Gdy myślę nocą o Niemcach, sen mnie opuszcza” - tym zdaniem zaczyna Dieter Schenk, niemiecki historyk i kryminolog, historyczną relację „Noc morderców. Kaźń polskich profesorów we Lwowie”. 
To jedna z tysięcy zbrodni dokonanych przez Niemców  na Polakach będąca częścią planu wymordowania polskiej inteligencji. Została dokonana przez członków Einsatzkommando zur besonderen Verwendung, do tej jednostki należało 250 mężczyzn - to była banda morderców. Z prawnego punktu widzenia nie ma żadnych wątpliwości, że każdy, kto wziął udział w akcji aresztowania, automatycznie stał się współsprawcą morderstwa, gdyż aresztowanie było częścią całego planu wymordowania polskiej inteligencji (Dieter Schenk)

    Po napaści Niemiec na Polskę 1 września 1939 r. Oświęcim (niem. Auschwitz) dekretem Hitlera z 8 października 1939 roku został wcielony do III Rzeszy i znalazł się administracyjnie w Niemczech, w powiecie bielskim (Landkreis Bielitz) rejencji katowickiej (Regierungsbezirk Kattowitz) prowincji Górnego Śląska (Provinz Oberschlesien).
    Konzentrationslager Auschwitz został założony przez niemieckie władze policyjne w 1940 roku celem izolacji Polaków, polskich więźniów politycznych – głównie schwytanych członków różnych organizacji konspiracyjnych. 

    14 czerwca 1940 roku przywieziono do KL Auschwitz pierwszy transport polskich więźniów politycznych; z więzienia w Tarnowie przybyło łącznie 728 osób. Wśród nich było kilkunastu obywateli polskich narodowości żydowskiej. 
Dużą grupę w pierwszym transporcie stanowili osiemnasto-, dwudziestoletni uczniowie gimnazjów i studenci aresztowani jesienią 1939 roku oraz zimą i wiosną 1940 roku w różnych miejscowościach Polski południowej (okolice Nowego Targu, Zakopanego, Nowego Sącza, Krynicy, Sanoka). Podążali w kierunku granicy ze Słowacją z zamiarem jej nielegalnego przekroczenia i przedostania się przez Węgry do Francji, do tworzonej tam przez gen. Władysława Sikorskiego polskiej armii. Niemcy określali ich mianem „turystów” bądź „graniczników”.
Oprócz „turystów” w transporcie przywieziono do obozu także organizatorów akcji przerzutu na Węgry. Byli to głównie mieszkańcy Zakopanego i okolic, narciarze i przewodnicy tatrzańscy. Wśród nich Bronisław Czech – znakomity narciarz, taternik, trzykrotny uczestnik olimpiad.
W transporcie znaleźli się również członkowie utworzonego jesienią 1939 roku Związku Walki Zbrojnej, liczną grupę stanowiła też młodzież aresztowana wiosną 1940 roku w ramach akcji AB wymierzonej w polską inteligencję, zaangażowana w działalność konspiracyjną, polegającą m.in. na kolportowaniu ulotek i nielegalnej prasy. Obok wspomnianej grupy uczniów i studentów, byli także nauczyciele, prawnicy oraz urzędnicy. Przeważali ludzie bardzo młodzi. (IPN)



    W ulotce „Zachować pamięć 2019” międzynarodowej organizacji  „Polsko – Niemiecka Współpraca Młodzieży (PNWM) czytam :  celem programu jest umożliwienie większej ilości młodzieży z Polski, Niemiec i ewentualnie kraju trzeciego wspólnego odwiedzenia miejsc pamięci hitlerowskiego terroru. W czasie spotkania młodzi ludzie powinni poznać historię miejsca pamięci…uczestnicy powinni mieć okazję do dyskusji nad ksenofobią, wykluczeniem, przemocą czy uprzedzeniem”.
    W Międzynarodowym Domu Spotkań Młodzieży w Oświęcimiu oprócz cytowanej ulotki ( jednej z wielu) mieszkała grupa  młodych obcokrajowców, wolontariuszy zaproszonych w ramach projektu PNWM. Czy według szefa  portalu TVP Info Samuela Pereiry PNWM organizuje szopkę i ściąga prowokatorów do Auschwitz?
 
Celem organizatorów Dni Polonii i Polaków Auschwitz 14-15 sierpnia 2019 było umożliwienie większej liczbie Polaków z kraju i Polonii wspólne odwiedzenie miejsca pamięci niemieckiego terroru, niemieckiej zagłady Polaków. I pochylenie głowy nad rozpaczą, cierpieniem i bólem niewinnych ofiar bezbożnej ideologii przekraczającej swym okrucieństwem granicę człowieczeństwa. Wielu z nas przyjechało ze wspomnieniem bliskich zamordowanych w Auschwitz. W czasie spotkania uczestniczyliśmy we Mszy św. odprawionej na terenie obozu Auschwitz w rocznicę męczeńskiej  śmierci świętego o. Maksymiliana Marii Kolbe. O. Maksymilian  przywieziony został do Auschwitz 28 maja 1941 r. W odwet za ucieczkę jednego z więźniów Niemcy wybrali dziesięciu ludzi na śmierć głodową. O. Maksymilian Maria Kolbe zgłosił się na ochotnika na śmierć głodową za innego więźnia, ojca i męża. Zmarł 14 sierpnia 1941 r. dobity zastrzykiem fenolu. Jego ciało zostało spalone w krematorium następnego dnia. 
    W homilii wygłoszonej w celebrowanej przez elitę polskich duchownych Mszy św.  słuchaliśmy słów, które w naszej wierze katolickiej mówią o słuszności stania w wierze w Boga, w prawdzie i w miłości bliźniego. Tylko ta postawa chroni przed wykluczeniem, przemocą, uprzedzeniem czego doświadczyliśmy od naszych odwiecznych wrogów podczas II wojny światowej jak i po jej zakończeniu. 
    I czego doświadczamy w wyniku kolejnej odsłony ksenofobicznej, wykluczającej, stosującej przemoc i uprzedzenie ideologii neomarksizmu kulturowego, który w barwie tęczowej  wkracza do naszych mediów, szkół, uczelni a przede wszystkim naszych dusz i rozumów niczym zaraza. I tylko mądrzy, dbający o swoje zdrowie unikają zarazy –pochwalił ks. prof. Tadeusz Guz zasłuchanych w jego słowa w przepełnionej po brzegi auli Klasztoru Salezjanów tak serdecznie, tak gościnnie nas przyjmujących. A dyskusja rozgorzała na dobre po zakończeniu akademickiego wykładu ks. prof. Tadeusza Guza, filozofa i teologa. 

Niemcy zdecydowali się przeprowadzić zagładę Żydów w drugim obozie, w Birkenau. Budowa rozpoczęła się w październiku 1941 r. Powstała komora gazowa zwana bunkrem 1. Jednorazowo wejść do niej mogło 800 osób. Łącznie do obozu Niemcy przywieźli ok. 1,1 miliona Żydów. Przywożono z okolic Oświęcimia i dalszych stron Polski a przede wszystkim ze Słowacji, Protektoratu Czech i Moraw, Niemiec, Austrii, Francji, Belgii, Holandii, Norwegii, Włoch, Jugosławii i Grecji. Większość ludzi bezpośrednio z pociągów prowadzono do komór gazowych, zaraz po przyjeździe i selekcji na rampie. 200 tys. zarejestrowano w obozie, gdzie ponad połowa zginęła w wyniku brutalności esesmanów i funkcyjnych, pracy ponad siły, niedożywienia, katastrofalnych warunków higienicznych i związanych z tym chorób i epidemii (warunki życia) oraz selekcji w obozie.

Od  stycznia 1943 roku pociągi z Żydami kursują z Berlina prosto do Auschwitz. W stolicy mieszka jeszcze 30 000 ludzi. Ciągle kogoś deportowali, każdy miał krewnych czy znajomych, którzy nagle znikali. Proszę sobie wyobrazić, mamy sąsiada którego do wczoraj widywaliśmy a rano już go nie ma. Mało tego, nie wysyła żadnych pocztówek ani listów- zeznają Żydzi, świadkowie tamtych okrutnych czasów w dokumentalnym filmie. 
Czy uczestnicy dyskusji organizowanych przez PNWM dyskutują  o brak reakcji Niemców Żydów i nie Żydów na znikanie tysięcy sąsiadów zza płota ? Dlaczego nie protestowali , nie szukali, nie ukrywali swoich sąsiadów? Dlaczego godzili się na wykluczenie, na przemoc, na ksenofobię? 

W publikowanym manuskrypcie Barucha Milcha (żydowskiego lekarza urodzonego w Podhajcach na ziemi tarnopolskiej, pracującego w szpitalu w Tłustem) „Szkodliwe robactwo ludzkości czyli mój testament po Hitlerjadzie” przechowywanym w ŻIH w Warszawie czytam:
Taki mieliśmy początek…wszędzie wywiesili chorągwie sino-żółte, głoszące powstanie samoistnej Ukrainy. Ustanowili różne władze administracyjne, założyli swoją milicję ukraińską –Sicz, składająca się z wiejskich parobczaków i ciemnych elementów, a każdy drugi był starostą lub komendantem. Jak już wspomniałem , po wioskach wszystkich Żydów wymordowali, w miasteczkach tylko tych na kogo mieli oko. Okropne działy się rzeczy w innych miastach-we Lwowie, Tarnopolu, Czortkowei, Brzeżanach, Stanisławowie..Ukraińcy pierwsi dali przykład, pokazali drogę, tak że nie darmo Niemcy wyrazili się, że niejednego jeszcze od Ukraińców się mogą nauczyć

W każdym mieście stworzono dla Żydów Judenraty  i zaczął się wstęp do dalszej gehenny. U nas ja też wybrany zostałem do Judenratu. Nie wiedziałem jeszcze, czym to pachnie i bardzo intensywnie udzielałem się w niesieniu pomocy potrzebującym, jak też w ustanowieniu pewnego bezpieczeństwa dla ludności żydowskiej. Dostęp do miejscowych władz prawie wszędzie miałem i tutejsza aryjska ludność odnosiła się do mnie z respektem za bezinteresowne leczenie jej z poświęceniem prawie. Dlatego też na samym początku po zlikwidowaniu miejskiego ambulatorium ustanowili mnie kierownikiem tutejszego szpitala i lekarzem miejscowej Siczy…
Jak tylko się przekonałem, że Judenrat został stworzony nie po to, żeby Żydom pomagać i ich zabezpieczyć, tylko po to, żeby ich zniszczyć i wyplenić – według  hasła Hitlera, które mówi: „Urn Juden zu vernichten, muss man Juden hahen (Żeby zniszczyć Żydów, trzeba do tego Żydów mieć) - zacząłem się pomału z Judenratu wycofywać.
Z drugiej strony, zaczęli się do tej instytucji garnąć Żydzi o zimnej i egoistycznej krwi, ludzie wyzuci z wszelkich uczuć, moralności. Przymusowo też, zarządzeniem Kreisjudenratów, w skład których od razu weszli wyrafinowani łajdacy, a które stały w kontakcie bezpośrednim z Gestapo, zatrzymano z początku w każdym Judenracie dwie albo trzy osoby porządniejsze, jako figury maskujące.
Ale później i te lepsze osoby zepsuły się i szły szlakiem zbrodniarzy, a jak nie zdołały tak kroczyć, a samobójstwa też nie popełniały, to prędzej czy później kończyły w więzieniu czy łagrze.
W każdym razie Judenrat stał się narzędziem w rękach Gestapo do niszczenia Żydów, a jak sami członkowie później się wyrażali, że są „Gestapem na ulicy żydowskiej”. Wszędzie powołali do siebie Ordnungsdienst, jako organ wykonawczy, składający się z najgorszych elementów, jak rozbijaków, rzeźników, koniarzy, tragarzy, których jakby dla komedii ubrano w mundury z gwiazdką dawidową na kaszkiecie, jako broń dano im porządne pałki do rąk i to miała być policja żydowska utrzymująca porządki na ulicy żydowskiej.
W gruncie rzeczy Judenrat zaczął prowadzić politykę rabunkową w celu napełnienia własnych kieszeni i też tymi pieniędzmi podkupił władze i Gestapo, ale tylko w celu zabezpieczenia losu swego i najbliższej rodziny. Żeby bezinteresownie  Judenrat któremu Żydowi pomógł, nie znam ani jednego wypadku. A o ile dział opieki społecznej od czasu do czasu któremu biedakowi pomógł, dając mu kilka złotych, to później ta kostka rzucona w gardle mu stanęła, gdyż tacy najbiedniejsi przy łapaniu do łagrów albo przy akcjach byli pierwszymi jako element będący dla Judenratu ciężarem, tak że nieszczęśliwcy już bali się ubiegać o pomoc, zdychając z głodu i zimna.
Do wykonania swoich niecnych czynów, jak ściąganie podatków i nałożonych kontrybucji, łapanie do lagrów, rewizje i napady na domy żydowskie, Judenraty używały swoich Ordnungsdienst, którym dawali procent z łupu, a ci w liczbie dziesięciu -piętnastu napadali na ludzi, bijąc w okrutny sposób, niszcząc, rabując cokolwiek się dało, a to ze straszną bezwzględnością. Prawo do tego dostali od Gestapo, które pono im zagroziło, że muszą się tak z Żydami obchodzić, inaczej to na nich się skrupi, a Żydzi gorzej na tym wyjdą.
Do większych przedsięwzięć Judenrat do pomocy wziął sobie często policję ukraińską, a nieraz i Niemców. W trzecim miesiącu mojej przynależności do Judenratu udało mi się całkiem wycofać, a to w chwili, gdy przeprowadzano nałożoną przez Gestapo na miasto kontrybucję złota i srebra. Z początku energicznie i w tej akcji brałem udział, sam też dużo dałem, nawet pierścionki ślubne, ale gdy zauważyłem różne kombinacje i malwersacje w tej robocie dopuszczone przez niektórych członków Judenratu, a mianowicie niektóre rzeczy zniesione przez najbiedniejszych Żydów formalnie ginęły pod ręką, tedy porządnie się zirytowałem, pokłóciłem się i udało mi się wystąpić.
Fatalnie to się jednak na mnie odbiło, gdyż od tej chwili zaczęli mnie strasznie szykanować, dokuczać podatkami i zabierać różne rzeczy z domu, a później, gdy Judenaltesterem został mianowany lekarz, to ten jeszcze wyładował swoje osobiste porachunki na tle zawodowym, kompletnie mnie zniszczył. On właśnie też w wielkiej mierze przyczynił się do ostatecznej tragedii mojej rodziny. Nie dał mi chwili spokoju, żebym miał wolną głowę pomyśleć o schronieniu rodziny. Cokolwiek trzeba było dla Judenratu, posyłał do mnie szukać i bez pardonu zabierali. Kilka razy nasłał Niemców sprowadzających się do naszego miasta, żeby objęli moje mieszkanie. Podatki niemożliwe dostawałem. Dwa razy o mało nie spowodował, że mnie mieli zabrać do lagru, gdzie potrzebny był lekarz. Przed władzami gadał, że byłem donosicielem NKWD, że wszystkie rzeczy szpitalne sobie przywłaszczyłem... Rył też i nastawał na moje stanowisko lekarza urzędowego, bo to mnie poniekąd broniło, a to tak długo, że magistrat sprowadził na moje miejsce lekarza aryjczyka, który lekarzom Żydom i całemu miastu dał się dobrze we znaki. (...)
 
"Chcemy przyczynić się do rozwoju odwagi cywilnej i dojrzałości obywatelskiej uczestników projektów" - czytam w ulotce PNWM. Czy wystarczy odwagi cywilnej do realizacji projektu polsko - niemieckiego poruszającego opisane przez Barucha Milcha zachowania?