Dzisiaj jest: 17 Luty 2020        Imieniny: Zbigniew, Julian, Łukasz
Pamiętnik kpt. Mariana Strzetelskiego. Cz.6

Pamiętnik kpt. Mariana Strzetelskiego. Cz.6

/ Oddział Zaopatrzenia Technicznego Wojska Polskiego V Dywizji Syberyjskiej generała Czumy -Nowonikołajewsk rok 1919. Kapitan Marian Strzetelski siedzi w drugim rzędzie trzeci od prawej strony. W tym czasie był Naczelnikiem…

Readmore..

WIO NA PIECHOTĘ DO LWOWA

WIO NA PIECHOTĘ DO LWOWA

26 kwietnia 2019 roku odbył się w oddziale krakowskiego Stowarzyszenia Polskich Artystów Teatru Filmu i Telewizji "Loża" kolejny koncert piosenki lwowskiej. Wystąpili - Zespół "Chawira" w składzie Karol Wróblewski -…

Readmore..

Alfabetyczny spis miejscowości  z Kresów  Południowo -Wschodnich z roku 1939. Litera „A” oraz „B”

Alfabetyczny spis miejscowości z Kresów Południowo -Wschodnich z roku 1939. Litera „A” oraz „B”

Litera A Abramowiec, gm. Turzysk, pow. Kowel (http://wolyn.freehost.pl/miejsca-a/abramowiec-04.html) Adamczuki, wieś, gm. Pulemiec, pow. Luboml, woj. wołyńskie (Siemaszko, s. 528, brak informacji) Adamków (Adamkowskie), futor, gm. Klewań, pow. Równe, woj. wołyńskie…

Readmore..

Powrót na

Powrót na "Dzikie Pola", czyli Kresy Rzeczypospolitej

Dzikie Pola od XV w. to odległe stepy zwane Niżem, lub częściej Zaporożem, kresy rozległej i dostojnej Rzeczypospolitej, wówczas europejskiego mocarstwa. Były to również kresy cywilizacji chrześcijańskiej, najdalszy bastion owego …

Readmore..

Jadwiga Skibińska-Podbielska.  „Epopeja wołyńska 1913-1945”

Jadwiga Skibińska-Podbielska. „Epopeja wołyńska 1913-1945”

„Epopeja wołyńska 1913-1945” to obszernych rozmiarów saga rodzinna opowiadająca o losach Polaków mieszkających w okolicy Łucka na Wołyniu w czasie zakreślonym w tytule. Opowieść zaczyna się przed I wojną światową,…

Readmore..

„WOŁANIE Z WOŁYNIA” 25-LECIE DZIAŁALNOŚCI  WYDAWNICZEJ

„WOŁANIE Z WOŁYNIA” 25-LECIE DZIAŁALNOŚCI WYDAWNICZEJ

Szanowni Państwo!23 stycznia 2020 r. o godz. 13.00 w holu głównym Biblioteki Uniwersyteckiej w Toruniu zostanie otwarta wystawa pt. «Wołanie z Wołynia – 25-lecie działalności wydawniczej». Inicjatorką wystawy, autorką jej…

Readmore..

KALENDARIUM LUDOBÓJSTWA.  Luty 1945 rok.

KALENDARIUM LUDOBÓJSTWA. Luty 1945 rok.

1 lutego 1945 roku: We wsi Dobrowody pow. Zbaraż: „01.02.1945 r. zostali zam. Polacy: 6 osób NN”. (prof. dr hab. Leszek Jankiewicz: Uzupełnienie do listy strat ludności polskiej podanej przez…

Readmore..

Lutowy numer KSI (02/2020) wydany

Lutowy numer KSI (02/2020) wydany

W lutowej gazecie m.in: Echa 75 rocznicy Akcji „Burza” i działań 27 WDP AKZe znacznym opóźnieniem, powstałym nie z naszej przyczyny, pragniemy poinformować o upamiętnieniu75 rocznicy Akcji „Burza” w Lublinie,…

Readmore..

Kaplica Polskiej Golgoty Wschodu: Katyń + Sybir + Kresy.... i co dalej..???

Kaplica Polskiej Golgoty Wschodu: Katyń + Sybir + Kresy.... i co dalej..???

W grudniowym numerze na stronach 13 i 14 przedstawiony został skrót dokumentacji związanej z powstawaniem Kaplicy w bastionie św.Barbary na Jasnej Górze. Trzeba przekazywać ciąg dalszy tej sprawy, ponieważ rozwija…

Readmore..

Kresowa tułaczka - i co dalej? -Muchobór Wielki we Wrocławiu

Kresowa tułaczka - i co dalej? -Muchobór Wielki we Wrocławiu

/ Zburzony Wrocław Pisałam już o gehennie naszych przodków, którzy zmuszeni byli opuścić swoje domy na Kresach i w towarowych wagonach tygodniami przemierzali cały kraj, aby osiąść na Ziemiach Zachodnich.…

Readmore..

Przemilczane ludobójstwo – kontynuacja

Przemilczane ludobójstwo – kontynuacja

W 2008 roku ks. Tadeusz Isakowicz-Zaleski wydał książkę zatytułowaną „Przemilczane ludobójstwo na Kresach”. Po 11 latach od jej wydania można więc postawić pytanie – czy rzeczywiście jest ono przemilczane. W…

Readmore..

Pikiety przed sądem i Prokuraturą Krajową. Kresy i kresowi działacze na celowniku prokuratury.

Pikiety przed sądem i Prokuraturą Krajową. Kresy i kresowi działacze na celowniku prokuratury.

Zorganizowane przed sądem w którym będą odbywać się procesy Kresowian pikiety mają na celu pokazanie społeczeństwu i obozowi rządzącemu, że TU JEST JESZCZE POLSKA a nie ukraina której przedstawiciele zrzeszeni…

Readmore..

Skąd nasz ród?

W ostatnim czasie z wielką satysfakcją stwierdzam wzrost zainteresowania Kresami II RP przez drugie już pokolenie, powojenne, potomków dawnych mieszkańców wschodnich rubieży naszej ojczyzny. Zainteresowanie pytaniem: "Skąd nasz ród" bardzo często owocuje bardzo ciekawymi opracowaniami, nie tylko o własnej rodzinie, ale szerszym tłem historycznym. Poniżej  przedstawiam jeden z przykładów, czyli książkę. „Kiejdowie. Losy rodzinne na Ziemi Oszmiańskiej” Tomasza Kiejdo to historia rodziny zamieszkującej Oszmiańszczyznę przynajmniej od końca XVIII wieku do 1945 roku. Publikację wzbogacają archiwalne fotografie i dokumenty – w wielu przypadkach nigdzie niepublikowane. Autor odnalazł je w rozsianych dziś po całej Polsce kresowych domach oraz na Litwie i Białorusi. Życiorysy Kiejdów – zwłaszcza generacji dwóch wojen światowych – niejednokrotnie były doświadczone trudami. Zmieniający się okupanci sprawiali, że stalagi zamieniali na łagry. A na końcu zamiast oczekiwanej wolności i tak czekała ich gehenna ekspatriacyjna. Wiele miejsca Tomasz Kiejdo poświęca także samej Oszmiańszczyźnie. Znajdziemy tu informacje o wybitnych postaciach Ziemi Oszmiańskiej, a także społeczności lokalnej – m.in. szkole powszechnej w Oszmianie czy wspólnocie parafialnej.

– Mam nadzieję, że w oddanej książce Czytelnik odnajdzie kawałek własnej historii, która zachęci do dalszego poznawania losów rodzinnych i dawnej Ojczyzny. Być może skłoni niektórych do jej odwiedzin. Wciąż są tam nasi bliscy i słynna kresowa gościnność – pisze autor we Wstępie.

Książkę recenzowali między innymi:

 Bożena Gostkowska (Kresowianka, autorka książek o rodzinie Łokuciewskich i pilocie Witoldzie Łokuciewskim, prywatnie wnuczka Marszałka Sejmu Litwy Środkowej z 1922 Antoniego Łokuciewskiego) autorka wspomnień rodzinnych: „Tolo – muszkieter z Dywizjonu 303. Wspomnienia o Witoldzie Łokuciewskim”, „Opowieści z rodzinnych albumów Łokuciewskich”, współautorka (z Tomaszem Gostkowskim i Wojtkiem Matusiakiem) biografii Witolda Łokuciewskiego „Lotnictwo to moje życie” :

Z wielką radością czytałam opracowanie Tomasza Kiejdo „Kiejdowie. Losy rodzinne na Ziemi Oszmiańskiej”. Z radością, bo oto mamy jeszcze jedną znakomicie udokumentowaną historię wielopokoleniowej rodziny z Kresów. Mało tego – historia ta jest rzucona na szerokie tło historyczno-obyczajowe Oszmiany i Oszmiańszczyzny. Szczególną radość sprawia mi osoba autora. Tomasz Kiejdo reprezentuje już drugie pokolenie urodzone poza Kresami. A jednak jakaś siła gna go na Ziemię Przodków, by poznać tamte strony, rozmawiać z ludźmi, szperać w archiwach oraz księgach parafialnych i tropić wciąż nowe wątki dziejów rodziny i regionu. Jest taka piękna książka Tadeusza Chrzanowskiego „Kresy, czyli obszary tęsknot”. To zrozumiałe, że tęsknią za Kresami ludzie, którzy tam się urodzili i wychowali. To krzepiące, że tęsknią za nimi kolejne pokolenia. Dzięki temu dawne polskie Kresy wciąż żyją w naszej pamięci. Książka Tomasza Kiejdo jest tego najlepszym przykładem.           

Tomasz Sudoł z Biura Badań Historycznych IPN w Warszawie: Losy rodzin na przestrzeni dziejów są szczególnym rodzajem mikro historii, który umożliwia poznanie danej społeczności lokalnej, jej obyczajów, warunków życia codziennego. Pozwala także lepiej zrozumieć ludzkie postawy, przekonania i wybory. Taką mikro historię przedstawia Tomasz Kiejdo, pisząc o swoich przodkach, którzy przez kilka pokoleń mieszkali na Ziemi Oszmiańskiej. To jednak nie tylko opowieść rodzinna. Niniejsza książka jest również ważnym przyczynkiem do dziejów Oszmiany i Ziemi Oszmiańskiej. Niezwykle cennym materiałem są unikatowe fotografie i dokumenty pochodzące z prywatnych zbiorów, dzięki którym przedstawiana historia staje się bliższa.

 Szymon Kaczkowski kierownik Archiwum Zakładowego Morskiego Oddziału Straży Granicznej, wcześniej historyk IPN w Szczecinie:  Książka Tomasza Kiejdo skłania do zastanowienia się nad tragicznym, ale zarazem bohaterskim losem naszych rodaków, babć i dziadków, rodzin. Zachęca jednocześnie każdego czytelnika do poszerzenia wiedzy o własnej rodzinie, o jej pochodzeniu, historii i życiu. Publikacja ukazuje również historię Ziemi Oszmiańskiej. Opiera się na licznych materiałach źródłowych, takich jak: wspomnienia członków rodziny, publikacje naukowe, artykuły prasowe, archiwa cyfrowe, portale genealogiczne i kresowe.

Aby przybliżyć czytelnikowi w/w książkę zaprezentujemy dwa fragmenty:

Z rozdziału „Ziemia Przodków” – Oszmiana.

Rys historyczny i informacje ogólne

Współcześnie miasto jest siedzibą rejonu oszmiańskiego w państwie białoruskim. Nazwa miejscowości pochodzi od litewskiego słowa aszmenies, czyli ostrze. Jest jednym z najstarszych miast dawnej Wileńszczyzny położonych nad rzeką Oszmianką. Po śmierci Giedymina w 1341 roku Oszmianę odziedziczył jego syn Jawnuta.

W roku 1385 doszło pod Oszmianą do walk z Krzyżakami. W 1432 zaś do walk pomiędzy Świdrygiełłą a Zygmuntem Kiejstutowiczem o tron wielkoksiążęcy na Litwie. Po dwukrotnym pokonaniu Świdrygiełły Wielkim Księciem Litewskim został Zygmunt Kiejstutowicz. „W tej epoce rozpadła się Oszmiana na Starą i na Nową. Nowa Oszmiana (gdzie dziś miasteczko), mająca dwór książęcy, zaczęła zabudowywać się w miasto”. W 1537 roku Zygmunt Stary nadał miastu przywileje, a potwierdził je Jan III Sobieskiw 1683 roku. Niestety konflikty, które przetaczały się przez Oszmianę, zwłaszcza najazd rosyjski z 1655 roku oraz najazd szwedzki z 1702 roku, sprawiły, że wiele dokumentów źródłowych dotyczących miasta zaginęło bądź zostało zniszczonych. W roku 1792 ostatni król Polski Stanisław August Poniatowski potwierdził Oszmianie przywileje.

/ Franciszek Kiejdo, fot. zbiory Franciszka Kiejdo

„Żeby zaś przerzeczone miasto Oszmianę tak w rzeczach sądowych ,jako też i rządowych miejskich pewnego zażywało zaszczytu, onemu herb taki jaki się tu daje odmalowany widzieć, to jest na jednej stronie ręka trzymająca szalę, na drugiej stronie tarcza, pomiędzy temi ciołek z napisem pod nim: Memoria Stanislai Augusti, 1792 r. przez to miasto obrany nadajemy, którego to herbu na pieczęciach i wszelkich oznakach temuż miastu używać pozwalamy.

Oszmiana była zatem głównym miastem obszernego powiatu (według Konstytucji z roku 1717 liczącego 84 200 mieszkańców), z sądami ziemskimi i  grodzkimi, a także z sejmikami dla wyboru posłów. Stanisław August uczynił Oszmianę miastem wolnym i niepodległym, uchylając spod wszelkich jurysdykcji zarówno obcych, jak i starościńskich”.

W 1812 roku przetaczały się przez Oszmianę wojska francuskie oraz rosyjskie. W nocy z 5 na 6 grudnia zatrzymał się Napoleon Bonaparte wracający spod Moskwy. Cesarz wjechał do miasta około godziny pierwszej po północy. Zastał w nim obozujący w pełnym uzbrojeniu oddział piechoty niemieckiej oraz oddział 200 szwoleżerów gwardii i lansjerów 7 Pułku Nadwiślańskiego pod dowództwem pułkownika Ignacego Stokowskiego. W Oszmianie spodziewano się w każdej chwili ataku przeważających sił rosyjskich. Po krótkiej naradzie Bonaparte postanowił ruszyć dalej. Wyznaczył do swojej eskorty 100 kawalerzystów. Temperatura dochodziła do -35°. Gdy o świcie 6 grudnia dojechano do Równopola, ze 100 polskich kawalerzystów, pozostało tylko 36. Cała podróż Bonapartego ze Smorgoń (powiat oszmiański) do Paryża trwała 13 dni. Czesław Jankowski podaje inną liczbę polskich ułanów wziętych z Oszmiany dla eskorty cesarza niż Askenazy. Według Jankowskiego było ich 266.

W 1831 roku Rosjanie okrutnie mścili się na ludności za wybuch powstania listopadowego. Wcześniej oddziały partyzanckie złożone z mieszkańców Oszmiany 4 kwietnia 1831 roku oswobodziły miasto, zdobyły arsenał i rozbroiły oddział rosyjski. Gdy naczelnik powstania na powiat oszmiański hrabia Karol Przeździecki (właściciel Smorgoń, były żołnierz napoleoński) dowiedział się o zbliżaniu się wojsk rosyjskich w kierunku Oszmiany, dowodzonych przez pułkownika Wierzilina, nakazał niestety powstańcom opuścić miasto. Została tylko tylna straż, która podjęła walkę. Decyzja ta przyniosła tragiczne skutki. Rosjanie 16 kwietnia dokonali rzezi na pozostałych powstańcach i mieszkańcach miasta. Okrucieństwo Rosjan w Oszmianie znalazło później miejsce w pieśniach i literaturze, że wspomnę tylko fragment „Litanii Pielgrzymskiej” Mickiewicza: „Przez męczeństwo obywateli Oszmiany wyrżniętych w kościołach Pańskich i w domach, Wybaw nas, Panie”.

W czasie I wojny światowej Oszmianę okupowali Niemcy. Kolejne wydarzenie– wojna polsko-bolszewicka – również odcisnęła swoje piętno. Do dziś na katolickim cmentarzu znajdują się mogiły polskich żołnierzy poległych w tamtym czasie za ojczyznę.

/ Cmentarz katolicki w Oszmianie, kwatera żołnierzy poległych w 1920 r, widok współczesny, zbiory własne

W II RP Oszmiana była miastem powiatowym w województwie wileńskim. W roku 1931 liczyła 7334 mieszkańców. Według „Rocznika Politycznego i Gospodarczego 1939” ich liczba osiągnęła 8500.

W latach 30. XX wieku około 30% mieszkańców miasta stanowiła ludność żydowska. Do niej należał przeważnie przemysł spożywczy, spirytusowy, lniarski, drzewny i garbarski. Tak np. bracia Abram i Dawid Strugaczowie wybudowali prywatną hydroelektrownię, posiadali gorzelnię oraz fabrykę drożdży. Zatrudniali wielu robotników. Abram był wiceburmistrzem oszmiańskim, społecznikiem. W 1930 roku został nagrodzony Srebrnym Krzyżem Zasługi przez Prezesa Rady Ministrów Walerego Sławka. W roku 1938 urządził wesele swojej córki. Ludwik Orłowski, były mieszkaniec Oszmiany, opowiadał mi, że Strugacz zaprosił wówczas mieszkańców miasta na przyjęcie.

W czasie okupacji niemieckiej Abram Strugacz wraz z rodziną zostali rozstrzelani. Świadkiem mordu był przywoływany Ludwik Orłowski, który stał na drugim brzegu rzeki i z daleka obserwował tragizm tego wydarzenia. Mówił mi, że Strugaczów na miejsce kaźni doprowadziła policja białoruska w czarnych mundurach. Według niego głównym sprawcą zbrodni był Ukrainiec, niejaki Waśka. Kazał rodzinie wykopać dół. Wokół niego biegała dziewczynka (wydaje się, że wnuczka Strugacza) i krzyczała do Waśki: „złap mnie, bo jak mnie złapiesz, to ty będziesz berkiem”. Nie chciała klęczeć. Waśka po rozstrzelaniu rodziny zjawił się w Oszmianie ubrany w kurtkę Strugacza z futrzanym kołnierzem. Pijany chwalił się dokonaną zbrodnią i opowiadał, że największe kłopoty sprawiała mu wspomniana dziewczynka.

Fragment rozdziału „Losy rodzinne”  - Franciszek Kiejdo „Orzeł”

/ Franciszek Kiejdo, fot. zbiory Franciszka Kiejdo

Franciszek Kiejdo „Orzeł” urodził się 3 października 1922 roku w Mordasach. Do szkoły powszechnej uczęszczał w Debiesiach. Do konspiracji wciągnął go stryjeczny brat Stanisław Kiejdo „Jurek”, oficer informacyjny na Obwód Oszmiana, oraz Witold Turonek. Przysięgę składał przed swoim rodzonym bratem Stanisławem Kiejdo „Sową”. Wraz z nim przysięgał także najmłodszy brat Józef Kiejdo „Żak”. Szkolenia bojowe i strzeleckie prowadził wspomniany kapral „Sowa” podporządkowany por. „Rzemieniowi”. Po pracy w konspiracji trafił do oddziału polowego „Tura”. Pamięta, że było to na początku lutego 1944 roku. Już w oddziale polowym przeniesiono go do drużyny kaprala Surudy-Niedzielskiego „Pająka”, również podporządkowanej dowódcy łączności por. „Rzemieniowi” w 8 Brygadzie „Tura”. Nazwiska porucznika „Rzemienia” nie znał.

6 maja 1944 roku brał udział w walkach z Litwinami pod Graużyszkami, a z 13 na 14 maja 1944 roku pod Murowaną Oszmianką. W czerwcu 1944 roku uczestniczył w pogrzebie czterech żołnierzy z 8 Brygady „Tura”, których zastrzelili partyzanci sowieccy w pobliżu Bołtupia. Zdjęcie nagrobków zastrzelonych partyzantów zamieściłem w rozdziale poświęconym cmentarzowi w Horodnikach. Następnie Franciszek Kiejdo walczył w operacji „Ostra Brama” – próbie odbicia Wilna przez AK z rąk niemieckich, rozpoczętej w nocy z 6 na 7 lipca 1944 roku. 8 Brygada uderzyła na Wilno od strony Kolonii Kolejowej. Ostatecznie uderzenie załamało się z powodu dysproporcji sił i uzbrojenia. W walkach o Wilno został ranny.

Po walkach wileńskich Sowieci aresztowali Aleksandra Krzyżanowskiego „Wilka” oraz wielu oficerów. Zgrupowane oddziały Armii Krajowej pod dowództwem Czesława Dębickiego „Jaremy” wycofały się do Puszczy Rudnickiej. Tam zostały okrążone i rozbrojone przez Armię Czerwoną. 8 Brygada „Tura” tego uniknęła. Z kolei Franciszek Kiejdo znalazł się w Puszczy Rudnickiej. Doskonale pamięta słowa pożegnalne, jakie padły wówczas z ust por. „Rzemienia”: „Dalsza walka jest bezcelowa, idźcie i pracujcie tak, jak dotychczas pracowaliście dla wolnej i niepodległej Polski, bo kto będzie pracować dla wroga, nie będzie mieć poszanowania w wolnej Polsce. A Katyń będzie należał do Polski i tam wybudujemy dużą świątynię”.

 Rozbrojonych żołnierzy AK pod eskortą skierowano do przejściowego obozu w Miednikach. W czasie konwoju udało mu się zbiec z kolumny i wrócić do domu. Był to czas ukrywania się przed radzieckim aparatem ścigania. Rodzina Kiejdów grozę przeżyła szczególnie w wigilię Bożego Narodzenia 1944 roku, kiedy szykowali się do wspólnej uroczystej kolacji. Wówczas do drzwi domu zastukało NKWD, które liczyło, iż w tym szczególnym dla Polaków czasie, uda się zatrzymać wielu ukrywających się żołnierzy Armii Krajowej. W domu było jednak miejsce specjalnie przygotowane na taką okoliczność i Franciszek Kiejdo zdążył się w nim ukryć. Inaczej spotkałby go tragiczny los na oczach najbliższych. Tego dnia Sowieci zastrzelili Antoniego Żdanowicza, znajomego Franciszka z Mordas, oraz kilku mieszkańców sąsiednich miejscowości.

5 kwietnia 1945 roku Franciszek został aresztowany przez NKWD, a następnie w bydlęcych wagonach przewieziony do obozu w Bobrujsku. Tam Sowieci poddali go przesłuchaniom, zwykle nocą, biciu oraz torturom. Rozbierali do naga, kazali kłaść się na betonowej posadzce i polewali zimną wodą. Chodziło o to, aby złamać psychicznie przesłuchiwanego i uzyskać informacje o działalności pozostałych na wolności żołnierzy Armii Krajowej. Przebywających w obozie kierowali także do ciężkich robót. Głód oraz brak wypoczynku uniemożliwiały wykonanie narzuconej normy pracy. Więźniowie spali na gołych deskach w barakach, w zaduchu i wszechobecnych insektach. W czasie przesłuchania zmuszali do przyjęcia obywatelstwa radzieckiego. „Przy śledztwie zapewniali, że wszystkie przestępstwa darują, jeśli tylko przyjmę obywatelstwo”. Straszyli także sądem. Wizja radzieckiego „wymiaru sprawiedliwości” oraz to, że zbliża się nieuchronnie koniec, zrodziła postanowienie ucieczki. Franciszek przygotowywał się do tego, m.in. zbierał zapałki, które tak bardzo przydały się w drodze. Sposobność nadarzyła się, gdy z końcem lipca 1945 roku Rosjanie wywieźli więźniów na roboty do kołchozu Biarozówka. Wieczorem 12 sierpnia 1945 roku strażnicy kołchozu się upili. Jeńcy wykorzystali ten fakt i uciekli…

Teraz wypada powiedzieć kilka zdań o samym autorze książki:

/ Foto Tomasz Kiejdo. JPG

Tomasz Kiejdo

Urodził się w 1979 r. w Pasłęku. Ukończył Wydział Prawa i Administracji na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim, a podyplomowo również pedagogikę i wychowanie fizyczne. Jest absolwentem Szkoły Trenerów przy Polskim Związku Piłki Nożnej – posiada dyplom trenera II klasy/UEFA A. Pracę zawodową rozpoczynał w banku, kontynuował ją jako funkcjonariusz Straży Granicznej, obecnie jest nauczycielem wychowania fizycznego w warszawskim liceum. Genealogią oraz poznawaniem Wileńszczyzny – Ziemi Przodków – zajmuje się od 2012 roku. W poszukiwaniu rodzinnych korzeni wielokrotnie podróżował na Litwę i Białoruś. Jest autorem artykułu o losach rodziny Kiejdów oraz „Wspomnień rodziny Kiejdów z lat 1939–1945”. Prywatnie szczęśliwy mąż Anny oraz ojciec Franciszka, Antoniego i Jana.

Jak sam  autor zapewnił:  książka jest bardzo starannie wydana, ma twardą oprawę i liczy 290 stron. Wszystkich zainteresowanych  kierujemy  bezpośrednio do autora  :tel. 604 338 241 lub e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.