Dzisiaj jest: 22 Czerwiec 2021        Imieniny: Paulina, Jan, Tomasz
Moje Kresy.  Czesław Włodarski  cz.3

Moje Kresy. Czesław Włodarski cz.3

/ Szczecinek 1952 r .Czesław Włodarski w Szkole Podoficerskiej Wojsk Łączności. Kowpakowcy nazwani tak od nazwiska, Sidor Artiemiewicz Kowpak, dowódca oddziałów partyzanckich pochodzenia ukraińskiego, generał major Armii Czerwonej.W lutym 1944roku…

Readmore..

Sowieci nas rozbrajają  (27 WDP AK - W „sojuszniczej” pułapce. Przerwany marsz na Warszawę.)

Sowieci nas rozbrajają (27 WDP AK - W „sojuszniczej” pułapce. Przerwany marsz na Warszawę.)

/ 27 WDP AK przed rozbrojeniem na Lubelszczyźnie Rok 1944 przyniósł nadzieję na rychłe zakończenie niemieckiej okupacji. Wojska III Rzeszy niemieckiej ponosiły klęski na wszystkich frontach, z trudem starając się…

Readmore..

Polski koszt budowy kolei Lwów Czerniowce 21 milionów 131 597 złotych

Polski koszt budowy kolei Lwów Czerniowce 21 milionów 131 597 złotych

„To nie jest ukraińska cerkiew. To powinna być ukraińska rzymsko-katolicka cerkiew. Niestety, ona jest cała w biało czerwonych flagach”- stwierdził na posiedzeniu rady miasta Chodorów jego burmistrz, Ołeh Kocowśkyj. Radni…

Readmore..

List otwarty: Odszkodowania (reparacje) wojenne za II wojnę światową

List otwarty: Odszkodowania (reparacje) wojenne za II wojnę światową

Podczas II wojny światowej Polska została zaatakowana przez Niemcy 1 września zaś 17 września 1939 przez ZSRS i straciła nie sześć milionów swoich obywateli w tym około trzy miliony pochodzenia…

Readmore..

DORA KACNELSON  PATRIOTKA Z DROHOBYCZA

DORA KACNELSON PATRIOTKA Z DROHOBYCZA

Panią docent dr Dorę Kacnelson, Żydówkę z Drohobycza na ziemi lwowskiej, poznałam podczas tegorocznej uroczystości wręczenia jej orderu "Polonia Mater Nostra Est" za pomoc Polakom na dawnych polskich Kresach Wschodnich…

Readmore..

„Republika  kołkowska”, chluba ukraińskich nacjonalistów

„Republika kołkowska”, chluba ukraińskich nacjonalistów

Miejscowość (wieś) Kołki powstała w XVI wieku. Pierwsza wzmianka o miejscowości pochodzi z 1545 r. Leżała w granicach województwa wołyńskiego Królestwa Polskiego. Była własnością kolejno kilku wielkich rodów arystokratycznych: Ostrogskich,…

Readmore..

Oszmiańskie historie. - OŚWIECIMSCY  Z UKROPISZEK

Oszmiańskie historie. - OŚWIECIMSCY Z UKROPISZEK

/ Janka, Irka i Hela Óswiecimskie. Zdjęcie wykonane przed I wojną światową na Ukrainie. fot. zbiory Haliny i Witolda Bobrowskich Powiat oszmiański za czasów Rzeczypospolitej Obojga Narodów był największym z…

Readmore..

„Śladem UPA„. Czytać, nie czytać?

„Śladem UPA„. Czytać, nie czytać?

W maju bieżącego roku, nakładem wydawnictwa Libra ukazała się książka "Śladem UPA. Kronika sotni Ukraińskiej Powstańczej Armii ,,Wowky" (24 sierpnia 1944–11 lipca 1945)". Przyglądając się okładce książki dostrzeżemy, że autorem…

Readmore..

Anarchia Syrnyka  w Trykutniku  bieszczadzkim. cz.3

Anarchia Syrnyka w Trykutniku bieszczadzkim. cz.3

"Pogrzeb Polski", zdjęcie z akt Specjalnego Sądu Karnego w Rzeszowie w sprawie oskarżonego Dymitra Szajniaka z Dąbrówki Polskiej w powiecie sanockim. Z zasobu AIPN 14 kwietnia 1940 r. w miasteczku…

Readmore..

”Córka regimentu” - Baśka Murmańska

”Córka regimentu” - Baśka Murmańska

Baśka Murmańska w Nowym Dworze Mazowieckim ma swoją ulicę, a obok Muzeum Kampanii wrześniowej w Twierdzy Modlin znajduje się jej pomnik. Również staraniem Miasta Nowy Dwór Mazowiecki i Lokalnej Organizacji…

Readmore..

SYN KRESÓW - OPOWIEŚĆ TUŁACZA

SYN KRESÓW - OPOWIEŚĆ TUŁACZA

/ Foto Siemiginów rzeka Stryj. WPROWADZENIE Bohaterami powieści jest mój stryj Polak Władysław Frączek i Ukrainiec Mykoła Bojko. Rzecz dzieje się na kresach w Siemiginowie nad rzeką Stryj. To historia…

Readmore..

10 TYSIĘCY POLAKÓW URATOWANYCH Z RZEZI WOŁYŃSKIEJ PRZEBRAŻE - POLSKI OŚRODEK SAMOOBRONY

10 TYSIĘCY POLAKÓW URATOWANYCH Z RZEZI WOŁYŃSKIEJ PRZEBRAŻE - POLSKI OŚRODEK SAMOOBRONY

 „Ojciec miał rozpłataną głowę i odcięte ręce, żona była zmasakrowana, zaś dwaj synowie (7-9 lat) mieli odrąbane palce, a 6-miesięczna córeczka była uduszona sznurkiem” - piszą Władysław i Ewa Siemaszkowie…

Readmore..

Poryck – 60. rocznica wydarzeń wołyńskich

  Po powrocie z Wołynia miałem dużo zajęć. W 2003 roku przypadała 60. rocznica terroru i masowych rzezi ludności polskiej na Wołyniu, dokonanych przez bojówki OUN i oddziały UPA, przy wsparciu części miejscowej ludności ukraińskiej. Wprawdzie antypolskie akcje nacjonalistów ukraińskich miały miejsce już w 1942 roku ale ich szczyt nastąpił w 1943 roku. Szczególnie krwawy był lipiec, kiedy to oddziały UPA wchodzące w skład Północno-Zachodniego OW „Turiw” podjęły szeroko zakrojoną akcję niszczenia ludności polskiej. 11 lipca 1943 roku rozpoczęto masowe rzezie ludności polskiej jednocześnie w trzech powiatach: horochowskim, włodzimierskim i kowelskim. Była to akcja dobrze przygotowana i zaplanowana w najdrobniejszych szczegółach.

Dla Polaków Wołynia był to pogrom przypominający czasy „koliszczyzny”, który przyniósł ludności ogromne cierpienia i straty materialne. Zabójstwa dokonywano z wielkim okrucieństwem, a wsie i osady polskie grabiono i palono. Zarząd Okręgu Wołyńskiego ŚZŻAK przygotowywał się do uroczystego odsłonięcia i poświęcenia pomnika upamiętniającego ofiary zbrodni popełnionych na Wołyniu przez OUN i UPA.

Po raz pierwszy od zakończenia wojny, 11 lipca 2003 roku w Porycku na Wołyniu (Ukraina) miały się  odbyć uroczystości z udziałem prezydentów Rzeczypospolitej Polskiej i Ukrainy, upamiętniające wołyńską tragedię. . Miały one zapoczątkować proces pojednania polsko-ukraińskiego. W związku z powyższym tak w Polsce jak i na Ukrainie byliśmy świadkami szerokiej dyskusji i wystąpień licznych polityków i organizacji w tej sprawie. Okazało się, że społeczeństwo nasze posiada niski poziom wiedzy o wydarzeniach wołyńskich. Prawie połowa Polaków nic nie słyszała i nic nie wiedziała o tragedii wołyńskiej, nie potrafiła też powiedzieć, która strona była ofiarą, a która sprawcą zbrodni. Najczęściej odpowiadano, że ofiarami zbrodni byli: Polacy mieszkańcy Wołynia – 41% wskazań; polscy oficerowie, żołnierze KOP, więźniowie obozów jenieckich – 9%; Polacy i Ukraińcy – 5%; Ukraińcy – 1%; Żydzi, Rosjanie, mniejszości narodowe – 1%; niewinni bezbronni ludzie i ludność cywilna – 1%. Na pytanie, kto był sprawcą zbrodni, odpowiadano: Rosjanie, Sowieci, Stalin, NKWD, Związek Radziecki – 21%; Ukraińcy – 19%; UPA, nacjonaliści ukraińscy, wojsko ukraińskie – 10%; Niemcy, Niemcy i Ukraińcy, UPA sprzymierzona z Niemcami – 4%; Polacy i Ukraińcy – 3%; nie wiem – 45%.[1] Jest to wprost żenujący poziom wiedzy o  tragicznych wydarzeniach wołyńskich, w których zginęło około 50-60 tysięcy Polaków, a więc więcej niż w zbrodni katyńskiej. Ta głęboka niewiedza jest wynikiem przemilczania i ukrywania przed społeczeństwem tragedii wołyńskiej w okresie rządów PRL, a także po 1989 r. w imię błędnie rozumianej racji stanu. Niepokój musi budzić zwłaszcza to, iż w grupie badanych 35-letnich wnuków tych, którzy byli świadkami tragicznych wydarzeń wołyńskich, około dwie trzecie nie potrafiło odpowiedzieć na żadne z pytań. Problem stosunków polsko-ukraińskich w latach drugiej wojny światowej jest znany  i dyskutowany jedynie w nielicznej grupie historyków prowadzących badania w ramach tematu „Polska – Ukraina: trudne pytania” oraz w istniejących organizacjach kresowych. Niezauważenie tragedii ludności polskiej na Kresach przez władze polskie, polityków i społeczeństwo potęguje gorycz żyjących jeszcze świadków tych wydarzeń, wywołuje reakcję nie zawsze racjonalną z ich strony. Polacy pochodzący z Kresów, którzy przeżyli koszmar wołyńskich rzezi, utracili swoich najbliższych oraz cały dorobek swego życia, a sami ledwo uszli z życiem, są rozżaleni, czują się opuszczeni przez własne niepodległe państwo. Stąd nie można się dziwić, że dyskusje i reakcje na wypowiedzi niektórych polityków i działaczy ukraińskich w tej sprawie są emocjonalne. Polscy historycy, a także organizacje kresowe stoją na stanowisku ujawnienia pełnej prawdy o wydarzeniach wołyńskich, które były przecież tragedią obu narodów. Uważamy, że ukrywanie i milczenie o tym co stało się na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej powoduje tylko wzrost emocji i napięcia, aktywizuje ekstremalne siły tak z jednej, jak i drugiej strony, a to nie służy rozwojowi dobrosąsiedzkich stosunków polsko-ukraińskich. Trzeba rozmawiać, napiętnować to, co było zbrodnicze, badać i wyjaśniać przyczyny tych wydarzeń. Jest to jedyna droga do kształtowania dobrosąsiedzkich stosunków polsko-ukraińskich. Jest to także właściwy krok do oczyszczenia narodu ukraińskiego od zarzutu popełnienia zbrodni wobec ludzkości, bowiem dotyczy tylko niewielkiej części narodu ukraińskiego, a mianowicie szaleńców spod znaku OUN i UPA. Z historii Ukrainy nie da się wykreślić istnienia i działalności OUN i UPA. Ale działalność ta powinna być sprawiedliwie oceniona. Eksterminacja ludności polskiej na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej dokonana przez OUN i UPA to nie tylko błąd polityczny kierownictwa OUN ale zbrodnia mająca charakter ludobójstwa. Z punktu widzenia prawnego i moralnego działalność ta stanowi zbrodnię przeciwko ludności i nie może być źródłem tradycji godnych naśladowania obecnie i w przyszłości, powinna zostać odrzucona przez Naród Ukraiński i zdecydowanie potępiona. Takie w skrócie było nasze stanowisko przed mającymi nastąpić uroczystościami w Porycku.

Prowadzona w tym czasie dyskusja na Ukrainie pokazała, że społeczeństwo ukraińskie nie jest przygotowane do rzeczowej oceny tragicznych wydarzeń na Wołyniu. Ze strony ukraińskiej oczekiwaliśmy wyraźnego sygnału potępiającego zbrodniczą działalność OUN i UPA wobec ludności polskiej Wołynia i Małopolski Wschodniej. Chodziło o uznanie faktu, że miały tam miejsce zbrodnie, w wyniku których śmierć poniosło kilkadziesiąt tysięcy Polaków. Tego niezbitego faktu nie chce przyjąć do wiadomości zdecydowana większość ukraińskich polityków. Świadczy o tym dyskusja na wysokim szczeblu, z udziałem byłego prezydenta Ukrainy Łeonida Krawczuka, b. wicepremiera Mykoły Żułyńskiego i b. ambasadora w Polsce Dmytra Pawłyczki, która miała miejsce w maju 2003 roku.[2] W trakcie dyskusji zarzucono władzom polskim, że przygotowując obchody 60. rocznicy wydarzeń wołyńskich uległy naciskom „prawicowych, szowinistycznych kół”. Ze swej strony wydarzenia sprzed 60-ciu lat oceniono jako „walkę przeciw polskiej okupacji”, przy czym twierdzono, że na Wołyniu, Chełmszczyźnie i Podlasiu Polacy także popełniali zbrodnie. Z tych względów uważano, że nie może być żadnych przeprosin za Wołyń. Wprawdzie pojawiła się w dyskusji także wypowiedź Mykoły Żułyńskiego, że „powinniśmy powiedzieć uczciwie, iż naprawdę były zbrodnie ze strony ukraińskiej”, ale była to wypowiedź odosobniona i przeszła bez echa. Ci, którzy byliby gotowi przyznać winę OUN-UPA są w zachodnich obwodach Ukrainy w zdecydowanej mniejszości. Natomiast jest spora grupa osób (wśród których są działacze skrajnie prawicowej organizacji UNA-UNSO) usiłujących w rozmaity sposób usprawiedliwić zbrodnie OUN-UPA. Niepokoić musi wypowiedź Wołodymyra Łytwyna, przewodniczącego Rady Najwyższej Ukrainy, który stwierdził, że „nie przeprosimy Polaków za masakrę wołyńską, gdyż w tym czasie nie było państwa ukraińskiego”. Jednocześnie zaapelował do polityków, aby nie szukali winnych tragedii, bo ich nie znajdą „nawet w sądny dzień”. Można i trzeba zrozumieć, że wydarzenia wołyńskie to temat dla Ukraińców niezwykle drażliwy, i stąd większość ukraińskich polityków nie chce przyjąć do wiadomości, że w czasie drugiej wojny światowej nacjonaliści ukraińscy popełnili zbrodnię na bezbronnej ludności polskiej. Ale jeżeli ze względu na złożone stosunki polsko-ukraińskie w przeszłości będziemy przypominać tylko takie rocznice, które łączą oba narody, to nigdy nie dojdzie do prawdziwego pojednania, zamknięcia niechlubnej karty naszej historii i zgodnego współżycia obu bratnich narodów. 

W lutym 2003 roku prezydenci: Ukrainy – Łeonid Kuczma i Polski – Aleksander  Kwaśniewski podczas spotkania opowiedzieli się za wyjaśnieniem wszystkich okoliczności zbrodni. Po roboczych rozmowach polskiej delegacji usunięte zostały w końcu przeszkody w zorganizowaniu 60. rocznicy wydarzeń wołyńskich. Ustalono, że obchody rocznicy tragedii Wołynia odbędą się na Ukrainie w Pawliwce (dawnym Porycku) 11 lipca. Na Wołyniu (w obwodach: wołyńskim i rówieńskim) wywołało to sprzeciw lokalnych polityków. Przeciwko planom obchodów zaprotestowały liczne organizacje polityczne i społeczne. Liderzy 18 organizacji, w tym: Ludowego ruchu Ukrainy, Kongresu Ukraińskich Nacjonalistów, Partii „Reformy i Porządek”, Partii „Ojczyzna” (partii byłej wicepremier Julii Tymoszenko) wydali odezwę, w której stwierdzono, że rolę UPA „należy uznać za zgodną z prawem”, gdyż prowadziła ona „sprawiedliwą walkę narodowo-wyzwoleńczą na swoim terytorium etnicznym przeciwko wszystkim okupantom”, a „przedsięwzięcia mające na celu upamiętnienie wśród ludności polskiej”, zaplanowane na 11 lipca w Pawliwce są „niedopuszczalne”. Jednocześnie wezwali do „wzięcia aktywnego udziału w proteście w dniu 11 lipca we wsi Pawliwka”.

W przeddzień rocznicy tragedii wołyńskiej Polski Sejm i Rada Najwyższa Ukrainy przyjęły wspólne jednobrzmiące oświadczenie. Ale mało brakowało, aby porozumienie zostało w ostatniej chwili zerwane. Nerwowe negocjacje dotyczące tekstu oświadczenia trwały długo. Jeszcze rano wydawało się, że nie ma szans na uchwalenie wspólnego oświadczenia. W ciągu dnia do marszałka Sejmu Marka Borowskiego dwukrotnie dzwonił przewodniczący Rady Najwyższej Ukrainy  Wołodymyr Łytwyn, relacjonował burzliwą debatę w ukraińskim parlamencie i pytał, czy możliwe byłoby wprowadzenie do uzgodnionego wcześniej tekstu pewnych poprawek. Proponowano m.in. wykreślenie fragmentu o tym, że do tragedii dochodziło nie tylko na Wołyniu, ale i w Galicji. Marszałek Polskiego Sejmu na żadne poprawki nie wyraził zgody. W końcu obydwa parlamenty przyjęły uzgodniony tekst oświadczenia. Pierwsza oświadczenie przyjęła Rada Najwyższa Ukrainy.                          

 Na 450 deputowanych za uzgodnionym tekstem oświadczenia opowiedziało się 227 deputowanych, a więc tylko o jeden głos więcej niż wynosiła minimalna większość wymagana do podjęcia decyzji w tej sprawie. Przeciw głosowało 25 parlamentarzystów. Dwie godziny później decyzję podjął Polski Sejm. Za przyjęciem zaproponowanego oświadczenia głosowało 323 posłów, przeciw było 35, wstrzymało się od głosu 14. Przyjęte oba dokumenty mają tę samą treść i powstały w wyniku polsko-ukraińskich negocjacji. Oto tekst oświadczenia parlamentów Polski i Ukrainy w związku z 60. rocznicą tragedii wołyńskiej:

  Sześćdziesiąta rocznica tragedii ludności polskiej na Wołyniu i w Galicji w czasie niemieckiej okupacji skłania do myślenia o przeszłości i przyszłości polsko-ukraińskiego sąsiedztwa. Tragedii Polaków mordowanych i wypędzanych z ich miejsc zamieszkania przez zbrojne formacje Ukraińców towarzyszyły również cierpienia ludności ukraińskiej – ofiar polskich akcji zbrojnych. Była to tragedia obu naszych narodów.

  Pomordowanym i poległym na Wołyniu i w Galicji należy się szacunek i pamięć. Pochylamy głowy przed niewinnymi ofiarami. Nie może być usprawiedliwienia dla terroru, przemocy i okrucieństwa. Prawda o tamtych dramatycznych latach jest bolesna dla wszystkich. Polacy i Ukraińcy powinni się jednak poznawać. Prawda, choćby najbardziej tragiczna, jest niezbędna do budowy trwałego porozumienia. 

  Bolesne doświadczenia powinny stanowić dla nas również źródło refleksji o tym, że na nienawiści i konfliktach pomiędzy nami korzystali nasi przeciwnicy, a my zawsze traciliśmy.

  Historia Europy jest pełna przykładów narodowych waśni, wojen, krwi i okrucieństwa. Ale są przykłady pojednania i porozumienia narodów, które chciały i potrafiły przezwyciężać najtrudniejszą nawet przeszłość. Moralnym obowiązkiem tych, których sumienia wciąż porusza tragedia sprzed 60 lat, jest wezwanie do pojednania naszych narodów w imię przyszłości, w imię wspólnoty celów. Niech umiejętność przebaczania stanie się fundamentem lepszej przyszłości, dobrego sąsiedztwa i przyjaźni polsko-ukraińskiej.

 Główne uroczystości z okazji 60. rocznicy wołyńskiej tragedii odbyły się 11 lipca 2003 roku w Pawliwce, dawnym Porycku. Z grupą posłów, senatorów i przedstawicieli organizacji kombatanckich pojechałem na uroczystość autokarem sejmowym. Droga trwała stosunkowo krótko, gdyż do granicy byliśmy pilotowani przez naszą policję, a następnie przez milicję ukraińską. Na miejsce przyjechaliśmy wcześnie i mieliśmy jeszcze sporo czasu na zorientowanie się w terenie. Przed wojną w Porycku ukończyłem 6 klasę szkoły powszechnej, a w roku szkolnym 1940/41 uczęszczałem do 8 klasy sowieckiej dziesięciolatki, zatem znałem doskonale ten rejon. Mając trochę czasu mogłem porównać zastany stan obecny z Poryckiem mojej młodości. Dawny Poryck pamiętałem jako dość duże miasteczko kresowe, będące siedzibą gminy, zamieszkałe głównie przez Polaków i Żydów. W 1935 roku[3] w miasteczku mieszkało 129 Polaków, 1275 Żydów i tylko 36 Ukraińców. Natomiast w przyległej wsi Poryck Stary było 85 Polaków, 609 Ukraińców i 5 Żydów. Dziś z dawnego  Porycka pozostało niewiele. Pawliwka (bo tak obecnie nazywa się dawny Poryck) to już nie miasteczko, a wieś całkowicie ukraińska. We wsi mieszka 930 osób, w tym jest 1 Rosjanin, 1 Żyd i jedna rodzina polska. Zmienił się wygląd miejscowości. Nie ma już pałacu Czackiego, który w czasie wojny został zniszczony, a po wojnie jego pozostałości rozebrano. Spalona została drewniana synagoga z XVII w., zniszczone zostały charakterystyczne domki mieszczańskie z podsieniami i pięknie wycinanymi słupami, nie ostała się nawet dawna szkoła. Zachowała się jedynie cerkiew ufundowana przez Czackich oraz stary browar. Na miejscu dawnych domów stoi dziś tylko piętrowy sklep oraz niewielki budynek rady wiejskiej. Po starym kościele p. w. Świętej Trójcy i Świętego Michała Archanioła, fundacji Czackich,  zbudowanym w latach 1759-1774 w stylu przejściowym z rokoka w klasyczny, z ołtarzem z cennym obrazem M. Boskiej z XVII w. i starą kamienną chrzcielnicą, nie ma śladu. Pozostały tylko szczątki dawnego polskiego cmentarza, na którym miały odbyć się tegoroczne uroczystości. Właściwie jest to łąka, na której stoją trzy wysokie metalowe krzyże, a na cokole stanowiącym ich podstawę są napisy po polsku i po ukraińsku: „Na pamiątkę zmarłym i tragicznie poległym Polakom – mieszkańcom gminy Poryck w latach 1939-1945”. Niedaleko od tego pomnika znajduje się tablica z napisem w języku ukraińskim: „Obywatelom narodowości polskiej”. I nic więcej. W rzeczywistości kiedyś na tablicy był inny napis, a mianowicie: „Obywatelom radzieckim narodowości polskiej, którzy zginęli z rąk ukraińskich burżuazyjnych nacjonalistów 12 lipca 1943 r.”. Tablicę z takim napisem odsłonięto w 1980 roku na miejscu dawnego kościoła, dla upamiętnienia Polaków zamordowanych w tym kościele. Ślady na tablicy wskazują, że obecne miejscowe władze ukraińskie usunęły końcową część napisu, gdyż jej treść okazała się dla nich nie do przyjęcia. Na terenie dawnego cmentarza są również resztki przedwojennych nagrobków, oraz krzyże na symbolicznych grobach rodzin Ziemiańskich, Filipowiczów, Olaszczyków, Ostrowskich, Kuryłów. Na grobie czterech kobiet z rodziny Filipowiczów jest napis: „Zginęły tragicznie w kościele w Porycku”. Stoi tu także dziwny krzyż z napisem w łamanej polszczyźnie: „Tragedja m. Polakami a Ukraińcami w XX w. żucimy w niepamięć” (zachowana oryginalna pisownia). Jedyne co pozostało do dziś po zniszczonym cmentarzu – to resztki kolumn dawnej przykościelnej dzwonnicy.

 Od wczesnego ranka do Porycka przybywały grupy ludzi niosących zwinięte niebiesko-żółte flagi. W związku z licznymi protestami nacjonalistycznych organizacji ukraińskich oraz wezwaniami do demonstrowania swego sprzeciwu, organizatorzy uroczystości przedsięwzięli szczególne środki bezpieczeństwa. Teren cmentarza otoczony był szczelnie przez funkcjonariuszy milicji i licznych pracowników jednostek służb specjalnych. Z nich też zorganizowane były grupy z transparentami, na których widniały teksty o przyjaźni polsko-ukraińskiej.  Przez rejon Porycka nie kursowały w tym dniu autobusy rejsowe. Przez kilka dni poprzedzających uroczystość mieszkańcom pobliskich miejscowości nie można było przyjmować na nocleg obcych. W strefie ochronnej wokół Porycka, o promieniu około 10 km, nie mogli przemieszczać się osoby nie zaproszone na uroczystość, w tym nawet miejscowi mieszkańcy. W uroczystości mogli wziąć udział tylko delegacje zaopatrzone w specjalne znaki rozpoznawcze. Dotyczyło to także delegacji przybywających z Polski. Przybywających uczestników uroczystości przepuszczano przez bramki wykrywające metal, ustawionych kilkadziesiąt metrów od katolickiego cmentarza. Grupy ukraińskie przechodziły obok cmentarza katolickiego i szły na cmentarz prawosławny w pobliże pomnika Pojednania. Grupy polskie natomiast były kierowane na cmentarz katolicki, gdzie dla nich przygotowano kilkaset składanych krzeseł. Ze strony polskiej na uroczystość, oprócz oficjalnej delegacji, przybyli członkowie rodzin i krewni ofiar zbrodni oraz liczni kombatanci z Warszawy, Lublina, Zamościa, Przemyśla i innych rejonów Polski.  

  Uroczystość na cmentarzu katolickim rozpoczęła się od Mszy Świętej odprawionej przez rzymskokatolickiego metropolitę Lwowa kardynała Mariana Jaworskiego. Uczestniczył w niej także zwierzchnik greckokatolicki kardynał Lubomyr Huzar oraz biskup polowy Wojska Polskiego Leszek Sławoj Głódź. Obecni byli też duchowni prawosławni, a wśród nich: biskup Nifont metropolita Łucka, cerkwi ukraińskiej podporządkowanej patriarchatowi moskiewskiemu. W modlitwach ekumenicznych wzięli udział przedstawiciele różnych religii. Stanisław Filipowicz, którego matka i dwie siostry zginęły w kościele w Porycku, a sam przeżył masakrę ludności polskiej zgromadzonej w kościele, przedstawił opis wydarzeń mających miejsce dokładnie 60 lat temu. Na zakończenie swego przemówienia powiedział: „Dziś jesteśmy tu po to, aby dać świadectwo prawdzie, bo tylko prawda pozwoli ukoić ból po stracie najbliższych. Tylko prawda pozwoli zbudować fundament pod lepszą, wspólna przyszłość Polaków i Ukraińców”. Następnie zabrali głos Prezydenci.

Jako pierwszy przemówił Prezydent Ukrainy Łeonid Kuczma. W przemówieniu nie ośmielił się jednak jednoznacznie potępić zbrodnię i wskazać wykonawców tej masakry, zabrakło konkretów. Powiedział jedynie, że „główny ciężar odpowiedzialności za represje skierowane przeciw cywilnym obywatelom spoczywa na ekstremistycznie nastawionych działaczach, którzy byli w szeregach ruchu narodowo-wyzwoleńczego obu narodów”. Mówiąc o ofiarach wydarzeń wołyńskich stwierdził, że: „Dla nas Ukraińców, istotna jest gotowość strony polskiej do otwartych rozmów o ofiarach po stronie ukraińskiej. Ukraińska ludność cywilna rejonu wołyńskiego doznała bowiem także ciężkich strat w latach 1943-1944. Tak samo nasza ludność cywilna ginęła w latach 40. na Chełmszczyźnie, ziemi tomaszowskiej i ziemi hrubieszowskiej. Powinniśmy razem oddać cześć Ukraińcom oraz wszystkim tym, którzy byli ofiarami represji wobec cywilnej ludności na tych ziemiach”. I dalej: „Oddając cześć pamięci poległych, musimy dokonać moralnego osądu wobec wszystkich, którzy ponoszą winę za terror, niezależnie od ich etnicznego pochodzenia, w krwawej zawierusze paliły się bowiem zarówno polskie, jak i ukraińskie wsie, lała się krew zarówno polskich , jak i ukraińskich chłopów”. Odnosząc się do rzezi dokonanej w Porycku w dniu 11 lipca 1943 r. powiedział: „W tym miejscu, w którym spoczywają polskie ofiary, chciałbym w imieniu wszystkich Ukraińców, którzy pragną pokoju i sprawiedliwości, wyrazić głębokie współczucie wszystkim skrzywdzonym Polakom (…). Wyrażamy swoje zdecydowane potępienie przemocy nad cywilną ludnością polską”.

Prezydent Polski Aleksander Kwaśniewski dziękując za słowa współczucia, żalu i przyjaźni powiedział m.in.: „Doceniamy postawę niepodległej Ukrainy, która nas tu gości i która razem z nami pochyla się w bolesnej refleksji na tragicznymi kolejami naszych wspólnych losów. To jest hołd oddany ofiarom i prawdzie. (…) Za masakrę popełnioną na polskiej ludności nie można obwiniać narodu ukraińskiego. Nie ma narodów – winowajców. Za zbrodnie i złe uczynki odpowiedzialność ponoszą zawsze konkretni ludzie. Trzeba jednak wyrazić moralny protest wobec ideologii, która doprowadziła do <akcji antypolskiej>, zainicjowanej przez część Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i Ukraińskiej Powstańczej Armii. Wiem, że te słowa wielu mogą zaboleć. Ale żaden cel, ani żadna wartość, nawet tak szczytna jak wolność i suwerenność narodu, nie może usprawiedliwiać ludobójstwa, rzezi cywilów, przemocy i gwałtów, zadawania bliźnim okrutnych cierpień. (…) Wspólnie – i my, i Wy – powinniśmy odróżniać jasne karty historii od ciemnych. Chcemy budować nasze pojednanie na prawdzie: dobro nazywać dobrem, a zło złem. (…) Dzisiejsza uroczystość jest jednym z kamieni milowych na drodze, na której wspólnie przezwyciężamy trudną przeszłość i budujemy pomyślną przyszłość. (…) Czynimy krok ku pojednaniu. Stąd, z dawnego Porycka, miejsca naznaczonego tragiczną historią, zwracamy się do Polaków i Ukraińców – o szczery dialog, zrozumienie i wzajemną wrażliwość. Otwórzmy nasze serca, wyjdźmy sobie naprzeciw”.

Przemówienia obu prezydentów odebrałem z mieszanymi odczuciami. Różniły się w zasadniczo, i były adresowane do różnych odbiorców. Przemówienie prezydenta Ukrainy miało charakter zachowawczy. Pod naporem opinii i protestów społeczności dzisiejszego Wołynia (82 % wypowiedziało się przeciwko wybaczeniu), a także pod wpływem dyskusji w parlamencie, prezydent Kuczma wyraźnie pomijał rolę głównych sprawców krwawej rozprawy z ludnością polską, nie wymienił kto i jaka organizacja konkretnie stała za tą masakrą. Tragedię wołyńską rozpatrywał w kontekście polsko-ukraińskiej konfrontacji w latach drugiej wojny światowej. Natomiast prezydent Kwaśniewski wyraził otwarty protest moralny wobec ideologii leżącej u podstaw wydarzeń wołyńskich, zdecydowanie wskazał sprawców i wykonawców tej potwornej zbrodni, obarczając OUN i UPA odpowiedzialnością za wołyńską tragedię. 

Po wygłoszeniu przemówień prezydenci Polski i Ukrainy złożyli wieńce na grobach zamordowanych Polaków i zapalili znicze. Następnie przeszli na cmentarz prawosławny, gdzie odbyły się modły ekumeniczne za zmarłych. Tutaj też odsłonili pomnik pojednania polsko-ukraińskiego oraz odczytali i podpisali wspólne oświadczenie „O pojednaniu – w 60. rocznicę tragicznych wydarzeń na Wołyniu”. Wskutek rzekomego błędu w tłumaczeniu na odsłoniętym pomniku pojawił się napis: „Pamięć, Żałoba, Jedność”, a według ustaleń powinno być: „Pamięć, Żal, Pojednanie”. Napis miał być zmieniony. Ale to nie jedyna „pomyłka”. Na cmentarzu katolickim także napis na dwóch mogiłach, do których złożono szczątki ofiar sprzed 60. lat, nie był zgodny z uprzednimi ustaleniami. Z napisu wypadło słowo „zamordowanych”.

Po uroczystości, wracając z cmentarza do autokarów, spotkaliśmy zorganizowane grupy Ukraińców niosących transparenty z napisami: „Wołyń wita prezydentów Ukrainy i Polski”. Nie trudno było domyśleć się, że były to grupy zorganizowane przez ukraińskich organizatorów uroczystości. A z naprzeciwka zbliżały się grupy niedoszłych demonstrantów  z czerwono-czarnymi flagami OUN. Mieli z sobą także transparenty; na jednym widniał napis: „Przepraszać powinni okupanci”. Chodziło oczywiście o Polaków. Ukrainiec z flagą przekonywał: „to nie Ukraińcy, a Polacy mordowali na Wołyniu”. Twierdzili, że w Porycku zginęło nie 200 Polaków, tylko najwyżej 100. I nie zostali napadnięci. UPA musiała zareagować, bo Polacy atakowali naszych. To AK była napastnikiem. W tym czasie z boku do rozmawiających podeszła Ukrainka w średnim wieku ze słowami: „Co wy, banderowcy! Nowy konflikt z Polakami, nową tragedię chcecie wywołać”? Po tych słowach grupa ruszyła dalej, w stronę cmentarza, na którym odbyły się uroczystości. Rzeczowa dyskusja z takimi ludźmi jest trudna, wręcz niemożliwa. Na Wołyniu, gdzie powstały pierwsze oddziały UPA, i gdzie dokonano masowych rzezi ludności polskiej, jeszcze dziś o podobnych poglądach jest wielu. Wiedzą i głoszą swoje, chociaż fakty mówią co innego. Można byłoby zadać im tylko jedno pytanie, a mianowicie: jak to było możliwe, że mniejszość polska stanowiąca na Wołyniu około 16% ludności mogła skutecznie atakować ukraińską większość (około 68%), biorąc pod uwagę przy tym słabość polskiego podziemia niepodległościowego organizującego dopiero swoje struktury konspiracyjne? Zaatakowanie silną już wówczas i liczną, dobrze uzbrojoną UPA byłoby oczywistym samobójstwem. Dla każdego logicznie myślącego twierdzenie o agresji AK na Wołyniu jest absurdem. Może być tylko jedno wytłumaczenie takiego stanowiska nacjonalistów ukraińskich: odrzucenie tego twierdzenia byłoby jednoznaczne z przyznaniem się do popełnienia zbrodni wobec ludności polskiej, mającej charakter ludobójstwa, i rozwiałoby legendę o bohaterstwie UPA walczącej o niepodległość Ukrainy. Okazuje się zatem, że na krytykę i rzeczową dyskusję o krwawych wydarzeniach wołyńskich oraz o przeszłości UPA jest jeszcze na Wołyniu za wcześnie.

Do Warszawy wracałem z mieszanymi uczuciami. Po 60-ciu latach milczenia o wydarzeniach wołyńskich, tu w Porycku, nad zbiorową mogiłą ofiar zbrodni nacjonalistów ukraińskich, z ust prezydentów Polski i Ukrainy usłyszeliśmy prawdę o tragedii ludności polskiej na Wołyniu. Uroczystości poprzedziło uchwalenie wspólnego oświadczenia przez parlamenty Polski i Ukrainy. Uczyniono w ten sposób olbrzymi krok dla pojednania między naszymi narodami. Uważałem to za przełom w ocenie naszej wspólnej, ale jakże tragicznej historii. Liczyłem się z tym, że to co uchwalono w obu parlamentach, i to co powiedzieli prezydenci na uroczystości stworzyło warunki do zintensyfikowania prac badawczych historyków polskich i ukraińskich, udostępnienia im dokumentów archiwalnych pozwalających na rzetelną ocenę wydarzeń wołyńskich, i w konsekwencji zamknięcia tej niechlubnej karty historii. Niepokoiły mnie tylko pewne ekscesy i zachowania grup skrajnych nacjonalistów ukraińskich, które pojawiły się pod koniec uroczystości. Tylko zdecydowane działania podjęte przez milicję ukraińską i służbę bezpieczeństwa nie dopuściły do zakłóceń przebiegu uroczystości. Także sama organizacja uroczystości ze strony ukraińskiej dawała wiele do przemyślenia. Wśród uczestniczących w uroczystości ze strony ukraińskiej było znacznie więcej ochraniających funkcjonariuszy milicji i służby bezpieczeństwa ubranych po cywilnemu niż zwykłych obywateli. Nieliczni obywatele z różnych stron dzisiejszego Obwodu Wołyńskiego byli odpowiednio dobrani i dowiezieni. Z Państwowego Uniwersytetu Wołyńskiego im. Łesi Ukrainki w Łucku obecny był tylko jeden profesor i jedna pracownica naukowa, a przecież z uwagi na charakter i rangę uroczystości zainteresowanie nią mogło dotyczyć szerszego grona pracowników naukowych uczelni. Uważałem, że dobrze się stało, że taka uroczystość z udziałem prezydentów się odbyła. Ale i tu miałem pewien niedosyt. Wprawdzie wszyscy, którzy zabierali głos wzywali do pojednania, to jednak coś mi tu bardzo istotnego brakowało. Chodzi o przemówienie prezydenta Ukrainy, które było bardzo powściągliwe i zachowawcze. Nie powiedział otwarcie – tak jak to uczynił prezydent Polski - że zbrodnię na Wołyniu dokonała UPA. Tego nie da się przecież ukryć – fakty są nie podważalne. Była to zbrodnia, którą nic nie jest w stanie usprawiedliwić, i nie ma znaczenia to, co skrajni nacjonaliści ukraińscy oraz nieliczni ich zwolennicy mówią o roli OUN i UPA w zmaganiach o niepodległość Ukrainy. Wszystko to wskazywało, że nie tylko społeczeństwo ukraińskie ale i władze nie są jeszcze przygotowane do spokojnej, rzeczowej dyskusji o wydarzeniach na Wołyniu, że sprawa oceny zbrodniczej działalności OUN i UPA na Wołyniu w latach drugiej wojny światowej nie została zakończona. Stąd też obawy władz ukraińskich o przebieg uroczystości i podjęte ograniczenia. Z takim kłębowiskiem myśli różnych i nieuczesanych wracałem do Warszawy.

[1] Badania przeprowadzone prze CBOS w dniach 4-7 lipca 2003 r. na 952-osobowej, reprezentatywnej próbie losowo-adresowej dorosłych mieszkańców Polski.

[2] Dyskusja opublikowana w kijowskiej gazecie „Deń” 7 maja 2003 r.

[3] Stański Z., Stański W., Poryck miasteczko kresowe symbol tragedii Polaków na Wołyniu, Toruń 2005, s. 132.