Dzisiaj jest: 18 Styczeń 2020        Imieniny: Piotr, Małgorzata
Lublin: Spotkanie z M. Koprowskim autorem

Lublin: Spotkanie z M. Koprowskim autorem "Łuny na wschodzie"

24 stycznia w lubelskim Klubie Inteligencji Katolickiej o godzinie 17:00 odbędzie się spotkanie autorskie z Markiem A. Koprowskim. Spotkanie poświęcone jego najnowszej książce „Łuny na Wschodzie”. *** Łuny na Wschodzie…

Readmore..

Moje Kresy  Michał Raczyński. cz.3

Moje Kresy Michał Raczyński. cz.3

 / Karol Raczyński - stryj Michała Mój ojciec Stanisław Raczyński miał starszego brata Karola. Wcześniej wspominałem o linii kolejowej Wygnanka – Iwanie Puste biegnącej w pobliżu naszej wsi w kierunku…

Readmore..

Pamiętnik kpt. Mariana Strzetelskiego. Cz.5

Pamiętnik kpt. Mariana Strzetelskiego. Cz.5

Oto piąta część opowieści – pamiętnika - napisanego przez brata mojego pradziadka Mariana Strzetelskiego z okresu I wojny światowej. Kolejna część opowiada o drugim oblężeniu Twierdzy Przemyśl, o obronie poszczególnych…

Readmore..

WAŁY HATMAŃSKIE

WAŁY HATMAŃSKIE

/ Wały Hetmańskie - pocztówka: Lwów 1915r. Dawno już temu, w efekcie pewnych nostalgicznych skojarzeń, napisałem wiersz, który zatytułowałem „Wieczór na Wałach Hetmańskich". Ów rymowany utwór jest przywołaną po latach…

Readmore..

KALENDARIUM LUDOBÓJSTWA.  Styczeń 1945 rok.

KALENDARIUM LUDOBÓJSTWA. Styczeń 1945 rok.

W noc sylwestrową z 31 grudnia 1944 roku na 1 stycznia1945 roku: We wsi Czabarówka pow. Kopyczyńce Ukraińcy zamordowali 2 Polaków: jednego na podwórzu zamordował sąsiad Ukrainiec (członek UPA), drugiego,…

Readmore..

Styczniowy numer KSI (01/20) wydany

Styczniowy numer KSI (01/20) wydany

W styczniowej gazecie m.in.: Aby wychowywać, trzeba być wychowanym - inaczej o JazłowcuPoczątki osady Jazłowieckiej sięgają XIII w. Była wówczas własnością możnego rodu Buczackich, którego jedna gałąź przyjęła nazwę Jazłowieccy.…

Readmore..

" Blanik" i "Aktiv" - Czeska konspiracja na Wołyniu

/ Czeska szkoła 1914 r. Na samym początku wypada odpowiedzieć na pytanie: skąd Czesi wzięli się na Wołyniu? Jak wynika z dokumentów, pierwsi czescy osadnicy przybyli na Wołyń nie z…

Readmore..

Ślady Polskości na Kresach PIKÓW – rękopis znaleziony w Saragossie

Ślady Polskości na Kresach PIKÓW – rękopis znaleziony w Saragossie

/Jan Potocki na obrazie Aleksandra Warneka Na 23 grudnia przypada 204 rocznica śmierci Jana Nepomucena Potockiego (1761–1815),pisarza, żołnierza, posła, podróżnika, jednej z najtragiczniejszych i zarazem największych postaci historii i literatury…

Readmore..

Mój tata był żołnierzem 27 WDP AK

Mój tata był żołnierzem 27 WDP AK

/ Ojciec Paweł po przyjeździe do Kowla za pracą ok. 1922r. Tata mój Paweł Glijer urodził się w 1895 roku w Świętokrzyskim w ówczesnej wsi Berezów, obecnie to ulica Suczedniowa.…

Readmore..

Lwów dzieje miasta

Lwów dzieje miasta

Wywiad Jana Bodakowskiego z Ryszardem Janem Czarnowskim i Eugeniuszem Wojdeckim, autorami książki „LWÓW. DZIEJE MIASTA”. Wydawca: Jedność, Kielce 2015 r.Jan Bodakowski: W ostatnich kilku latach pamięć o polskości Kresów z…

Readmore..

Czy to jeszcze świąteczna turystyka czy już ukroindoktrynacja w Żorach?

Czy to jeszcze świąteczna turystyka czy już ukroindoktrynacja w Żorach?

/ Bilbordy z ukraińskimi zwrotami już wkrótce w Żorach ( Foto materiały prasowe) Za serwisem tuzory.pl Z danych ZUS wynika, że liczba pracujących w Polsce obcokrajowców wzrosła o 1/5 w…

Readmore..

Rok 2019 w przyjaźni  polsko-ukraińskiej

Rok 2019 w przyjaźni polsko-ukraińskiej

/11 listopada 1942 r. Ukraińska prowokacja we Lwowie Rok 2019 w przyjaźni polsko-ukraińskiej na Lubelszczyźnie zaczął się od rozpatrzenia wniosku złożonego w listopadzie 2018 roku przez lewicowo-liberalną, radykalnie antyrządową i…

Readmore..

W lesie i w celi… Kresowe Święta za wojny i okupacji

Święta Bożego Narodzenia w 1943 roku były już nieco inne, niż poprzednie wojenne. Piąta wigilia okupacyjna napawała mieszkańców Ziemi Wileńskiej nadzieją, że już niebawem hitlerowska okupacja dobiegnie końca. Dla większości Polaków z Kresów północno-wschodnich było jasne - Niemcy wojnę przegrają. Tylko... co dalej? Otuchy dodawał też fakt, iż we wsiach i zaściankach Wileńszczyzny licznie pojawili się w te Święta - po raz pierwszy od pięciu lat - chłopcy z orłami na rogatywkach. Żołnierze Armii Krajowej.

W grudniu 1943 r. na południowy wschód od Wilna operował już kilkudziesięcioosobowy oddział partyzancki, dowodzony przez kapitana Gracjana Fróga „Szczerbca”, który wiosną 1944 r. został rozbudowany do siły kilkuset żołnierzy i przyjął nazwę III Wileńskiej Brygady Armii Krajowej. Partyzanci „Szczerbca” spędzili swą ostatnią pod okupacją niemiecką wigilię i pierwszy dzień Świąt Bożego Narodzenia w Kamionce nieopodal Turgiel. Kolację wigilijną nakryto w sali miejscowej szkoły. Podczas składania życzeń komendant „Szczerbiec” mówił m. in. o nadziei, że przyszłe święta żołnierze i mieszkańcy Kamionki będą obchodzić już w wolnej Polsce.

Żołnierz III Brygady Jerzy Ossowski ps. „Osa” tak zapamiętał nastrój tamtej nocy: „Stałem wtedy na warcie. Gdy zobaczyłem Komendanta, zatrzymałem go przepisowym «Stój, kto idzie?». Odpowiedział „Daj spokój...”, przełamaliśmy się opłatkiem, pocałowaliśmy się i poszedł dalej”. Z kolei inny partyzant, Tadeusz Pszczołowski ps. „Sambor” relacjonował: „Podstawowym daniem wigilijnym był smakowity bigos na mięcie. Dostaliśmy szklanice samogonu „po falbanki”, tzn. po brzegi. […] Na wspólnej wigilii byli  przedstawiciele wsi, no i oczywiście dziewczęta, z którymi ruszono w tany […]. Pasterka odbyła się o świcie, bo ks. Grabowski (z Turgiel - przyp. autora) nie przyjechał w nocy. Śpiewaliśmy kolędy, a tłumnie zgromadzeni mieszkańcy kaszlali w czasie kazania, żeby im się owce dobrze chowały (!). Powinni właściwie kaszleć podczas kazania noworocznego, ale nie byli pewni, czy na Nowy Rok do nich ksiądz przyjedzie, więc korzystali z wcześniejszej okazji... Po pasterce oddział stanął w zwartym szyku przed kościołem. Wystąpił „Kim” (Henryk Rasiewicz) i przemówił do ludności przepowiadając, że już blisko koniec wojny, że zwyciężymy, że chcemy do tego zwycięskiego końca przyczynić się i prosimy o pomoc”.
Także „za miedzą”, na sąsiedniej Nowogródczyźnie AK-owcy uroczyście obchodzili Święta. W gminach nadniemeńskich na południe od Lidy stacjonowały oddziały por. Czesława Zajączkowskiego ps. „Ragner” oraz przybyli na Kresy chłopcy z Warszawy. Należeli oni do scalonej ze ZWZ-AK organizacji o nazwie Konfederacja Narodu, której zbrojną formacją były Uderzeniowe Bataliony Kadrowe (UBK). Kierował nimi Bolesław Piasecki, używający wówczas pseudonimu „Sablewski”. Wspólna wigilia Warszawiaków i Nowogródczan miała miejsce w mateczniku żołnierzy por. „Ragnera” - w Niecieczy.

Wzruszająco oddała atmosferę tej grudniowej nocy Zofia Kobylańska ps. „Zosia” z UBK: „Wigilia odbywała się w największym dworku. Nastrój był uroczysty. Przyjechał stacjonujący w pobliżu rtm. „Lech” (Józef Świda - przyp. Autora) ze swoim sztabem. Po Wigilii poszliśmy do Niecieczy na pasterkę. Pod butami chrzęścił śnieg, iskrzyło się gwiazdami niebo, konie parskały wesoło. Mały kościółek nieciecki wypełniał się po brzegi. Po raz pierwszy od wyjścia w pole oficjalnie, jako oddział, znaleźliśmy się w kościele. To było duże przeżycie. Huknęły pod stropy drewnianego kościółka pełną piersią śpiewane kolędy. Chłopcy jakby wypowiadali w tych kolędach całą swoją tęsknotę za domem, rodziną – wielu z nich przecież już od roku przemierzało dukty leśne i błotniste polne drogi. Kto byłby w stanie opisać, co czuli i co się kryło w najskrytszych zakamarkach duszy śpiewających żołnierzy? Byli wzruszeni,  przeżywali tę pasterkę, a słowa księdza mówiącego o Nowonarodzonym, który przyniósł światu miłość, docierały głębiej niby się na pozór zdawało do zatwardziałych w walce i trudzie serc partyzanckich”.
Tymczasem w oddziałach AK z powiatu stołpeckiego na wschodzie województwa nowogródzkiego, którymi dowodził mjr. Adolf Pilch ps. „Góra-Dolina”, Boże Narodzenie przebiegało pod znakiem pogotowia bojowego - tamtejszych AK-owców niemal każdego dnia atakowały jednostki partyzantki sowieckiej, próbujące (na szczęście bezskutecznie) rozbić siły AK. Kierownictwo partyzantki sowieckiej, w przeciwieństwie do żołnierzy i oficerów ZWZ-AK na Kresach, znało już ustalenia z konferencji w Teheranie. Nowogródzka i wileńska Armia Krajowa miała być zniszczona przez bolszewików, a Kresy - bez pytania o wolę miejscowej ludności - przyłączone do ZSRS, pierwszego sojusznika Hitlera.

Rok później Święta Bożego Narodzenia przebiegały już w zgoła innej atmosferze. Cele aresztów w Wilnie, Lidzie czy Oszmianie były po brzegi wypełnione zatrzymanymi przez organa NKWD-NKGB żołnierzami podziemia i ich rodzinami. W lasach, ścigani jak zwierzyna łowna przez Sowietów, trwali niezłomni żołnierze z dawnych brygad wileńskich i batalionów nowogródzkich Armii Krajowej. Panował terror, a w Wilnie krążyły informacje o przygotowywanej akcji ekspatriacji Polaków. W istocie dla wielu wilnian Święta Bożego Narodzenia roku 1944 były ostatnimi jakie przyszło im spędzać  w rodzinnym mieście i w swoich domach. Rok później tysiące spędziło święta na poniemieckich ziemiach Dolnego Śląska czy Pomorza. Jeszcze inni kolejne wigilie przeżywali w łagrach i bolszewickich więzieniach.

Taki los spotkał m.in. żołnierza wileńskiej AK Bronisława Krzyżanowskiego ps. „Bałtruk”. W grudniu 1946 r. był aresztantem NKGB na Łukiszkach. W celi, w której przebywał, był jedynym Polakiem. „Bałtruk” zapamiętał szczegóły wieczerzy wigilijnej w więzieniu przy placu Łukiskim. „Do Wigilii zasiedliśmy we czworo, poza biskupem i mną byli: policjant Lunis Mesauskas oraz ulubiony przeze mnie Malunovičius» – relacjonował Bronisław Krzyżanowski - «Nie zasiedliśmy, ale raczej przycupnęliśmy koło stołu, z braku miejsc siedzących. Nastrój był podniosły. Jedyną gafą było położenie przeze mnie na stole wigilijnym kawałka masła z mego worka, który to tłuszcz nie jest dostatecznie postny na taką okazję. Biskup nie potrzebował interweniować, bo baczny policjant Lunis w lot naprostował gafę”.

Dla biskupa koszedarskiego Teofila Matulonisa nie była to pierwsza wigilia spędzona za kratami. Przed wojną cztery lata spędził w więzieniach i łagrach ZSRS. Swoją posługę kapłańską pełnił w Rosji. W 1928 r. został mianowany  biskupem pomocniczym archidiecezji mohylewskiej, a w kilka miesięcy później został uwięziony przez bolszewików. Po wielu interwencjach został uwolniony w końcu 1933 r. Z kolei Zigmas Malunovicius należał do szeregów litewskiego podziemia antykomunistycznego – był tzw. „leśnym bratem”. NKGB zarzucało mu, że dowodził jednostką partyzancką, do czego, jak twierdził Bronisław Krzyżanowski, Malunovicius nie przyznawał się mimo tortur. W związku z zarzutami przylgnęło do niego w celi przezwisko bataliono valdas czyli dowódca batalionu.

Dla Bronisława Krzyżanowskiego „Bałtruka” Święta Bożego Narodzenia spędzone na Łukiszkach w 1946 r. były ostatnimi, jakie spędził w Wilnie. Na początku 1947 r. został skazany na wiele lat łagru.  Pomimo terroru, wywózek i przymusowej ekspatriacji, polskie podziemie zbrojne na Kresach trwało. W lasach Wileńszczyzny aż do lat 50. działały polskie oddziały partyzanckie. Opór najdłużej utrzymywał się na Brasławszczyźnie i w Ziemi Lidzkiej. Na obszarze przedwojennych powiatów lidzkiego i szczuczyńskiego działania antysowieckiego podziemia wspieranego przez miejscową ludność były tak silne, że przejściowo udało się sparaliżować kolektywizację.

Na czele struktur poakowskich stał ppor. Anatol Radziwonik ps. „Olech, Mruk, Stary”. Bazą „Olecha” i jego żołnierzy było skryte pośród rojstów, w gęstwinie lasów Puszczy Grodzieńskiej, uroczysko Horiaczy Bór. Był tam partyzancki obóz, w którym niezłomni żołnierze z Kresów spędzili cztery (w latach 1945-1948) partyzanckie wigilie i Święta Bożego Narodzenia. 
 
Bardzo szczegółowo opisał to miejsce Witold Wróblewski. Był jednym z kilku zaledwie żołnierzy komendanta „Olecha”, który nie poległ w walkach z bolszewikami. Oddajmy mu głos: „W gęstwinie młodych świerków, w krąg obozowiska mieliśmy zrobione szałasy. Były tak dobrze zamaskowane, że nawet z bliska były niezauważalne. […] Z rosnącej brzozy na polance, po ścięciu wierzchołka, umocnieniu rozpiętości ramion, mieliśmy piękny, symboliczny krzyż. […] Pod krzyżem nie tylko się modliliśmy. Odbywały się tam również apele za poległych towarzyszy broni. […] Wokół krzyża było ozdobne ogrodzenie ze słupków brzozowych i patyków z leszczyny wiązanych wikliną. W ogrodzeniu od frontu na kwadratowej, pochyłej pod kątem płaszczyźnie usypanej z piasku, pokrytej czerwienią cegły, z dębowych żołędzi czubkiem wetkniętych w piasek, piętką do góry było ułożone piękne godło z wizerunkiem Orła Białego. U dołu widniało hasło z napisem „Nic dla siebie, wszystko dla Ojczyzny!” Z przyciętych gałęzi i za pomocą łozy zrobiliśmy stoły i ławki. Znajdowały się one pod dachem zrobionym z gałązek świerku. Przy stołach jednorazowo w Święto Bożego Narodzenia mogliśmy pomieścić sześćdziesięciu żołnierzy”.

Ostatni raz przy wigilijnym stole w Horiaczym Borze „Olechowcy” spotkali się w 1948 r. W niecałe 5 miesięcy później większość z nich (wraz ze swym komendantem) poległa w boju z obławą MWD pod Raczkowszczyzną w powiecie szczuczyńskim...  

Opublikowane pierwotnie na: http://www.wilnoteka.lt/artykul/w-lesie-i-w-celi-kresowe-swieta-za-wojny-i-okupacji