Dzisiaj jest: 22 Czerwiec 2021        Imieniny: Paulina, Jan, Tomasz
Moje Kresy.  Czesław Włodarski  cz.3

Moje Kresy. Czesław Włodarski cz.3

/ Szczecinek 1952 r .Czesław Włodarski w Szkole Podoficerskiej Wojsk Łączności. Kowpakowcy nazwani tak od nazwiska, Sidor Artiemiewicz Kowpak, dowódca oddziałów partyzanckich pochodzenia ukraińskiego, generał major Armii Czerwonej.W lutym 1944roku…

Readmore..

Sowieci nas rozbrajają  (27 WDP AK - W „sojuszniczej” pułapce. Przerwany marsz na Warszawę.)

Sowieci nas rozbrajają (27 WDP AK - W „sojuszniczej” pułapce. Przerwany marsz na Warszawę.)

/ 27 WDP AK przed rozbrojeniem na Lubelszczyźnie Rok 1944 przyniósł nadzieję na rychłe zakończenie niemieckiej okupacji. Wojska III Rzeszy niemieckiej ponosiły klęski na wszystkich frontach, z trudem starając się…

Readmore..

Polski koszt budowy kolei Lwów Czerniowce 21 milionów 131 597 złotych

Polski koszt budowy kolei Lwów Czerniowce 21 milionów 131 597 złotych

„To nie jest ukraińska cerkiew. To powinna być ukraińska rzymsko-katolicka cerkiew. Niestety, ona jest cała w biało czerwonych flagach”- stwierdził na posiedzeniu rady miasta Chodorów jego burmistrz, Ołeh Kocowśkyj. Radni…

Readmore..

List otwarty: Odszkodowania (reparacje) wojenne za II wojnę światową

List otwarty: Odszkodowania (reparacje) wojenne za II wojnę światową

Podczas II wojny światowej Polska została zaatakowana przez Niemcy 1 września zaś 17 września 1939 przez ZSRS i straciła nie sześć milionów swoich obywateli w tym około trzy miliony pochodzenia…

Readmore..

DORA KACNELSON  PATRIOTKA Z DROHOBYCZA

DORA KACNELSON PATRIOTKA Z DROHOBYCZA

Panią docent dr Dorę Kacnelson, Żydówkę z Drohobycza na ziemi lwowskiej, poznałam podczas tegorocznej uroczystości wręczenia jej orderu "Polonia Mater Nostra Est" za pomoc Polakom na dawnych polskich Kresach Wschodnich…

Readmore..

„Republika  kołkowska”, chluba ukraińskich nacjonalistów

„Republika kołkowska”, chluba ukraińskich nacjonalistów

Miejscowość (wieś) Kołki powstała w XVI wieku. Pierwsza wzmianka o miejscowości pochodzi z 1545 r. Leżała w granicach województwa wołyńskiego Królestwa Polskiego. Była własnością kolejno kilku wielkich rodów arystokratycznych: Ostrogskich,…

Readmore..

Oszmiańskie historie. - OŚWIECIMSCY  Z UKROPISZEK

Oszmiańskie historie. - OŚWIECIMSCY Z UKROPISZEK

/ Janka, Irka i Hela Óswiecimskie. Zdjęcie wykonane przed I wojną światową na Ukrainie. fot. zbiory Haliny i Witolda Bobrowskich Powiat oszmiański za czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów był największym z…

Readmore..

„Śladem UPA„. Czytać, nie czytać?

„Śladem UPA„. Czytać, nie czytać?

W maju bieżącego roku, nakładem wydawnictwa Libra ukazała się książka "Śladem UPA. Kronika sotni Ukraińskiej Powstańczej Armii ,,Wowky" (24 sierpnia 1944–11 lipca 1945)". Przyglądając się okładce książki dostrzeżemy, że autorem…

Readmore..

Anarchia Syrnyka  w Trykutniku  bieszczadzkim. cz.3

Anarchia Syrnyka w Trykutniku bieszczadzkim. cz.3

"Pogrzeb Polski", zdjęcie z akt Specjalnego Sądu Karnego w Rzeszowie w sprawie oskarżonego Dymitra Szajniaka z Dąbrówki Polskiej w powiecie sanockim. Z zasobu AIPN 14 kwietnia 1940 r. w miasteczku…

Readmore..

”Córka regimentu” - Baśka Murmańska

”Córka regimentu” - Baśka Murmańska

Baśka Murmańska w Nowym Dworze Mazowieckim ma swoją ulicę, a obok Muzeum Kampanii wrześniowej w Twierdzy Modlin znajduje się jej pomnik. Również staraniem Miasta Nowy Dwór Mazowiecki i Lokalnej Organizacji…

Readmore..

SYN KRESÓW - OPOWIEŚĆ TUŁACZA

SYN KRESÓW - OPOWIEŚĆ TUŁACZA

/ Foto Siemiginów rzeka Stryj. WPROWADZENIE Bohaterami powieści jest mój stryj Polak Władysław Frączek i Ukrainiec Mykoła Bojko. Rzecz dzieje się na kresach w Siemiginowie nad rzeką Stryj. To historia…

Readmore..

10 TYSIĘCY POLAKÓW URATOWANYCH Z RZEZI WOŁYŃSKIEJ PRZEBRAŻE - POLSKI OŚRODEK SAMOOBRONY

10 TYSIĘCY POLAKÓW URATOWANYCH Z RZEZI WOŁYŃSKIEJ PRZEBRAŻE - POLSKI OŚRODEK SAMOOBRONY

 „Ojciec miał rozpłataną głowę i odcięte ręce, żona była zmasakrowana, zaś dwaj synowie (7-9 lat) mieli odrąbane palce, a 6-miesięczna córeczka była uduszona sznurkiem” - piszą Władysław i Ewa Siemaszkowie…

Readmore..

  • Kategoria: Historia
  • Odsłony: 189

Walki polsko-ukraińskie na Wołyniu. Listopad 1918–marzec 1919 roku

/ Honorowa Setka „Szarej" dywizji pogratuluję swojemu atamanowi Wiktorowi Sokira-Jachontowu. Wołodymyr Wołyński, 27 maja 1918 roku. Źródło: Centralny archiwum państwowe najwyższych władz i rządów Ukrainy, b. 4465 op. 1, sp. 359, arch. 46. (Za: https://www.istpravda.com.ua/pol/articles/2018/10/4/153036/ )

Włodzimierz Wołyński  i Kowel to dwa strategiczne miasta Wołynia o zdobycie których toczyły się zacięte boje polsko-ukraińskie. Jak zauważało wielu badaczy, walki na Wołyniu z siłami URL swoją zaciętością znacznie ustępowały prowadzonej równocześnie wojnie przeciwko wojskom UHA w Galicji Wschodniej, aczkolwiek obszar ten również stał się kością niezgody w stosunkach polsko-ukraińskich, co pokazały w szczególności wydarzenia z okresu II wojny światowej.

Niżej zaprezentowany materiał to istotny a mało znany rozdział historii Wołynia. Mimo poszukiwań nie udało się nam znaleźć podobnego opracowania dotyczącego  tego terenu. Autor  artykułu; Adam  Radosław Suławka, już w pierwszym zdaniu trafnie zauważa : " Kwestia walk polsko-ukraińskich na Wołyniu w latach 1918–1919 pozostawała w cieniu innego, toczącego się równocześnie konfliktu polsko-ukraińskiego w Galicji Wschodniej zarówno na łamach wydawanej wówczas prasy polskiej , jak i w późniejszych opracowaniach historycznych ." Faktycznie gdziekolwiek i ktokolwiek wspomni o wojnie Polsko-ukraińskiej 1918-1919 r. zawsze jest to kojarzone z walką o Lwów i Galicję Wschodnią. Wszyscy, no prawie wszyscy zapominają o Wołyniu który jednak odegrał również poważną rolę w naszej historii. Prezentowany artykuł  stanowi również  ciekawą lektura dla tych wszystkich, którzy znają historię  walk 27 Dywizji Piechoty AK zwanej później Wołyńską, w 1944 r. Zapoznając się z  historią walk polsko-ukraińskich na Wołyniu w latach 1918-1919, łatwo zrozumieć skąd wzięło się powiedzenie, że "historia lubi się powtarzać".

Początków polsko-ukraińskiego konfliktu o Wołyń można upatrywać w wydarzeniach z 2 listopada 1918 r., a więc w czasie, gdy trwały już polsko-ukraińskie walki we Lwowie. Wówczas to bunt podnieśli czescy żołnierze austriackiego garnizonu we Włodzimierzu Wołyńskim.

 Wkrótce potem żołnierze zorganizowali rady narodowościowe oraz główną radę żołnierską. Tymczasem zamieszkujący to miasto Ukraińcy podporządkowali się Ukraińskiej Radzie Narodowej (URN), a następnie, w połowie listopada, miasto zostało obsadzone przez nieliczne oddziały podległe hetmanowi Skoropadśkiemu . Wkrótce potem pierwsze jednostki ukraińskie przekroczyły Bug, wkraczając na terytorium powiatów tomaszowskiego oraz hrubieszowskiego. Działania przeciwko nim podjęły siły polskie: szwadron jazdy (dowódca mjr Gustaw Orlicz-Dreszer) oraz dwie kompanie Polskiej Organizacji Wojskowej (POW) z Zamościa oraz Krasnegostawu, którymi dowodzili por. Wacław Michał Klaczyński oraz mjr Stanisław Tessaro . Siły te szybko oczyściły Chełmszczyznę z obcych wojsk, a wkrótce potem wkroczyły na Wołyń w celu zlikwidowania komunistycznego rządu utworzonego w Lubomlu. Zadanie to wykonał zwerbowany przez mjr. Orlicza-Dreszera oddział Czechów – byłych żołnierzy armii austro-węgierskiej. Oddział ten jednak dał się również we znaki miejscowej ludności żydowskiej, która szybko wysłała do wojsk polskich delegację z prośbą o przyłączenie do państwa polskiego. Żołnierze czescy wkrótce potem wypowiedzieli służbę Polakom i zdecydowali się wyjechać do swojego kraju. Z kolei sam mjr Orlicz-Dreszer pod koniec listopada zdał dowództwo nad wojskami w tym okręgu ppłk Mieczysławowi Ryś-Trojanowskiemu i udał się ze szwadronem w rejon Sokala . Aby odciążyć obrońców Lwowa, dowódca Okręgu Generalnego Lublin gen. ppor. Edward Rydz-Śmigły (od 4 listopada dowodził on wojskami polskimi na terenie dawnej austriackiej strefy okupacyjnej) zdecydował się kontynuować akcję wojskową na Wołyniu.

 
Gen. Edward Rydz-Śmigły  (Domena publiczna)

W tym celu sformował grupę pod dowództwem mjr Władysława Bończy-Uzdowskiego. Jeden z oddziałów wchodzących w skład tej grupy (dowódca kpt. Wacław Zbrowski) 24 listopada opanował Włodzimierz Wołyński, co spowodowało wkrótce potem protest ze strony przedstawiciela rządu URL Wiaczesława Łypynśkiego . Opanowane przez Polaków miasto było w tym czasie niewielką polską enklawą na Wołyniu, mającą bardzo luźny kontakt z resztą kraju. Władysław Broniewski opisał Włodzimierz jako republikę z konstytucją stanu oblężenia. Niedługo potem gen. Rydz-Śmigły został przeniesiony do DOG Warszawa, a jego następcą został gen. ppor. Jan Romer. Obronę rejonu od granicy z Galicją do Dorohuska powierzył on 23 pp (lubelskiemu) pod dowództwem mjr Leopolda Lisa-Kuli, a rejon od Dorohuska do Sławatycz obsadził 35 pp pod dowództwem ppłk Trojanowskiego. Zadania te, jak się wkrótce okazało, przekraczały możliwości bojowe tych niewielkich liczebnie sił. Tymczasem jednak 2 stycznia 1919 r. (rozkazem Naczelnego Dowództwa nr 982/Op.) utworzono Grupę Operacyjną „Bug” pod dowództwem gen. Romera. Pod jego komendą znalazły się siły operujące w rejonie Wołynia, aczkolwiek głównym zadaniem nowego zgrupowania było prowadzenie działań w rejonie szosy Rawa Ruska–Żółkiew–Lwów oraz opanowanie rejonu pomiędzy tą szosą a linią kolejową Przemyśl–Lwów. Uderzenie rozpoczęte 6 stycznia umożliwiło dotarcie większej części sił do Lwowa, o który od listopada 1918 r. trwały walki z siłami Ukraińskiej Halickiej Armii (UHA). Do 10 stycznia nie zdołano jednak opanować całego terytorium, co zakładał plan, tym bardziej że już 12 stycznia oddziały UHA, wykorzystawszy lukę pomiędzy polskimi załogami Lwowa i Rawy Ruskiej, zajęły Żółkiew, Dublany oraz Kulików. Ponadto wskutek owej nieudanej akcji doszło do osłabienia polskich sił na Wołyniu, gdzie tymczasem od grudnia 1918 r. w rejonie Łucka i Równego zaczęły narastać siły ukraińskie z zamiarem odbicia Włodzimierza Wołyńskiego. Dowódcą sił ukraińskich na tym obszarze (siły te miały współpracować z wojskami Ukraińców galicyjskich) był ataman Wołodymyr Oskiłko.

 
Wołodymyr Oskiłko : Ataman i generał-chorąży armii Ukraińskiej Republiki Ludowej, organizator i dowódca północnej grupy wojsk URL ( Zdjęcie; Domena publiczna)

Stanął on na czele grupy włodzimiersko-wołyńskiej złożonej z czterech pułków piechoty, oddziału jazdy konnej i pułku artylerii (łącznie 4 tys. piechurów, 780 kawalerzystów i 6 armat). Oprócz niej utworzono także grupę kowelską liczącą ponad 1500 piechurów. Oczywistym celem tego zgrupowania było wsparcie wojsk UHA w walce z Polską. W ocenie Grzegorza Skrukwy, formacje te miały dużą wartość bojową. W tym czasie, w grudniu 1918 r., doszło na Ukrainie do powstania wojsk pod dowództwem Semena Petlury przeciwko popieranemu przez Niemców hetmanatowi Skoropadśkiemu. Siły Petlury zajęły Kijów 14 grudnia 1918 r. (tego dnia hetman Skoropadśkyj opuścił miasto wraz z niemiecką załogą) i nastąpiła restytucja Ukraińskiej Republiki Ludowej (URL). Jak pisał później ataman Oskiłko, w czasie narady w Kijowie kilka dni później, 19 grudnia, ataman Petlura wraz z atamanem Ołeksandrem Osećkym zdecydowali się skierować znaczne siły na zachód w celu wsparcia UHA w walce z Polakami, co Oskiłko uważał zresztą za początek katastrofy państwa ukraińskiego. Jego zdaniem, oprócz dużego wówczas wpływu środowisk Ukraińców galicyjskich na Petlurę, na tej decyzji zaważyły także socjalistyczne przekonania samego atamana. Według Oskiłki, perspektywa wojny z zachodnim kapitalizmem oraz Polską spędzała ukraińskiemu wodzowi sen z powiek. Ataman Petlura jest przedstawiany jako zwolennik porozumienia polsko-ukraińskiego m.in. przez Michała Klimeckiego, który opisuje kulisy początków negocjacji pomiędzy tymże a stroną polską. Jednakże owe negocjacje rozpoczęły się dopiero na początku stycznia 1919 r., w chwili znacznego zagrożenia dla URL ze strony Armii Czerwonej. Jednocześnie ten sam badacz zwracał uwagę na dominację antypolskich poglądów wśród politycznych elit URL. W związku z tym nie jest wykluczone, że przekaz atamana Oskiłki dotyczący poglądów Petlury wobec Polski w grudniu 1918 r. był prawdziwy, a dopiero zagrożenie ze strony bolszewickiej Rosji skłoniło ukraińskiego atamana do zmiany poglądów. Dnia 18 grudnia 1918 r. polska załoga we Włodzimierzu Wołyńskim otrzymała pewne wzmocnienie. Do miasta dotarł bowiem szwadron jazdy pod dowództwem rtm. Feliksa Jaworskiego, wspierany przez mały oddział dowodzony przez urodzonych w Królestwie Kongresowym Rosjan – braci Jerzego i Andrzeja Golikowów. Sam rtm. Jaworski, jak trafnie opisał go Aleksander Smoliński, był oficerem w typie watażki, sprawującym nad podwładnymi władzę równą Bogu. O rtm. Jaworskim i jego ludziach w następujący sposób pisała Zofia Kossak- -Szczucka: Oddział ten składał się prawie wyłącznie ze starych zabijaków, nieulękłych w bitwie, straszliwych w spotkaniu, surowych i karnych, nie dziwiących się niczemu. (…) Nie ulega wątpliwości, że partyzanci nie byliby sobą, gdyby nie mieli Jaworskiego, Jaworski zaś byłby niczym, gdyby nie miał partyzantów.

Rtm. Jaworski wśród oficerów

Szwadron i dowódca tak dopełniali się ściśle, że trudno było pomyśleć jedno bez drugiego. Szwadron ten, sformowany wcześniej na Ukrainie, brał udział w obronie tamtejszej ludności polskiej przed bolszewikami oraz zbolszewizowanymi grupami chłopskimi. Żołnierze Jaworskiego, przypominający wyglądem Rosjan i Ukraińców, wzbudzali popłoch wśród miejscowej ludności żydowskiej. W czasie przedzierania się na tereny opanowane przez Polaków szwadron walczył z wojskami URL oraz bandami chłopskimi, wskutek czego poniósł znaczne straty. Jego siły, wynoszące na początku 140 ludzi (bez 60 ludzi z oddziału braci Golikowów) i 4 karabiny maszynowe, po przybyciu do Włodzimierza liczyły zaledwie 42 ludzi i 4 kaemy. Wkrótce jednak, dzięki licznemu napływowi ochotników (stanowili oni ¾ oddziału), do końca stycznia 1919 r. jego siły wzrosły do 8 oficerów, 102 podoficerów i szeregowych żołnierzy oraz 93 koni i 4 kaemów. Mimo niewątpliwej waleczności żołnierze rtm. Jaworskiego w czasie pobytu szwadronu na Wołyniu dopuścili się licznych rabunków i gwałtów na miejscowej ludności ukraińskiej, co nastawiało ją nieprzychylnie do polskiej władzy na tym terenie. Co ciekawe, jego członkowie, nazywani przez miejscowych hajdamakami czy hetmańcami, nie byli identyfikowani z wojskiem polskim, co chroniło miejscową ludność polską przed odwetem ze strony Ukraińców. Bezprawne rekwizycje i nadużycia, a także zbyt brutalne obchodzenie się z miejscową ludnością ukraińską – to zresztą grzechy dość często popełniane przez poszczególnych żołnierzy polskich, na co zwracało uwagę w licznych rozkazach dowództwo, apelując do oficerów o ukrócenie tego typu zachowań. Zwracano przy tym uwagę, że ukraińska ludność Wołynia, na początku wobec polskich wojsk częściej obojętna niż wroga, mogłaby się wskutek tego zwrócić przeciwko nim. W wydanym 10 stycznia 1919 r. memoriale szef Sztabu Generalnego WP gen. ppor. Stanisław Szeptycki wyznaczył najważniejsze cele dla nowo powstałej armii polskiej. Jednym z nich było ustalenie sprawiedliwej granicy na Wołyniu, którego terytorium, podobnie jak Galicji Wschodniej, było wówczas objęte konfliktem polsko-ukraińskim. Realizując to zadanie, jeszcze tego samego dnia szwadron Jaworskiego podjął działania zwiadowcze z zamiarem przeprowadzenia wypadu za Bug i zaatakowania sił ukraińskich stacjonujących w Tudorkowicach i Wojsławicach. Plany te jednak spełzły na niczym z powodu zniszczenia bądź uszkodzenia mostów na Bugu w rejonie Żdżarowa, Skomoroch i Tartakowa, a także kry na Bugu. Tymczasem z Łucka do Oddziału III ND WP napływały informacje o ukraińskich posiłkach przybywających w kierunku Włodzimierza Wołyńskiego. Już 13 stycznia oddział Jaworskiego w czasie zwiadu został ostrzelany przez ukraińską artylerię, o godz. 4.00 rano tego samego dnia z pomocą przyszła mu kompania piechoty z Włodzimierza Wołyńskiego. Następnego dnia 150-osobowy pododdział piechoty pod dowództwem kpt. Zbrowskiego uderzył pod Wojnicą na podobno liczniejsze (według polskich źródeł aż czterokrotnie) siły ukraińskie. Rezultatem tego starcia było rozbicie sił ukraińskich, opanowanie wsi Pawłowice i Wojnice oraz zdobycie 2 armat, 2 karabinów maszynowych, miotacza min a także wzięcie do niewoli 4 oficerów i kilkunastu szeregowych. W walkach tych miały się zasłużyć pododdziały rtm. Jaworskiego oraz por. Kazimierza Jasińskiego. Zdobyte w czasie tej bitwy działa włączono do II plutonu artylerii konnej kpt. Jerzego Golikowa, który to pluton dzięki temu rozrósł się do liczącej 4 działa baterii artylerii konnej. Według strony polskiej, główną przyczyną niepowodzenia przeciwników miało być samowolne opuszczenie pozycji przez żołnierzy ukraińskich. Co więcej, mieli oni również zamordować ordynansa wysłanego z raportem do dowództwa. Zwiad do Wojnicy, przeprowadzony 16 stycznia przez pociąg pancerny z Włodzimierza Wołyńskiego, nie natknął się na siły ukraińskie. Tymczasem rozbici pod tą miejscowością Ukraińcy wycofali się w rejon Łucka, gdzie wkrótce się przeorganizowali i zaczęli się gromadzić na południe od Włodzimierza. Siły atamana Oskiłki podjęły próbę opanowania głównej polskiej bazy w tym rejonie. Już 18 stycznia awangardy sił ukraińskich na Wołyniu ruszyły w kierunku zachodnim: 47 dywizja rozpoczęła marsz na Włodzimierz Wołyński, a 48 na Sokal. Raport wieczorny z 19 stycznia informował o ześrodkowującej się w Łucku ukraińskiej brygadzie piechoty wzmocnionej artylerią i karabinami maszynowymi. Ukraińska straż przednia obsadziła Torczyn. Polskie panowanie we Włodzimierzu Wołyńskim było poważnie zagrożone. W nocy z 19 na 20 stycznia wchodzący w skład wspomnianej 47 dywizji zagon bojowy „Wołodymyr Wołynśkyj” (dwie sotnie sotników Bundy i Toćkiego) rozpoczął natarcie w kierunku na Włodzimierz Wołyński. Nad ranem 21 stycznia siły ukraińskie (ok. 2 pułki piechoty, artyleria oraz ok. 400 konnych) zaatakowały miasto, którego polska załoga liczyła wówczas ok. 5 kompanii piechoty, jedną armatę i ok. 70 konnych. Początkowo natarcie ukraińskie załamało się w ogniu polskiego karabinu maszynowego ustawionego na wieży kościelnej. Polacy zdobyli wówczas 2 karabiny maszynowe oraz wzięli wielu jeńców, w tym podpułkownika i sztabskapitana. Wkrótce jednak okazało się, że miasto zaatakowała tylko jedna kompania, podczas gdy główne siły zostały rzucone na Mikulicze, gdzie strona ukraińska spodziewała się głównych sił polskich. Po paru godzinach walk broniąca się tam kompania ppor. Ignacego Włostowskiego została zmuszona do odwrotu. Jeszcze tej samej nocy główne siły ukraińskie (wsparte przez samochód pancerny) zaatakowały miasto, zmuszając wojska polskie do odwrotu. Przed wycofaniem się z miasta Polacy zniszczyli tamtejszy most. Wkraczające do miasta wojska ukraińskie miały zostać entuzjastycznie powitane przez miejscową ludność żydowską. Co ciekawe, oficjalny komunikat prasowy Sztabu Generalnego WP początkowo podał informację o odparciu ataku  na miasto oraz wzięciu wielu jeńców, w tym ukraińskiego dowódcy (którego „awansowano” na pułkownika). Dopiero komunikat z następnego dnia głosił: Pod naporem przeważających sił nieprzyjacielskich oddziały nasze przejściowo opuściły Włodzimierz Wołyński. Straty polskie poniesione w walce o miasto nie są znane, choć według Arsenija Riczynśkiego miały być znaczne. Po stronie ukraińskiej zginęło 12 ludzi. Ze strony polskiej znacznie więcej szczęścia miała Grupa Uhnowska, która dzięki połączonym działaniom majorów Tadeusza Piskora, Leopolda Lisa-Kuli, Stanisława Laudańskiego, rtm. Antoniego Wołkowickiego i kpt. Mieczysława Rawicz-Mysłowskiego rozbiła siły ukraińskie w rejonie wsi Poddębce, Michałówka, Józefówka. Polacy prawdopodobnie zadali Ukraińcom ciężkie straty w ludziach i w sprzęcie bojowym; zdobyli 2 karabiny maszynowe i wzięli do niewoli ok. 100 żołnierzy nieprzyjaciela. Ukraiński kontratak, udaremniony ogniem karabinów maszynowych grupy mjr. Lisa-Kuli, przyniósł stronie ukraińskiej stratę kolejnych kilkudziesięciu zabitych.

Utrata Włodzimierza Wołyńskiego, będąca poważną porażką strony polskiej, okazała się bardzo brzemienna w skutki dla dalszych polskich działań na Wołyniu. Decyzją z 22 stycznia (pismo operacyjne nr 174) utworzono grupę pod dowództwem gen. Stefana Majewskiego w składzie: 35 pp ppłk Trojanowskiego, I i II batalion 32 pp, II batalion 28 pp, 1 szwadron 2 p.uł, 3 szwadron 8 p.uł i 2 bateria 8 pap. Grupie powierzono utrzymanie Chełmszczyzny, jak również współdziałanie z grupami generałów Jana Romera i Antoniego Listowskiego. Tymczasem jeszcze 21 stycznia dowództwo Grupy Operacyjnej „Bug” skierowało w stronę Włodzimierza Wołyńskiego pół batalionu piechoty z Zamościa (2 kompanie I batalionu 17 pp; 8 oficerów i 250 szeregowych) pod dowództwem por. Jana Kotowicza i 3 baterię artylerii konnej. W Uściługu siły te zostały podporządkowane grupie mjr. Bończy-Uzdowskiego, a następnie, w nocy z 22 na 23 stycznia, uderzyły na Włodzimierz. Początkowo atak przyniósł powodzenie (zdobyto pierwszą linię okopów nieprzyjaciela), lecz natarcie na prawym skrzydle utknęło ze względu na zbyt małe siły zaangażowane w walce na tym odcinku. Straty półbatalionu wyniosły 5 zabitych (m.in. zginął chor. Jan Dobrowolski, zabity od ognia karabinu maszynowego w zabarykadowanym domu) oraz 7 rannych. Kolejny atak grupy mjr Bończy-Uzdowskiego doprowadził jednak 24 stycznia o godz. 11.00 do odzyskania przez Polaków miasta. Zwycięzcy wzięli do niewoli dowódcę 5 sotni piechoty, a także oficera i 21 szeregowców; zdobyto też wiele sztuk amunicji. Oddziały ukraińskie z Włodzimierza Wołyńskiego wycofały się nie niepokojone przez stronę polską na wschód – do Łucka, oraz na południe – do Bubnowa. Według Arsenija Riczynśkiego, przyczyny opuszczenia miasta przez siły ukraińskie tkwiły w niewielkiej liczebności załogi oraz braku wsparcia ze strony zdemoralizowanych pułków – jampolskiego i krzemienieckiego. Ponadto w tym samym czasie inne siły ukraińskie były zgrupowane w Berezowiczach (sotnia piechoty), w Jakowiczach (sotnia piechoty), w Wojnicy (sotnia piechoty), w Pawłowicach (sotnia piechoty i 12 dział), w Rogoźnie (500 kozaków) i w Porycku (jeden batalion strzelców). Liczebność każdej z sotni miała wynosić po ok. 380 żołnierzy. Znacznie mniej szczęścia niż grupa mjr Bończy- -Uzdowskiego miała dowodzona przez ppor. Józefa Peckę 4 kompania (23 pp), która atakując dzień później Turzysk (według porannego raportu z 24 stycznia miejscowość ta miała być obsadzona jedynie przez pododdział jazdy w sile 50 kawalerzystów) została odparta przez znacznie liczniejsze siły ukraińskie (według wstępnych polskich szacunków, zapewne przesadzonych, liczące przeszło 1000 piechurów, 4 działa i 20 kaemów). Straty strony polskiej wyniosły 10 zabitych i 30 rannych (w tym dowódca kompanii). Po starciu 4 kompania została zluzowana przez 3 kompanię 32 pp. Po wygraniu potyczki pod Turzyskiem Ukraińcy przesunęli się w stronę Dolska. W rejon tej wsi z Maciejowa polskie dowództwo skierowało I batalion 32 pp, wsparty przez pociąg pancerny nr 16. Tymczasem w nocy z 25 na 26 stycznia na wojska ukraińskie zgrupowane w Murzysku ponownie uderzyły siły 4 kompanii 23 pp, tym razem pod dowództwem por. Stanisława Jarosza. Atak odniósł sukces: Ukraińcy zostali zmuszeni do odwrotu w kierunku południowo-wschodnim, utraciwszy przy tym 40 zabitych. Całkowite straty 4 kompanii wyniosły 11 zabitych, 23 rannych i 6 zaginionych. Mimo końcowego zwycięstwa dowódca 32 pp ppłk Jan Sandecki krytycznie ocenił udział w akcji dowódcy  I batalionu 32 pp por. Jędrzejewskiego, który w czasie natarcia miał wystawić placówki na kierunku zachodnim i północnym, zamiast na obsadzonym przez nieprzyjaciela kierunku południowym. Batalion ppor. Jędrzejewskiego miał mieć również kłopoty z utrzymaniem karności, a jego żołnierze w czasie służby mieli dopuszczać się licznych nadużyć. Po tym zwycięstwie gen. Majewski rozkazał obsadzić miejscowość Rużyn siłami 1 kompanii oraz przeprowadzić rozpoznanie w stronę Radowicz i Tuliczowa. Tymczasem następnego dnia siły ukraińskie, które otrzymały wsparcie w postaci sprowadzonej z Sokala ok. 500-osobowej sotni kołomyjskiej, podjęły kolejną próbę odzyskania Włodzimierza Wołyńskiego. Atak ten jednak został odparty pod wsią Zimno i przyniósł Ukraińcom duże straty (mimo że na samym początku wojskom ukraińskim udało się wyprzeć z Zimna dowodzony przez por. Juliana Janowskiego pluton II batalionu 32 pp). Straty strony polskiej wyniosły 3 zabitych i 12 rannych (w tym jeden oficer). Pobici Ukraińcy wycofali się w stronę Torczyna, gdzie oczekiwali na wsparcie ze strony 6 sotni piechoty z Dubna. Wkrótce strona polska otrzymała również meldunki o koncentracji sił ukraińskich w okolicach Łucka, Kiwerc oraz Rożyszcz. Jednocześnie na terenach zajętych przez stronę polską, ze względu na wrogi stosunek miejscowej ludności ukraińskiej do Polaków, zobowiązano tę ludność do oddania posiadanej przez nią broni. Do kolejnego znaczącego starcia doszło 29 stycznia. Siły 5 kompanii 29 pp pod dowództwem ppor. Stefana Helintowskiego maszerowały z Dołhobyczowa w kierunku Szulmowa. Żołnierze polscy, mimo ognia ukraińskiej artylerii i 3 kaemów od strony Weręża, zdołali przełamać ukraińskie pozycje i opanować Szulmów. Wkrótce potem pluton ppor. Antoniego Goszniewicza, odparłszy ataki Ukraińców, zajął dwór pod Horodyszczami. Wkrótce jednak strona ukraińska otrzymała posiłki i przystąpiła do poprzedzonego ostrzałem artyleryjskim kontrataku. Został on wyprowadzony w nocy z 1 na 2 lutego siłami 5 sotni piechoty wzmocnionej karabinami maszynowymi i 70 kawalerzystami. Ukraińcy nacierali 4 razy, ale każdy z ataków się załamywał. Straty ukraińskie w tym starciu wyniosły 12 zabitych i 40 rannych, polskie – 4 zabitych i 18 rannych. Do końca stycznia Polacy panowali na obszarze na zachód od linii kolejowej Włodzimierz Wołyński–Kowel do wsi Rużyn. W tym czasie, 27 stycznia, grupa gen. Majewskiego składała się z 6 batalionów piechoty, baterii artylerii, 3 szwadronów kawalerii oraz pociągu pancernego. Szybko stało się jasne, że główną rolę w tym konflikcie odegrają linie kolejowe, gdyż ze względu na trwającą wówczas zimę kolej była w wielu wypadkach jedynym środkiem umożliwiającym transport wojsk i zaopatrzenia. Ponadto strona polska wykorzystywała w działaniach ofensywnych pociągi pancerne. Ukraińcy zwalczali je przez puszczanie na nie parowozów bądź składów towarowych (co nie przynosiło żadnych efektów), a także niszczenie szyn bądź blokowanie torów barykadami lub wagonami (co najwyżej mogło opóźnić działania pociągów pancernych). Działania wojsk ukraińskich na Wołyniu w połowie stycznia z pewnością utrudniała obecność na ich tyłach (w rejonie Sarn, Kowla i Owrucza) pińskiego zgrupowania bojowego 17 Dywizji Strzelców Armii Czerwonej, na co zwracali uwagę w późniejszym okresie badacze ukraińscy. Pod koniec stycznia dowództwo grupy gen. Majewskiego wciąż stacjonowało w Chełmie, dowództwo podgrupy mjr. Bończy-Uzdowskiego we Włodzimierzu Wołyńskim, a dowództwo podgrupy ppłk. Jana Sandeckiego w Maciejowie. Priorytetem dla strony polskiej stało się opanowanie Kowla, który był drugim oprócz Włodzimierza Wołyńskiego większym miastem tej części Wołynia (będącego podówczas przede wszystkim obszarem rolniczym), jak również głównym węzłem kolejowym regionu. W tym czasie miasto wciąż było obsadzone przez wojska niemieckie, aczkolwiek już przygotowywały się one do ewakuacji. Obecność wojsk niemieckich w Kowlu była pozostałością po wspomnianej wcześniej wyprawie tych wojsk na Ukrainę. Wówczas to Bawarska Dywizja Kawalerii zainstalowała w Kowlu tzw. Inspekcję Bezpieczeństwa, której zadaniem miało być utrzymanie dyscypliny i porządku wśród wojsk niemieckich. W czasie ewakuowania się z Kowla niemieckiego garnizonu rozpoczęła funkcjonowanie konspiracyjna milicja ukraińska, która czyniła przygotowania do przejęcia miasta. Zalążki własnej milicji zaczęła tworzyć również miejscowa ludność żydowska. Ludność ta, obawiając się pogromu po przejęciu miasta przez Ukraińców, wysłała delegację do ppłk. Sandeckiego z prośbą o przejęcie miasta przez Polaków. Decyzją polskiego naczelnego dowództwa z 30 stycznia (została ona wykonana 3 dni później) gen. Majewskiego zastąpił na stanowisku dowódcy grupy gen. Edward Rydz-Śmigły. Nowy dowódca bezzwłocznie rozpoczął przygotowania do akcji mającej na celu zajęcie Kowla, który – jak donosiły raporty wywiadu – miał być opuszczony przez wojska niemieckie w przeciągu kilku najbliższych dni. W tym czasie w polskiej prasie pojawiły się spekulacje, jakoby Niemcy zawarli z Ukraińcami porozumienie o przekazaniu im Kowla. Zapewne jednym z elementów przygotowań do ewakuacji było ostrzelanie 1 lutego polskich pozycji pod Koszarami przez niemiecki pociąg pancerny. W chwili objęcia dowództwa nad grupą przez gen. Rydza-Śmigłego liczyła ona 185 oficerów, 4457 podoficerów i szeregowców oraz 1030 koni. Ponadto owej grupie przydzielono 3 eskadrę lotniczą z Lublina (jej wyposażenie stanowiło początkowo 6, a później 9 przestarzałych samolotów: LVG C.V, LVG C.VI, DFW C.V, Albatros D.III).

 

 Eskadra operowała na obszarze pomiędzy Brześciem nad Bugiem a Włodzimierzem Wołyńskim. Zła pogoda, a także kłopoty ze sprzętem i infrastrukturą sprawiły, że nie odegrała ona jednak poważniejszej roli w walkach. Jej pierwszy lot bojowy odbył się dopiero 15 lutego. Później eskadra została podzielona na część bojową i gospodarczą. Tę pierwszą przeniesiono do Kowla, drugą zaś pozostawiono w Lublinie. Dnia 4 lutego, wkrótce po opuszczeniu miasta przez Niemców (zdążyli je przedtem podpalić) o godz. 19.00 na Kowel uderzyły z kierunku północnego siły 3 szwadronu 8 p.uł i szwadronu kaemów, od strony zachodniej siły II batalionu 28 pp oraz 2 baterii 8 pap, a od południa siły II batalionu 32 pp wsparte przez pociągi pancerne nr 15 „Paderewski” ( Zbudowany 10 września 1919 roku w warsztatach kolejowych Kierownictwa Budowy Pociągów Pancernych we Lwowie, miał numer 14 - red )  oraz 16 „Mściciel” (Powołany do służby w Warszawie w styczniu 1919 r.-red ), i po krótkim starciu zmusiły siły miejscowej milicji ukraińskiej do opuszczenia miasta.

W walce  wziął także udział 1 szwadron 2 Pułku Ułanów Grochowskich pod dowództwem rtm. Wincentego Jasiewicza.

/ Ułani Grochowscy

 Dowództwo grupy gen. Rydza-Śmigłego za udział w akcji wyróżniło później grupę ppłk Sandeckiego oraz indywidualnie por. Józefa Dembińskiego. Zdaniem dowódcy grupy, gen. Śmigłego-Rydza do zajęcia miasta wydatnie przyczyniły się również działania wywiadowcze por. Adama Kowalskiego oraz sprawne zorganizowanie transportu kolejowego przez kierownika kolei wojskowych kpt. Zegieszowskiego. Po zdobyciu Kowla wojska polskie kontynuowały akcję. W nocy z 5 na 6 lutego, w czasie wypadu wzdłuż linii kolejowej Kowel–Hołoby, siły polskie opanowały wieś Drozdowice. Pociąg pancerny „Paderewski” ruszył w stronę Hołob, gdzie znajdował się ukraiński tabor kolejowy, odcięty od własnych sił po wysadzeniu mostu kolejowego przez Niemców. Tabor był pilnowany przez nieliczne siły ukraińskie złożone z kolejarzy i milicji. Ukraińcy starali się naprawić most przed przybyciem wojsk polskich. Wkrótce siły 6 i 7 kompanii II batalionu 28 pp zaatakowały na bagnety 3 sotnie ukraińskie i wyparły je z Hołob. Polacy zdobyli ok. 50 wagonów kolejowych wraz z materiałami wojskowymi, a także działo i 3 kaemy. Pobici Ukraińcy wycofali się do Rożyszcz. Ponadto w czasie walk jeden z polskich oddziałów miał zniszczyć most na Styrze w rejonie Hołob. Tory w Hołobach zostały zabezpieczone przez siły 1 kompanii 32 pp dowodzonej przez ppor. Świątkowskiego (kompania ta wcześniej w miejscowości Lubiatowska Wólka zdobyła 2 działa). Z kolei pociąg pancerny „Mściciel”, wsparty przez oddział jazdy i piechoty 1 kompanii 32 pp pod dowództwem ppłk. Sandeckiego, zaatakował siły ukraińskie zgrupowane w Powórsku, również zmuszając je do odwrotu za Stochód. Siły polskie zdobyły 60 wagonów szerokotorowych oraz zapasy amunicji i broni. Ukraińcy opuścili także miejscowości: Tuliczów, Świniarzyn i Chorochoryn, wycofując się w stronę Torczyna. Po tych sukcesach 8 lutego zdecydowano o przeniesieniu siedziby dowództwa grupy gen. Rydza- -Śmigłego do Kowla, co ostatecznie zostało zrealizowane 17 lutego. Zapewne  dlatego w niektórych opracowaniach jest podawana informacja, że na początku 1919 r. gen. Rydz-Śmigły dowodził grupą kowelską. Ponadto 9 lutego sukcesy odnotował również dowodzony przez por. Ludwika Kmicica-Skrzyńskiego detaszowany 1 szwadron 1 pszwol, który pod Wyżwą Starą oraz Zabłociem zabezpieczył tory kolejowe przed atakami chłopskich band oraz opanował Zabłocie, Krymno i Ratno. W tej ostatniej miejscowości szwoleżerowie wzięli do niewoli kilku żołnierzy ukraińskich, przy których znaleziono rozkazy. Kolejnym znaczącym sukcesem tego oddziału było opanowanie w nocy z 10 na 11 lutego Kamienia Koszyrskiego, gdzie wzięto do niewoli kilkunastu Ukraińców oraz zdobyto cekaem. Wkrótce potem, 13 lutego, dowódca grupy kowelskiej wraz z członkami swojego sztabu przeprowadził inspekcję podległych mu oddziałów we Włodzimierzu Wołyńskim, w Poginkach oraz w samym Kowlu. W tym czasie, tj. ok. połowy lutego 1919 r., skład grupy gen. Rydza-Śmigłego przedstawiał się następująco: 7 batalionów piechoty, 4 szwadrony kawalerii, 2 baterie artylerii, eskadra lotnicza oraz 3 pociągi pancerne (do wspomnianych wcześniej pociągów pancernych nr 15 i 16 dołączył w tym czasie „Hallerczyk”).

 Południową granicę obszaru działań grupy wyznaczała wówczas rzeka Bug aż do ujścia Huczwy, a północną – linia Włodawa–Szack–rzeka Prypeć. Siły grupy tworzyły 2 zgrupowania: jedno – mjr. Bończy-Uzdowskiego z siedzibą we Włodzimierzu Wołyńskim, drugie zaś – ppłk. Sandeckiego z siedzibą w Kowlu; obszar działania obu tych zgrupowań był rozdzielony linią Dubienka–Mokrec–Woronczyn–Kiwerce. Po opanowania Kowla sytuacja na Wołyniu uspokoiła się na kilka dni. Ukraińcy nie porzucili jednak zamiaru zdobycia Włodzimierza Wołyńskiego; 14 lutego doszło do starcia z patrolem ukraińskim pod miejscowością Zimno, oddaloną o 8 km na południe od Włodzimierza Wołyńskiego. Raport zwiadu z 16 lutego stwierdził wymarsz w kierunku Włodzimierza Wołyńskiego oraz Uściługu 2 znacznych oddziałów wojsk ukraińskich: pierwszy (liczący 600 żołnierzy) wymaszerował z Porycka w kierunku Grzybowicy, drugi zaś (1000 żołnierzy, 6 dział i kaem) wieczorem 15 lutego dotarł do Radowicz. W związku z tym w stronę Uściługu skierowano posiłki z 1 pszwol w sile 30 kawalerzystów oraz 2 karabinów maszynowych. W tym czasie oddział zwiadowczy por. Skrzyńskiego wyruszył z Krymna, zajął Kamień Koszyrski, a następnie toczył zwycięskie walki z grasującymi w okolicy bandami chłopskimi. Wkrótce jednak okazało się, że w tej części Wołynia są obecne nie tylko siły polskie i ukraińskie. W nocy z 9 na 10 lutego pododdział II batalionu 32 pp, wzmocniony szwadronem artylerii oraz plutonem kawalerii, dotarł do stacji kolejowej Maniewicze, gdzie stwierdził obecność sił bolszewickich i po krótkim starciu, zdołał się wycofać, uniknąwszy okrążenia przez nieprzyjaciela. O obecności bolszewików w tej miejscowości dowództwo polskie dowiedziało się 13 lutego. Dzień później bolszewicki pociąg pancerny ostrzelał stamtąd polskie pozycje pod Powórskiem. Raporty wywiadu stwierdzały wrogie nastawienie miejscowego ukraińskiego chłopstwa do Polaków, jak też nasiloną agitację bolszewicką we wsiach. W związku z tym strona polska postanowiła zlikwidować wspomnianą bazę bolszewicką. Pod dowództwem ppłk. Sandeckiego w stronę Maniewicz wysłano oddział detaszowany (skład oddziału: I i II batalion 32 pp, 5 szwadron 8 p.uł, 1 szwadron 2 p.uł, 2 armaty), który uderzył na siły bolszewickie 16 lutego. Akcja odniosła sukces. Straty polskie wyniosły 2 zabitych i 14 rannych, podczas gdy po stronie bolszewickiej zginęło 3 żołnierzy, 30 zostało rannych, a 20 dostało się do niewoli. Ponadto strona polska zdobyła znaczne ilości broni i amunicji, karabin maszynowy, pociąg sanitarny i lokomotywę, a także 152 działa, z których jednak zdatne do walki było tylko jedno (pozostałe były pozbawione zamków). W Maniewiczach znajdowały się też składy siodeł; spalono je, gdyż były pozbawione skórzanego obicia. Zwycięska grupa ppłk. Sandeckiego wycofała się do Powórska 19 lutego. Zdobyczny materiał przewieziono pociągiem pancernym do Stochodu, gdzie został on wyładowany na drugim brzegu rzeki. Ewakuacja zdobytego w Maniewiczach sprzętu trwała jeszcze na początku marca. Większe niż w Maniewiczach ilości materiału wojennego zdobyła na wschód od tej miejscowości 5 kompania 22 pp podczas ponownej wyprawy przedsięwziętej 21 lutego. Oprócz starcia pod Maniewiczami do walk z patrolami bolszewickimi doszło również 18 lutego w rejonie Powórska. Co ciekawe, sukces pod Maniewiczami  został uznany za znaczący przez Józefa Piłsudskiego, który tak wspomniał o nim w wywiadzie dla francuskiego dziennika „Le Matin” z 19 lutego 1919 r.: W obecnej chwili położenie nasze nie jest złe. Zaledwie wczoraj (!) odnieśliśmy poważny sukces, rozpraszając koło Kowla siły bolszewickie i zdobywając na nich wielką ilość armat. Jeżeli chodzi o samych uczestników wyprawy, to według dowództwa grupy kowelskiej na największe wyróżnienie zasługiwał oddział kawalerii rtm. Stefana Dembińskiego – w szczególności szwadron por. Rudolfa Ruppa – a także oddział kawalerii karabinów maszynowych por. Jerzego Leopolda Sosnowskiego. Do ponownych starć z Ukraińcami doszło 18 lutego na południe od Włodzimierza Wołyńskiego. Wkrótce wykryto koncentrację sił ukraińskich w Perespie i Rożyszczach. Dla dowództwa polskiego stało się jasne, że Ukraińcy planują ponowny atak na Włodzimierz Wołyński od południa. Dlatego też, by zapobiec skoncentrowaniu większych sił przez Ukraińców na południe od Włodzimierza 19 lutego zdecydowano o wysłaniu w stronę Iwanicz oddziału  detaszowanego pod dowództwem kpt. Edwarda Rzeckiego-Ziutha. Następnego dnia o godz. 11.00 oddział ten stoczył pod tą miejscowością walkę z siłami ukraińskimi (według polskich informacji strona ukraińska w tym starciu używała pocisków dum-dum), która zakończyła się zwycięstwem strony polskiej oraz zajęciem Iwanicz. Polacy zdobyli zapasy amunicji, 2 kaemy, kuchnię polową oraz wzięli 22 jeńców. Straty polskie wyniosły 2 zabitych (w tym dowódca oddziału) oraz 14 rannych. Tymczasem tego samego dnia w rejonie Perespy oraz Hołob doszło do wysunięcia ukraińskich pozycji na lewy brzeg rzeki Stochód. W dniu 21 lutego Ukraińcy obsadzili również most położony na południe od Hołob (wkrótce potem zaczęli go naprawiać) oraz miejscowość Mielnica, skąd początkowo zostali wyparci przez Polaków, ale po drugim ataku odzyskali ją. Zmusiło to stronę polską do przekierowania transportu posiłków przeznaczonych dla grupy „Bug” gen. Romera do Hołob. Ukraińska ofensywa w tym regionie się rozwijała. W nocy z 22 na 23 lutego kolejne siły ukraińskie przekroczyły rzekę Stochów od południa oraz południowego wschodu, po czym zaatakowały siły polskie w rejonie Mielnica–Brzuchowicze–Hołoby. Skład atakujących wojsk ukraińskich był następujący: 3 sotnie kurenia pińskiego dowodzone przez płk. Kupryczuka, kalicki pułk kozacki oraz 2 baterie artylerii polowej. Ogólna liczebność tych sił została przez stronę polską oszacowana na 2000 żołnierzy piechoty, 8 dział oraz 15 kaemów. W wyniku ataku pododdział polski pod dowództwem rtm. Jasiewicza został oskrzydlony przez wojska ukraińskie. Strona polska wyprowadziła kontratak siłami, które tworzyły: III batalion 29 pp oraz 3 szwadron 8 p.uł i karabin maszynowy. Kontratak, dowodzony przez kpt. Powroźnickiego, otrzymał wsparcie pociągu pancernego „Hallerczyk”, co umożliwiło zdobycie samochodu opancerzonego wraz z 4 kaemami (załoga pojazdu zdołała zbiec). Straty strony polskiej tej nocy wyniosły 3 zabitych i 11 rannych. Tymczasem 1 szwadron 2 p.uł pod dowództwem rtm. Jasiewicza dokonał wypadu za rzekę Stochów w okolicach Perespy i Milska, gdzie został otoczony przez oddziały ukraińskie; zdołał jednak utrzymać się do nadejścia posiłków. Wojska ukraińskie 24 lutego o godz. 14.00 ponowiły atak (siłami 3 sotni i 3 dział) na tyły polskie w okolicach miejscowości Wołczeck, zostały jednak odparte przez załogę „Hallerczyka”. Tymczasem inny atak na zachodnią część Hołob został  powstrzymany przez pododdział złożony z łączników, kucharzy oraz ordynansów, którzy wytrzymali do nadejścia posiłków. W działaniach tych oprócz kpt. Powroźnickiego wyróżnił się również dowodzony przez por. Władysława Niewodniczańskiego pluton 2 baterii 8 pap oraz dowódca II batalionu 28 pp kpt. Ksawery Sutowski za, jak czytamy w komunikacie operacyjnym Oddziału III ND WP z 28 lutego, wzorową sumienność w wykonywaniu rozkazów i odwagę84. Miejscowość Mielnica została ostatecznie odbita przez 1 i 2 kompanię 32 pp. Pobite siły ukraińskie zostały zmuszone do odwrotu za Stochów. Straty polskie wyniosły 5 zabitych (w tym jeden oficer – ppor. Józef Zaleski – dowódca plutonu 2 baterii 8 pap, poległy od ognia ukraińskich kaemów w czasie odwrotu polskiego oddziału po zdobyciu samochodu opancerzonego) i 31 rannych (w tym jeden oficer). Spośród polskich formacji biorących udział w walce najcięższe straty poniósł III batalion 29 pp (4 zabitych i 20 rannych). Ponadto do niewoli dostał się dowodzony przez ppor. Kazimierza Wyżyńskiego pluton 3 kompanii 32 pp; pluton ten, pozbawiony wsparcia, został zmuszony do kapitulacji po długiej obronie mostu na Perespie. Oprócz wspomnianego wcześniej samochodu opancerzonego strona polska zdobyła 6 kaemów (według innych źródeł – 7) i 120 kb, ponadto załoga pociągu pancernego „Hallerczyk” wzięła do niewoli 111 jeńców (w tym jednego oficera). Poza wymienionymi wcześniej formacjami po stronie polskiej w walce wziął udział również II dyon 8 p.uł. Bitwa pod Hołobami została uznana przez dowództwo grupy kowelskiej za najcięższą w historii walk grupy nad Stochodem. W opinii tegoż dowództwa w walkach tych szczególnie się zasłużyli: kpt. Powroźnicki, dowództwo pociągu pancernego „Hallerczyk”, por. Stanisław Pigoń, por. Niewodniczański, rtm. Jasiewicz oraz kpt. Sutowski. W tym samym czasie w rejonie Włodzimierza Wołyńskiego 23 lutego wojska ukraińskie zajęły pozycje pod miejscowościami Bubnów, Rusnów, Czerczyce i Mohilno w okolicach Włodzimierza Wołyńskiego. Strona polska oczekiwała więc ataku na to miasto 24 lutego. W tym dniu jednak Ukraińcy nie uderzyli, ograniczając się do wysłania patroli zwiadowczych. W końcu, 25 lutego, zapewne na wieść o klęsce pod Hołobami, wojska ukraińskie wycofały się spod  Włodzimierza, a następnie pod dowództwem płk. Bordyszowa rozpoczęły koncentrację w rejonie Porycka. Tego samego dnia w rejonie Bubnowa pociąg pancerny nr 15 zniszczył pluton artylerii nieprzyjacielskiej. W tym rejonie straty strony polskiej wyniosły 4 zabitych oraz 16 rannych. Następnego dnia wieś Zimno, obsadzona przez 1 kompanię 31 pp, została zaatakowana przez znaczniejsze siły ukraińskie. Atak został odparty, w czym znaczną zasługę miał sierż. Marian Steczewicz, który wobec groźby otoczenia całej kompanii, rozkazał swojemu plutonowi ruszyć do ataku na bagnety. Widząc to, dowódca znajdującej się w pobliżu 2 kompanii również rozkazał swoim żołnierzom ruszyć do ataku na pozycje ukraińskie, co umożliwiło odparcie przeciwnika. Ceną za ten sukces była śmierć sierż. Steczewicza. Mimo zwycięstw odnoszonych przez Polaków, w lutym wojska ukraińskie wciąż wzmacniane kolejnymi posiłkami nie rezygnowały z prób skoncentrowania większych sił na froncie wołyńskim w celu przejęcia inicjatywy. Polacy z kolei, by utrzymać inicjatywę, musieli podjąć kolejne śmiałe działania. Sprzyjała temu zmiana na stanowisku dowódcy.

W dniu 25 lutego mjr Bończa-Uzdowski, dowodzący grupą stacjonującą we Włodzimierzu Wołyńskim, odszedł na urlop, a jego miejsce zajął mjr Lis-Kula, dowodzący dotychczas II batalionem 23 pp (grupa „Bug”) w walkach w Galicji Wschodniej. Młody major znalazł się na froncie wołyńskim na życzenie gen. Rydza-Śmigłego, który pragnął jak najszybciej odepchnąć wojska ukraińskie możliwie daleko na wschód od Lubelszczyzny, gdzie wówczas odbywało się intensywne organizowanie wojska. Major Lis-Kula, który odbył podróż z Lublina do Kowla w wagonie gen. Rydza-Śmigłego, został w tym czasie poinformowany o szczegółach otrzymanego zadania. Generał Rydz-Śmigły oczekiwał nie tylko odepchnięcia sił przeciwnika, ale również ich rozbicia oraz odebrania mu jego sprzętu, a zwłaszcza artylerii. W tym czasie grupę, której dowodzenie obejmował mjr Lis-Kula, tworzyły następujące elementy: II batalion 35 pp, I półbatalion 31 pp, 1 kompania brygady wołyńskiej, baon karabinów maszynowych, dywizjon jazdy mjr. Jaworskiego oraz pociąg pancerny nr 15 i czołówka sanitarna nr 26. Stan bojowy wynosił 64 oficerów, 721 piechurów, 162 jeźdźców (stan żywionych: 87 oficerów, 1193 szeregowych i 400 koni).

/ Major Leopold Lis-Kula w otoczeniu żołnierzy

Jak już wspomniano, do wojsk polskich docierały, m.in. od miejscowej ludności, informacje o ciągłych uzupełnieniach dla wojsk ukraińskich. Polski wywiad donosił, że celem ataku strony ukraińskiej ma być Kowel. Nowy dowódca grupy włodzimierskiej postanowił wykorzystać zamieszanie w szeregach ukraińskich, związane z trwającym przegrupowaniem, i śmiałym atakiem na Poryck rozbić najbliżej usytuowane znaczne siły nieprzyjaciela (poza Poryckiem Ukraińcy byli rozmieszczeni w pobliskich miejscowościach – Starym Porycku i Kłopoczynie – oraz w położonych dalej: Torczynie, Oździutyczach i Twerdyniu). Główną rolę w akcji miała odegrać kawaleria i piechota, wsparte przez pociąg pancerny i artylerię. Skład grupy wypadowej przedstawiał się następująco: dywizjon jazdy mjr. Jaworskiego z 2 kaemami na taczankach, oddział 6 cekmów por. Eustachego Kozara, pół 7 kompanii 27 pp ppor. Janeckiego, dwie kompanie (1 i 2) 31 pp kpt. Michała Zabdyra oraz pół batalionu 33 pp por. Zygmunta Wendy (łącznie ok. 300 piechurów i 80 konnych). Żołnierze wchodzący w skład oddziału wyruszyli bez plecaków, by nie być zbytnio obciążonymi w czasie akcji. Polski wywiad ustalił, że w Porycku znajdują się następujące formacje ukraińskie: berdyczowski i krzemieniecki pułk piechoty, 3 sotnia kawalerii i bateria artylerii (ok. 2500 samych „bagnetów”). Grupa mjr Lisa-Kuli wyruszyła 1 marca o godz. 18.00. Po kilku godzinach marszu w nocy z 1 na 2 marca (o godz. 2.30), po tym jak polskie siły zostały dostrzeżone przez ukraińskie patrole, wywiązała się strzelanina. Mimo to dowódca, chcąc wykorzystać czynnik zaskoczenia, zdecydował się kontynuować natarcie. Strona ukraińska przekonana, że ma do czynienia z niewielkim patrolem, nie wszczęła jeszcze alarmu. O godz. 4.00 wojska polskie dotarły do przedmieść Porycka i rozpoczęły natarcie. Od północy atakował półbatalion por. Wendy, od północnego wschodu półbatalion kpt. Zabdyra, poprzedzony przez pododdział pchor. Gumowskiego.

Zaskoczenie było całkowite (większość żołnierzy ukraińskich w chwili ataku spała), ale kilkugodzinne walki toczyły się prawie o każdy dom; o świcie miasto znalazło się w polskich rękach, a siły ukraińskie zostały rozproszone. Polacy zdobyli 3 działa, 7 cekaemów, 7 kuchni polowych, 80 koni oraz duże ilości broni i amunicji, a także wzięli ok. 50 jeńców, w tym dowodzącego siłami ukraińskimi atamana Prochowśkiego wraz z jego kancelarią i planami dalszych działań bojowych. Już o godz. 7.00 zwycięska grupa rozpoczęła wymarsz powrotny w stronę Włodzimierza Wołyńskiego. W oficjalnym komunikacie prasowym z 3 marca napisano: Powodzenie tej akcji w pierwszej mierze zawdzięcza się umiejętnemu kierownictwu majora Lisa-Kuli, (…) i męstwu oraz precyzji w wykonaniu rozkazów przez podległe mu oddziały. Z dokumentów zdobytych na Ukraińcach wynikało, że nieprzyjacielskie zgrupowanie miało uderzyć na Włodzimierz Wołyński 3 kolumnami: z Porycka od południa, z Torczyna – w środku, z Twerdyni – od północy (atak miał się rozpocząć 6 marca). Zadanie to miało być wykonane siłami 5 pułków piechoty, 2 sotni wspartych 3 bateriami artylerii oraz 3 kaemami. Major Lis-Kula zamierzał zniszczyć pozostałe kolumny nieprzyjacielskie skupione w Torczynie oraz w rejonie Oździutycz i Twerdyni, w związku z czym poprosił swojego przełożonego o zgodę na wykonanie tego zamiaru już 2 marca w godzinach wieczornych. Otrzymany następnego dnia rozkaz gen. Rydza-Śmigłego zadanie uderzenia na siły ukraińskie w rejonie Twerdyni powierzał grupie ppłk. Sandeckiego w sile jednego batalionu piechoty wspartego dywizjonem jazdy, a grupa mjr Lisa-Kuli miała uderzyć na Torczyn dopiero po rozbiciu sił ukraińskich w tym rejonie. Ustalono, że atak ma nastąpić 5 marca, a grupa mjr Lisa-Kuli ma powrócić do Kowla 8 marca do godz. 12.00; pozostałe kwestie organizacji działań pozostawiono do decyzji dowódcy grupy. Ten ostatni też określił następujący skład bojowy grupy: kompania szturmowa (70 piechurów), 1 i 2 kompania 31 pp (120 piechurów), 2 i 9 kompania 35 pp (120 piechurów), dywizjon jazdy mjr Jaworskiego (60 konnych) oraz jako wsparcie pluton dział oraz oddział 8 kaemów. Następnego dnia, tj. 4 marca, zapewne w celu opóźnienia działań ukraińskich, oddział por. Juliana Janowskiego z 32 pp zniszczył jeden z mostów na Styrze. Jeżeli chodzi o liczebność sił ukraińskich pod dowództwem atamana Oskiłki, operujących w tym czasie przeciwko Polakom, to według danych ukraińskich z 4 marca (już po porażce w Porycku) grupę kowelską tworzyły następujące elementy bojowe: sotnia kowelskiego komendanta powiatowego, sotnia pińska, sotnia konna kowelskiego komendanta powiatowego, kureń śmierci Maksyma Zalizniaka, kowelski pułk pieszy, kureń kalnycki, 1 bateria 1 Czynnej Brygady Artylerii – łącznie 19 oficerów, 1039 kozaków, 269 koni, 49 kaemów i 6 dział. Z kolei w skład grupy Wołodymyr Wołynśkyj wchodził pułk berdyczowski, pułk korostyszewski, 5 pułk krzemieniecki, łucki pułk strzelecki, zagon włodzimierskiego komendanta powiatowego, konny oddział partyzancki, bateria atamańska, samodzielna bateria, 41 bateria brygady artylerii oraz sotnia telegraficzna – łącznie 131 oficerów, 2050 kozaków, 378 koni, 24 kaemy i 8 dział). Tak więc, choć przeciwnik utracił znaczną część żołnierzy, a ponadto obniżyło się jego morale, stanowił on wciąż siłę, z którą należało się liczyć. W nocy z 5 na 6 marca pododdział dowodzony przez kpt. Powroźnickiego wyruszył w rejon Twerdyni, o świcie zaatakował wojska ukraińskie i po zaciętej walce zmusił je do odwrotu, aczkolwiek pozostały one w dość dobrym stanie. W tym samym czasie pododdział pod dowództwem por. Wendy zaatakował  Oździutycze, zdobył wieś, a następnie nawiązał styczność z pododdziałem kpt. Powroźnickiego. Od tej chwili mjr Lis-Kula miał wolną rękę co do dalszych decyzji. Musiał przy tym uwzględnić to, że siły ukraińskie pobite w wymienionych wyżej miejscowościach wycofały się właśnie do Torczyna. W decyzji o kontynuowaniu natarcia utwierdziły go wieści pochodzące od miejscowych ukraińskich chłopów o panice, która wkradła się w szeregi ukraińskiego garnizonu Torczyna na wieść o starciach w Twerdyniu i Oździutyczach. Major chciał, podobnie jak w wypadku Porycka, rozbić siły nieprzyjacielskie nagłym nocnym atakiem oraz zagarnąć jego sprzęt.

Natarcie postanowił rozpocząć w nocy z 6 na 7 marca o godz. 23.00. Kolumnie por. Franciszka Tomsy-Zapolskiego wyznaczył zadanie ataku frontalnego, sam zaś zamierzał uderzyć ze swoją kolumną na Torczyn od tyłu. O godz. 23.30 miała rozpocząć ostrzał artyleria dowodzona przez por. Jerzego Golikowa. Jednakże ok. godz. 22.00 major, słysząc odgłosy strzałów z kierunku, na którym miała nacierać kompania por. Tomsy, przekonany o rozpoczęciu walki, wydał swojej kolumnie (skład kolumny: 1 i 2 kompania 31 pp – łącznie ok. 85 ludzi) rozkaz do ataku. Mimo szczupłych sił oraz braku kontaktu z kolumną por. Tomsy i artylerią, kontynuowano natarcie. Wkrótce zdobyto porzuconą przez obsługę baterię artylerii. Polski pluton 2 kompanii 31 pp kontynuował natarcie. Wkrótce jednak został ostrzelany z kaemów, które osłaniały szykowany przez Ukraińców kontratak mający na celu odzyskanie baterii. Major Lis-Kula bezpośrednio dowodził atakiem, w którym zdobył 2 ukraińskie kaemy, ale sam przypłacił ten sukces ciężkim zranieniem. W czasie ataku początkowo na przedzie znajdował się adiutant majora i późniejszy autor opracowania o tej akcji, Kazimierz Iranek-Osmecki, jednakże w pewnej chwili został wyprzedzony przez swojego dowódcę. Wkrótce potem mjr Lis-Kula natknął się na ukraińskiego żołnierza, którego karabin przypadkiem wypalił. Pocisk trafił majora w pachwinę. Wkrótce polski dowódca został przeniesiony do domu, który poprzednio zajmował ukraiński sztab. Niedługo potem od zachodu nadszedł pododdział por. Tomsika; wcześniej zlikwidował on stanowisko ukraińskiego cekaemu przy cmentarzu oraz zajął rynek i obsadził most. Oddział mjr. Jaworskiego zabłądził i dotarł na miejsce już po walce. W walce nie wzięła też udziału artyleria kpt. Golikowa, gdyż wcześniej dotarł do niej rozkaz mjr LisaKuli o przyspieszeniu terminu ataku. Z kolei dowodzone przez por. Matusewicza siły 2 kompanii 31 pp, które miały zablokować odwrót wojsk ukraińskich w stronę Łucka, na skutek strat poniesionych pod naporem przeciwnika nie zdołały wykonać tego zadania. Oceniając całość tych walk, można stwierdzić, że potwierdziły się przypuszczenia mjr Lisa-Kuli o niskim morale wojsk ukraińskich. Ostatecznie Polacy opanowali miasto ok. godz. 2.00 w nocy. Sukces był znaczący: Polacy zdobyli 4-działową baterię artylerii, 11 kaemów, liczne wozy, kuchnię polową, 80 koni, wzięli też ok. 50 jeńców (w tym 4 oficerów). Straty własne wyniosły 3 zabitych i 11 rannych. Tymczasem stan zdrowia zwycięskiego dowódcy ulegał pogorszeniu. Początkowo został on opatrzony przez wziętą do niewoli ukraińską sanitariuszkę, wkrótce jednak okazało się, że niezbędna jest pomoc lekarska. Lekarz, którego sprowadzono z miejscowego szpitala, wykonał operację. Mimo udanego zabiegu rokowania nie były pomyślne. Wpływ na to miały także rany odniesione przez pacjenta jeszcze w czasie I wojny światowej na froncie włoskim. Major Leopold Lis-Kula zmarł 7 marca ok. godz. 6.00, nie odzyskawszy przytomności. Komunikat prasowy Sztabu Generalnego z 8 marca 1919 r. donosił: Śmierć nie oszczędziła tego wielkiego żołnierza, a wróżącego wielkie nadzieje dowódcę. Ciężko ranny wkrótce zmarł. Młoda armia polska straciła jednego z najlepszych swych oficerów. Zdaniem badaczy tematu, to właśnie sprawne dowodzenie mjr LisaKuli, jego umiejętność przeprowadzenia zaskakującego przeciwnika manewru, a także duża inicjatywa w walce – to główne przyczyny zwycięskich działań Polaków w rejonie Porycka i Torczyna. Zasługi poległego w młodym wieku dowódcy docenił również Naczelny Wódz, który rozkazem z 9 marca pośmiertnie awansował go na podpułkownika.

Po śmierci mjr Lisa-Kuli doszło do ustabilizowania się frontu polsko-ukraińskiego na Wołyniu; od tego czasu dochodziło tam jedynie do walk pozycyjnych oraz utarczek patroli. Do poważniejszych działań w tym okresie można zaliczyć jedynie przeprowadzony w dniach 25–27 marca przez batalion 32 pp oraz pociąg pancerny „Hallerczyk” wypad na stację kolejową w Perespie. W jego rezultacie strona polska zdobyła 4-działową baterię; działa zostały przetransportowane przez mosty na Stochodzie. Oprócz artylerii strona polska zdobyła również 12 kaemów, sporą liczbę kb oraz prowiantu. Karabiny maszynowe zostały rozdzielone pomiędzy załogę „Hallerczyka”, batalion 32 pp oraz szwadron kawalerii. Strona ukraińska nie prowadziła poważniejszych działań przeciwko Polakom również z powodu niepowodzeń w walkach z bolszewikami. W walkach tych ukraińskie siły topniały, podczas gdy polskie wciąż narastały. W kwietniu 1919 r. stan bojowy grupy przekraczał 4 tys. ludzi (stan żywionych wynosił prawie 5,5 tys.), a jej skład tworzyły następujące elementy: 7½ batalionów piechoty, 7 baterii artylerii, 6 szwadronów jazdy, 8 dział i 67 kb.

Wojska ukraińskie walczące na Wołyniu nie były również w stanie przez cały okres walk nawiązać  współpracy z operującymi w Galicji Wschodniej siłami UHA. Marzec 1919 r. był miesiącem ważnym dla wojsk polskich zarówno na Wołyniu, jak i na innych frontach, gdyż zamknął okres organizacyjnej improwizacji w historii rozwoju wojsk II Rzeczypospolitej. To właśnie w tym miesiącu zakończyło się organizowanie wojska oparte głównie na zaciągu ochotniczym, a rozpoczęło ujednolicenie jego struktur. Naczelne Dowództwo dążyło do tworzenia związków taktycznych, a następnie do łączenia ich w związki operacyjne (ostatecznie zdecydowano się na fronty), dlatego też 30 marca utworzono Front Wołyński. Należy przy tym zwrócić uwagę, że ochotniczy skład wojsk polskich walczących na Ukrainie dawał im moralną przewagę nad siłami ukraińskimi, gdyż tworzący je żołnierze często byli słabo wyposażeni i wyszkoleni, jak również nieopłaceni, przez co nierzadko byli podatni na agitację bolszewicką, jak i na dezercję (dotyczy to zwłaszcza miejscowych Polaków przymusowo wcielonych do ukraińskiego wojska). Prowadzenie przez wojska polskie ograniczonych działań w tym czasie uratowało przed ostatecznym rozbiciem siły URL na Wołyniu, osaczone wówczas z jednej strony przez Polaków, z drugiej zaś przez bolszewików. Rozkazem Naczelnego Dowództwa nr SG 5031/1 z 20 marca 1919 r. grupa gen. Śmigłego-Rydza została podniesiona do rangi dywizji. Zapewne wskutek ustabilizowania frontu i zabezpieczenia dotychczasowych zdobyczy naczelnik państwa Józef Piłsudski 6 kwietnia odwołał gen. Edwarda Rydza-Śmigłego z funkcji dowódcy grupy i mianował go dowódcą DOG Lublin. Jego następcą 8 kwietnia został gen. ppor. Bronisław Babiański, którego nazwiskiem od tej pory była nazywana grupa. Z kolei strona ukraińska, o czym już wspominałem, od marca koncentrowała się przede wszystkim na walce z bolszewikami o odzyskanie utraconego Kijowa. Wojska walczące przeciwko Polsce zostały na początku kwietnia zreorganizowane w grupę chełmską, na której czele stanął ówczesny zastępca ministra spraw wojskowych URL ataman Ołeksandr Osećkyj. Działania przeciwko bolszewikom zakończyły się niepowodzeniem, a jednym z ich skutków była próba zamachu stanu podjęta przez wcześniej zdymisjonowanego ze stanowiska dowódcy Grupy Północnej atamana Oskiłki, który 29 kwietnia aresztował w Równem  przebywających tam członków rządu URL i ogłosił się dowódcą wszystkich wojsk ukraińskich. Pozbawiony poparcia własnych żołnierzy szybko musiał jednak uciec na tereny kontrolowane przez wojska polskie. Mimo braku ofiar śmiertelnych zamach Oskiłki przyczynił się do załamania morale sił ukraińskich. Jak zauważało wielu badaczy, walki polsko-ukraińskie na Wołyniu swoją zaciętością znacznie ustępowały prowadzonej równocześnie wojnie przeciwko wojskom UHA w Galicji Wschodniej, aczkolwiek obszar ten również stał się kością niezgody w stosunkach polsko-ukraińskich, co pokazały w szczególności wydarzenia z okresu II wojny światowej. Badacze zagadnienia zwracają również uwagę na dużą rolę manewru w tych walkach. Podkreślają też ich specyfikę – warunki zimowe, które często utrudniały i komplikowały działania obydwu stron. Jak już wspomniałem, główną rolę w tych walkach odegrały linie kolejowe, a konkretnie linia Włodzimierz Wołyński–Kowel, w związku z czym obie strony dążyły do przejęcia kontroli nad wspomnianymi miastami.

Pierwsze walki polsko-ukraińskie toczyły się właśnie o Włodzimierz Wołyński, który w okresie listopad 1918–styczeń 1919 parokrotnie przechodził z rąk do rąk, kolejnym ważnym etapem wojny był „wyścig” o opanowanie Kowla, z którego ewakuowali się Niemcy. Po opanowaniu linii Włodzimierz Wołyński–Kowel strona polska ograniczała się głównie do utrzymania panowania nad tym obszarem, a zarazem do powstrzymywania działań wojsk ukraińskich, które miały na celu usunięcie Polaków z zajmowanych miejscowości. Ze względu na wspomniane wcześniej duże znaczenie linii kolejowej ważną rolę w tych walkach odegrały pociągi pancerne, umiejętnie wykorzystane przez stronę polską, co przyczyniło się do jej końcowego sukcesu, podobnie jak umiejętne współdziałanie jazdy i piechoty. Dopiero po przybyciu mjr. Lisa-Kuli strona polska podjęła kolejne odważne działania zaczepne mające na celu wyprzedzenie kolejnego ukraińskiego ataku na wspomniane wcześniej miasta (wyprawa na Poryck i Torczyn). Działania te zakończyły się zwycięstwem Polaków, aczkolwiek okupionym śmiercią tego dzielnego i wielce obiecującego młodego oficera. Warto zwrócić też uwagę, że głównym celem obu walczących na Wołyniu stron było przede wszystkim wsparcie sił działających na znacznie ważniejszym froncie – w Galicji Wschodniej. Istotne było także to, że wojska Polski i URL nie były jedynymi siłami aktywnymi w tym czasie na Wołyniu.  Oprócz wspomnianych wcześniej Niemców działały tam również zbolszewizowane bandy tworzone przez miejscowych chłopów ukraińskich, jak również sami bolszewicy, których usunięcie przez stronę polską (wyprawa na Maniewicze) bardzo korzystnie wpłynęło na polskie panowanie w tym rejonie. Strona ukraińska z kolei poniosła w tym regionie wiele porażek, które były spowodowane zarówno niskim morale jej żołnierzy, jak również tym, że jednocześnie walczyła ona na innym froncie z bolszewikami. Front ten był dla Ukraińców ważniejszy, gdyż w tym wypadku chodziło o dalsze istnienie dopiero co powołanego do życia państwa ukraińskiego. Niekorzystny wpływ na działania strony ukraińskiej miała również postawa miejscowej ludności, która choć w przeważającej części była ukraińska, to charakteryzował ją niski stopień uświadomienia narodowego i obojętna postawa wobec trwającego konfliktu. Do udziału w walce z Polakami mogły ją przekonać nie tyle hasła nacjonalistyczne, co raczej społeczne, ale na tym polu znacznie większe sukcesy notowali bolszewicy. Ponadto na wysokości zadania nie stanął dowodzący siłami ukraińskimi ataman Wołodymyr Oskiłko. Mimo bolszewickiego zagrożenia strona ukraińska nie zamierzała jednak porozumieć się z Polakami, skazując się tym samym na walkę na dwa fronty, co musiało skończyć się jej klęską. W rezultacie latem 1919 r. na obszarze Wołynia doszło do otwarcia frontu kolejnej wojny tym razem polsko-bolszewickiej

P/w fragment pochodzi z opracowania pod tym samym tytułem który napisał:                   

Adam  Radosław Suławka: w Przeglądzie Historyczno-Wojskowym  16 (67)/2 (252), 65- 89 z 2015 r. Należy podkreślić, że materiał jest bardzo dobrze udokumentowany. Jak pisze autor; znaczna część źródeł dotyczących tego tematu została wydana drukiem . Jeżeli chodzi o archiwalia, to wiele źródeł pochodzi z Centralnego Archiwum Wojskowego (CAW), z akt grupy operacyjnej płk. Kopczyńskiego, gdzie znajdują się również  dokumenty odnoszące się do grupy gen. Rydza-Śmigłego. Wielu informacji dostarczyły  także przechowywane w Archiwum Akt Nowych (AAN) dokumenty Towarzystwa Straży Kresowej (TSK). Wyjaśniamy, że załączone zdjęcia pochodzą z internetu, a wytłuszczenia w tekście są dziełem redakcji celem zwrócenia bacznej uwagi na prezentowane fakty.