Zygmunt Jan Rumel – żołnierz, poeta, syn osadnika

 „Niech tam orły dziobami pieśń skraszą, A teorban piosenkę zakwili... Bo o wolę on naszą i waszą Śpiewał – zanim spoczął w mogile” – pisał Zygmunt Rumel w sierpniu 1941 r. w przeczuciu śmierci, podobnie jak wielu poetów tragicznego „pokolenia Kolumbów”. Wiele lat później, z okazji wydania zbiorku jego poezji pisał o nim Jarosław Iwaszkiewicz: „Jednym słowem był to jeden z diamentów, którym strzelano do wroga. Diament ten mógł zabłysnąć pierwszorzędnym blaskiem. To, co pozostało po Rumlu, świadczy o tym dobitnie [...] Nazwisko warte zapamiętania, bo oznacza ono niezwykłego młodzieńca, prawdziwego poetę – a przy tym umysł oryginalny.” Zygmunt Jan Rumel urodził się 22 lutego 1916 r. w Piotrogrodzie jako syn Władysława Rumla i Janiny z Tymińskich. Talent poetycki – pisze Anna Kamieńska – odziedziczył zapewne po matce, piszącej pod pseudonimem Liliana. Ojciec, z wykształcenia inżynier rolnictwa, był oficerem Wojska Polskiego  uczestniczył w kampanii 1920 r., za co został odznaczony Krzyżem Virtuti Militari. Po wojnie osiadł jako osadnik wojskowy w powiecie krzemienieckim koło Wiśniowca. Tam, na wsi, minęło dzieciństwo Zygmunta. Szkołę średnią ukończył w Krzemieńcu. Podczas nauki w Liceum mieszkał w dworku należącym niegdyś do rodziny J. Słowackiego. Tutaj zachwycał się poezją Wieszcza i czytał kolegom swoje pierwsze utwory. Jako licealista należał do Wołyńskiego Związku Młodzieży Wiejskiej (WZMW), do którego należała również młodzież ukraińska. Rozwój WZMW na Wołyniu wówczas był imponujący. W latach trzydziestych działało tam 75 kół z 1674 członkami; w powiecie krzemienieckim 18 kół z 474 członkami, w tym z 325 Ukraińcami. Zygmunt Rumel jako uczeń uczestniczył w bogatym życiu społeczno-kulturalnym i sportowym. Jego wiersze i artykuły drukował „Nasz Widnokrąg” – pismo licealistów, w redakcji którego także sam uczestniczył. Współpracował również z Uniwersytetem Ludowym w Różynie, pomagał przy redagowaniu pisma „Młoda Wieś – Mołode Seło”. Działalność społeczna w WZMW umożliwiała Rumlowi i jego kolegom bliższe poznanie regionu i problemów ówczesnej wsi wołyńskiej. Dwujęzyczna społeczność wołyńska, współistnienie dwóch kultur, polskiej i ukraińskiej, wzajemnie się przenikających i wzbogacających, wywarły głęboki wpływ na wrażliwą osobowość Rumla i jego późniejszą twórczość   poetycką, zaliczaną do romantycznej „szkoły ukraińskiej” w poezji polskiej. Po ukończeniu liceum w 1935 r. Rumel podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie Warszawskim. Był tam również aktywnym członkiem Zrzeszenia Byłych Wychowanków Liceum Krzemienieckiego. Zrzeszenie kontynuowało głębokie więzi z ruchem ludowym i młodzieżą wołyńską. Na UW był członkiem grupy poetyckiej „Wołyń”, która zrzeszała utalentowaną młodzież. Wołyniacy na UW stanowili zwartą, patriotyczną społeczność, integrowali młodzież kresową, organizowali życie towarzyskie, spotkania, obozy.

Czytaj więcej...

KALENDARIUM LUDOBÓJSTWA: GRUDZIEN 1944 oraz „W roku 1944”

  1 grudnia 1944 roku:

We wsi Hińkowce pow. Zaleszczyki banderowcy zamordowali 30 Polaków. Czesława Kierzyk z domu Lewicka: „W moją pamięć, 11-letniego wówczas dziecka, mocno wryły się wydarzenia 1 grudnia 1944 roku. W tym dniu na każdym domu polskiej rodziny w Hińkowcach (powiat Zaleszczyki) wywieszono ogłoszenia bandy UPA, w których nawoływano do natychmiastowego opuszczenia wsi. Jednocześnie grożono, że w przeciwnym razie stanie się z nami to, co z Żydami. Jeszcze tej samej nocy dokonano okrutnego mordu na Polakach. Noc była jasna. Śnieg, który przyprószył ziemię, odbijał blask księżyca. Bandyci zbliżali się do wsi od strony Zaleszczyk z Hartanowic w kierunku Tłustego. Szli pieszo, niektórzy jechali wozami. Ostatni podpalali polskie domy. Oszczędzali tylko te, które sąsiadowały z domami ukraińskimi z obawy, że ogień się rozniesie. Widać, że mieli dobre rozeznanie w terenie. Był to najtragiczniejszy dzień w historii Hińkowiec. Spalono bardzo dużo domów. Cała wieś stała w ogniu. Widzieliśmy, jak strzelano do uciekających ludzi. Tak zginęła matka Franciszka Kolerżaka, która uciekała, niosąc go na rękach. Kiedy upadła trafiona kulą, na jego oczach zabito podbiegającą do nich starszą siostrę. Zamordowano Bronisława i Edwarda Kutkowskich, Linkiewiczów i wielu innych. W stajni Jana Kowalskiego spłonęły 2 piękne konie i krowy. Wielu Polaków ukrywało się tej nocy, podobnie jak w noce poprzednie. Niektórych przechowali Ukraińcy. Stanisława Harnasiuk przechowała aż 18 osób. Śmierci uniknęła też mieszkająca w pobliżu Ludmiła Baraniecka z dziećmi (Emilią i Janem), która również się ukrywała przed bandą UPA. Bandyci próbowali podpalić ich dom, mieli jednak z tym problemy, gdyż był kryty blachą, a nie strzechą. Przez okno wrzucili ładunek wybuchowy, który zniszczył wnętrze. Następnego dnia rano właścicielka młyna, Maria Komunicka zabrała moją rodzinę oraz innych na wóz i zawiozła do Zaleszczyk. Wieś opuściło wiele polskich rodzin. Te wydarzenia wpłynęły ostatecznie na decyzję o wyjeździe z Zaleszczyk na Ziemie Odzyskane. Trzeba było jednak jeszcze czekać na odpowiednie dokumenty i wagony do transportu. Trwało to dość długo. Mieszkaliśmy w domach po wymordowanych wcześniej Żydach. Widzieliśmy, jak Dniestrem płynęły drzwi z przybitymi do nich zwłokami ludzkimi. Zabraliśmy ze sobą niewiele dobytku. Kiedy w następnych dniach co odważniejsi wrócili do domów, aby zabrać jeszcze potrzebne rzeczy, okazało się, że w mieszkaniach niczego już nie było. Zostały rozszabrowane. Nawet obrazy zdjęto ze ścian. Z Zaleszczyk wyjechaliśmy dopiero wiosną 1945 roku.” (Czesława Kierzyk z domu Lewicka; w: kotlactive.pl/.../relacje-i-wspomnienia-osadnikow-rejonu-gminy-kotla-2012-czesc-2-2...  ).

Czytaj więcej...

Antypolskie działania ludności ukraińskiej miały wówczas miejsce we wszystkich powiatach Wołynia

Początek wojny na Wołyniu miał w miarę spokojny przebieg. Jedyną niedogodnością dla mieszkańców województwa były nasilające się z upływem czasu naloty Luftwaffe. Dotyczyły one jednak jedynie większych miast, takich jak Włodzimierz Wołyński, Równe i Łuck, które były dużymi węzłami komunikacyjnymi lub znajdowały się tam duże garnizony wojskowe. Choć na początku września stacjonujące w wymienionych miastach oddziały znajdowały się na froncie, to wykorzystano istniejące zapasy oraz infrastrukturę i starano się formować nowe jednostki. Pomimo iż przywódcy ludności ukraińskiej w Polsce zadeklarowali lojalność wobec państwa polskiego, władze polskie były przekonane, że postawa społeczności ukraińskiej będzie zależna od sytuacji na froncie. Bardzo poważnie obawiano się wówczas wybuchu ukraińskiego powstania. Nic też dziwnego, że w dniach 1-2 września na obszarze Małopolski Wschodniej oraz Wołynia rozpoczęto akcję internowania osób uznanych za tzw. element antypaństwowy. Zatrzymano wówczas i skierowano do miejsc odosobnienia blisko 7 tys. Ukraińców podejrzewanych przez polskie władze o przynależność do Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Wobec pogarszającego się coraz bardziej położenia militarnego, czego zwiastunem były pojawiające się na tym terenie kolumny uciekinierów cywilnych oraz żołnierzy z jednostek tyłowych i rozbitych jednostek frontowych WP, już 10 września wydano rozkaz o rozpoczęciu przygotowań do obrony Wołynia przed nadchodzącymi od zachodu oddziałami Wehrmachtu. Utworzono wówczas kordon na Bugu, którego zadaniem było zatrzymywanie napływających z zachodu żołnierzy i oficerów WP i kierowanie ich do wyznaczonych miejsc koncentracji, w których miano formować nowe oddziały. Niestety, sytuacja uległa dramatycznemu pogorszeniu rankiem 17 września, kiedy to na całej długości granicy polsko-sowieckiej oddziały Armii Czerwonej przeszły do natarcia. Nowemu agresorowi starały się przeciwstawić jednostki KOP, które – znacząco osłabione przez odesłanie ludzi i sprzętu do walki z Niemcami – nie były jednak wstanie stawiać długiego oporu. Na Wołyniu najcięższe walki toczyli żołnierze pułku KOP „Sarny”, którzy w oparciu o wybudowane jeszcze przed wybuchem wojny fortyfikacje nad Słuczą starali się powstrzymać sowieckie natarcie. Wobec ogromnej przewagi nieprzyjaciela dowódca pułku, ppłk Nikodem Sulik, podjął decyzję o rozpoczęciu odwrotu swoich oddziałów 19 września w godzinach popołudniowych. Jego celem było dołączenie do głównego zgrupowania KOP, które pod dowództwem gen. Wilhelma Orlika-Rückemanna wycofywało się w kierunku zachodnim. Zamiar ten powiódł się całkowicie. Niestety nie wszystkim oddziałom udało oderwać się od nieprzyjaciela.

Czytaj więcej...

W Polsce wciąż prowadzony jest projekt „ powielanie zakłamania historii Polski”

Dziękuję w tym tomie swojemu nauczycielowi, profesorowi Andrzejowi Sulimie Kamińskiemu, którego wykładów słuchałem z kaset, które w stanie wojennym docierały do Polski. Wizja obywatelskiej Rzeczypospolitej, o której nikt lepiej od niego nie umiał opowiadać,  docierała nie tylko do profesorów przyszłych amerykańskich i izraelskich uczelni ale także do studentów z Polski.  I za to jestem bardzo profesorowi wdzięczny i mam nadzieję, że Rzeczypospolita będzie mogła mu podziękować za jego wkład w zmienianie fatalnego obrazu Rzeczypospolitej. Mało kto zrobił tyle na świecie by ten obraz wyprostować – mówił znakomity historyk, profesor Andrzej Nowak podczas premiery IV tomu Dziejów Polski.
Prof. Andrzej Sulima-Kamiński wymyślił , że na Georgetown University można i trzeba powołać Centrum Polskiej Historii i przygotował całą koncepcję z pomocą prof. Andrzeja Nowaka. Jest z nami również pani Eulalia Łazarska, która wspólnie z prof. Andrzejem Sulimą Kamińskim i również  przy pomocy prof. Andrzeja Nowaka, od wielu lat prowadzi projekt Recovery Polish History, w którym historyczne podręczniki akademickie, które ukazują się w świecie recenzowane są także z punktu widzenia historii Polski.  Nikt chyba  tyle nie zrobił dla naprawy tego, co fałszywie i niepełnie pokazuje się o historii Polski, co ten projekt.  Do realizacji projektu prof. Andrzeja Sulimy Kamińskiego potrzebne jest wyłącznie finansowanie rządu polskiego –Józef Orzeł uzupełnił wypowiedź profesora.

Finansowanie od lat ( przez wszystkie dotychczasowe ekipy rządzących) z moich, podatnika pieniędzy, w większości jest kierowane w Polsce na powielanie zakłamania lub niepełne prezentowanie historii Polski narzucone już w Polsce Ludowej. Wciąż ta sama narracja historii dokonań narodu polskiego, historii państwowości, historii dziedzictwa narodowego, historii kultury i sztuki i to zarówno w polskich podręcznikach szkolnych i akademickich, w polskich filmach, w polskich programach telewizji publicznej, w polskich placówkach kulturalnych i naukowych…, w przestrzeni publicznej. Wciąż autorzy wyedukowani w niewiedzy o pięknej  historii Rzeczypospolitej a raczej w pogardzie dla wielkości Polski i jej obywateli (z wyjątkiem Polski Ludowej, raju tworzonego przez komunistów dla szczęścia socjalistycznych obywateli) wpajanej im w komunistycznej narracji.
Dlaczego nie ma nadzoru merytorycznego, historycznego, naukowego nad treścią tworzoną za nasze wspólne, polskiego narodu pieniądze, by odkłamywać na korzyść ukazania ukrywanych dotąd dobrych stron Rzeczypospolitej a nie kontynuować fałszowanie historii Polski? W Polsce od wielu lat prowadzony jest projekt „ Zakłamanie  historii Polski”.

Czytaj więcej...

GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp8.jpg

PAMIĘTAJ PAMIĘTAĆ

Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud5.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 509 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
8483219