12 maja 1943 r. bandy ukraińskie napadły na polskie wsie położone w powiecie Sarny. Były to: kol. Chwoszczowata, kol. Dołhe, Jaźwinki, kol. Karczemka, Janówka, Osty, kol. Stachówka, Konstantynówka, Katarzynówka, Futor Kopyszcze, Ugły, Załomy, St. Tutowicze, kol. Płoskie oraz pomniejsze osiedla i pojedyncze zabudo­wania Polaków.
W tym czasie Polacy już zorganizowali samoobronę. Polskie matki z dziećmi uciekały do miast i bliżej po­sterunków niemieckich. Podczas potyczki w dniu 12 maja 1943 roku zginął na Radzieżu - Libera Witold, 20-letni członek AK. Zginą od kuli ukraińskiej, pozostawiając żonę i dwoje dzieci - 2-letnią córkę i 6-miesięcznego syna.
 W kol. Stachówka w walce z UPA zginęło 32 Polaków z samoobrony oraz zamordowanych siekierami i spalonych żywcem zostało 18 osób - 5-letniego Gustawa Makarewicza ukraińscy rezuni zatłukli kijami, 25-letniemu Dominikowi Makarewiczowi rozpruli brzuch bagnetem.
W Stachówce chroniła się ludność uciekająca z okolicznych miejscowości przed Ukraińcami z UPA. W wiosce zbudowano schrony i inne umocnienia, udało się też uzyskać od Niemców zgodę na utworzenie samoobrony. Przygotowania te, niestety nie uchroniły wsi przed stratami. 15 maja Ukraińcy ponowili atak, ale mniejszymi siłami. Zamordowali kilka osób pilnujących bydła, w tym pięcioro dzieci, które zakłuli widłami. Jedna z napadniętych kobiet uratowała się, lecz miała obciętą jedną pierś (drugą karmiła niemowlę). W sukurs obrońcom przyszła samoobrona z Parośli II i Niemcy, którzy ujęli trzech Ukraińców (zostali później powieszeni we Włodzimiercu na bramie cerkiewnej). W następnych dniach patrole ukraińskie bestialsko zamordowały kilku mieszkańców wsi podczas prac w polu.
Fragment opracowania Zygmunta Bukowskiego "Poroda":
"12 maja 1943 r. na wieś napadli upowcy, którzy byli uzbrojeni w karabiny maszynowe i automatyczną broń ręczną. Polacy dysponowali kilkoma ręcznymi karabinami, które uzyskali od Niemców i, mimo przeważających sił napastnika, atak odparli. Po stronie polskiej straty wyniosły 32 zabitych, u przeciwnika - prawdopodobnie kilkunastu.
W boju zginęli: Stanisław Bułgajewski l. 20; Marcin Bułgajewski; Bronisław Brodnicki l. 32; Stanisław Łoś l. 37; Edward Pinecki l. 36; Zygmunt Wilczyński l. 30, mężczyzna ze wsi Czajków, l. ok. 19. Ponadto z ludzi nie uczestniczących w walce zostali zamordowani m. in.: Stanisław Andrzejewski (zarąbany siekierą); Gruszkowski (zwłoki zastrzelonego upowcy porąbali, gdy znaleźli przy nich karabin), jego syn Franciszek (zarąbany siekierą); Albina Bułgajewska (zastrzelona i następnie spalona); Dominik Makarewicz l. 25 (zamordowany przez rozprucie brzucha bagnetem); Szczęsny Makarewicz (zastrzelony); Michalina Makarcwicz (zastrzelona podczas ucieczki w pole); Gustaw Makarewicz l. 5 (zabity kijami); członkowie rodziny Pierzeckich; Wiktorowicz (zarąbany siekierą).
Ofiar pośród ludności nie uczestniczącej w walce nie byłoby, gdyby nie panika, która powstała wśród przebywających w schronach (zwanych też okopami), gdy upowcy podpalili domy znajdujące się na peryferiach. Wtedy niektórzy opuścili schrony i rzucili się do ucieczki w pola. Podczas tej ucieczki byli wyłapywani i mordowani. Wiele domów zostało spalonych".
--
Ireneusz Skotnicki - lipcowe wspomnienia z wyjazdu do Stachówki:
"Byłem w Stachówce z Łukaszem Kwolik (syn Marii - młodsza siostra Barbary z d. Gutowicz z poz. 3) w lipcu 2012 r. Babcia nam opowiadała, że po obu stronach drogi były wierzby i tak jest. Po jednej stronie całe pole w słoneczniku, a po drugiej żyto i tak jest. Czas tam się zatrzymał i tam gdzie jest wioska Kanonicze, domy, droga itp - tak jak przed wojną. Jedynie prąd jest podciągnięty do domostw. Byliśmy sami bez wycieczki. Gdy powiedzieliśmy, że jesteśmy z Polski i że rodzina pochodzi że Stachówki, byli dla nas bardzo mili i gościnni. Częstowali czym mieli, mlekiem, słoniną i jakimś rosołem ze skwarkami. Pojechaliśmy z nimi do Stachówki, bo sami byśmy nie trafili. Droga została i to wszystko. Pola pola i lasy. W koło gdzie była Stachówka zasiany jest owies, w środku jest łąka, rosną drzewa i chaszcze. Po lewej stronie jest krzyż gdzieś w środku trawy. Nie ma mogiły, po prostu trawa i jeden mały znicz już dawno wypalony. Krzyż jest stary, popękany i nie ma na nim nic, żadnego nazwiska zamordowanego (bezimienny). Dalej jest lub był staw, gdzie chodzono się kąpać. Wyschnięty, chaszcze i trawa rośnie. Zostały dwie jabłonie tam gdzie moja rodzina (Lebiedziejewskich) miała sad. Niestety, to wszystko co pozostało po Stachówce. I jeszcze to, że wszędzie są dziury pokopane jakby leje po bombach. Pytam się Ukraińca, co to jest, a on mówi: szukają złota i skarbów. To jest chore, przecież wioska była biedna, a oni dalej ich niepokoją.
Tak zakończyła się nasza podróż tam gdzie są nasze korzenie, naszej kochanej rodziny i tam gdzie zamordowano tylu Polaków. Pamięć musi w nas pozostać nie tylko dla starych ludzi, ale dla młodego pokolenia. Ja i Łukasz nigdy nie zapomnimy o tym co stało się w Stachówce na Wołyniu. Nasze dzieci tak samo będą pamiętać jak my. Pamięć ich musi pozostać nie tylko w sercach, ale tak samo w czynach. Na drugi rok znowu pojedziemy i odwiedzimy to co zostało po Kolonii Stachówka. I jeszcze jedno - nie ma co się bać, ludzie (Ukraińcy) naprawdę są pokojowo nastawieni do Polaków. Byliśmy sami i nikt do nas nie miał jakiś pretensji. Wręcz przeciwnie, my mówiliśmy, że wyście nas mordowali".

enfrdeitptrues

78. rocznica ludobójstwa

Reklama

 

Szukaj w serwisie

Statystyki

Odsłon artykułów:
2836187

Odwiedza nas 116 gości oraz 0 użytkowników.

cpr certification online
cpr certification onlinecpr certification onlinecpr certification online