UE o udostępnienie takich dokumentów, twierdząc, że w Rosji wszystkie archiwa związane z tym okresem są obecnie niszczone. Deputowany twierdził też, że wciąż jeszcze żyją świadkowie, którzy twierdzą, że to oddziały NKWD przebierały się za członków UPA, po czym paliły polskie wsie, a następnie, przebrani za Polaków, niszczyli wsie ukraińskie. Kurstak zaproponował też, by na zawsze skończyć z wzajemnymi oskarżeniami o czystki etniczne i ludobójstwo czy pretensje terytorialne.”  (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/wolynscy-deputowani-proponuja-penalizacje-negowania-zbrodni-polskich-okupantow-na-terytorium-ukrainy/; 8 września 2018). Ponieważ pierwsza niepodległa Ukraina powstała w 1990 roku, czy teza Komisja Wołyńskiej Rady Obwodowej o okupacji przez Polskę ziem ukraińskich jest jakimś proroctwem? Gdyby jej członkowie posiadali podstawową wiedzę historyczną, to mogliby mówić tylko o „zagrożeniu powrotu Polski na swoje stare historyczne ziemie, należące obecnie do Ukrainy”. Tyle tylko, że obecnie takie realia nie istnieją. Ale może trzeba rozumieć kompleksy obecnych nacjonalistów ukraińskich w tym zakresie.
Portal www.wpolityce.pl podał,że na początku października Instytut Pamięci Narodowej wznowi rozmowy z Ukraińcami o odblokowaniu polskich prac ekshumacyjnych za naszą wschodnią granicą – poinformowało RMF FM. Podstawowym warunkiem Ukrainy jest odbudowa dwóch pomników: w Pikulice koło Przemyśla i Monastyr, koło Werchraty.  Przedstawiciele IPN mieli prowadzić je z ukraińskim wicepremierem. Andrij Deszczyca, ambasador tego kraju w Polsce, poinformował RMF FM, że bez deklaracji odbudowy pomników jakiekolwiek rozmowy nie maja sensu. Likwidowanie pomników ku czci UPA na terytorium Polski dyplomata nazwał „rosyjską prowokacją”. Pytany przez RMF FM dlaczego odpowiedzią na „rosyjską prowokację” był zakaz nałożony na Polskę, odparł, że ten ruch był spowodowany emocjami. Wyjaśnił przy tym, że miała to być forma „wywarcia presji na Warszawę, by bardziej gorliwie szukała sprawców i zapobiegała dewastacjom.” Ukraina jest także oburzona rozebraniem pomnika dedykowanego UPA w Hruszowicach koło Przemyśla. (Zaporowe żądania Kijowa ws. ekshumacji IPN na Ukrainie: „Najpierw odbudowa pomników”; w: https://wpolityce.pl/polityka/412229-zaporowe-zadania-kijowa-ws-ekshumacji-ipn-na-ukrainie; 14 wrzesień 2018).  
W wywiadzie dla portalu „Gławkom”, opublikowanym 7 września br. ambasador Ukrainy w Polsce, Andrij Deszczyca, był pytany m.in. o pogorszenie stosunków polsko-ukraińskich. Jego zdaniem, dotyczy to tylko kwestii historycznych i „różnych interpretacji naszej wspólnej przeszłości”. „W tym jest wielkie niebezpieczeństwo. Musimy szanować historię, pamiętać o niej, ale nie można wykorzystywać jej dla polityki” – powiedział Deszczyca. Powtórzył więc słowa prezydenta Poroszenki z Sahrynia z 8 lipca, które w rzeczywistości odnoszą się do działań władz Ukrainy, ale zgodne z zasadą, że złodziej woła „łapać złodzieja”. Jego zdaniem, kolejnym powodem jest Rosja, która nie chce jedności polsko-ukraińskiej i wsparcia strategicznego Polski dla Ukrainy w ważnych kwestiach. ”Rosja wykorzystuje przeszłość historyczną, grając na emocjach polskiego społeczeństwa, żeby wbić klin między Ukrainę a Polskę. Rozumiemy i podzielamy ból tych Polaków, którzy stracili swoich bliskich podczas tragicznych wydarzeń na Wołyniu (sic!). Ale jest niezmiernie ważne, by pamięć o przeszłości nie determinowała teraźniejszości ani przyszłości. Lista wzajemnych krzywd między Polakami a Ukraińcami w naszej historii jest dość długa i, oczywiście, nie powinniśmy mierzyć się kośćmi czy litrami przelanej krwi. Naszą wspólną odpowiedzialnością jest uhonorowanie wszystkich niewinnych ofiar i wyciągnięcie wniosków z historii” – powiedział Deszczyca. Deszczyca też do perfekcji opanował logikę „dwa plus dwa to się równa rower”. Świadkowie ukraińskiego ludobójstwa ukraińskiego, to oczywiście „agenci Putina wbijający klin” w sprawie „tragicznych wydarzeń na Wołyniu”, a „wzajemne krzywdy” nie powinniśmy „liczyć kośćmi”, ale „uhonorować wszystkie niewinne ofiary”. Rzeczywiście, nie możemy „policzyć kości” polskich ofiar, zapewne „aby pamięć o przeszłości nie determinowała teraźniejszości” i dlatego władze Ukrainy wprowadziły zakaz ekshumacji. A „uhonorowanie” dotyczyć ma przede wszystkim morderców Polaków.     
„Trudno zgodzić się z próbami przypisania UPA, która walczyła o niepodległą Ukrainę aż do końca lat 50. XX wieku, zbiorowej odpowiedzialności za tragiczne wydarzenia na Wołyniu. Zrzucanie całej winy wyłącznie na UPA to uproszczona droga, próbująca odwrócić uwagę od głównych odpowiedzialnych za tragedię – nazistowskich i radzieckich reżimów okupacyjnych. Ponadto, ocena działań takich czy innych bojowników UPA powinna należeć tylko do samych Ukraińców, w rezultacie wewnętrznych dyskusji, na bazie badań i analizy wiarygodnych materiałów archiwalnych. Żadna presja z zewnątrz nie przyczyni się do obiektywnej debaty, ale wywołuje opór u Ukraińców” -   podkreślił Deszczyca.
Ukraiński ambasador powtórzył też, że w Polsce żyje już ponad milion Ukraińców, zaznaczając, że liczba ta jest umowna (wcześniej mówił też, że ponad 200 tys. Ukraińców posiada Kartę Polaka; wg oficjalnych danych ukraińskich z 2001 roku na Ukrainie były 144 tys. Polaków – red.). Miedzy innymi dlatego, że nie wiadomo, czy część z nich uzyskawszy wizę czy pozwolenie na pracę została w Polsce, czy wyjechała dalej, do krajów zachodnich UE. Deszczyca potwierdził, że obecnie w Polsce studiuje 40 tys. Ukraińców. Przyznał, że liczba ta rośnie, ale już nie tak szybko, jak dwa lata temu. Zaznaczył, że z badań przeprowadzonych wśród nich wynika, że zdecydowana większość nie planuje powrotu na Ukrainę: „5-10 proc. zadeklarowało, że chce wracać na Ukrainę. Pozostali zamierzają kontynuować naukę lub żyć w Polsce. To dotyczy około połowy z nich. Druga połowa zamierza jechać dalej na Zachód i tam uczyć się lub pracować”.
Deszczyca zwrócił uwagę, że Zachód stopniowo zapomina o konflikcie w Donbasie i o tym, że to Rosja atakuje Ukrainę, zaś niektórzy zaczynają myśleć o odnowieniu interesów z Rosją. Przyznał, że Polska na tym tle wygląda korzystnie, bo polscy politycy generalnie, niezależnie od tego, kto rządzi, rozumieją sytuację i opowiadają się za utrzymaniem sankcji. Podkreślił też niezmienne stanowisko Polski, przychylne względem członkostwa Ukrainy w UE i NATO. Przyznał też, że istnieją „czarne listy” obywateli Polskich, dodając, że generalnie nie jest to czymś normalnym i nie powinno być nadużywane.
Internauta Kasper1: „Ukraiński dyplomata twierdzi, że wszelkie spory polsko-ukraińskie ostatecznie szkodzą obu stronom, a w przeszłości z tego powodu oba kraje traciły niepodległość.” – ten nazywany „dyplomatą” banderowski matoł musiał potwornie dostać kamieniem w cymbał w czasie Majdanu nr 2. Kiedyż to Polska straciła nieodległość z powodu „sporów z Ukrainą” i w jaki sposób Ukraina „straciła niepodległość” której do 1991 roku nigdy nie miała …? Co za durna bladź pancerna.
Internauta Jwu: „Teraz za ludobójstwo kresowe obwinia się nazistów (nazwa stworzona na potrzebę powojennych Niemiec ) i sowietów. A w przyszłości winą za to co się wydarzyło, obwinią wyłącznie Polaków, jako tych którzy napadli niewinnych Ukraińców. A oni broniąc się skutecznie, tak wielu zabili. Oczywiście o starcach, kobietach i dzieciach nikt nie wspomni. Kończąc, ubawiło mnie stwierdzenie, żeby ocenę zbrodniarzy UPA zostawić wyłącznie Ukraińcom. Dobre,to jakby Niemcy powiedzieli odwalcie się od naszego Hitlera, Himmlera, Bormana i innych do nas należy ich ocena.”
Internauta Wolyn1943: „Naszą wspólną odpowiedzialnością jest uhonorowanie wszystkich niewinnych ofiar” – zabawnie to brzmi w kontekście zakazu ekshumacji… Ociera się to o groteskę! Natomiast stwierdzenie Pana Ambasadora o tym, że tylko Ukrainiec może ocenić „działania” UPA, zakrawa na ponury żart! Ofiara nie może nazwać mordercy ani jego czynu po imieniu – oto podstawa moralności ukraińskiej made in Deszczyca. Zrzucanie winy za ludobójstwo, jakiego dopuścili się ukraińscy zwyrodnialcy na Rosję i Niemcy, to typowa reakcja obronna bandyty. Ale taki mamy klimat na Ukrainie… Ciekawe, że jak Ukraina, poprzez próbę obciążenia Rosji za Rzeź Wołyńską, ewidentnie wbija klin między Polskę a Rosję, to nie ma w tym nic nagannego. Źle się dzieje, gdy Rosja robi to samo w relacjach polsko-ukraińskich. ot, taka moralność Kalego w wydaniu ukraińskim… Niepokoją natomiast słowa Deszczycy, o tym że Polacy zaczęli rozumieć wreszcie, iż nie można Ukraińcom narzucać oceny „wydarzeń” na Wołyniu. Czyżby czekały nas kolejne szokujące ustępstwa na tej płaszczyźnie? Czy już wyrażono zgodę na odbudowę pomników upowskim ludobójcom, tylko czekają na koniec wyborów, by to ogłosić?” (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/ambasador-ukrainy-polska-zaczyna-rozumiec-ze-z-ukraincami-nie-rozmawia-sie-z-pozycji-sily/; 16 września 2018).  
„Sami swoi” w Jaremczu.
Dialog między Polską i Ukrainą musi być utrzymany mimo sporów wokół wspólnej, trudnej historii - powiedzieli uczestnicy XI Polsko-Ukraińskiego Spotkania „Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość”, odbywającego się w Jaremczu w ukraińskich Karpatach.  „Spotkania w Jaremczu powinny zrekompensować czas, który straciliśmy poprzez pauzę w oficjalnych relacjach między Polską i Ukrainą. Robocze relacje jednak trwają na poziomie intelektualnym, gospodarczym i międzyludzkim. My z Polską nie mamy się gdzie podziać, jesteśmy przecież sąsiadami” - stwierdził Jewhen Mahda, szef kijowskiego Instytutu Polityki Światowej. Według eksperta w najbliższym czasie rozwiązanie sporu wokół historii może się nie udać. „Ukraina i Polska znajdują się na innych stadiach formowania narodu politycznego. W Polsce jest on już uformowany, a na Ukrainie ten proces dopiero się zaczyna. My dopiero teraz krystalizujemy swoich bohaterów. W Polsce są oni wyznaczeni. Chciałbym, by nasi polscy partnerzy zrozumieli, że Ukraina nie może budować narodu politycznego według polskich wzorców” - podkreślił Mahda.
Przemysław Żurawski vel Grajewski z Uniwersytetu Łódzkiego, doradca szefa MSZ Polski, proponował, by w rozmowach o stosunkach polsko-ukraińskich odróżniać atmosferę medialną od skali rzeczywistej współpracy materialnej, gdyż - jak zaznaczył - ma ona tak wysoką intensywność, jakiej nie było dotąd po 1991 roku. „Nowe połączenia kolejowe, lotnicze, rynek pracy, współpraca akademicka, bardzo dynamicznie rozwijająca się współpraca na rynku energetycznym, wzrost polskiego eksportu gazu na Ukrainę. Przypomnę, że w marcu, po zerwaniu przez Rosję dostaw gazu na Ukrainę, Polska w ciągu kilku godzin zorganizowała dostawy alarmowe i złamała presję rosyjską” – wymienił. Dodał do tego intensywną współpracę wojskową, polegającą na szkoleniu ukraińskich żołnierzy przez specjalistów z Polski, a także współpracę bankową oraz dyplomatyczną.   
Politolog Andrzej Szeptycki z Uniwersytetu Warszawskiego uważa, że takie spotkania służą lepszemu poznaniu punktu widzenia partnerów. „Próbujemy zdiagnozować nie tylko te problemy, które utrudniają współpracę, ale również zastanowić się, jak je przełamać, ewentualnie wskazać obszary, które nas potencjalnie łączą, a nie dzielą” – powiedział.
Dyrektor Centrum Studiów Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego Jan Malicki powiedział: „To nienormalne, że nasi ministrowie spraw zagranicznych spotykają się w Nowym Jorku przy okazji sesji ONZ, potrzebne są spotkania w Kijowie i Warszawie.”
Inicjatorami spotkań polsko-ukraińskich w Jaremczu są Uniwersytet im. Wasyla Stefanyka w Iwano-Frankowsku (d. Stanisławów) i polska gazeta na Ukrainie „Kurier Galicyjski”. Inicjatywa jest współfinansowana przez Fundację „Wolność i Demokracja” w ramach sprawowania opieki Senatu Rzeczypospolitej Polskiej nad Polonią i Polakami za Granicą. (Ukraina: XI Polsko-Ukraińskie Spotkanie w Jaremczu; w:  http://radiozagranica.pl/8/251/Artykul/383776,Ukraina-XI-PolskoUkrainskie-Spotkanie-w-Jaremczu; 22.09.2018).  
Wojciech Jankowski relacjonuje:  „Uczestnicy jedenastych już Polsko-Ukraińskich Spotkań w Jaremczu wysoko ocenili ich tegoroczną edycję. Przez dwa dni eksperci – naukowcy i publicyści – obradowali w obecności dyplomatów dyskutując o stosunkach polsko-ukraińskich, w tym także o polityce historycznej obydwu państw. Dyskusje były merytoryczne i, co istotne, pozbawione złych emocji. Na konferencję przybyli goście z polskich i ukraińskich uczelni, ośrodków analitycznych, dziennikarze i publicyści. Tradycyjnie omawiano kwestie historyczne oraz obecny stan stosunków między dwoma państwami, ale już po raz kolejny przygotowano również panel ekonomiczny. Prof. Ihor Cependa, rektor uniwersytetu w Iwano-Frankiwsku powiedział: „Mamy rekordową liczbę osób – 140, z Polski i z Ukrainy. Koncepcja nie zmienia się, dalej jest: wczoraj, dzisiaj i jutro. Patrzymy w przeszłość, analizujemy teraźniejszość, ale też chcemy generować idee na przyszłość.”  
„Zobaczyłam na tej konferencji bardzo wielu kompetentnych ludzi po obu stronach. To jest bardzo przyjemny widok” – oceniła wydarzenie Agnieszka Romaszewska, dyrektor TV Bielsat. „Nawet skomplementowałabym naszych partnerów ukraińskich, że więcej po tej stronie przyjechało ludzi kompetentnych, sensownie mówiących czasem kontrowersyjne tezy, ale to nie zmienia faktu, że na wysokim poziomie. Uważam nawet, że ta konferencja powinna być większa”.
Bogumiła Berdychowska zwróciła uwagę, że w każdej dyskusji musiał pojawić się watek granicy polsko-ukraińskiej jako czynnik blokujący relacje między tymi dwoma narodami i podmiotami społecznymi i politycznymi.  
Profesor Antoni Z. Kamiński z Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk postulował o rozdzielenie w kontaktach polsko-ukraińskich kwestii historycznych, politycznych i ekonomicznych: „Nie można w polityce zagranicznej skupiać się tylko na wydarzeniach tragicznych, które miały miejsce na Wołyniu przed 75 laty. Niestety w XX wieku w Europie takie dramatyczne zdarzenia miały miejsce i powinniśmy myśleć, jak uniknąć warunków, w których tego typu zachowania ludzkie się pojawiają. Ale prowadząc politykę państwa, musimy się orientować przede wszystkim na przyszłość. Dość sceptycznie patrzę na spory miedzy historykami, one są nie do rozwiązania. Zamiast uzgadniać sprawy historii, powinniśmy większy nacisk położyć na uzgadnianie interesu państwa polskiego i państwa ukraińskiego.”
W trakcie spotkań polsko-ukraińskich odbyły się liczne prezentacje. Piotr Kościński i Mirosław Rowicki omówili pracę na filmem dokumentalnym „Lwów 1939”. Prof. Bohdan Hud’ zapoznał obecnych ze swoją najnowszą książką „Ukraińcy i Polacy na Naddnieprzu, Wołyniu i w Galicji Wschodniej”. Swoje książki zaprezentował profesor ekonomii Alojzy Z. Nowak z Uniwersytetu Warszawskiego. Swoje projekty i książki zaprezentowało również Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Książkę o historii konsulatu RP we Lwowie „Konsulat bez precedensu” zaprezentowała jej autorka Agnieszka Sawicz.
Po obradach, trzeciego dnia uczestnicy wybrali się na wyprawę na górę Pop Iwan, zorganizowaną przez Uniwersytet w Iwano-Frankiwsku. Na szczycie tego samego dnia podpisano, z udziałem zastępcy ministra oświaty Ukrainy Maksyma Strichy, memorandum o stworzeniu Karpackiego Ośrodka Ekologicznego na bazie Międzynarodowego Naukowego Ośrodka „Obserwatorium”.
Internauta „pablo”, 25 września 2018: „Pan Jewhen Mehada twierdzi: ”Chciałbym, by nasi polscy partnerzy zrozumieli, że Ukraina nie może budować narodu politycznego według polskich wzorców”, ale nie rozumie, że Polacy też mają swoją wrażliwość opartą na wydarzeniach z Wołynia i nie tylko. Chcą po prostu prawdy. Ukraińcy, zwłaszcza Ci z zachodniej Ukrainy nie chcą tej prawdy poznać. Polacy nie chcą zemsty, chcą tylko prawdy, przeprosin ale szczerych i podania sobie rąk. Ukraińcy dopiero tworzą swoje społeczeństwo i wydaje im się, że przyznanie się do win uszczknie ich honor i dumę. Wynika to z fobii i w sumie z niskiej samooceny. Przez to bardzo nakręcają dumę i dowartościowując się na siłę poprzez skrajne i nacjonalistyczne ugrupowania. Mieszkałem na Ukrainie prawie cztery lata i bardzo pokochałem ten kraj poprzez spotykanych tam ludzi i poprzez wspólną historię. Chciałbym aby dyskusja historyczna zbliżyła nas do siebie, a nie oddalała. Ukraińcy zrozumcie nas też. Ukraina to wielka część Polskiej historii czy tego chcecie czy nie. Powodzenia...”  (https://kresy24.pl/jak-formulowac-dalekosiezne-plany-polityczne-jezeli-nie-jestesmy-w-stanie-udroznic-granicy-relacja-i-wideo-z-11-polsko-ukrainskich-spotkan-w-jaremczu/; 3 października 2018).   
W tym roku wybuchła także afera z niejaką Ludmiłą Kozłowska, która stała się elementem rozgrywek, i to  międzynarodowych. Prof. Włodzimierz Osadczy przypomina, że w latach 2006-2009, gdy był kanclerzem Europejskiego Kolegium Polskich i Ukraińskich Uniwersytetów w Lublinie, Ludmiła Kozłowska „rozpoczynała swoją niechlubną działalność w Polsce”. Była wówczas stypendystką tego Kolegium. „Była polecana jako aktywna działaczka, zwalczająca rosyjskie wpływy na Krymie, skąd pochodzi” – mówi prof. Osadczy. Wówczas jednym ze stypendystów Kolegium był Ukrainiec Iwan Szerstiuk, wspominany przy okazji sprawy Kozłowskiej. To z jego polecenia została ona przyjęta przez komisję rekrutacyjną. Później oboje zakładali Fundację Otwarty Dialog, gdyż jej początki sięgają właśnie Lublina. „Szerstiuk był stypendystą Kolegium, przy czym w czasach pierwszych rządów PiS miał niezwykłe wsparcie po linii partii rządzącej. Miał bardzo dobre relacje z Kancelarią Premiera, w tym za rządów Jarosława Kaczyńskiego i utrzymywał zażyłe relacje z panem ministrem Adamem Lipińskim” – mówi prof. Osadczy. Szerstiuk po pewnym czasie wrócił na Ukrainę. Ostatecznie trafił tam do więzienia za próbę zorganizowania zabójstwa biznesmena ze Lwowa, od którego wcześniej pożyczył znaczną sumę pieniędzy. „ Jako kanclerz Kolegium, a także osoba, która przez dwa lata próbowała opiekować się pracą naukową pani Kozłowskiej muszę powiedzieć, że zachowywała się ona jak szachrajka – oszukiwała i wyłudzała stypendia. Po tym czasie, jak znalazła lepsze źródło finansowania, po linii fundacji, to rzuciła Kolegium, zachowując się w sposób naganny wobec uczelni, na której studiowała, czyli UMCS, a także wobec mnie, opiekuna jej pracy naukowej. Można powiedzieć, że odeszła bez pożegnania. Niestety, takie osoby zostały wykorzystane przez „środowiska giedroyciowskie”, które mają swój silny ośrodek w PiS. W tej chwili próbuje się uczynić z pani Kozłowskiej jakąś „ruską agentkę”. A jest to osoba stworzona przez te środowiska, gdzie jest jednoznacznie kojarzona z takimi osobami jak pani Romaszewska, pan Rey czy inne czołowe postacie obozu giedroyciowskiego, który ma swoich ludzi niezależnie od tego, czy rządzi PO czy PiS. W tej chwili mamy do czynienia z czymś, co pokazuje wielki kryzys giedroyciowskiej propagandy. To, że ci państwo uwijają się jak piskorze, jak znany ze swoich oszczerstw Rey czy pani Romaszewska czy też inni bywalcy salonów pani Kozłowskiej świadczy właśnie o takim kryzysie. Ta sprawa potrzebuje rzetelnych badań, a także wniosków – ponieważ były to osoby wspierane, „hodowane” przez pewne środowiska dla pewnych celów. I w tej chwili osoby te zaczęły żyć własnym życiem. Widzimy, że są na tyle wpływowe, że mogą tworzyć własną politykę, albo przez głupotę, albo przez cwaniactwo. W każdym razie, jest to bardzo zła ocena polityki wschodniej, jaką realizuje PiS.”
Ludmiła Kozłowska wystąpiła na wysłuchaniu w Bundestagu pt. „Prawa człowieka w niebezpieczeństwie – demontaż praworządności w Polsce i na Węgrzech”. Wystąpienie w Berlinie było możliwe dzięki przyznaniu jej przez niemieckie władze specjalnej krótkoterminowej wizy wydanej ze względu na „interes narodowy Niemiec”. Kozłowska ma bowiem zakaz wjazdu do Unii Europejskiej – w sierpniu polskie MSW wpisało ją do Systemu Informacyjnego Schengen (SIS), pozwalającego na sprawdzanie osób przekraczających granicę strefy Schengen. Oznaczono ją najwyższym alertem, co skutkuje deportacją z terenu całej UE i krajów Strefy Schengen. Szef rady Fundacji Otwarty Dialog a zarazem mąż Kozłowskiej Bartosz Kramek w lipcu 2017 roku przedstawił „plan na obalenie rządu PiS’ na wzór ukraińskiego Majdanu.
4 października podczas swojej wizyty na Ukrainie, szef Biura Bezpieczeństwa Narodowego i bliski współpracownik polskiego prezydenta Paweł Soloch spotkał się z Ołeksandrem Turczynowem, szefem ukraińskiego odpowiednika BBN, Narodowej Rady Bezpieczeństwa i Obrony. Podczas wspólnej konferencji prasowej Soloch został zapytany o kwestię napiętych relacji ukraińsko-węgierskich. Budapeszt konsekwentnie blokuje też spotkania komisji NATO-Ukraina z powodu kontrowersyjnej ukraińskiej ustawy oświatowej, uderzającej w szkolnictwo mniejszości narodowych. „Co do sytuacji między Węgrami a Ukrainą, jesteśmy zainteresowani tym, żeby te napięcia nie wpływały na współpracę Ukrainy z NATO i z Unią Europejską” – powiedział Soloch.  Podczas wspólnej konferencji z Turczynowem szef BBN podkreślał też, że kwestie historyczne nie powinny przesłaniać współpracy z Ukrainą, bo Polska i Ukrainą są na siebie skazane, w tym w kwestii bezpieczeństwa: „Oba nasze narody są skierowane ku przyszłości. Oczywiście, warunkiem jest wyjaśnienie sobie pewnych kwestii spornych, nie może to przesłaniać jednak zasadniczej sprawy: jesteśmy skazani na siebie, a nasze bezpieczeństwo zależy od bezpieczeństwa każdego z nas.”
Nawiązał do kwestii „polityki historycznej”, ale sprowadził je do wymiaru „medialnego i emocjonalnego”.
Analogicznie wypowiadał się Turczynow, podkreślając, że w obliczu zagrożenia ze strony Rosji, dyskusje o problemach w relacjach dwustronnych schodzą na dalszy plan: „Ukraina znajduje się na pierwszej linii agresji Rosji. Odczuwamy bezpośrednio na sobie brutalność, cynizm i podstępność rosyjskich żołnierzy i polityków. Wojna jednak ciągnie się już piąty rok i od pięciu lat Rosja nie była w stanie przesunąć się ani na krok w kierunku zachodu.”  Wcześniej Soloch spotkał się w Kijowie z szefem MSZ Ukrainy Pawłem Klimkinem. Tego samego dnia Parlament Ukrainy zatwierdził banderowskie pozdrowienie w wojsku i policji. Rada Najwyższa przyjęła w drugim czytaniu projekt ustawy wprowadzający w ukraińskiej armii oraz w policji jako obowiązujące powitanie słowa „Sława Ukrajini-herojam sława!” (Chwała Ukrainie-chwała bohaterom!). (https://kresy.pl/wydarzenia/szef-bbn-napiecia-miedzy-ukraina-a-wegrami-nie-powinny-wplywac-na-rozwoj-wspolpracy-nato-ukraina/; 5 października 2018).
Czy pojawi się pomnik nagrobny dla ludobójcy z napadu na pociąg w Zatylu?  
Informacja ze strony internetowej ambasady Ukrainy w Polsce: „Ukraińcy stawiają jednak warunki na to, by realnym stała się zgoda Kijowa na polskie prace ekshumacyjne w ich kraju. Jak mówi ambasador Deszczyca, minimalnym warunkiem jest odbudowa ukraińskich pomników zniszczonych ostatnio w Polsce, co do których obie strony zgadzają się, że są legalne. Mowa o dwóch miejscach. To Pikulice koło Przemyśla, a także Monastyr, koło Werchraty. Według dyplomaty, odnowienie tych pomników będzie dobrym sygnałem do „rozwiązania kwestii odblokowania prac poszukiwawczych”.
Problem w tym, że lista nazwisk na pomniku nagrobnym na górze Monastyr nie jest zgodna z nazwiskami osób w tym miejscu pogrzebanych. Na miejscu pogromu czot w Mrzygłodach i Gruszce pochowano 3.03.1945 r. w dwóch mogiłach odpowiednio 34 i 8 zabitych, a ciała 2 dowódców czot w innych miejscach. Na wiosnę 1945 r. te 44 ciała przeniesiono na górę Monastyr koło cerkwi. Spoczęły razem z pochowanym tu wcześniej bojówkarzem SB OUN Osypem Bzdelem. Czotowy Ołeksa Mazur został pochowany w pojedynczym grobie, obok grobu zbiorowego. Osyp Bzdel zginął 2.09.1944 r. we wsi Zanimycja z ręki sąsiada Ukraińca w akcie zemsty za wymordowanie w przysiółku Mrzygłody rodziny ukraińskiej o nazwisku Mota. Na pomniku na górze Monastyr sporządzonym w 1993 r. widniał napis: „Tu spoczywa 45 powstańców z sotni „Szuma”, którzy 2 III 1945 roku zginęli za wolność i suwerenność ukraińskiego i polskiego narodu”. Tylko data i dane liczbowe wydawały się być zgodne ze stanem faktycznym (44 wojaków UPA plus 1 bojówkarz SB OUN Osyp Bzdel). Niestety, budowniczy pomników OUN-UPA Dmytro Bogusz alias Ołeksa Snihur nie poprzestał na tym i umieszczając później 62 nazwiska uczynił ten pomnik symbolicznym, a więc niezgodnym z prawem polskim. Zafałszowanie rzeczywistości polega na bezpodstawnym uznaniu 18 członków UPA przepadłych bez wieści za poległych (mogli zdezerterować lub trafić do sowieckiej niewoli i żyć na wolności po zwolnieniach w latach 1950-tych). Dysponując 44 ciałami członków sotni M-2 ktoś postanowił zbudować pomnik dla 62 osób i dopisać 18 brakujących nazwisk. I ktoś przedobrzył, ponieważ w książce Partyzanckimi ścieżkami z komandyrem Zalizniakiem znalazło się aż 67 nazwisk ludzi poległych rzekomo w Mrzygłodach i Gruszce w dniu 2.03.1945 r. Pięć nazwisk więcej niż potrzebowano – dlatego te nazwiska (Iwan Pyłypcio, Hryhorij Paraljuch, Iwanenio Atanazij, Iwan Panasyk, Mychajło Łewkowycz) są w książce, ale nie ma ich na tablicy nagrobnej. Ponadto wspomniana książka informuje, że rzekomo poległy w Mrzygłodach Wasyl Piddubczyszyn pełnił funkcję buńczucznego sotni M-2 do września 1945 r. Wydaje się, że miejscowa bojówka SB OUN „Borysa” systematycznie grzebała swoich zabitych na górze Monastyr koło cerkwi, ponieważ oprócz Osypa Bzdela z Mrzygłodów – według byłego nazistowskiego policjanta Kardana – pogrzebano tam bojówkarza SB OUN z Huty Lubyckiej o nazwisku Iwan Kydań. Dlatego jest wysoce prawdopodobne, że dowodzący ludobójczym napadem na pociąg w Zatylu Iwan Pohoryśkyj „Borys” zabity 15.11.1945 r. również jest pogrzebany na górze Monastyr, a nie na cmentarzu w Werchracie. Nie ma zatem powodów aby wątpić, że pomnik na górze Monastyr jest pomnikiem uczestników ludobójczej „akcji antypolskiej”, w tym niektórych członków bojówki SB OUN odpowiedzialnej za napad na pociąg pod Zatylem w dniu 16.06.1944 r.  Co oznacza, że zacytowany powyżej warunek wyrażenia zgody przez Kijów na polskie prace poszukiwawczo-ekshumacyjne na Ukrainie brzmi – w języku używanym przez zwykłych ludzi – następująco: Ukraina zgodzi się na ekshumację polskich ofiar, jeśli Polska odbuduje (odnowi) pomniki ich ukraińskich katów, ludobójców. Dzięki dobrowolnemu przyznaniu się Petra  Chomyna wiadomo już z całą pewnością, że to bojówka SB OUN Iwana Pohoryśkiego dokonała ludobójczego mordu na pasażerach pociągu w dniu 16 czerwca 1944 roku w lesie około 3 km za Bełżcem, w pobliżu wsi Zatyle. /.../
W interesie zarówno Ukrainy jak i Polski jest nie dopuszczenie do sytuacji, w której napis „Polegli za wolną Ukrainę” będzie odnosił się do morderców dzieci i złoczyńców odcinających dłoń kobiecie, aby zrabować złotą bransoletkę, ponieważ napis taki będzie sankcjonował i zrównywał ludobójstwo z walką o ojczyznę.
Jeśli w pierwszej dekadzie października 2018 r. dojdzie do rozmów między ukraińskim wicepremierem a przedstawicielami Instytutu Pamięci Narodowej w sprawie odblokowania ukraińskiego zakazu prowadzenia przez polskich badaczy prac w miejscach, w których za naszą wschodnią granicą mogą być pochowani nasi rodacy, obie układające się strony powinny tę kwestię głęboko przemyśleć.  Zwłaszcza strona ukraińska powinna być świadoma istnienia dowodów na mordowanie przez wojaków Szpontaka i bojówkarzy Pohoryśkiego dzieci ukraińskich, był to skutek stosowania odpowiedzialności zbiorowej, gdy „likwidowano” Ukraińca podejrzanego o donosicielstwo, zabijano wszystkich członków jego rodziny, nawet najmłodsze dzieci. Nie ma takiej możliwości, aby dzieci, czy to polskie, czy to ukraińskie, były czemukolwiek winne i aby komukolwiek udało się takie zbrodnie usprawiedliwić lub uzasadnić. Jeśli ktoś wierzy, że śmierć z ręki wojsk komunistycznych zmywa grzech dzieciobójstwa, jest w błędzie. Napisy na grobie powinny odzwierciedlać rzeczywistość, a nie fałszować. Fałszywe napisy to krzywda wyrządzana członkom rodzin. Oszukiwanie jednych, modlących się za swoich bliskich, podczas gdy ich w tym grobie nie ma. Okłamywanie drugich, których bliscy faktycznie tam leżą, ale pod obcym nazwiskiem. Należy usunąć nazwiska przepadłych bez wieści członków UPA, a dopisać nazwiska pogrzebanych tam bojówkarzy SB OUN. Na grobie, nie na pomniku!  
Każdy zmarły, nawet dzieciobójca, ma prawo do grobu, i do napisu na nim: nazwisko, imię, daty narodzin i śmierci. Oczywiście, może być prośba o modlitwę. Szczególnie ludobójcy, mordercy dzieci – bardzo jej potrzebują. Normalne społeczeństwo odmawia im chwały, zagwarantowaną mają tylko hańbę.
Jednak gdy dokonywany jest gwałt na prawdzie polegający na przypisywaniu ludobójcom cech heroicznych, stawiane są im pomniki, obeliski, budzi to naturalny, zwłaszcza u rodzin ich ofiar, odruch sprzeciwu. Gdy państwo określające normy postępowania ze zbrodniarzami nie potrafi odpowiednimi przepisami zakazującymi powstrzymać gloryfikacji ludobójców, obywatele zmuszeni do bycia świadkami takiego procederu, po zignorowaniu ich słusznych i zgodnych z prawem protestów, sami dążą do przywrócenia naruszonego ładu moralnego. Czasami przybiera to formy gwałtowne, gdy zdesperowani krewni ofiar niszczą pomniki poświęcone osobom będących w ich mniemaniu mordercami, zbrodniarzami, taki los w roku 2016 spotkał obelisk OUN-UPA na cmentarzu w Werchracie. Zaistniał w cywilizowanym świecie precedens, gdy władze państwowe odmówiły człowiekowi grobu, ponieważ stał się pomnikiem i natchnieniem neonazistów. Dlatego Rudolf Hess nie ma grobu.
W Polsce jest wiele nie rozwiązanych problemów. Jednym z nich, bez sytuowania w hierarchii ważności, jest nielegalne stawianie pomników dla zbrodniarzy z OUN-UPA. Klucz do rozwiązania spoczywa w ręku władz państwowych.” (Za: http://suozun.org/aktualnosci/i_czy-pojawi-sie-pomnik-nagrobny-dla-ludobojcy-z-napadu-na-pociag-w-zatylu/; 02 październik 2018).   

4 października ukraiński parlament przyjął projekt ustawy o języku ukraińskim. Dokument ma zapewnić, że język ukraiński będzie w powszechnym użyciu w sferze publicznej. Ustawa reguluje używanie języka rosyjskiego w sferze oświaty, kultury, ochrony zdrowia, gospodarki, sądownictwie i w mediach. Regulacjom poddano nawet zasady zapisu nazw własnych. W kwestiach oświaty ustawa językowa dubluje postanowienia innego prawa, przyjętego w 2017 roku – ustawy o oświacie. Według projektu państwo ukraińskie gwarantuje swoim obywatelom prawo do uzyskania wykształcenia w języku ukraińskim na każdym szczeblu oświatowym. W przypadku mniejszości narodowych prawo nauki w językach mniejszości przysługuje tylko w klasach od 1 do 4 wraz z nauką języka państwowego. Prof. Osadczy zwraca uwagę, że przyjęta rok temu ustawa oświatowa wywołała ostrą reakcję Węgier. „Natomiast, została zupełnie pominięta, a nawet pochwalona przez USA, a społeczność europejska, deklarująca wrażliwość na sprawy mniejszościowe również to przeoczyła. To pokazuje, że panuje całkowite przyzwolenie, a nawet zachęcanie strony ukraińskiej do tego, by podążać w tym kierunku. Ta tendencja istnieje i wciąż się nasila. Mamy dążenie do konfrontacji i żadnych możliwości ustępstw ze strony władz ukraińskich nie ma. Jest silna determinacja i świadomość bezkarności, przyzwolenia na wszystko, co będzie się działo.” Jak odbije się to na stosunkach polsko-ukraińskich? Zdaniem profesora: „nijak”. Dlatego, że „elity polskie są zupełnie niewrażliwe na sprawy mniejszości polskiej”. Dodaje, że „za sprawą planowej polityki polskich rządów od 1991 roku, mniejszość polska na Ukrainie została de facto zniszczona”. „Nieliczne pozostałości mniejszości polskiej zostały zupełnie wyzute z cech polskości. Zostały zdepolonizowane. A co gorsza, przy milczącej zgodzie władz w Warszawie, uległy też potężnemu wpływowi banderyzmu. Niestety, mamy również do czynienia ze zjawiskiem bardzo smutnym, jak osoby polskiego pochodzenia, które hołdują nacjonalizmowi ukraińskiemu. Zatem na tym odcinku żadnych spięć nie będzie. Warszawa jest zresztą stolicą przodującą w przyzwoleniu, a nawet zachęcaniu strony ukraińskiej do tego, co jest przez nią obecnie realizowane. Tego samego dnia uchwalane były, jakby nie było, totalitarne ustawy, dotyczące wojska i policji oraz języka. A tu mamy deklarację całkowitego poparcia dla władz Ukrainy, co jest rękojmią, że nic się tutaj dziać nie będzie”. Zdaniem profesora trzeba zdawać sobie sprawę z tego, że Ukraina ma „dość oryginalną historię”. Zaznacza, że państwo ukraińskie powstało w obecnym kształcie dopiero w 2. połowie XX wieku, a kształtowanie się terenów współczesnej Ukrainy odbywało się dzięki imperialnej polityce ZSRR.” (Za: https://kresy.pl/publicystyka/wywiady/prof-osadczy-ukraina-przyjmuje-totalitarne-ustawy-majac-swiadomosc-bezkarnosci-przy-poparciu-polskich-wladz/; 5 października 2018).  
Sakralizacja zbrodni w kościele grekokatolickim.
Bożena Ratter pisze: „Na pomniku Polaków, zamordowanych barbarzyńsko przez banderowców pozostają nazwiska, nazwa miejscowości Porycko ale wymazane są słowa „zamordowanych 11 lipca 1943 r.”. Jest to jeden z wielu przykładów zakłamywania historii, takie słowa znikają również z pomników stawianych w latach 80-tych, jeszcze za czasów sowieckich. Nie tylko napis na pomniku usunięty ale skrzętnie wyczyszczono archiwa by już nie było potwierdzenia w dokumentach” - to fragment narracji w przejmującym filmie „Niedokończone msze wołyńskie” prezentowanym 15.10.2018 r. w siedzibie IPN.
„To jest pomnik, który już od kilkunastu lat stoi w Lubomlu, poświęcony żołnierzom UPA tej ziemi z lat 1939-1957. Kilkaset nazwisk z kilkunastu okolicznych miejscowości, z niektórych wsi po kilka nazwisk, z innych kilkanaście i aż 68 nazwisk członków UPA z miejscowości obok Woli Ostrowieckiej. To nazwiska morderców Polaków. Tu mamy przykład pamięci ukraińskiej o UPA, postać kobiety, wyobrażenie Matki Boskiej Dobrej Opieki, która szalem otacza, przytula do serca te tablice z nazwiskami ukraińskich członków OUN UPA.”
75 lat temu, 30 sierpnia 1943 r. w sąsiadujących ze sobą wsiach Ostrówki i Wola Ostrowiecka na Wołyniu, Ukraińska Powstańcza Armia zamordowała 1055 Polaków.
„Jest coraz gorzej” – wyjaśnia ks. prof. Mirecki podczas dyskusji po projekcji. „Pod koniec lat 80-tych pojawiło się wielu duchownych z Polski w byłych republikach sowieckich. Narracja religijna wydarzeń była propolska. Z czasem duchowni ci odchodzili i zostawiali miejsca młodym kapłanom, którzy uczyli się w Polsce. Ale przyszli kapłani kształceni już na Ukrainie gdzie przyjęli też święcenia i zderzyli się z nowa rzeczywistością czyli zamykaniem parafii rzymskokatolickich, gdyż starzy Polacy umierają a młodzi wyjeżdżają. Wymieniony zostaje episkopat ukraiński czyli pozbywają się tych biskupów, którzy byli z Polski lub mieli polskie korzenie. Jedyny, który pozostał i walczy o polskość to arcybiskup lwowski, Mieczysław Mokrzycki. Na 160 osób zakonnych i duchownych, którzy zginęli od siekier nacjonalistów ukraińskich prowadzony jest tylko jeden proces beatyfikacyjny dzięki uporowi rodziny i zgromadzenia. Wszyscy inni nie są uważani za męczenników za wiarę, są tylko ofiarami „konfliktu polsko – ukraińskiego”. Nacjonaliści z założenia uderzali w najczulsze miejsce Polaków, kościół, Msza św., nabożeństwo, chodziło im o zbezczeszczenie świętego miejsca, sprofanowanie najświętszego sakramentu. Nadal następuje niszczenie ksiąg metrykalnych, cmentarzy, kościołów, klasztorów, na których nie ma żadnej wzmianki, iż jest to zabytek kultury. A niektóre perły polskiej architektury przerabia się, dodając banie, na cerkwie, bez żadnej wzmianki o ich rodowodzie. To świętokradztwo trwa.”
Dlaczego kościół nie troszczy się o pamięć i poświęcenie miejsc zagłady polskich duchownych mordowanych przez wiernych kościoła greckokatolickiego przy zachęcie a nawet udziale księży greckokatolickich i prawosławnych na terenach II RP? Czy ta męczeńska śmierć jest gorsza?
Podkamień - barbarzyńscy zaatakowali to święte miejsce a po zamordowaniu Polaków przez kilka dni wywożono dziesiątki furmanek zrabowanego mienia z klasztoru, kościoła. I tak było wszędzie. Przywłaszczali nasz majątek a przede wszystkim tożsamość zamordowanych Polaków, z którą jechali do Kanady, Ameryki, Europy i Polski. Dlaczego do dzisiaj nie upominamy się o odszkodowanie za wielką grabież dokonaną przez ukraińskich sąsiadów, grabież majątku zamordowanych i wypędzonych Polaków? Grabież dziedzictwa narodowego i kulturowego gromadzonego przez wieki przez światłych obywateli państwa polskiego? Dlaczego godzimy się, by Ukraińcy nadal nabywali nasz polski majątek i naszą polską tożsamość?  
15 października 2018 roku w siedzibie IPN uczestnicy panelu dyskusyjnego mówili o coraz większym zagrożeniu banderyzmem, o doskonale prowadzonej przez państwo ukraińskie akcji fałszowania historii, o hardości Ukraińców na pozór grzecznych i uśmiechniętych, o tym, iż doskonale wiedzą o mordach na Polakach bo wciąż się nim chlubią i to nie tylko po alkoholu, czego byłam świadkiem wraz z katowickim dziennikarzem przy fontannie przed Gmachem Opery we Lwowie. O odmowie pochówku i poświęcenia miejsc zbrodni, o sakralizacji zbrodni przez kościół greckokatolicki i odchodzeniu greckokatolickiego kościoła od katolicyzmu, o niszczeniu wszelkich śladów polskości czyli cywilizacji łacińskiej. Był też głos z sali dopominający się ostrzejszej reakcji rządu (zgadzam się, zwłaszcza konsula RP na Ukrainie, który w żaden sposób nie przeciwstawia się antypolskim działaniom), o debanderyzację i obowiązkową edukację milionów przyjeżdżających Ukraińców, a nawet składanie przez nich deklaracji o potępieniu zbrodni na Polakach. /.../  Trudno nazwać chęcią naprawy wyrządzonego zła sakralizację zbrodni dokonanej przez bandy OUN UPA przez kościół greckokatolicki i jego wiernych, odmowę pochówków i poświęceń zbroczonych polską krwią ziem, ukrywanie szczątków Polaków w grobach zbrodniarzy banderowskich, niszczenie śladów cywilizacji łacińskiej wprowadzanej przez wieki na te tereny przez Polaków, usuwanie wszelkich śladów polskości w architekturze, sztuce, kulturze, gospodarce, rolnictwie , religii, sporcie itp., podszywanie się pod narodowość tych, których z taką nienawiścią mordowano.” (http://wolyn.org/index.php/publikacje/1264-sakralizacja-zbrodni-w-kosciele-grekokatolickim).  
25 października Lwowska Rada Obwodowa zażądała usunięcia lwów z Cmentarza Orląt Lwowskich uznając za „symbol polskiej okupacji Lwowa” i twierdząc, że ustawiono je niezgodnie z prawem. Wicepremier Ukrainy Pawło Rozenko przyznaje im rację. „Niestety, ta sprawa jest wynikiem naruszenia obowiązującego na Ukrainie prawa, gdy koniunktura polityczna była ponad normami ukraińskiego ustawodawstwa. Dlatego właśnie obecnie Komisja Międzyresortowa, na czele której stoję, działa wyłącznie w granicach prawa Ukrainy i nie pozwala na ingerencję politykierów w proces podejmowania decyzji.”  Rozenko w przekazanym PAP komentarzu oświadczył, że pozostałe kwestie poruszone w oświadczeniu, w tym żądanie usunięcia lwów z Cmentarza Orląt leżą w kompetencjach lwowskiego samorządu i jego Komisja nie będzie ingerować w działania organów lokalnych. Deputowani Lwowskiej Rady Obwodowej domagają się od ukraińskich służb i Rady Miasta Lwowa wszczęcia śledztwa i ustalenia, kto brał udział w „nielegalnym” ustawieniu posągów na cmentarzu. „Domagamy się, dla uniknięcia możliwych prowokacji i z braku podstaw prawnych dla obecności tych rzeźb na terenie Cmentarza Łyczakowskiego, zdemontowania lwów i wywiezienia ich na przechowanie do czasu wyjaśnienia sytuacji w sposób prawny” – apelują deputowani.
Lwowska Rada Obwodowa w styczniu 2016 roku przyjęła wniosek neobanderowskiej „Swobody, by sprawdzić, czy powrót lwów na Cmentarz Orląt Lwowskich odbył się zgodnie z prawem. W treści uchwały stwierdzono, że same posągi oraz fakt ich przywrócenia na swoje miejsce mogły mieć „antyukraiński charakter”. Wcześniej do usunięcia lwów z Cmentarza Obrońców Lwowa wzywał Wołodymyr Wiatrowycz. Według niego „sama obecność tych lwów na Cmentarzu jest prowokacją”.
Sprzeciw tym zamiarom wyraził wiceszef MSZ Bartosz Cichocki. Zdaniem MSZ takie działanie byłoby nielegalne, tzn. sprzeczne z dwustronnym protokołom dotyczącym odbudowy i renowacji Cmentarza Łyczakowskiego i wpłynęłoby negatywnie na stosunki dwustronne z Ukrainą. „(…) strona ukraińska została uprzedzona o negatywnych konsekwencjach, jakie tego typu ruch miałby dla stosunków dwustronnych” – przekazał PAP Cichocki. (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/ukrainski-wicepremier-w-sprawie-ustawienia-lwow-na-cmentarzu-orlat-naruszono-prawo/; 26 października 2018).  
Prof. Jan Żaryn: „Decyzja Rady Miasta Lwowa o zasłonięciu i potencjalnym zdjęciu, wyrzuceniu czy zniszczeniu tych posągów wpisuje się w sowieckie standardy. W 1971 r. lwy zostały zdjęte z Cmentarza Orląt. Wtedy nekropolia została zdewastowana poprzez wprowadzenie drogi, która przecięła groby polskich patriotów. Ukraińcy nawiązują do niechlubnego dziedzictwa sowieckiego, z którego podobno chcieliby się wyzwolić. Nie da się obronić tezy, że cywilizacja i kultura polska, która istniała na tamtych ziemiach polskich może być skwitowana stwierdzeniem o 600 latach okupacji. To także język sowieckiej propagandy, która mówiła, że 17 września 1939 r. nastał czas wyzwolenia i zjednoczenia narodu ukraińskiego pod słusznym czerwonym berłem Józefa Stalina. Nie możemy akceptować takiego języka i takiej argumentacji ze strony ukraińskiej. Najbardziej smutne jest to, że naród ukraiński ma aspiracje, żeby go traktować jako związanego normami zachodniej cywilizacji europejskiej. A czyni wszystko w praktyce, żeby do takiej kwalifikacji nie dorosnąć. Trzeba powiedzieć sobie jasno, że śmierć żołnierza polskiego, poległego w walkach z Ukraińcami, jak i poległego w walkach z bolszewikami w latach 1919-1920 wypływała z głębokiego i wielkiego patriotyzmu tych ludzi.” (https://wpolityce.pl/polityka/418562-prof-zaryn-nie-mozna-akceptowac-sowieckiego-jezyka-ukrainy ).
We Lwowie szef MSZ Ukrainy Pawło Klimkin odniósł się do relacji polsko-ukraińskich. „Nie mamy konfliktu, ale jest kontekst emocjonalny. Często ta emocjonalność opiera się na wydarzeniach historycznych.” Jednocześnie zarzucił polskim politykom jednostronne i stronnicze podchodzenie do, jego zdaniem, skomplikowanej wspólnej historii. Wezwał też polityków, by nie spekulowali ws. historii i podchodzili do kwestii historycznych z troską. Podkreślił, że „tam, gdzie chodzi o historię nie ma miejsca na emocje”, a on sam stara się przekonać stronę polską, że Ukraina nie może odpowiadać za „zbrodnie pojedynczych oddziałów” UPA. Jego zdaniem, nie można stawiać znaku równości między poszczególnymi oddziałami. „Staram się wyjaśnić polskim kolegom, że państwo [ukraińskie – red.] nie może odpowiadać za przestępstwa poszczególnych oddziałów paramilitarnych, niekontrolowanych przez państwo. Stawianie znaku równości między odrębnymi oddziałami to szaleństwo, to nie odpowiada ani prawdzie historycznej, ani rzeczywistości. Politycy nie mogą spekulować historią. Polityka jest dla teraźniejszości i przyszłości, a historię powinno się zostawić historykom. Dla państwa ważne jest, by patrzeć w przyszłość, a nie w przeszłość.” Czyli walka o pomniki UPA w Polsce „to patrzenie w przyszłość? Żądanie usunięcia lwów z Cmentarza Orląt we Lwowie także?  (https://kresy.pl/wydarzenia/klimkin-twierdzi-ze-ukraina-nie-moze-odpowiadac-za-zbrodnie-poszczegolnych-oddzialow-upa/; 30 października 2018).  
I dalszy ciąg wezwania Klimkina, że „politycy nie mogą spekulować histowią”.  
„Rada Najwyższa Ukrainy przyjęła uchwałę „O uczczeniu na poziomie państwowym 75. rocznicy rozpoczęcia deportacji autochtonicznych Ukraińców z Łemkowszczyzny, Nadsania, Chełmszczyzny, Podlasia, Lubaczowszczyzny i Zachodniej Bojkowszczyzny w latach 1944-1951”. W uchwale Werchownej Rady Polaków z Podkarpacia nazywa się „kolonizatorami”. „Na przestrzeni wielu stuleci autochtoniczni Ukraińcy na tych terenach doznawali nieustannych ucisków i prześladowania ze strony kolonizatorów z powodu swojej wiary, języka i ziemi. Ponieśli liczne ofiary ludzkie, duchowe i materialne straty oraz wielokrotne przymusowe deportacje. Celem deportacji było w praktyce zniszczenie tysiącletniego istnienia najdalej wysuniętej na zachód gałęzi Ukraińców”- napisano w dokumencie.  
Parlament ustanowił drugą niedzielę września „Dniem Pamięci Przymusowej Deportacji Autochtonicznych Ukraińców z Łemkowszczyzny, Nadsania, Chełmszczyzny, Południowego Podlasia, Lubaczowszczyzny i Zachodniej Bojkowszczyzny w latach 1944-1951”. Zaleca też prezydentowi Ukrainy, aby „ogłosił rok 2019 rokiem pamięci deportowanych Ukraińców” z wyżej wspomnianych terenów w latach 1944-1951. Parlament zaleca Gabinetowi Ministrów, aby w 2019 r. na szczeblu państwowym obchodzić 75. rocznicę deportacji autochtonicznych Ukraińców. Antypolski projekt pt. „Projekt uchwały w sprawie państwowych obchodów 75-lecia początku deportacji autochtonicznych Ukraińców z Łemkowszczyczny, Nadsania, Chełmszczyzny, Podlasia, Lubaczowszczyzny i Zachodniej Bojkowszczyzny w latach 1944-1951” został złożony jeszcze w lipcu br.  Projekt podpisało 94 deputowanych ukraińskiego parlamentu, w tym Julia Tymoszenko, Borys Tarasiuk (były minister spraw zagranicznych i były szef ukraińskiej grupy parlamentarnej ds. współpracy z Polską), Mustafa Najem czy Ihor Łucenko (obaj prominentni aktywiści w czasie Euromajdanu). (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/ukrainski-parlament-nazwal-polakow-z-podkarpacia-kolonizatorami/; 8 listopada 2018).  
Bohdan Czerwak, lider melnykowskiej frakcji OUN, skomentował niedawną wizytę kibiców Śląska Wrocław na Cmentarzu Obrońców Lwowa, podczas której zapalono race i rozwinięto transparent z napisem oddającym cześć polskim obrońcom Lwowa. Jego zdaniem akcja polskich kibiców była demonstracją pogardy dla Ukrainy i Ukraińców: „Race odpalane na cmentarzu, polskie symbole i obraźliwe napisy są demonstracją pogardy wobec Ukrainy i Ukraińców. Administracja cmentarza odnotowała wtargnięcie prowokatorów na cmentarz, ale nie uznała za stosowne wezwać policję, jako że nie uznała tego za działanie antyukraińskie. Ale jak inaczej nazwać ten sabat? Jak zaakceptować polskie race na cmentarzu, gdzie pochowani są bohaterowie Listopadowego Zrywu, którzy sto lat temu wyzwolili Lwów od polskich okupantów i proklamowali Zachodnioukraińską Republikę Ludową? Uważam, że ta prowokacja powinna zostać zbadana przez SBU. Wyjaśnień powinien udzielić ambasador Polski na Ukrainie. Teraz niezwykle ważne będzie zajęcie się statusem „cmentarza orląt”. Polacy nie docenili gestu ze strony Ukraińców, którzy umożliwili pochówek Polaków – uczestników wojny ukraińsko-polskiej. „Cmentarz orląt” może zamienić się w miejsce pielgrzymek polskich szowinistów i prowokatorów, którzy marzą o „polskim Lwowie” i „Polsce od morza do morza”. Z tego powodu Czerwak wyraża swoją troskę o „bezpieczeństwo” Polaków: „Nie można do tego dopuścić, przede wszystkim w trosce o bezpieczeństwo samych Polaków, którzy nigdy nie odrobili lekcji z doświadczeń zdobytych w Galicji w 1918 r. i na Wołyniu w czasie II wojny światowej.”
To nie pierwszy eksces ukraińskiego szowinisty. Czerwak groził Polakom użyciem siły na początku 2017 roku: „Myśli [Jarosław Kaczyński], że istnieje jakaś siła, która może zmienić nastawienie Ukraińców do OUN, UPA, Konowalca, Melnyka, Bandery, Olżycza, Szuchewycza. Taka siłą nie istnieje. O czym przekonali się moskale. Polacy też chcą się przekonać?
Kibice Śląska Wrocław ze Stowarzyszenia Wielki Śląsk odwiedzili Cmentarz Obrońców Lwowa, gdzie na tle katakumb rozwinęli transparenty z hasłem „ORLĘTA LWOWSKIE, 100 LAT TO HASŁO POLSKĄ ODWAGĘ ROZSŁAWIA, ŚLĄSK SKŁADA HOŁD DLA LWOWA, DUCHOWEGO MIASTA WROCŁAWIA”. Powyżej powieszono transparent w biało-czerwonych barwach z nazwą wrocławskiego klubu. Całość rozświetliło kilkadziesiąt rac. Jak napisał portal Zaxid.net, kibice Śląska dostali się na Cmentarz Orląt tylną bramą unikając wzroku pracowników cmentarza. „To było w niedzielę wieczorem. Potem zobaczyliśmy na nagraniach z kamer, że ci chłopcy bez pozwolenia weszli po dwóch-trzech przez tylną bramę cmentarza. W sumie ich było 12. Na kilka chwil rozwinęli transparent i zapalili race. To trwało od 3 do 5 minut. Nie zgłaszaliśmy tego policji ponieważ oni od razu poszli i nie dokonywali antyukraińskich prowokacji.” – powiedział portalowi dyrektor muzeum „Cmentarz Łyczakowski” Mychajło Nahaj.
Internauta Kas: „Te stepowe żuliki nawet nie zdają sobie sprawy ze swojej śmieszności. 100 lat temu dostali w d..ę od rodowitych lwowian, którym podstępnie próbowali ukraść miasto a bredzą o jakimś wyzwoleniu Lwowa spod okupacji. Okupacja to się we Lwowie zaczęła w 1939 r. i niestety trwa do teraz, tylko okupant się zmienia (sowiety, Niemcy, znowu sowiety a teraz Ukraina). A najzabawniejsze jest to zdanie: „Polacy nie docenili gestu ze strony Ukraińców, którzy umożliwili pochówek Polaków – uczestników wojny ukraińsko-polskiej”. Czy ten dureń co to powiedział nie wie, że kiedy zakładano Cmentarz Obrońców Lwowa i grzebano tam polskich bohaterów, to była tam po prostu Polska i nikt chachłów o ich łaskawą zgodę nie musiał pytać?” Za: https://kresy.pl/wydarzenia/lider-oun-polacy-nie-wyciagneli-lekcji-z-wolynia/; 10 listopada 2018).  
W „Gazecie Wyborczej” 13 listopada ukazał się list grupy 21 Ukraińców, mających obywatelstwo polskie, do Polaków w stulecie odzyskania niepodległości. Pojawia się w nim apel o przeciwdziałanie „fali nacjonalizmów”. Ludobójstwo na Wołyniu zrównano w nim z akcjami odwetowymi Polaków.
„W czasie gdy nadzieje Polaków materializowały się i doprowadziły do odrodzenia państwa polskiego, nadzieje Ukraińców na własne państwo gasły pod naporem bolszewików i pod presją odrodzonej Polski. Te wydarzenia zdeterminowały kształt i charakter relacji polsko-ukraińskich w XX wieku. (…) Wielu Polaków pozytywnie postrzegało trud budowy Naddnieprzańskiej Ukrainy jako niepodległego państwa, lecz jednocześnie odmawiało analogicznego prawa Ukraińcom z Galicji i Wołynia, nie chcą zaakceptować ich przynależności do jednego narodu z mieszkańcami Kijowa czy Charkowa” - napisali w liście Ukraińcy, zdaje się oczekując, że Polacy dobrowolnie oddadzą Ukraińcom ziemie, które należały do I Rzeczpospolitej.
„Wielu Ukraińców kojarzyło Polskę z bezwzględnym policjantem, rozpasanym żołdakiem, wrogim urzędnikiem i obcym nauczycielem. Druga Rzeczpospolita była nieprzyjaznym im państwem, które nie miało zamiaru stać się ich ojczyzną” - podkreślają dalej. Po czym w zasadzie zrównują ludobójstwo Polaków na Wołyniu, oparte o ideologię nacjonalizmu ukraińskiego, do akcji odwetowych Polaków. Wybuch II wojny światowej obnażył straszliwą przepaść dzielącą oba narody, której pokłosiem stała się tragedia o trudnej do wyobrażenia skali. Nacjonaliści po obu stronach podpalili gromadzone latami pokłady nienawiści. Dziesiątki tysięcy Polaków zostało zamordowanych przez Ukraińców, tysiące Ukraińców zamordowali Polacy – zaznaczyli. Po czym mają pretensje do tego, że Polska piętnuje gloryfikację banderowców z UPA, odpowiedzialnych za ludobójstwo Polaków na Wołyniu, a wspominanie o tym wydarzeniu uważa jako „ukrainofobię środowisk kresowych i renesans ideologii ONR-owskiej”. „Szybko się okazało, że ukraińska opowieść jest traktowana jako wroga i szkodliwa dla Polski, ukraińskie racje uznawane są za bezzasadne, zaś polska narracja o tragedii Wołynia i Galicji zaczęła się opierać na ukrainofobii środowisk kresowych i renesansie ideologii ONR-owskiej. Niestety, jest też w tym winna strona ukraińska” - napisali w liście.  Niestety, z listu wynika, że Ukraińcy, którzy go podpisali, uważają, że istnieje pełny symetryzm między złym traktowaniem Ukraińców w II RP i akcjami odwetowymi Polaków, a ludobójstwem Polaków na Wołyniu przez Ukraińską Armię Powstańczą, która to formacja nie jest potępiona przez ukraińskie władze.”   (Bezczelność! „GW” publikuje list Ukraińców, w którym wspominanie o Wołyniu określono „ukrainofobią środowisk kresowych”; w: https://wpolityce.pl/polityka/420924-gw-publikuje-list-ukraincow-przeciwko-fali-nacjonalizmow; 13 listopada 2018).   
Pod listem podpisało się ponad 20 Ukraińców – obywateli RP. Są to: dr Witold Bobryk; prof. Roman Drozd (były rektor Akademii Pomorskiej Słupsku); dr hab. Światosław R. Gal; dr hab. Bohdan Halczak, prof. Igor Hałagida (historyk z Uniwersytetu Gdańskiego, członek ZUwP, pracownik naukowy IPN); Oleh Hnatiuk; Bogdan Huk (ukraiński szowinista, autor antypolskich tekstów, długoletni współpracownik „Naszego Słowa”); dr Mariusz Humecki; prof. Władysława Łuczka; dr Olga Kich-Masłej; Aleksander Maślej; dr hab. Marek Melnyk; dr Eugeniusz Misiło (historyk, znany m.in. z obrony „kłamcy wołyńskiego” Wołodymyra Wjatrowycza i kierowanego przez niego Ukraińskiego IPN); dr Mirosław Pecuch (działacz łemkowski związany ze Zjednoczeniem Łemków, uważającym ich za część narodu ukraińskiego – red.); Jarosław Prystasz [działacz ZUwP, wieloletni redaktor naczelny „Naszego Słowa”, czasopisma dla Ukraińców w Polsce – red.]; Jerzy Rejt (znany działacz mniejszości ukraińskiej, honorowy prezes Związku Ukraińców i pierwszy prezes tej organizacji); Mirosław Skórka; Roman Szagała; Lidia Świątkowska (przewodnicząca Koła Zjednoczenia Łemków w Gorzowie Wlkp. – red.); Adam Wiewiórka; Jarosław Wujcik.  (Za: https://kresy.pl/wydarzenia/gw-publikuje-list-polskich-ukraincow-do-polakow-nie-ma-ludobojstwa-i-banderyzmu-jest-ukrainofobia-srodowisk-kresowych/; 13 listopada 2018).  
„Milan K., Filip H., Krzysztof P. studiują dziennikarstwo w Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Ukraińska policja zatrzymała ich 22 listopada na Cmentarzu Orląt we Lwowie, gdy kręcili etiudę filmową. Okoliczności ich zatrzymania przybliża nam ojciec jednego z zatrzymanych studentów. Chłopaki przyjechali do Lwowa kręcić etiudę filmową o tym mieście. Przeprowadzili kilka wywiadów, nakręcili kilka miejsc. Pojechali też na Cmentarz Orląt Lwowskich. Na potrzeby realizacji filmu odpalili świece dymne w kolorach białym i czerwonym. Wywiesili także biało-czerwoną flagę. Miało to tworzyć pewien klimat miejsca. Tym bardziej, że byli tam w czasie 100. rocznicy obrony Lwowa – powiedział. Natychmiast na miejscu pojawiła się ochrona cmentarza, która wezwała policję. Minęło kilka chwil i na Cmentarz dotarła policja oraz Służba Bezpieczeństwa Ukrainy. Zabrano ich na komisariat, do budynku sądu. Tam bardzo długo ich przesłuchiwano. Pierwszego dnia do 2 w nocy. Następnego dnia ponownie byli przesłuchiwani – mówi. Studenci usłyszeli zarzut chuligańskiej prowokacji politycznej. Grożą im za to 4 lata więzienia. Potraktowano ich jak chuliganów. Postawiono im zarzut prowokacji politycznej, który jest nieadekwatny do tego co zrobili.” (https://wpolityce.pl/swiat/422686-lwow-absurdalne-zarzuty-stawiane-trzem-polskim-studentom; 25.11.2018).  
Studenci zapalili dwie flary dymne, w kolorze białym i czerwonym, jako symbol polskich barw narodowych, a nie race. Kręcili etiudę filmową z okazji przypadającego tego dnia 100.lecia wyparcia sił ukraińskich ze Lwowa. I dla Ukraińców była to „chuligańska prowokacja polityczna”. Ich banderowskie wiece w Sahryniu, czy marsze w Przemyślu, nie są oczywiście żadnymi „prowokacjami politycznymi”, a tym bardziej „chuligańskim”. Chociaż uczestników tych „wyrazów przyjaźni” jest więcej, niż trzech samotnych studentów ukraińskich kręcących etiudę filmową z wykorzystaniem dwóch flar w kolorach ukraińskich barw narodowych, czyli nie banderowskich.
25 listopada wieczorem ukraińska marynarka poinformowała, że Rosjanie ostrzelali trzy ukraińskie jednostki i z pomocą swoich służb specjalnych przejęli nad nimi kontrolę. Ukraina uznała niedzielne wydarzenia w Cieśninie Kerczeńskiej za akt agresji Rosji. Wszystkie trzy jednostki należą do marynarki wojennej Ukrainy. Rosjanie ogłosili, że ukraińskie okręty nie mogą przepłynąć pod mostem przez Cieśninę Kerczeńską, gdyż przeprawa jest zamknięta ze względu na osiadły na mieliźnie tankowiec. Strona ukraińska twierdzi, że Rosja, która powinna poinformować o zamknięciu Cieśniny międzynarodowe organizacje żeglugi, nie uczyniła tego. Podczas ataku rannych zostało sześciu ukraińskich marynarzy. Los załóg trzech jednostek, ani ich samych, nie jest znany. Wiadomo, że ranni otrzymali od Rosjan pomoc medyczną. Rosyjska Federalna Służba Bezpieczeństwa (FSB) potwierdziła w niedzielę wieczorem, że zatrzymała trzy okręty Ukrainy i że użyto wobec nich broni. Ukraina uznała niedzielne wydarzenia w Cieśninie Kerczeńskiej za akt agresji Rosji. Parlament Ukrainy zatwierdził również w poniedziałek wieczorem dekret prezydenta Petra Poroszenki o wprowadzeniu stanu wojennego. Szef państwa oświadczył przed głosowaniem, że obejmie on obszary przy granicy z Rosją oraz obwody nad Morzem Czarnym i Azowskim. (https://wpolityce.pl/swiat/422766-napiecie-na-wschodzie-stan-wojenny-na-ukrainie )
Stan wojenny na Ukrainie wprowadzony został na okres 30 dni, a więc już na katolickie święto Bożego Narodzenia powinien zapanować pokój pomiędzy Ukrainą a Rosją. Ciekawe, czy decyzja ta podniesie fatalne dla Poroszenki sondaże przed wyborami prezydenckimi planowanymi na marzec 2019 roku.
Stanisław Żurek