Dzisiaj jest: 12 Listopad 2019        Imieniny: Renata, Witold, Konrad
Bez Kresów nie ma Polski.

Bez Kresów nie ma Polski.

SPRAWOZDANIA TOWARZYSTWA NAUKOWEGO we LWOWIE pod redakcją PRZEMYSŁAWA DĄBKOWSKIEGO sekretarza generalnegoRocznik VI - 1926 Zeszyt 2 NAKŁADEM TOWARZYSTWA NAUKOWEGO Z DRUKARNI ZAKŁADU NARODOWEGO IM. OSSOLIŃSKICH we LWOWIE pod zarządem Józefa…

Readmore..

Znaki na niebie i inne cuda

Znaki na niebie i inne cuda

„Dermanka w gminie Ludwipol, rodzinna miejscowość Antoniny Woźniak, leżała na lewym brzegu rzeki Słucz, 3 km od granicy polsko-sowieckiej. Na Wołyniu był wtedy jeszcze względny spokój, który w niewielkim stopniu…

Readmore..

Kresowianie bastionem walki o prawa większości w Polsce...??? - cz.1

Kresowianie bastionem walki o prawa większości w Polsce...??? - cz.1

Brak od ponad 70 lat oczekiwanej przez kresowe środowiska ustawy ustanawiającej 11 lipca jako symboliczny dla całych Kresów "Narodowy Dzień Pamięci Ofiar Męczeństwa i Ludobójstwa Kresowian", odchyla wahadło zegara historii…

Readmore..

Pamiętnik kpt. Mariana Strzetelskiego. C.d. 3

Pamiętnik kpt. Mariana Strzetelskiego. C.d. 3

/ Fotp: Jednoroczny kurs w szkole Ochotników w 11 Baonie Pionierów (Saperów) w Pradze Czeskiej w latach 1899/1900. Stoją od lewej – tytularny Feldfebel Marian Strzetelski (bez czapki), Josef Ignac,…

Readmore..

Moje Kresy  Michał Raczyński cz.1

Moje Kresy Michał Raczyński cz.1

Statystyczny, przeciętny Polak bez żadnego wysiłku myślowego jest w stanie podać liczne przykłady bohaterskiej postawy polskiego żołnierza w czasie ostatniej wojny światowej. Przytoczy bohaterstwo Westerplatte i obrońców Warszawy, opowie o…

Readmore..

KALENDARIUM LUDOBÓJSTWA LISTOPAD 1944

KALENDARIUM LUDOBÓJSTWA LISTOPAD 1944

1 listopada (Wszystkich Świętych) 1944 roku: We wsi Gontowa – Milno pow. Zborów Ukraińcy zamordowali 2 Polaków: „Rożek Jan i Zaleski Paweł - zastrzelony na posterunku” (Adolf Głowacki: "Milno –…

Readmore..

SEJM: Czy będzie Parlamentarny Zespół ds. Kresów, Kresowian i Dziedzictwa Ziem Wschodnich Dawnej Rzeczypospolitej?

SEJM: Czy będzie Parlamentarny Zespół ds. Kresów, Kresowian i Dziedzictwa Ziem Wschodnich Dawnej Rzeczypospolitej?

Inauguracyjne posiedzenia każdej z izb parlamentu muszą się odbyć najpóźniej 12 listopada ale już dzisiaj Kresowianie i Miłośnicy Kresów z Ruchu Społecznego Porozumienie Pokoleń Kresowych zastanawiają się nad kontynuacją w…

Readmore..

Zaproszenie na Wystawę  „Podróż Nadziei....”

Zaproszenie na Wystawę „Podróż Nadziei....”

Wystawa „Podróż Nadziei: Polskie dzieci z Pahiatua, Nowa Zelandia 1944-2019” będzie dostępna dla publiczności na Krakowskim Przedmieściu 64 w Warszawie w dniach 31 października - 17 listopada. Wystawa organizowana jest…

Readmore..

Film „Kresy” wyświetlono  w Gryfinie

Film „Kresy” wyświetlono w Gryfinie

Czwartkowe ( 24 października o godz. 17.00 ) spotkanie w gryfińskim Kinie z okazji prezentacji filmu ,,Kresy’’ pokazało, że warto je w Gryfinie organizować. Ogólnie pojęta tematyka kresowa przebija się,…

Readmore..

Umarłym daj wieczny pokój i światłość wiekuistą za to, że na swój sposób kochali ową ziemię

Umarłym daj wieczny pokój i światłość wiekuistą za to, że na swój sposób kochali ową ziemię

Obecność blisko miliona mieszkających i pracujących nad Wisłą Ukraińców wyznacza początek końca Polski monoetnicznej –napisał Marek Rabij w Tygodniku Powszechnym. Tak bezkrytycznie fałszywa teza jest efektem celowej propagandy prowadzonej przez…

Readmore..

Dziękuję za wyrazy współczucia i dzielenie smutku.

Dziękuję za wyrazy współczucia i dzielenie smutku.

Jeszcze nie tak dawno dzieliliście mój smutek z powodu odejścia do Domu Pana mojej mamy a dzisiaj pomagacie mi znieść ciężar kolejnej straty jaką jest nagła śmierć mojego syna Adama.…

Readmore..

Listopadowy  numer KSI (11/19) wydany

Listopadowy numer KSI (11/19) wydany

W listopadowej gazecie m.in.: KONKURS FPPnW: OPOWIEDZ MI O POLSCE – MOJA NIEPODLEGŁA 2019Pokażcie jak przeżywacie święto niepodległości, jak wiele dla Was, Waszych bliskich, znaczy Polska. Uchwyćcie w obiektywach obchody…

Readmore..

Niedziela Przemienienia Pańskiego 1944 roku w Baligrodzie

Wokół zbrodni dokonanej w niedzielę Przemienienia Pańskiego 6 sierpnia 1944 roku przez Ukraińską Armię Powstańczą na 42 Polakach mieszkających w miasteczku Baligród w Bieszczadach wraz z upływem czasu narosło wiele manipulacji dokonanych zarówno ze strony ukraińskiej jak i polskiej. Wiąże się to z szeroko prowadzoną akcją heroizacji zbrodniarzy ukraińskich z OUN-UPA, co stało się polityką historyczną Ukrainy od czasu prezydentury Wiktora Juszczenki. Pierwszym etapem prowadzącym do tego celu jest zakłamywanie faktów, mające na celu „wybielenie” czarnego obrazu tych zbrodniarzy. Są to działania totalne, wręcz totalitarne, finansowane początkowo przez diasporę ukraińską głównie z Kanady i USA, do której dołączyła „samostijna Ukraina” oraz wiele antypolskich organizacji, stowarzyszeń i fundacji, zarówno z zagranicy, jak też działających w Polsce, często finansowanych z budżetu polskiego, w tym przez potomków ofiar. Ta antypolska działalność obcych agentur w Polsce często przykrywana jest hasłem „polityki giedrojciowej”, co jest dla nich wygodnym „alibi”.    
Od ponad dziesięciu lat obiektem takich manipulacji stała się rzeż Polaków w Baligodzie.

Fakty są znane, zostały także zapisane tuż po zbrodni w kronice Szkoły Podstawowej w Baligodzie przez ówczesną jej kierowniczkę Marię Makowską. W 1946 roku otrzymała ona wyrok śmierci od podziemia ukraińskiego i wyjechała do Nysy, gdzie zmarła 9 grudnia 2003 roku.  Tak opisała ona sytuację sprzed rzezi: ”przełom lipca i sierpnia. Następuje cofanie się wojsk niemieckich. Baligród zostaje bezpański. Władze administracyjne opuszczają miasteczko. Okolica staje siedliskiem band ukraińskich i partyzantów sowieckich. Coraz bliżej krążą zbrodniarze ukraińscy, którzy rekrutują się z siczowików, ukr. „SS”, miejscowej i okolicznej młodzieży wychowanej pod hasłem „ smert lacham”. Bandy ukraińskie zajmują wioskę Żernicę, gdzie mają stałą siedzibę. Zajmują Bereźnicę, Berezkę, Stężnicę i inne wsie na północny wschód. Partyzantka sowiecka zajmuje Łopienkę, Jabłonki, Rabe a Baligród pozostaje w środku. W końcu lipca panika w Baligrodzie dochodzi do ostatnich granic. Krążące wieści o mordach popełnianych przez Ukraińcach na Polakach i o przygotowaniu napadu na Baligród rozstraja nerwy do ostateczności. Polacy nie sypiają w domach lecz po jarach i potokach, zaroślach i ogrodach. Całymi procesjami uchodzą do Mchawy gdzie znajdowała się kwatera niemieckiego szpitala dla koni. W powietrzu wisi groza niewiadomego – tego zdaje się nieuniknionego. Wreszcie dochodzi wiadomość, że bandy ukraińskie mają przemaszerować przez Baligród od strony Stężnicy – następuje to w niedzielę 31 lipca. Naprzeciw im wychodzi pp. dr Śmietana, dr Schlap /Polacy/ i sędzia Wojtowicz – ukr. Z wodzami bandy spotkali się u Syjczuka Józefa podejmowani przez tegoż wódką i zakąską. Po przedstawieniu sprawy bezpieczeństwa Polaków przez przedstawicieli bezpieczeństwa w Baligrodzie wodzowi bandy, tenże wódz daje „słowo oficerskie”, że Polakom w Baligrodzie nic nie grozi, jeżeli oczywiście Polacy nie wystąpią przeciwko Ukraińcom. Powracających z zapewnieniem całości życia i mienia wszyscy powitali z radością. Czujność została uśpiona mimo, że niektórzy nie dowierzali i bili na alarm. /.../ ”Tydzień ten był dziwnie smutny – niby uspokojona ludność polska oglądała się na wszystkie strony. W czwartek dnia 3 sierpnia wieczorem partyzantka sowiecka pierwszy raz wchodzi na teren Baligrodu i wysadza mosty. W tym dniu wieczorem z drugiej strony od Mchawy maszeruje banda ukraińska na rzeź. Spłoszona przez partyzantkę sowiecką wycofuje się do kościoła, porywając ze sobą Polaka idącego do siostry – Jana Szpota. W sobotę dają nam znać, że Szpot leży zamordowany pod Zahoczewiem. Pierwsza ofiara strasznej zbrodni ukraińskiej. Z banda tą zetknęli się Ukraińcy baligrodzcy, którzy cały czas wmawiali w nas, że są bez grzechu a myśmy im wierzyli – rozmawiali z nimi. Zdobywali się jedynie na kłamstwa i niewinne miny. A po cichu na pomoc w zbrodni, w jej przygotowaniu. W dniu 5 sierpnia wieczorem partyzantka sowiecka cała noc hula po Baligrodzie – piją wódkę, strzelają, jeżdżą całą noc, budzą strach u tych którzy odważyli się zostać w domu ale takich było mało, wszyscy prawie spali po kryjówkach jak zwykle. Noc ta była jak zmora przed krwawym dniem 6 sierpnia 1944r…”
G. Motyka podaje, że rozmowy toczyły się 31 lipca lub 5 sierpnia (faktycznie 3 sierpnia). Jego zdaniem delegacja polska udała się do sztabu UPA w Stężnicy deklarując chęć dobrowolnego opuszczenia miasteczka. Dowództwo UPA zapewniło, że Polakom nic nie grozi i w miasteczku mają pozostać. Polacy zostali.
Dalej Maria Makowska pisze w kronice szkolnej: ”O godzinie 7 rano cichną tententy i strzały hulającej partyzantki sowieckiej. O godzinie 8 rano wychodzący z kryjówek nocnych Polacy udawali się do kościoła na „Prymarię”, inni się przygotowywali na sumę. Dzień wstał śliczny, pogodny, upalny. Obawa minęła, bo obawa ta dziwnie podnosiła się w nocy a w dzień jakby usypiała. Zdawało się, że zbrodnia nie może być popełniona w obliczu słońca. Jak strasznie odpokutowaliśmy za to. A wieczorem w sobotę, jedna z Ukrainek powiedziała mi, że bardzo poważny obywatel Baligrodu, oczywiście Ukrainiec powiedział, że „Bałyhrodowi ne mynetsia”. Nastąpił straszny ranek 6 sierpnia – Dzień Przemienienia Pańskiego. Straszna banda rezunów ukraińskich rozsypuje się po Baligrodzie grupami niemal przy każdym polskim domu – a tyraliera trzema liniami: 1) Za rzeką Hoczewką na lewym brzegu; 2) na prawym brzegu; 3) na szosie. Prócz tego pikiety. Część Polaków w kościele w tym czasie na mszy św. a część w domu ubierająca się na sumę – i na jedno hasło każda grupa rezunów wyprowadza z domów mężczyzn, morduje ich przy zabudowaniach pod domem, w domu a nawet w łóżkach. Ginie starzec Różycki Michał pozostający już od dwóch lat w łóżku, ginie jego brat Różycki Jan znany na cały powiat ze swego rozumu, przyjaźni i innych zalet. Ginie syn Michała Różyckiego, Tomasz pozostawiając żonę z kilkorgiem malutkich dzieci, mordują starca na łóżku Chorzępę i drugiego starca Szpota /ojca Jana Szpota/ , który zginął schwytany przez nich w piątek”.  /…/ Najtragiczniej jednak przedstawiało się obejście kościoła – banda rezunów „bohaterów” obstawia kościół dookoła i czeka spokojnie do końca mszy św. I ci znajdujący się w kościele nie mają pojęcia o odbywającej się zbrodni, a może mają bo groza wisi w powietrzu – nastrój obecnych w kościele, jakby w przeczuciu tego co się dzieje jest dziwnie rozpaczliwy – pamiętam po podniesieniu, ksiądz proboszcz intonuje od ołtarza św. Boże – Suplikacje, co lud zgromadzony podchwytuje i śpiewa ze szlochem. Po skończonej mszy ksiądz odwraca się od ołtarza i w kilku słowach przemawia do wiernych, że wobec strasznych i niepewnych czasów, wobec tego, że nikt nie wie kiedy zginie poleca wszystkim wzbudzić w sobie żal za grzechy a on udzieli powszechnego rozgrzeszenia. I znów z jękiem zgromadzenie rzuca się na kolana, bijąc się w piersi – a po wyjściu z kościoła czyha straszna śmierć, banda w bramie jego i nie przepuszcza ani jednego mężczyzny, każdego z pytaniem o kenkartę odprowadza na bok i morduje, morduje… I tak leżeli rozciągnięci z rozbitymi czaszkami na drodze, pod murami, na zboczu przy zejściu do rzeki, a nawet w rzece”.
Wydawałoby się, że sprawa jest oczywista, jest relacja wiarygodnego świadka, którym była kierowniczka szkoły w Baligrodzie, zapisana tuż po tragicznych wydarzeniach. W niedzielę, 6 sierpnia, przed świtem banderowcy z kilku stron weszli do miasteczka. Umundurowani byli w uniformy niemieckie i policji ukraińskiej, co zmyliło mieszkańców, którzy nie spodziewali się niebezpieczeństwa. Otoczyli kościół i po porannej mszy legitymowali wychodzących ludzi. Mężczyzn zatrzymywano. Część upowców rozeszła się po miasteczku. Wchodzili do domów, pytając, czy mieszkają tam Polacy czy Ukraińcy, mężczyzn legitymowano i zabierano. Kobiety zamykano w zabudowaniach gospodarczych. W polskich domach grabiono mienie ruchome. Po godzinie ósmej rozstrzelano mężczyzn zgromadzonych w pobliżu kościoła w Baligrodzie. Pojedyncze osoby zabito na ulicach i na terenie ich własnych posesji. Rzekomo zabójstw miano dokonywać według listy sporządzonej przez „Prostiła”. Jednak nie zachowało się świadectwo, że któregoś mężczyznę Polaka po wylegitymowaniu puszczono wolno. Przeżyli jedynie ci, którym udało się uciec, mimo iż za nimi strzelano. Uratowali się w ten sposób Franciszek Paszkiewicz i Stanisław Pniak. Stanisław Pniak zeznał, że około godziny ósmej w drzwiach własnego domu został wylegitymowany przez trzech umundurowanych i uzbrojonych osobników. Gdy przeglądający kenkartę stwierdził, że jest on Polakiem, strzelił do niego. Pniak zdążył jednak odskoczyć i uciec na strych, gdzie się ukrył w przygotowanej wcześniej kryjówce. Upowcy go nie znaleźli. Z kryjówki świadek widział zabójstwo Tomasza Głogowskiego. Ksiądz Józef Miezin po porannej Mszy nie wyszedł ze świątyni, dzięki czemu ocalał, gdyż upowcy nie śmieli naruszyć świętości kościoła. Według innej wersji, zabronił im tego miejscowy greckokatolicki ksiądz Olenko. Ocalał także adwokat Stanisław Śmietana, którego ukryli miejscowi Ukraińcy. Wśród uczestników napadu miejscowa ludność rozpoznała: Romana - urzędnika skarbowego z Sanoka, Stolara - byłego policjanta ukraińskiego ze Stężnicy, Andrzeja Kremińskiego – wcześniej komendanta policji ukraińskiej w Baligrodzie, i samego Włodzimierza Szczygielskiego, który przyjechał konno do miasteczka. Mieszkańcy Baligrodu go znali, gdyż w 1940 r. przez kilka miesięcy był zastępcą komendanta miejscowego posterunku. Przed odejściem Ukraińcy zabrali z miasteczka leki i instrumenty medyczne, niezwykle cenne dla tworzonych sotni UPA.
Tymczasem Artur Brożyniak, historyk pracujący w oddziale IPN w Rzeszowie, opublikował w „Naszym Dzienniku” z 28 marca 2008 roku artykuł „Masowy mord w Baligrodzie 6 sierpnia 1944 r.”, w którym przestawił przebieg zbrodni posługując się relacją członka UPA biorącego udział w wymordowaniu grupy Polaków w Baligrodzie. Pisze on: „Istnieją dwie wersje tłumaczące przyczyny mordu. Według członka UPA Iwana Krywuckiego „Arkadija”, napad na mieszkańców Baligrodu był formą represji wobec „polskich bojówkarzy” z tej miejscowości za atak, wspólnie z partyzantami sowieckimi, na Stężnicę 4 sierpnia 1944 roku. Rozstrzelano wówczas rzekomo 16 aktywnych banderowców i spalono 40 domów. Według pracy „Stosunki polsko-ukraińskie po wybuchu II wojny światowej” ks. Władysława Piętowskiego, „4 sierpnia w Stężnicy pojawiła się sowiecka partyzantka Wiaczesława Kwityńskiego, a ponieważ zastrzelono tam jednego z tych partyzantów, Rosjanie spalili kilkanaście domów i zastrzeli kilku Ukraińców”. Krywucki uważa, że liczba ofiar w Baligrodzie została zawyżona przez Polaków. Druga z wersji zakłada, że napad na Stężnicę był tylko pretekstem do mordu na Polakach w Baligrodzie. Ukraińskie podziemie zamierzało zmusić polskich mieszkańców do opuszczenia Bieszczad.” Następnie Brożyniak pisze: „Teza Iwana Krywuckiego o tym, że rozstrzelanie było karą za czynne wystąpienie danej osoby, wspólnie z sowieckimi partyzantami, przeciw banderowcom w Stężnicy, wydaje się mało prawdopodobna, gdyż pośród ukaranych rzekomo za ten napad Baligrodzian byli: sędzia, ziemianin, trzech urzędników. Najstarszy spośród zamordowanych w Baligrodzie miał 80 lat, a pozostałe dziewięć osób przekroczyło 60. rok życia. Jest więc mało prawdopodobne, by osoby te wspólnie z sowieckimi partyzantami atakowały Stężnicę.”
Brożyniak podaje historię powstania kurenia, który dokonał mordu w Baligrodzie. Warto zwrócić uwagę, że został on utworzony głownie z ukraińskich policjantów będących na służbie niemieckiego okupanta i pomagających mu w terroryzowaniu polskiego społeczeństwa. Współudział ukraińskiej policji (w tym także kryminalnej oraz gestapo) w okupacji, terrorze i zbrodniach niemieckich dokonanych na Polakach był więc ogromny. Ten niemiecko-ukraiński terror objął około 3,5 miliona Polaków w województwach kresowych oraz na Lubelszczyźnie i na Podkarpaciu. „Włodzimierz Szczygielski, komendant posterunku policji ukraińskiej współpracującej z Niemcami w Medyce (koło Przemyśla), dostał rozkaz dezercji i razem z załogą posterunku podążył w Bieszczady. Po drodze przyłączyła się do niego spora grupa byłych ukraińskich policjantów. 5 sierpnia w Żernicy Wyżnej grupa Szczygielskiego połączyła się z dwiema sotniami (kompaniami) UPA. Pierwsza z nich składała się z byłych miejscowych ukraińskich policjantów (tzw. siczowników), a dowodził nią Wasyl Szyszkanynec „Bir”, komendant policji w Komańczy. Drugą, powstałą w pobliżu wsi Jamna Górna (koło Arłamowa), dowodził „Łys”. W sotni tej było również sporo ukraińskich policjantów z powiatu przemyskiego i dobromilskiego. Z ludzi przybyłych do Żernicy Wyżnej sformowano kureń (batalion). Dowódcą z nominacji miejscowych władz OUN został Szczygielski, który przyjął pseudonim „Burłaka”. Kureń składał się z trzech sotni, po 70 ludzi każda. Na dowódców sotni wyznaczono: „Burłakę”, „Bira” i „Puhacza” (Włodzimierza Kaczora). Wkrótce OUN wydała odezwy nakazujące Polakom opuszczenie „terenów ukraińskich” pod groźbą śmierci. Nie były to pogróżki bez pokrycia. 30 lipca 1944 r. banderowcy prowadzili i zamordowali 11 Polaków, mieszkańców Średniej Wsi. Pod wpływem tych wiadomości część Polaków uciekła z Baligrodu do Leska, pozostali szukali porozumienia ze społecznością ukraińską. Administrator miejscowej parafii ks. Józef Miezin, adwokat dr Stanisław Śmietana i sędzia dr Stefan Schlarp udali się do przedstawiciela baligrodzkich Ukraińców aptekarza Osiadacza. Obiecał on, że miejscowi Ukraińcy nie zaatakują swoich sąsiadów. Zastrzegł przy tym, że nie może ręczyć za zbrojne grupy ukraińskiego podziemia, które napłynęły na teren Bieszczad z zewnątrz. 3 sierpnia delegatom polskiej społeczności z Baligrodu udało się nawiązać rozmowy z grupą UPA w Stężnicy, prawdopodobnie z sotnią „Bira”. Sotenny „Bir” rzekomo przyjął reprezentantów życzliwie, a nawet ręczył słowem honoru, że nie ma wrogich zamiarów wobec Polaków. Delegaci uspokojeni wrócili do miasteczka, chociaż miejscowy lekarz Rusin - dr Kuźmak radził Polakom, by nie wierzyli w te zapewnienia i mieli się na baczności. 3 lub 4 sierpnia został uprowadzony i zamordowany przez UPA mieszkaniec Baligrodu Jan Szpot. 4 sierpnia 1944 r. Sowieci w odwecie za zabicie partyzanta zastrzelili kilku Ukraińców - mieszkańców Stężnicy.” Jan Szpot nie był sowieckim partyzantem, został porwany przez banderowców, gdy szedł do siostry.
Po dokonaniu zbrodni sotnie UPA odeszły, głównie do Stężnicy. Zabrało się z nimi kilka rodzin ukraińskich, których członkowie uczestniczyli w mordzie Polaków, swoich sąsiadów. Nocą nadszedł kolejny zbrojny oddział, wyglądający na bandę. Dokonał on „rewizji” trupów, ograbił je z dokumentów (kenkarty), zegarków, rzeczy osobistych oraz ściągniętych z nich ubrań i butów. Banda ta zidentyfikowana została jako „oddział partyzantów radzieckich  Szukajewa”. Partyzanci sowieccy odeszli w stronę Stężnicy. Było to w nocy z 6 na 7 sierpnia 1944. Artur Brozyniak pisze: „Bezpośrednio po dokonaniu mordu w Baligrodzie oddziały kurenia „Burłaki” zaatakowały  partyzantów sowieckich pomiędzy Stężnicą a pasmem Łopiennika. Sowieci, zaprawieni w bojach, odparli atak, zabijając sześciu banderowców. Grupa UPA rozpierzchła się” (Artur Brożyniak: „Ukraińska Powstańcza Armia w Bieszczadach”, w: „Bieszczady w Polsce Ludowej 1944 – 1989”; IPN Rzeszów 2009, s. 29).
Sedno tkwi w tym, że ataku partyzantki sowieckiej na Stężnicę w dniu 4 sierpnia 1944 roku nie było. To sotnie UPA zaatakowały oddział sowiecki Wiaczesława Kwityńskiego, który po wysadzeniu mostów w Baligrodzie podążał na Słowację. I jest oczywiste, że Polacy z Baligrodu udziału w tym nie brali, po świeżo przeprowadzonych rozmowach z dowództwem UPA.  
Następne walki UPA z partyzantami sowieckimi Szukajewa miały miejsce w nocy z 6 na 7 sierpnia w Radziejowej koło Stężnicy, ale to sotnia UPA zaatakowała Sowietów i poniosła porażkę tracąc sześciu banderowców. Jeszcze w 1995 roku Grzegorz Motyka w artykule „Partyzantka w Bieszczadach  I – IX 1944” („Płaj”  nr 10/1995) nie wymienia żadnej akcji partyzantów sowieckich w Stężnicy w dniu 4 sierpnia 1944 roku, ale pisze o sowieckim oddziale Szukajewa, który pojawił się w Baligrodzie w nocy z 6 na 7 sierpnia, obrabował pomordowanych Polaków zabierając im kennkarty, odzież i rzeczy osobiste. Motyka pisze, że „Sowieci spalili część wsi Stężnica (ponoć zginęło w niej ok. 20 osób), Karlikow, Mchawę, Huczwice, Żubracze” (co powtórzył w książce „Tak było w Bieszczadach” na s. 158).  A następnie o oddziale Szukajewa: „Prawdopodobnie jego dziełem była wspomniana już masakra w Stężnicy”.
A. Daszkiewicz w książce „Ruch oporu w rejonie Beskidu Niskiego 1939 - 1944” (Warszawa 1975) twierdzi, że mord w Baligrodzie był odwetem za akcje oddziału AK KN-23 w rejonie Leska. Iwan Dmytryk w książce „Zapysky ukrajinśkoho powstancia (w lisach Łemkiwszczyzny)”, której dwa wydania ukazały się w Niemczech a trzecie w 1992 roku  we Lwowie, mord ten opisał ze swojej pozycji jako uczestniczącego w nim banderowca. Nosił on pseudonim „Lis”, był w sotni „Burłaki”, a potem „Brodycza”.  O Baligrodzie pisał: „Wysyłając nas na stanowiska dowódca „Burłaka” rozkazał nam ukarać morderców ukraińskich dzieci, kobiet i mężczyzn. Wywiad miejscowego podziemia przez dłuższy czas układał dokładne listy Polaków, masakrujących ludność ukraińską. Takie listy otrzymały nasze oddziały, wyznaczone do różnych części Baligrodu. Zbudziwszy tych terrorystów ze snu, nasze specgrupy odczytały im wyroki śmierci powstańczego sądu polowego, wyliczając ich zbrodnie, kogo, gdzie i kiedy zabili. Potem wyrok wykonano na miejscu. Zanim mieszkańcy Baligrodu obudzili się, nasza akcja karna była zakończona. /.../ Odkryto też wielkie składy żywności zebranej przez polskie bojówki. Najcenniejsze rzeczy z tych składów zabrano” ( W lasach zachodniej Łemkowszczyzny. Wspomnienia partyzanta UPA; w: Magury ’93, Warszawa 1994.). Znając faktyczny przebieg mordu w Baligrodzie należy pamiętać, że czytelnicy na zachodzie znają tylko wersję banderowca Dmytryka. A na Ukrainie starzy i młodzi nacjonaliści chętnie w nią uwierzą. Lista proskrypcyjna Polaków podobno przygotowana została w cerkwi w Baligrodzie. Tablica zamieszczona na pomniku zawiera 42 nazwiska, na ostatnim miejscu wymieniony jest Bronisław Chorzępa, zamordowany 13 sierpnia 1944 roku w Baligrodzie.
Śledztwo IPN w Rzeszowie syg. akt 68/06/Zi w sprawie zamordowania przez UPA w dniu 6 sierpnia 1944 r. w Baligrodzie 41 osób narodowości polskiej zakończyło się umorzeniem 6 lipca 2006. „Do tej pory nikt z ówczesnych mieszkańców Baligrodu, ani Stężnicy nie potwierdził, że w Stężnicy na 2 dni przrd mordem w Baligodzie doszło do rozstrzelania 16 – jak twierdzi I. Krywucki – czy kilku – jak podaje ks. W. Piętowski – upowców ani do spalenia 40 – jak uważa pierwszy – czy likunastu – jak pisze drugi – chat. W księdze zgonów w gminie Baligród w I dekadzie sierpnia 1944 r. odnotowana jest śmierć tylko jednego mieszkańca Stężnicy i to z przyczyn naturalnych. Także zebrany podczas śledztwa materiał dowodowy pozwolił stwierdzić, że „bezpośrednio przed zbrodnią w Baligodzie nie dochodziło do żadnych akcji zbrojnych polskiej partyzantki bądż oddziałów samoobrony polskiej przeciwko ludności ukraińskiej.” Zatem „nie polegały na prawdzie powody ataku na Baligród podane podane podległym oddziałom przez dowódcę /.../ Włodzimierza Szczygielskiego”. Zaś „jedynym motywem zabójstw /.../ w Baligrodzie /.../ był zamiar zniszczenia mieszkającej na tym terenie polskiej grupy narodowościowej”. (Tadeusz Szewczyk: Dlaczego doszło do tej zbrodni?; w: „Gazeta Bieszczadzka” nr 19/2009).  
Rzeczywiście, w relacjach ukraińskich nie ma nawet wzmianki o pogrzebie tych ofiar, nie ma też ich grobów. A przecież stacjonowała tam wówczas sotnia „Bira” i zadbałaby o uroczysty pochówek. Obecnie też Ukraińcy nic o tych grobach nie wspominają.  
Wówczas tezy Brożyniaka autorzy portalu internetowego Wikipedia wykorzystali do podania jako prawdziwej wersji wydarzeń właśnie tę banderowską. Nie powołali się jednak na jego opracowanie. Jako literaturę podali książkę Andrzeja Potockiego „Bieszczadzkie losy” (Krosno 2000) oraz moją książkę „UPA w Bieszczadach” (Wrocław 2007). Tyle tylko, że ani Andrzej Potocki, ani niżej podpisany nawet jednym słowem nie sugerują, że mord w Baligrodzie nie był „zwykłym” mordem, ale aktem zemsty. Tę nową banderowską legendę zainicjował historyk IPN, a jako prawdę podała ją Wikipedia w haśle „Zbrodnia w Baligrodzie”: „...w niedzielę, 6 sierpnia 1944 roku w Baligrodzie, w powiecie leskim, Ukraińcy z UPA dokonali mordu na ludności polskiej. Sotnia UPA przybyła od strony Stężnicy i Huczwic, otoczyła ludność polską zgromadzoną w kościele, kiedy część osób wyszła z kościoła, 42 osoby zostały zamordowane. Był to odwet za spacyfikowanie 4 sierpnia 1944 r. wsi Stężnica przez partyzantkę radziecką oraz Polaków z Baligrodu - 16 aktywnych członków UPA z tej wsi zostało rozstrzelanych. Już następnego dnia w Stężnicy utworzono sotnię UPA. [...] Z ustaleń przeprowadzonych przez IPN w Rzeszowie wynika, że za zbrodnią stali również miejscowi księża greckokatoliccy, którzy podjudzali i nawoływali do zabijania Polaków, Żydów i bolszewików. Wśród banderowców rozpoznano byłych członków policji ukraińskiej z Baligrodu oraz Ukraińców mieszkających w sąsiednich wioskach.
Literatura: Stanisław Żurek „UPA w Bieszczadach” Wrocław 2007; Andrzej Potocki „Bieszczadzkie losy”, Krosno 2000.”
Zamieściłem wówczas na portalu ks. Tadeusza Isakowicza polemikę pt. „Banderowska legenda o Baligrodzie” (www.isakowicz.pl/index.php?page=news&kid=121&pkid=126&nid=2229 ), a następnie w II wydaniu książki „UPA w Bieszczadach”  na s. 243 – 247. Nie wiem, czy akurat to spowodowało zmianę hasła w wikipedii, ale obecnie jest już poprawiona (z odwołaniem do niedostępnego już artukułu w internecie, który obecnie jest w linku:  http://isakowicz.pl/archiwum/index.php?page=news&kid=121&pkid=126&nid=2229  ).   
Zbrodnia w Baligrodzie – zbrodnia dokonana w niedzielę, 6 sierpnia 1944 roku na polskich mieszkańcach z Baligrodu, w powiecie leskim, przez sotnię UPA „Burłaki” dowodzoną przez Wołodymyra Szczygielskiego ps. Burłaka. Mord dokonany był w ramach planowej eksterminacji polskiej ludności w Małopolsce Wschodniej. 30 lipca 1944 r. banderowcy uprowadzili 11 Polaków, mieszkańców Średniej Wsi, powieszono ich koło Baligrodu. Pod wpływem tych wiadomości część Polaków uciekła z Baligrodu do Leska, pozostali szukali porozumienia ze społecznością ukraińską. 3 sierpnia delegacja polskich mieszkańców została zapewniona przez jednego z lokalnych dowódców UPA, sotennego Wasyla Szyszkanycza „Bira”, że nic im nie grozi. 3 lub 4 sierpnia został uprowadzony i zamordowany przez UPA mieszkaniec Baligrodu Jan Szpot. 4 sierpnia sowieccy partyzanci zabili kilku Ukraińców w pobliskiej Stężnicy. Doszło do potyczki z upowcami, którzy ostrzelali Sowietów, zginęło kilku upowców. 5 sierpnia zdaniem historyka IPN Artura Brożyniaka referent wojskowy OUN-B Wasyl Cebeniak „Bohdan” wyznaczył „Burłace” zadanie rozstrzelania w Baligrodzie około 40 osób, których nazwiska znajdowały się na liście proskrypcyjnej sporządzonej przez prowidnyka rejonowego OUN, Włodzimierza Kita „Prostiła” („Ihor”). Sotnia UPA przybyła od strony Stężnicy i Huczwic, otoczyła ludność polską zgromadzoną w kościele. Kiedy część osób wyszła z kościoła, upowcy wyselekcjonowali część mężczyzn, odprowadzili na miejsce egzekucji (zbiegły 2 osoby) i rozstrzelali. Część mężczyzn, która została w kościele uratowała interwencja księdza greckokatolickiego Olenki. W tym samym czasie podzieleni na małe grupy napastnicy, posługując się listą zabrali z domów wybranych mężczyzn na rozstrzelanie, kilku zabito w domach. Zabrano również pod nadzorem Burłaki lekarstwa z apteki. Po otrzymaniu informacji o pojawieniu się okolicy partyzantów sowieckich, upowcy wycofali się ze wsi. Wśród zamordowanych był sędzia, kapitan rezerwy artylerii Wojska Polskiego dr Stefan Schlarp.
Po masakrze pozostali Polacy schronili się w lesie, część Ukraińców również obawiając się polskiego odwetu.
Przypisy: Stanisław Żurek, Banderowska legenda o Baligrodzie; Grzegorz Motyka, W kręgu Łun Bieszczadów, str. 56-57. Bibliografia:  Grzegorz Motyka, W kręgu Łun Bieszczadów, str. 56-57; Żurek S., UPA w Bieszczadach, Wrocław: Wydawnictwo „Nortom”, 2007; Andrzej Potocki, Bieszczadzkie losy, Krosno 2000.”
Niektórzy podają, że zamordowanych zostało 41 Polaków i 1 Ukrainiec, Roman Wolański. Sprostowała to wnuczka zamordowanego: „W tym artykule zostało wymienione nazwisko mojego dziadka Romana Wolańskiego, który został zamordowany przez upowców. Chcę jasno powiedzieć i zaznaczyć z całą mocą ,iż dziadek był Polakiem oraz katolikiem. Został zamordowany we własnym domu prawdopodobnie kiedy próbował się wylegitymować, babcia Maria Wolańska w tym czasie uciekała z dziećmi na drugi koniec wsi do swojej matki Marceliny Romaniszyn. Śmierć dziadka nie była przypadkowa jak twierdzi autor tego artykułu. Wszystko to wiem z przekazów ustnych mojej babci Marii Romaniszyn-Wolańskiej oraz mojej cioci Aleksandry Wolańskiej. Sprostowanie napisała wnuczka Marii i Romana Wolańskich Anna.” (annamalinowska64; 05.05.17: http://forum.gazeta.pl/foru,165,104087679,104087679,Baligrod_6_sierpnia_1944_r_.html ).
Niestety, tezy Brożyniaka wpisują się w banderowską interpretację ludobójstwa dokonanego na ludności polskiej przez faszystów ukraińskich z OUN-UPA. Twierdzą oni, że nie było żadnego ludobójstwa, ale odwetowa „depolonizacja etnicznych ziem ukraińskich”. Rzeź ludności polskiej na Wołyniu, Podolu, Pokuciu, Lubelszczyźnie i w Bieszczadach była „odwetem” za ucisk stosowany przez administrację II Rzeczpospolitej na mniejszości ukraińskiej. Jest to oczywiste fałszerstwo historyczne, gdyż władze polskie reagowały tylko na akcje terrorystyczne dokonywane przez bojówki nacjonalistów ukraińskich na terytorium Państwa Polskiego. Walka z terroryzmem i zapewnienie bezpieczeństwa państwa i obywateli należy do obowiązku każdej wybranej demokratycznie władzy. Obecnie czyni to chociażby Hiszpania zwalczając terrorystów baskijskich. Jest oczywiste, że terroryści zawsze podają jakieś „szlachetne” cele, głównie hasła wolnościowe, w tym narodowowyzwoleńcze. Takie też hasła mają stać się przykrywką dla zbrodni dokonanych przez faszystów ukraińskich, chociaż zbrodnie te w linii prostej wynikały z przyjętej przez Organizację Nacjonalistów Ukraińskich doktryny Dmytra Doncowa. Jeżeli ktoś nie zna tej doktryny i nie wie, że to ona stanowiła ideologiczną podstawę działań OUN-UPA, to oczywiście jest w stanie głosić idiotyzmy o „depolonizacji”, o „ukraińskich akcjach odwetowych”, „bratobójczych walkach” itp. Doktryna ta zakładała „w imię bytu nacji ukraińskiej” wymordowanie na spornych terenach, które OUN-owcy uznali za ukraińskie, wszystkich mieszkających tutaj pozostałych nacji, tj. Żydów, Polaków, Rosjan, Ormian itd. Stąd wytaczane argumenty „rewanżu”, czy „odwetu” są  zwykłą zasłoną dymną. Jest to perfidne oszustwo intelektualne niosące ze sobą deprawację moralną. Ponadto, tak naprawdę, nie może być żadnego uzasadnienia dla zbrodni, w tym dla ludobójstwa.
Włodzimierz Szczygielski po operacji „Wisła” próbował przez Czechosłowację przedostać się na teren amerykańskiej strefy okupacyjnej w Niemczech. Tam otoczony poddał się czechosłowackiemu wojsku. Po przewrocie komunistycznym w Czechosłowacji w 1948 r. został wydany polskim władzom. W czasie śledztwa przyznał się do kierowania mordem Polaków w Baligrodzie. „ W 1944 r otrzymałem polecenie od „Bohdana”, abym przeprowadził akcję na Baligród, celem zlikwidowania ludzi zapodanych na liście od „Postriała”, gdzie figurowało ok. 40 ludzi narodowości polskiej. Na polecenie to dałem rozkaz „Birowi” aby przeprowadził tę akcję , dodając mu do dyspozycji również sotnie „Puchacza” – jak mi wiadomo , imienny wykaz tych osób otrzymał „Bir” od „Bohdana” , a ja po dwóch godzinach razem ze swoja sotnią, poszedłem pod Baligród do wsi Stężnica i tam na skrzyżowaniu drogi zatrzymałem sotnię, sam zaś pojechałem do Baligrodu do apteki, gdzie był „Postrił”, tam załadowaliśmy na furmankę leki, natomiast tego aptekarza, razem z rodziną i dwóch lekarzy zabraliśmy ze sobą w celu zatrudnienia ich u siebie, względnie dopomożeniu im w przedostaniu się za granicę do Czechosłowacji, gdyż byli to Ukraińcy i obawiali się odwetu ze strony Polaków. Po zabraniu medykamentów , razem ze sotnią „Bira” i „Puchacza” wycofałem się w kierunku wsi Rudawa, po drodze dołączyła moja sotnia a obok wsi Stężnica i Rudawa mieliśmy potyczkę z oddziałem partyzantów sowieckich na koniach, gdzie zostaliśmy rozproszeni, ponieważ tych potyczek było kilka, a później stoczyliśmy kilkugodzinny bój, ja zabiłem 6 partyzantów. Jakie straty były po stronie sowietów tego nie wiem. Po tym boju wszystkie trzy sotnie zakwaterowały we wsi Żernica Wyżna, gdzie dołączył do nas nowy oddział w sile ok. 100 ludzi pod dowództwem okręgowego prowidnyka „ Łuchowego” z SB z którym przyszedł prowidnyk „Ren”.
Brożyniak pisze: „Za zbrodnię w Baligrodzie nie został osądzony. Za przestępstwa popełnione na terenie Polski Szczygielski został skazany na karę śmierci. Wyrok wykonano poprzez rozstrzelanie 7 kwietnia 1949 r. w więzieniu w zamku rzeszowskim. W 1984 r. w Baligrodzie postawiono skromny obelisk upamiętniający ofiary pogromu. Na płycie obok 42 nazwisk, daty i okoliczności mordu, widnieje napis: „Wieczny pokój pomordowanym; Hańba mordercom”. Tablicę pamiątkową posiada również jeden z głównych sprawców mordu, Włodzimierz Szczygielski. Znajduje się ona we Lwowie przy ul. Piekarskiej 19 na budynku szkoły, do której uczęszczał. Pod płaskorzeźbą wyobrażającą postać „Burłaki” widnieje napis: „Tu w filii ukraińskiego gimnazjum akademickiego uczył się Wołodymyr Szczyhelśkyj ‚Burłaka’ (1920-1949) - legendarny dowódca sotni ‚Udarnyki 4’ przemyskiego kurenia UPA. Zginął za wolną Ukrainę. Chwała bohaterom!”.”
I ten fakt niech posłuży za pointę. Zbrodniarze ukraińscy mający na swoich rękach krew niewinnej cywilnej ludności polskiej (w tym np. w Baligrodzie 80-letnich staruszków), obecnie na Ukrainie czczeni są jako bohaterowie, którzy „zginęli za wolną Ukrainę”. Może przerażać myśl, że ta obecnie wolna Ukraina ma być taka, o jaką walczył „Burłaka”. Czy doczekamy się też pomnika postawionego mu nielegalnie w Stężnicy albo w Baligrodzie?  
Stanisław Żurek