Woronucha wieś na Wołyniu

       Pamięci Kazimierza Żukowskiego

  Ucieczka

W marcu 1942 roku zostaję wywieziony do obozu pracy w Równem. Jestem z kolegą Adolfem Brisiło, spotykam tam również koleżankę szkolną Halinę Daczkowską z Janówki.

Po sześciu tygodniach ładują nas do transportu. Zanim pociąg ruszył w głąb Niemiec zdecydowałem się uciekać, mimo ostrzeżenia „stój!” i strzałów. Za mną biegła jakaś dziewczyna, która widocznie też nie miała ochoty na tamtą wycieczkę. Pogubiliśmy się gdzieś w płotkach między domami, nie miałem więc szczęścia nawiązać z nią rozmowy. Po dziesięciu minutach byłem w dzielnicy Grabnik, gdzie mieszkała moja ciotka Renia. Musiałem ją tęgo przestraszyć, gdy wpadłem zdyszany, bo patrzyła na mnie jak na kogoś z innego świat. Po kwadransie opuszczałem przedmieścia Równego mając w ręku węzełek z żywnością na drogę. Kiedy znalazłem się parę kilometrów za miastem, usiadłem w przydrożnym rowie, aby się odprężyć i posilić czymś z zawiniątka, które dała mi ciotka. U niej nie mogłem przecież pozwolić sobie na posiłek. Trzeba było uciekać z tego miasta czym prędzej.

Przede mną była dość daleka droga - sześćdziesiąt kilometrów do Woronuchy. Ale mając osiemnaście lat, ciesząc się doskonałym zdrowiem i kondycją, nie było to dla mnie nic wielkiego. Zahartowało mnie również codzienne pokonywanie przez kilka lat szesnastokilometrowego odcinka drogi z domu do szkoły w Ludwipolu i z powrotem. Miałem zatem przed sobą jedynie niebezpieczną drogę. Należało przejść przez wsie i osady ukraińskie, gdzie sposobiono się do rozprawy z Polakami. Były to: Białe Krynice, Antopol, Horodyszcze, Poligon, Tuczyn, Lewanówka, Pustomyty, Woronów, Haczan, Lipniki (skąd pochodzi kosmonauta Hermaszewski), dalej Niewirków, Szczekiczyn, Suchy Róg i... Woronucha. Po krótkim odpoczynku i posiłku wyruszyłem w dalszą drogę. Zawiniątko z pozostałym prowiantem porzuciłem, by nie zwracać nim na siebie, jak na obcego wędrowca, uwagi.

Dzień był słoneczny, ciepły. Pachniała młoda zieleń. Byłem dobrej myśli i pewien siebie. Szybki w nogach, umiałem też dobrze zdzielić pięścią w razie konieczności. Teren pełen był zagajników i zarośli, a w dali widniał masyw leśny ciągnący się hen, ku oddalonej Słuczy. Poszedłem spokojnie do Lewanówki, kolonii zamieszkałej przez Polaków. Postanowiłem tam chwilę odpocząć, bowiem na otwartej przestrzeni między osadami biegłem dobrym kłusem. Podszedłem do przedostatniej chałupy, stanąłem przed wrotami wypatrując kogoś na podwórku. Nie chciałem wchodzić do mieszkania woląc mieć wokół siebie wolną przestrzeń, a nie cztery ściany. Ukazała się starsza kobieta. Spostrzegła mnie, zaczęła uważnie badać wzrokiem. Milczałem nie wiedząc jakiego lepiej użyć języka, polskiego czy ukraińskiego. Usłyszałem wreszcie pytanie:

- Do kogo ty chłopcze?

Czytaj więcej...

Oni zastali tu bo ich ziemie zostały zabrane Polsce

26 lipca 1944 roku a więc zaledwie kilka dni przed wybuchem powstania przybywa do Kampinosu polskie wojsko dobrze uzbrojone. Przybywa z daleka, z Puszczy Nalibockiej, z województwa nowogródzkiego. Około 900 żołnierzy, 4 szwadrony kawalerii , 3 kompanie piechoty, żandarmeria, kwatermistrzostwo, szpital , konie, broń, amunicja. 
Przybyli do Warszawy pokonując setki kilometrów w terenie zajętym przez Niemców, wśród sowieckich zasadzek, band, rabusiów. Zaprawieni w bojach z 2. wrogami, pod dowództwem porucznika Adolfa Pilcha przeszli przez pierścień modliński i most w Nowym Dworze. 
Dzisiaj w Dziekanowie Polskim spotykam tych, którzy ocaleli i przyjechali opowiedzieć jak było. Oni zastali tu bo ich ziemie zostały zabrane Polsce, a ich rodziny wymordowane. Przeszło pół wieku o żołnierzach spod kresowych stanic nie wolno było mówićAlina Czerniakowska opowiada historię Zgrupowania Stołpecko – Nalibockiego w jednym ze swoich doskonałych filmów, które powinny być lekturą obowiązkową w szkołach, mediach i urzędach. 
  Wczesnym rankiem 15 sierpnia wojsko wyruszyło do Lasek. Za piechotą jechał sznur furmanek konwojowanych przez oddziały kawalerii. Wszyscy byli obładowani bronią, amunicją i żywnością. Po południu oddziały osiągnęły Sieraków. Partyzanci spod Iwieńca, Derewna, Stołpców, Radoszkowic czy Rakowa, z nadgranicznych rubieży polskich, uradowani byli, że idą walczyć o stolicę swej ojczyzny – pisał we wspomnieniach Adolf Pilch „Dolina” o wsparciu powstańców na Starym Mieście przez oddziały leśne poprzez atak na Gdański Dworzec. 
 „Wspomnienia „Partyzanci trzech puszcz” zostały napisane przez jednego z 316 legendarnych cichociemnych, zrzuconych do kraju, który mógłby swoim wojennym życiorysem obdzielić kilka postaci; oficera Armii Krajowej zaliczającego się do grona najwybitniejszych polskich dowódców partyzanckich ostatniej wojny - przez dziesięciolecia skazanego przez komunistów na zapomnienie, dosłownie wymazanego z historii; dowódcy, którego oddziały przeszły szlak bojowy wiodący spod starej granicy, z Puszczy Nalibockiej, poprzez Puszczę Kampinoską w lasy Kielecczyzny, walcząc z wrogami wolności naszego kraju - Niemcami i Sowietami - staczając przy tym ponad 200 walk i potyczek(…) Wreszcie wielkiego patriotę, którego udziałem stała się emigracja polityczna i który wygnany z ojczyzny mógł odwiedzić ją dopiero pięćdziesiąt pięć lat po wojnie, a życie zakończył na obcej ziemi” – napisał we wstępie dr Kazimierz Krajewski.
Podczas uroczystości, które dzisiaj odbyły się w  Warszawie przy pomniku żołnierzy AK (inskrypcja o polskich żołnierzach  ze Zgrupowania Stołpecko – Nalibockiego została dopisana dopiero w 2001 roku !) poległych w walkach o Dworzec Gdański padły nazwiska i wiek kilkunastu spośród 400 poległych w dniach 21-22 sierpnia 1944 r

Czytaj więcej...

Wstrząsająca książka Krystyny Lemanowicz „Osaczenie. Polski Wołyń w ogniu nienawiści

Właśnie pod takim tytułem, jak p/w ukazała się w sierpniu 2018 r. recenzja Zuzanny Przeworskiej (http://www.wydawnictwomediazet.pl/?p=1514&fbclid=IwAR0JPG3GS69yqPXuqlmdZKLp-iuYImp6QJZTZbI9Z8CpY-cy7Ya-5k55b8o ) poświecona książce która umknęła  zapewne nie tylko mojej uwadze, a bardzo cennej w 75 rocznicę "Rzezi Wołynia". Niestety nie było głośno o tej pozycji, chociaż powinno. Wydawca: Wydawnictwo Media Zet Zuzanna Przeworska pisze, że : "Licząca aż 1226 stron! – książka Krystyny Lemanowicz „Osaczenie. Polski Wołyń w ogniu nienawiści” to rzecz o zbrodniach ukraińskich nacjonalistów na Polakach w czasie II wojny światowej”. Dzieło obejmuje kilkadziesiąt sfabularyzowanych opowieści o tej tragedii. Książka została wydana z okazji 75 rocznicy Rzezi Wołyńskiej, przypadającej 11 lipca. „Książka jest hołdem dla poległych i zakatowanych Polaków. Oparta jest na wiarygodnych źródłach na podstawie relacji żyjących świadków pamiętających terror okupacji rosyjskiej, okupacji niemieckiej i działających band OUN – UPA. Wśród tych relacji są także wspomnienia moich już śp. Bliskich – rodziców, Babci…” – pisze we wstępie do książki Krystyna Lemanowicz. – Przedstawiam w niej bezmiar cierpień ludzkich, poniżania i upodlenia człowieka przez  człowieka. Ukazuję też męstwo i odwagę tych umęczonych ludzi, którzy przeciwstawiali się złu w obronie swoich bliskich i ukochanej Ojczyzny. Setki tysięcy niewinnych Polaków zginęło. To cisi bohaterowie walki o Polskę, polską ziemię, polskie domy, polską tożsamość i prawdę”. Historie opowiedziane przez świadków wydarzeń – nie tylko Polaków, ale i Ukraińców –  są wstrząsające. Autorka je literacko sfabularyzowała, dzięki czemu stały się bardzo obrazowe, pełne ekspresji – porażają ogromem nieszczęść, okrucieństwa, wyciskają łzy. Są wyjątkowym świadectwem pamięci. Absolutnie zgadzam się ze stwierdzeniem, że "Tę książkę powinno się przeczytać, bo jest częścią martyrologii narodu polskiego. Niewątpliwie wzbogaca ona wiedzę o przemilczanych przez dziesięciolecia kartach historii o rzezi wołyńskiej".  Wydawca informuje nas również, że  :" Przedmowę do książki napisała Ewa Siemaszko – znana autorka książek o zbrodniach popełnionych przez ukraińskich nacjonalistów na Polakach na Wołyniu podczas II wojny światowej."  Poniżej prezentujemy za wydawcą słowa  w/w przedmowy ; " Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej najpierw Wołynia, potem Małopolski Wschodniej w latach 1939-1946, pozostawiło w sercach i umysłach Polaków – byłych mieszkańców zdepolonizowanych ziem II Rzeczypospolitej Polskiej, a zwłaszcza tych, którym los oszczędził śmierci – głębokie ślady w psychice. Trauma i lęk przed nacjonalistami ukraińskimi były nie do pokonania, mimo upływu czasu.

Czytaj więcej...

Tylko mądrzy, dbający o swoje zdrowie unikają zarazy

Gdy myślę nocą o Niemcach, sen mnie opuszcza” - tym zdaniem zaczyna Dieter Schenk, niemiecki historyk i kryminolog, historyczną relację „Noc morderców. Kaźń polskich profesorów we Lwowie”. 
To jedna z tysięcy zbrodni dokonanych przez Niemców  na Polakach będąca częścią planu wymordowania polskiej inteligencji. Została dokonana przez członków Einsatzkommando zur besonderen Verwendung, do tej jednostki należało 250 mężczyzn - to była banda morderców. Z prawnego punktu widzenia nie ma żadnych wątpliwości, że każdy, kto wziął udział w akcji aresztowania, automatycznie stał się współsprawcą morderstwa, gdyż aresztowanie było częścią całego planu wymordowania polskiej inteligencji (Dieter Schenk)

    Po napaści Niemiec na Polskę 1 września 1939 r. Oświęcim (niem. Auschwitz) dekretem Hitlera z 8 października 1939 roku został wcielony do III Rzeszy i znalazł się administracyjnie w Niemczech, w powiecie bielskim (Landkreis Bielitz) rejencji katowickiej (Regierungsbezirk Kattowitz) prowincji Górnego Śląska (Provinz Oberschlesien).
    Konzentrationslager Auschwitz został założony przez niemieckie władze policyjne w 1940 roku celem izolacji Polaków, polskich więźniów politycznych – głównie schwytanych członków różnych organizacji konspiracyjnych. 

    14 czerwca 1940 roku przywieziono do KL Auschwitz pierwszy transport polskich więźniów politycznych; z więzienia w Tarnowie przybyło łącznie 728 osób. Wśród nich było kilkunastu obywateli polskich narodowości żydowskiej. 
Dużą grupę w pierwszym transporcie stanowili osiemnasto-, dwudziestoletni uczniowie gimnazjów i studenci aresztowani jesienią 1939 roku oraz zimą i wiosną 1940 roku w różnych miejscowościach Polski południowej (okolice Nowego Targu, Zakopanego, Nowego Sącza, Krynicy, Sanoka). Podążali w kierunku granicy ze Słowacją z zamiarem jej nielegalnego przekroczenia i przedostania się przez Węgry do Francji, do tworzonej tam przez gen. Władysława Sikorskiego polskiej armii. Niemcy określali ich mianem „turystów” bądź „graniczników”.
Oprócz „turystów” w transporcie przywieziono do obozu także organizatorów akcji przerzutu na Węgry. Byli to głównie mieszkańcy Zakopanego i okolic, narciarze i przewodnicy tatrzańscy. Wśród nich Bronisław Czech – znakomity narciarz, taternik, trzykrotny uczestnik olimpiad.
W transporcie znaleźli się również członkowie utworzonego jesienią 1939 roku Związku Walki Zbrojnej, liczną grupę stanowiła też młodzież aresztowana wiosną 1940 roku w ramach akcji AB wymierzonej w polską inteligencję, zaangażowana w działalność konspiracyjną, polegającą m.in. na kolportowaniu ulotek i nielegalnej prasy. Obok wspomnianej grupy uczniów i studentów, byli także nauczyciele, prawnicy oraz urzędnicy. Przeważali ludzie bardzo młodzi. (IPN)

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp9.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

mapka.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 298 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
8152704