Powiat kowelski w pierwszej połowie 1943 r. nie znalazł się w strefie morderczych akcji OUN-UPA skierowanej przeciwko ludności polskiej. Nie wykluczone, że agitatorzy OUN przybyli na Wołyń dość długo nie mogli znaleźć posłuchu wśród miejscowej ludności, która żyła w dobrosąsiedzkich stosunkach z Polakami. Potwierdzają to liczne relacje świadków wspominające o informacjach od zaprzyjaźnionych Ukraińców , mówiące o całonocnych zebraniach organizowanych przez agitatorów z Galicji. "Zaraza galicyjska" jak to określali sami Ukraińcy z Wołynia, dość długo nie mogła znaleźć posłuchu wśród  ukraińskich  mieszkańców tego terenu. A warto w tym miejscu wyjaśnić, że powiat w większości zamieszkany był przez ludność ukraińską liczącą 185,4 tys. (72,7%)., a Polaków było zaledwie 36,7 tys. (14,4%) osób.  Sporadyczne przypadki mordowania Polaków, tłumaczono jako porachunki międzyludzkie, albo bandyckie napady.  Bojówki OUN były zbyt słabe by ujawniać swoją obecność. Prawdziwe zagrożenie pojawiło się z chwilą wzmocnienia  ich  przez dezerterów z ukraińskiej policji będących na służbie niemieckiego okupanta. Około 6 tys. Ukraińców w pełnym uzbrojeni uciekło do lasu  w przeciągu marca i kwietnia 1943 r. Polacy zaczęli zauważać obecność oddziałów UPA i coraz więcej docierało niepokojących wiadomości z sąsiednich powiatów.

Druga połowa 1943 r. to "Apogeum Ludobójstwa Polaków na Wołyniu" dokonanego przez OUN-UPA. Jak wynika z Archiwum SBU Obwodu Wołyńskiego d. nr. 11315 ( t I cz II str. 28)  przywódca OUN-B na Wołyniu Dmytro Kljaczkiwskiyj  "Kłym Sawur" w czerwcu 1943r. przekazał tajna dyrektywę : w sprawie całkowitej- powszechnej fizycznej likwidacji ludności polskiej.  Dotarła ona między innymi do Jurija Stelmaszczuka " ps. "Rudyj" który stał na czele OW UPA "Turiw" obejmującego zachodnie tereny Wołynia  , czyli Łuckie, Kowelskie, Włodzimierskie i Horochowskie.  Do realizacji dyrektywy na okręg kowelski "Rudyj" wyznaczył - "Hołobenkę" ( Andryj Dolnićkyj ) a  na rejon turzyski, owadnowski, oździutycki i pozostałe- "Sosenkę" ( Porfiryj  Antoniuk).  Oddziały UPA  terroryzowały ukraińską ludność cywilną, stosując zasadę kto nie idzie z nami ten jest przeciwko nam. Szykując napad na polską wieś w pierwszej kolejności szły uzbrojone sotnie a za nimi  spędzona "czerń", wśród której oczywiście nie brakowało  głodnych rabunku zwykłych bandytów.  Sytuacja w powiecie kowelskim  w drugiej połowie 1943 r., w stosunku do pierwszej zmieniła. się diametralnie.  .Ofiarą zbrodni padło 3747-3753 osób (ustalona, minimalna liczba ofiar). Polacy ginęli w 154 miejscowościach.  Spalonych zostało co najmniej 2 kościoły i 3 kaplice.   W tym miejscu należy powiedzieć, że do  lipca 1943 r. w powiatach włodzimierskim, horochowskim, kowelskim i lubomelskim,  gdzie w pierwszym półroczu  napady na Polaków były sporadyczne, nie było żadnych placówek samoobrony. Wydarzenia z 11 lipca dopiero uświadomiły mieszkańcom w/w powiatów, że fala zbrodni zbliża się również do nich.

ZASMYKI

 Zasmyki  ( gmina Lubitów) były największą polską kolonią w okolicy, a nie jest wykluczone, że nawet w całym kowelskim powiecie. Były dużą wsią liczącą około 100 gospodarstw, w tym kilka dużych. W niektórych zabudowaniach mieszkało po dwie, trzy rodziny.  Długość Zasmyk przekraczała pięć kilometrów i to miejscami dość gęstej zabudowy. Otaczało je kilka  mniejszych polskich wsi, a mianowicie; od zachodu i południowego zachodu przylegała do Zasmyk wieś i kolonia Piórkowicze oraz częściowo wieś i kolonia Gruszówka . Od północy wzdłuż granic wsi rozciągały się  Stanisławówka i od północnego zachodu-Janówka.  Warto tu wspomnieć, że z Janówki i Stanisławówki do Zasmyckiego kościoła wiodła  doskonała ścieżka, ba -droga prawie tak szeroka, że w razie potrzeby nawet furmanki, a w zimie sanie, mogły tamtędy z powodzeniem przejeżdżać. Przed wojną działały tu Koło Związku Rezerwistów, placówka „Strzelca”, drużyna „Orląt”, Katolickie Stowarzyszenie Młodzieży Żeńskiej i Męskiej, a także Kółko Rolnicze. To później sprawiło, że w godzinie próby Zasmyki w odróżnieniu od innych miejscowości zdały egzamin, stając się jednym z największych na Wołyniu ośrodków samoobrony polskiej. W Zasmykach z najwyższa uwagą śledzono przebieg wypadków, obserwowano poczynania strony ukraińskiej. Doświadczeni wojskowi mężczyźni o niczym innym nie rozmawiali, jak tylko o tym, że trzeba coś robić, nie można lekceważyć, to oczywiste, ze po ucieczce uzbrojonej policji ukraińskiej w lasy, nic nie zdoła zahamować żywiołu.  Monika Śladewska:

 I tak już w pierwszych dniach maja z Zasmyk na Ostrów wozem konnym wyjechał  Zygmunt Śladewski , kierownik szkoły – Władysław Siudak oraz Tadeusz Gryczewski ( podoficer KOP) i Antoni Warduliński. Uznali, że to ostatni moment sprzyjający odkopaniu  dużo wcześniej ukrytej broni.  W czasie nocy odkopano broń wraz z zapasem amunicji: była dobrze zakonserwowana , w tym czasie okazała się skarbem bezcennym. Dokładnie nie wiadomo, czy ktoś ich wyśledził czy z innych powodów  doszło do nocnego incydentu z udziałem Ukraińców. 29 czerwca 1943 r. uzbrojona bojówka ukraińska przyszła do byłego komendanta Koła Rezerwistów: Zygmunta Śladewskiego z żądaniem wydania broni, grożąc wymordowaniem i spaleniem całej kolonii.  Oczywiście, że nie otrzymali tego co było dla Polaków na wagę złota i życia. Wręcz odwrotnie po tym incydencie jeszcze bardziej zaczęto do Zasmyk ściągać broń i amunicję ze wszystkich możliwych źródeł. Nie tylko odkopywano broń z 1939 r. ale kupowano również od Węgrów i Niemców za złoto lub "szpek" (  wędzone mięso i wyroby mięsne) albo za popularny bimber.

 Janówka

 Janówka ( gmina Lubitów) to wieś położona najbliżej Zasmyk, liczyła ponad 40 gospodarstw, w tym jedynie dwa ukraińskie oraz sześć niemieckich. Po wybuchu II wojny światowej Niemcy w ramach umowy niemiecko- radzieckiej wyjechali do Rzeszy, prawdopodobnie do Wielkopolski. Ukraińcy opuścili swoje gospodarstwa z chwilą zaostrzenia się stosunków polsko- ukraińskich, przenosząc się do wsi ukraińskich.  Domy stały blisko siebie co sprawiało, że wszyscy współżyli ze sobą jak w prawdziwej rodzinie, lubili się i szanowali.  Janówka była jednym wielkim sadem owocowym. Poza tym tonęła w zieleni olchowego lasu; poczynając od połowy wsi w kierunku zachodnim szumiały naokoło stare olchy, z domieszką brzóz, gdzieniegdzie dębów lub jesionów. I tak krajobraz ciągnął się aż do jeziora Romankiewiczów i dalej po krańce Batynia. Tu również bacznie obserwowano z niepokojem zmieniającą się sytuację. Istniejąca komórka konspiracyjna AK składająca się z rezerwistów WP, podobnie jak w Zasmykach organizowała zaopatrzenie w broń. Powiązania rodzinne i spotkania w zasmyckim kościele służyły nie tylko modlitwie i kontaktom towarzyskim. Warto  również wspomnieć, że tradycje myśliwskie (kłusownicze) wielu mieszkańców przyczyniły się do tego, że w większości domów zawsze znajdowała się jakaś broń, co jak się później okazało było bardzo dobrym zabezpieczeniem.

 Stanisławówka

To była najmniejsza polska kolonia sąsiadująca z Janówką i Zasmykami.  Mieszkało tam zaledwie 8 polskich rodzin i kilka niemieckich które wyjechały do Niemiec w ramach wymiany Niemców z Sowietami. Kilku konspiratorów współpracowało z komórką AK w Janówce.

 Radomle

 Na północny zachód od Zasmyk, w odległości około pięciu kilometrów, leżała niewielka kolonia Radomle ( gmina Lubitów}. Zamieszkiwali ją Polacy oraz kilka rodzin niemieckich. W roku 1940 Niemcy zostali repatriowani do Rzeszy i w ten sposób Radomle stało się miejscowością wybitnie polską Kolonia liczyła 23 gospodarstwa. Rodziny Soleckich, Kowalewskich, Dunajskich, Falickich i innych, połączone często więzami pokrewieństwa, stanowiły zwartą, zżytą doskonale rozumiejącą się społeczność. Przywiązanie do polskich tradycji narodowych, a także do kościoła rzymskokatolickiego, stanowiło wyraźny rys charakterystyczny mieszkańców tej wioski.  Tu również istniała zakonspirowana komórka AK do której należeli zarówno rezerwiści WP jak i zaufani  sąsiedzi wcześniej zaprzysiężonych. W zdobywanie broni zaangażowała się szczególnie rodzina Dunajskich, która własnym sumptem stworzyła spory arsenał, jak na tamte czasy.

 Lublatyn

 Lublatyn ( gmina Turzysk) to kolonia 31 numerów rozmieszczonych wzdłuż drogi po obu stronach o długości około 1,5 km. Na wschód od Lublatyna leżała wieś  Radomle, na południe była duża wieś ukraińska  Zadyby, której chutory częściowo graniczyły z Lublatynem. Przez Zadyby przepływała rzeka Turia. Od północy  las, a na wschód od lasu zaczynały się chutory ukraińskiej wsi Białaszów, do której  było ponad 3 km. Pola jej graniczyły z Lublatynem i z Radomlem i siegały aż cmentarza w Zasmykach. W okresie  zagrożenia ze strony Ukraińców, Polacy nie jeździli przez Białaszów traktem z Zasmyk do Kowla. Łączność między Zasmykami i Kowlem odbywała się przez Janówkę, Radomle, Lublatyn i Zieloną. W tej wsi podobnie jak w/w istniała grupa konspiracyjna AK o której mało kto wiedział.

.Kupiczów

Miasteczko Kupiczów usytuowany na wzgórzu za lasem lityńskim, 10 km na południe od Zasmyk został założony przez czeskich osadników, w siedemdziesiątych latach XIX wieku  W 1939 r. żyło tam 1264 Czechów, 10 rodzin polskich (urzędnicy, policjanci) i do 1942 r. 80 rodzin żydowskich. Kupiczów był siedzibą gminy. Po zajęciu Wołynia przez wojska niemieckie w czerwcu 1941 r. , władzę w Kupiczowie sprawowali policjanci ukraińscy na służbie niemieckiej.  W lutym 1943 r. Czesi w Kupiczowie założyli konspiracyjną, obronną organizację o nazwie "Aktyw", która stopniowo powiększała się, utrzymywała kontakty z polskim podziemiem. Czesi z Kupiczowa  już w czasie pierwszych napadów ukraińskich na polskie wsie udzielili uciekinierom szerokiej pomocy. Ukrywano Polaków i przeprowadzano do Zasmyk.

Powstanie  Ośrodka  Samoobrony Polskiej w Zasmykach

 

 

 

 

 

Leon Karłowicz (Mariański ) : Coraz częściej zaczynało się mówić o konieczności przygotowań do obrony. Tylko jak? Czym? Ktoś musiałby przecież taką obroną kierować, dowodzić, wcześniej zorganizować ją, tymczasem na nic takiego nie zanosiło się. (...)Ale czy w takim razie Ukraińcy nie zaskoczą nas w nocy, śpiących i nieprzygotowanych do ucieczki? Któż im  zdoła się przeciwstawić? I dokąd uciekać? Takie i inne pytania nękały nieustannie każdego mieszkańca Zasmyk i okolicznych wsi. Coraz częściej zaczęto wystawiać nocne warty, czuwać na zmianę, zwracać niespokojnie oczy wszędzie , skąd doleciał jakiś podejrzany głos.

Pierwsza placówka samoobrony Zasmyk  pojawiła się w lipcu 1943r. w zabudowaniach Śladewskich  pod dowództwem ppor. Mieczysława Wróbla z Nowego Dworu koło Kupiczowa, elewa szkoły podoficerskiej we Włodzimierzu Woł.  Niestety po kilku dniach kierowania oddziałem, dowódca zginął z rąk polskiej żandarmerii, będącej w służbie niemieckiej. Do dziś nie zostały wyjaśnione prawdziwe przyczyny tego zdarzenia. W tamtym czasie lawina innych zdarzeń zajęła uwagę mieszkańców Zasmyk. 13 lipca niespodziewanie do wsi zjechał pierwszy zbrojny oddział polski z Radowicz ( wieś odległa od Zasmyk ok. 10 km. w gminie Turzysk której blisko połowę stanowili Ukraińcy), pod dowództwem ppor.  Henryka Nadratowskiego ps. "Znicz".  "Grupa Radowicka" , jak  później   określano oddział w licznych opowieściach, składająca się z kolumny 8 wozów i 11  uzbrojonych kawalerzystów, w biały dzień przejechała przez ukraińskie wsie  Tahaczyn i Piórkowicze  wśród zaskoczonych ukraińskich mieszkańców. Nikt  wcześniej nigdzie na tym terenie nie widział uzbrojonego oddziału polskiego.             Ryszard Romankiewicz jadący na wozie wspomina:... wszyscy mieli  szare furażerki z przypiętymi orzełkami. Widok był imponujący, bo oto po kilku latach niewoli ukazali się nam polscy żołnierze z bronią w ręku, a oto ich nazwiska”

  1. Sobczyk Jan ps. "Buzdygan"- kbk
  2. Sobczyk Henryk ps. "Lisek" - kbk
  3. Golik Tadeusz ps. "Gwiazda" - kbk
  4. Łodej Mieczysław ps. N - kbk
  5. Bednarek Mieczysław ps. "Mantel" - kbk
  6. Rakowski Wacław ps. "Wicher" - kbk
  7. Romankiewicz Stanisław ps. "Zając"- kbk
  8. Romankiewicz Mieczysław ps. "Sarna" - kbk
  9. Romankiewicz Zygmunt ps. "Brzoza" - kbk
  10. Romankiewicz Antoni ps. N br. Krótka
  11. Nadratowski Henryk ps. "Znicz" - kbk

 

Natomiast mieszkańców Zasmyk poraziły Hiobowe wieści o wydarzeniach z dnia 10  lipca w Kustyczach, gdzie Ukraińcy zamordowali w okrutny sposób polskich parlamentariuszy ( w tym por.Zygmunta Rumla) i 11 lipca w Kisielinie , gdzie w kościele doszło do potwornego mordu Polaków podczas mszy świętej. Nie było na co czekać, należało się szykować na najgorsze. Jeden z ważniejszych głosów wspierających tworzenie samoobrony, obok statecznych gospodarzy, miał proboszcz z Zasmyk ks  Michał Żukowski. Jawne przybycie oddziału wcześniej czy później będzie miało swoje znaczenie w stosunkach polsko- ukraińskich. Fakt pojawienia się pierwszego zbrojnego oddziału wywołał przede wszystkim u Ukraińców potężne wrażenie. Zaczęto ten fakt przekazywać sobie z ust do ust, a każdy starał się coś do tego dodać i tak zaczęła tworzyć się legenda o potędze zasmyckiej bazy.   W końcu Wójt ukraiński w Turzysku, Tomczuk ogłosił sołtysom na sesji, że oni ( grupa radowicka) wywieźli do Zasmyk dwa wozy broni ręcznej i maszynowej. Tego rodzaju plotka sprzyjała Polakom, miała olbrzymie znaczenie propagandowe, budziła bowiem respekt Ukraińców wobec Polaków. Jednocześnie dosłownie codziennie przez Zasmyki zaczęły przejeżdżać furmanki wypełnione uzbrojonymi po zęby upowcami. Polacy oczywiście nie reagowali, czekając na groźniejsze gesty. Ukraińcy próbowali na różne sposoby rozpoznać siły obrony polskiej, ale Polacy nie dali się ani sprowokować ani nie ujawnili swoich sił.  Wtedy Ukraińcy zmienili taktykę wpraszając się  między 14 a 17 lipca do Zasmyk  na "dohowory" (rozmowy). Przybyli  Pohrebniak "Koszun" (Korsuń) i nieznany upowiec wysokiej rangi. a dla uwiarygodnienia swoich intencji wzięli jeszcze duchownego z Rokietnicy (gmina Lubitów). Stronę polską reprezentowali:  ks. Żukowski, kierownik szkoły Siudak i Bronisław Zamościński. Ukraińcy zaproponowali wspólną walkę z Niemcami oferując przy tym wymianę starej broni Polaków na nową od  UPA.. Powtarzali skąd inąd znaną śpiewkę o "gwarancjach bezpieczeństwa" dla ludności polskiej , na co strona polska oczywiście nie dała się nabrać. Strona polska już znała podobny przypadek z Dominopola, gdzie Ukraińcy po rozbrojeniu polskiej części wspólnego oddziału wymordowali bezbronnych Polaków. Obrońcy Zasmyk grając na czas odprawili Ukraińców z przysłowiowy "kwitkiem".. W tym czasie oddział  „Znicza”  początkowo kwaterował w gospodarstwie Śladewskich, a później przeniósł się do obejścia Zamościńskich W międzyczasie dotarł do Zasmyk goniec z Radowicz, który powiadomił dowództwo samoobrony, że Ukraińcy spędzili i uwięzili w szkole pewną ilość ludności polskiej z Radowicz z zamiarem wymordowania jej. Decyzję o przyjściu uwięzionym z pomocą podjęto natychmiast. Cały oddział wsiadł na dwie furmanki i kilka rowerów i ruszyło pędem do Radowicz. Nie wiedząc jednak jakimi siłami dysponuje przeciwnik, zastosowano szantaż. Udano się do sołtysa Ukraińca, którego Stanisław Romankiewicz  ps. "Zając"  sterroryzował przystawiając mu pistolet do głowy, zażądał wypuszczenia uwięzionych w ciągu 2 godzin, bo w przeciwnym razie wieś zostanie wybita i spalona. Szantaż powiódł się. Po dwóch godzinach uwięzieni w szkole Polacy zostali zwolnieni i odwiezieni do Zasmyk. Inspektorat .OW AK w Kowlu  będący w stałym kontakcie z konspiracją zasmycką postanowił tam skierować jednego z oficerów  Por. Władysława Czermińskiego ps. "Jastrząb" przybył do Zasmyk 16/17 lipca a razem z nim kpr. Józef Piątkowski ps. "Błyskawica", strz. Stanisław Piątkowski ps. "Dąbek", kpr. Antoni Jamrozy ps. "Orzech", sierż. Jan Czajkowski ps. "Lipiec" strz. Jan Ważydrąg ps. "Tarzan" i strz. Jan Burzyński ps. "Październik". Dokładnie nie wiadomo czy z tego powodu, ale 18 lipca pod wieczór do Zasmyk wjechały dwie furmanki uzbrojonych Ukraińców, którzy zachowywali się w sposób mocno prowokacyjny. Polacy z przysłowiowym palcem na spuście broni czekali na rozwój wydarzeń, ale wszystko zakończyło się jedynie na pokazie ukraińskiej siły. Pojawienie się w Zasmykach "Jastrzębia' przyczyniło się do intensywnych prac nad organizacją samoobrony. Po zapoznaniu się z sytuacją "Jastrząb"  stwierdził, że z Zasmyk nie można uczynić twierdzy z umocnieniami, z bardzo wielu powodów. dla przykładu, chociażby z tego by nie zwracać uwagi Niemców. Uznał, że najlepszą formą obrony dla Zaasmyk i innych okolicznych wsi będą "mobilne oddziały partyzanckie" i  lokalne oddziały samoobrony. Przyłączając do swojej grupy , "grupę radowicką" Jastrząb utworzył  pierwszy "lotny oddział partyzancki  AK".  W początkach formowania się oddziału „Jastrzębia” wstąpili ochotniczo z Zasmyk Leon Karłowicz „Rydz”, Stanisław Śladewski „Olszynka”, Leonard Gisyng „Złotówka” oraz inni. Z Aleksandrówki przybyli bracia Kijowscy, kpr. Antoni Kijowski „Otello” i szer. Edward Kijowski „Mo-Re” oraz wielu innych zgłaszających się ochotniczo, z różnych polskich osiedli.   Zasmyki będąc "Ośrodkiem samoobrony" włączyły w swój system obrony:  Janówkę, Stanisławówkę, Radomle , wsie z gminy Lubitów, oraz Lublatyn z gminy Turzysk., zabezpieczając tym samym bezpieczne połączenie, przez Zieloną, z Kowlem. Z czasem do w/w składu  systemu samoobrony wszedl jeszcze Kupiczów.

 W każdej z tych wsi ujawniły się grupy konspiracyjne tworząc lokalne oddziały samoobrony będące w kontakcie z Zasmykami. W Zasmykach komendantem  został "Znicz".  W Janówce dowódcą oddziału samoobrony został ppor. Tadeusz Paszkowski  ps. "Jawor" mieszkaniec tej miejscowości. W Radomlu sierżant  Józef Dunajski ps. "Brudny", również mieszkaniec tej wsi. . W Lublatynie dowódcą samoobrony był: plutonowy Aleksander Janowski ps. „Biały” ( nad całością) i dwóch drużynowych rezerwistów wojskowych, Skonieczny Bernard i Stefan Durka. Samoobrona  Lublatyna była podzielona na dwie grupy, z których jedna grupą rozpoznawczą od strony wsi Zadyby, a druga od strony wsi Białaszów. Poczynania strony polskiej niestety musiały być bacznie obserwowane przez Ukraińców , którzy za wszelką cenę chcieli zniszczyć tworzącą się  "Bazę Samoobrony Polskiej".

 Pierwszy  atak ukraiński miał nastąpić 24 lipca 1943 r.

 Po 20 lipca Polacy zaobserwowali wzmożony ruch w okolicach Tahaczyna i Piórkowicz Ukraińcy prawie jawnie zaczęli przygotowywać napad na Zasmyki. Na skraju  Lityńskiego lasu, na wysokości Abramowca gromadzili zbrojne oddziały. Jak wskazywały zebrane informacje  z różnych stron powiatu kowelskiego i sąsiednich ściągnęli do tego rejonu co najmniej kilkaset swoich „striłciw. Mimo, że Polacy jednak jeszcze l nie byli przygotowani do konfrontacji, to byli w stanie gotowości we wszystkich wioskach. Ukraińcy  przeceniając polskie siły, ściągnęli siły z całego powiatu..  Atak miał nastąpić 24 lipca 1943 r. Ukraińskie plany  pokrzyżowała jednak karna ekspedycja Niemców, ściągających od ludności zaległe kontyngenty zbożowe. Oddziały UPA otworzyły ogień do Niemców, co ostatecznie z oczywistych względów zakończyło się rozgromieniem Ukraińców. Niestety ta potyczka zakończyła się tragicznie dla polskich mieszkańców Abramowca ( kolonii wchodzącej w skład Radowicz). Kolonia została spacyfikowana przez rozwścieczonych Niemców. Zginęło wielu mieszkańców, a osada przestała istnieć, spłonęła.  Natężenie mordów w powiecie kowelskim to lipiec 1943 r. W 5 miejscowościach zginęło powyżej 100 osób, w tym w Gaju 600 Polaków. Na terenie powiatu kowelskiego ofiarą zbrodni padło 3747-3753 osób (ustalona, minimalna liczba ofiar). Polacy ginęli w 154 miejscowościach. Spalonych zostało co najmniej 2 kościoły i 3 kaplice.  Ogółem nacjonaliści zniszczyli 62 osiedla polskie.  Zasmyki  jednak zostały nie tknięte , a to z kolei spowodowało niezadowolenie  "Rudego", którego rozkazy były oczywiste "zniszczyć Zasmyki".  To dlatego 27 lipca  Ukraińcy ponownie zaprosili Polaków na  dalsze "dohowory". Tym razem już stronę polską reprezentował "Jastrząb" oraz kierownictwo samoobrony. Delegacja ukraińska składała się natomiast z 7 upowców wyższych rangą i duchownego prawosławnego. Ponownie strona ukraińska zażądała podporządkowania się polskiego oddziału, dowództwu UPA w imię wspólnej walki z Niemcami. Oczywiście nie było żadnej  możliwości by Polacy na to się zgodzili, ale nadal prowadzili tak rozmowy by zyskać na czasie. Pod pozorem zastanowienia się nad propozycjami przełożono rozmowy na dzień następny a miejscem spotkania była Suszybaba ( gm. Kupiczów).    28  lipca  polska strona znalazła pretekst by przerwać te rozmowy na czas bliżej nieokreślony . Tymczasem 2 sierpnia  oddział "Jastrzębia" powiększył się o następnych żołnierzy. Z okolic Turzyska przybył st. szer. Jan Kwiatkowski z kilkoma  ochotnikami, oraz grupa z kolonii polskiej Łuczyce; szer. Stanisław Skorupski ps. "Biały", szer. Stanisław Bekier ps. "Tsjfun", szer. Marian Steblewicz ps. "Morwicz" oraz szer. Józef Turowski ps. "Ziuk" Przybyła również 30 osobowa grupa podchor. . Tadeusza  Korony "Grońskiego" skierowana do Zasmyk po nieudanej próbie założenia samoobrony w rejonie Kamienia Koszyrskiego. Por. „Jastrząb” dobrze wiedział, że gra na zwłokę w rozmowach z Ukraińcami wcześniej czy później  musi się zakończyć, dlatego postanowił  rozpocząć walkę psychologiczną. Od początku sierpnia oddział partyzancki prowadził intensywne szkolenia i demonstracyjne przemarsze w pobliżu wiosek ukraińskich pokazując się w coraz większej liczebności, nawet z fikcyjnym uzbrojeniem. Rozpuszczano również wieści o pokaźnej pomocy przychodzącej do Zasmyk z za Buga. To wtedy ujawniły się już duże zdolności strategiczne tego oficera, które później przysporzyły mu sławy i chwały.  Dlatego też 15 sierpnia  to strona polska zaproponowała UPA "dohowory" ale już trochę z innej pozycji. Od samego początku odrzucono  możliwość podporządkowania się sił polskich Ukraińcom, przy jednoczesnym nie wykluczeniu wspólnej walki z Niemcami. Stawiając własne warunki takiej współpracy Polacy cały czas grali na czas. Dlatego rozmowy trwały jeszcze z przerwami  16 i 17 sierpnia oczywiście zakończone brakiem porozumienia. Jak dalece obłudni byli Ukraińcy w rozmowach pojednawczych okazało się w niedługim czasie .Oto wysłany do Julianowa za Turzyskiem patrol polski dnia 18 sierpnia 1943 r. został tam osaczony i ujęty przez oddział UPA. Pojmani partyzanci byli torturowani w okrutny sposób. Ledwie żywych, pokrwawionych i zmasakrowanych, powiązanych drutem kolczastym przewieziono do Suszybaby, gdzie zostali zamęczeni.: st .szer Jan Kwiatkowski „Mak”, szer. Mieczysław Bednarek „Mantel”, szr. Jarosz „Grab”, szer. Sztupiec oraz szer. Kościński. Uratowali się; dowódca patrolu kpr. Tadeusz  Krawiec „Kmicic” oraz Leszek Kędziorek „Szczepcio”.  Uciekli dzięki desperackim wyczynom i donieśli "Jastrzębiowi" o ukraińskich poczynaniach. Ten czyn wyraźnie ujawnił ukraińskie intencje wobec Polaków. Do Zasmyk docierało coraz więcej uciekinierów i małych oddziałów samoobrony z różnych rejonów powiatu.  18 sierpnia z okolic Hołób przybyli do oddziału :szer. Edmund Gawłowicz „Błysk”, szer .Bolesław Szymański  „Burza”, szer .Jan Bąk „Los”, szer. Jerzy Gderz  „Długi” , szer. Ksawery Skolimowski „Śmiały”, szer. Gdula (młodszy), szer. Świergalski oraz sześciu dalszych ochotników. Dynamicznie rozwijająca się sytuacja spowodowała, że 19 sierpnia 1943r. przybył do Zasmyk drugi oficer por.  Michał Fijałka ( cichociemny) ps.„Sokół”, skierowany tam przez mjr. Jana Szatowskiego ps.  „Kowal” ( Inspektorat AK w Kowlu) z zadaniem szkolenia młodego jeszcze wojska. Faktycznie przybywało dużo młodzieży bez żadnego przygotowania i bez broni. 22 sierpnia 1943 r. w lesie Lityńskim, koło leśniczówki Gruszówka, bojówka ukraińska zamordowała 7 osób jadących furmanką z Radowicz (gm.Turzysk) do zasmyckiego kościoła, w tym Adama Bartoszewskiego, lat 63, jego żonę Weronikę (Rozalię), lat 55; Ludwikę Daszkiewicz, lat 59, oraz cztery osoby o nieustalonych nazwiskach. Zwłoki odnaleziono po 3 tygodniach od mordu. W tym dniu po południu zamordowano następnych 13 mieszkańców Radowicz wracających z kościoła w Zasmykach, m.in. Marię Kiełbasę z synem Marianem (Józefem); Rozalię Kułakowską, lat 49, Stanisława Malinowskiego, lat ok. 50 i jego żonę Anielę, lat ok. 45, Ewę Młynek, lat 13. 23 sierpnia w kolonii Piórkowicze, gdy kilka rodzin powróciło do swoich zagród po żywność, zostali przez upowców zamordowani: Koperska, lat 35, żona Michała, Koperska, żona Karola, lat 40 i ich córka Maria, lat 10, Piotr Kursa, lat 58, Bronisława Szarwiło, lat 36, Matylda Szarwiło, lat 30.  Dowództwo bazy zasmyckiej, wstrząśnięte tymi zbrodniami wystosowało do Ukraińców pismo z ostrym protestem. W odpowiedzi na to 29 sierpnia 1943 r. Ukraińcy wysłali do Zasmyk pismo zawierające ultimatum do złożenia broni z terminem do południa 1 września 1943 r., grożąc w przeciwnym wypadku zniszczeniem  całej wsi.

Drugi atak ukraiński  miał nastąpić  1 września 1943 r.

 29 sierpnia, późnym wieczorem dotarł do Zasmyk chłop ukraiński z Gruszówki donosząc o przygotowanym napadzie na Zasmyki siłą dwóch sotni UPA oraz kilkuset chłopstwa z wozami na spodziewane łupy, uzbrojonych w siekiery, widły, kosy, łopaty do mordowania ludności polskiej. ( szacowano , że może to być ok. 600 osób).  Nie było już żadnych wątpliwości,  że tym razem Ukraińcy uderzą na Zasmyki. Po naradzie obaj oficerowie „Jastrząb” i „Sokół” zdecydowali się na akcję  wyprzedzającą działania upowców. Przyjęli taktykę obronną przez atak. Postanowili z zaskoczenia zaatakować siły ukraińskie zgromadzone w Groszówce. Po szczegółowym przeglądzie oddziału, wieczorem 30 sierpnia 1943 r., po uzupełnieniu amunicji, wydzieleniu chorych, oddział w liczbie 50 ludzi, razem z oddziałem pchr. „Grońskiego”, okrężną drogą przez las Lityński ruszył na tyły wroga. Ten uciążliwy marsz trwał całą noc, gdy według wskazań przewodników, o świcie 31 sierpnia 1943 r. oddział przeszedłszy zaroślami opodal niewielkiego jeziora, dokonał nagłego ataku na uśpiony oddział upowców. Zaskoczenie było całkowite. Upowcy nie spodziewali się Polaków atakujących ich ugrupowanie od tyłu, od strony przeciwnej niż Zasmyki. Zaatakowano z bezpośredniej bliskości bronią ręczną i granatami, wypędzając ich z okolic leśniczówki w zarośla. W bezładnej strzelaninie nie stawiali oporu. Po momencie pierwszego zaskoczenia upowcy jednak ochłonęli i częścią swoich sił zajęli stanowiska ogniowe. Wywiązała się ostra walka ale zakończona zwycięstwem strony polskiej. Podczas pierwszego natarcia zginął szer. Stanisław Romankiewicz ps. "Zając". W czasie walki ciężko ranny został również  st. szer.  Edmund Gawłowicz  ”Błysk” i lekko ranny w rękę Józef Turowski ps. "Ziuk". W pierwszym boju oddziału „Jastrzębia” zwycięstwo było całkowite. Groźne zgrupowanie banderowców zostało rozbite i rozproszone przy stratach własnych: 1 zabity i 2 rannych żołnierzy. Zdobyto ręczny karabin maszynowy, kilkanaście karabinów i sporo amunicji. Straty przeciwnika wyniosły kilkunastu zabitych i tylu rannych.. Uwierzono już w możliwość obrony własnymi siłami. Coraz więcej ludności zaczęło napływać do Zasmyk, coraz więcej młodzieży wstępowało do szeregów partyzanckich.         1 września w samo południe odbył się pogrzeb Stasia Romankiewicza, poległego we wsi Gruszówka. Na uroczystość przybyły tłumy ludzi, a przy trumnie stanęli z bronią jego towarzysze walki.. Po egzekwiach ksiądz Michał Żukowski wygłosił płomienne przemówienie.  Oznajmił, że dzwon, ukryty i milczący od 17 września 1939. właśnie teraz uderzy by  obwieścić:  powstanie skrawka wolnej, niepodległej Polski – Rzeczpospolitej Zasmyckiej, za którą oddał swoje młode życie Stasio Romankiewicz. Rozgromienie banderowskich sotni  spowodowało z kolei  szok u upowców i cywilnej ludności ukraińskiej okolicznych wsi, która z lękiem szeptała o pogromie swoich striłciw, przekonując się, że rzezie bezbronnej ludności nie zawsze uchodzą  płazem. Pochówki zabitych banderowców odbywały się bez pompy i rozgłosu, by nie siać defetyzmu i niechęci do atamanów OUN-UPA.

Pomoc dla ludności Osiecznika

 3 września, o zmroku oddział pod dowództwem por. „Jastrzębia” i por. „Sokoła” wymaszerował , by ratować przed zagładą ludność polską Osiecznika, odległego od Zasmyk o 20 kilometrów oraz zbiegłej tam ludności z sąsiedniego Werbiczna, ocalałej z rzezi, której dokonali tam dzień wcześniej banderowcy. W godzinach popołudniowych 4 września kolumna wozów dotarła do Zasmyk. Większość ewakuowanych zatrzymała się w kościele. Ludzie przedstawiali sobą okropny widok: byli krańcowo wyczerpani fizycznie i psychicznie, twarze mieli pokryte grubą warstwą kurzu i krwi z potem i łzami.. Nie wrócił z wyprawy Tadeusz Golik „Gwiazda” i Franciszek Siatka, mieszkaniec Osiecznika. Niestety nie było czasu na odpoczynek bo     5 września wstrząsnęła ludnością Zasmyk wieść o wymordowaniu mieszkańców polskiej wsi Budy Ossowskie. Przyniosła ją kobieta z dwojgiem dzieci, które cudem ocalały z rzezi i dotarły do Zasmyk. „Jastrząb” natychmiast wyruszył z oddziałem, by ratować ocalałych mieszkańców wsi, w której  wcześniej bezowocnie próbował zawiązać oddział  samoobrony.. Gdy przybył tam ze swoim oddziałem, zastał jedynie  widok zmasakrowanych ciał. W polach i zaroślach odszukano zaledwie kilka dorosłych osób oraz kilkoro dzieci, które zdołały się ukryć przed bandytami. Część mieszkańców uratowała się ucieczką do Włodzimierza i Turzyska  

Trzeci  atak ukraiński  miał nastąpić  8 września 1943 r.

6 września do Zasmyk dotarła wiadomość, że w Radowiczach Ukraińcy wymordowali tych Polaków co  wcześniej nie zdecydowali się na opuszczenie swoich gospodarstw. Dotarły również  wieści o ponownym gromadzeniu się znacznych sił ukraińskich   za lityńskim lasem , co mogło oznaczać, że mają zamiar zaatakować Zasmyki i inne okoliczne wsie polskie.  W rejonie Tuliczowa 10 km. od Zasmyk znajdował się kureń "Hołubenki" -sotnie "Bajdy", "Kubika" i "Zelazniaka", kureń "Szczuki" i kureń "Jaremy" oraz szkolna sotnia artylerii komandira Rozważenko. Na wysuniętych pozycjach czuwali  partyzanci, liczący wówczas ponad stu żołnierzy., ale noc minęła spokojnie..  Stan gotowości ogłoszono również dla oddziałów samoobrony Janówki, Radomla i Lublatyna. Gdy słońce wzniosło się ponad olszyny,  mieszkańcy polskich wiosek usłyszeli od strony Piórkowicz  dalekie serie karabinów maszynowych i wybuchy. Na horyzoncie wzbiły się w niebo czarne słupy dymu. Oceniono, że walka toczy się w Radowiczach i że to Niemcy  biją się z Ukraińcami.. Jak się potem okazało to kompania Wermachtu zmierzająca po kontyngenty natknęła się pod Radowiczami na sotnię "Bajdy" maszerującą w kierunku Kowla w celu odcięcia ewentualnej pomocy dla Zasmyk.. W tej sytuacji dowodzący całością "Rudyj" rzucił do walki dwie sotnie : "Kubika" i "Zelaznego". Późnym popołudniem bój ucichł, Niemcy byli zmuszeni do wycofania się w kierunku Kowla. Dla Polaków nie oznaczało to wcale nic dobrego, bo w każdej chwili można było się spodziewać  ukraińskiego ataku z za lityńskiego lasu, stan pogotowia trwał 8 września koło godz. 9-10 nagle od strony Piórkowicz rozległa się ponownie  ostra strzelanina, znacznie głośniejsza, a więc bliższa niż poprzedniego dnia. Grały karabiny maszynowe, coraz częściej rozlegały się wybuchy granatów czy pocisków artyleryjskich. Za lityńskim lasem wzbiło się w niebo kilka słupów czarnego dymu. Bój przybierał na sile. Ludność Zasmyk i okolicznych kolonii ogarniała trwoga. Wszyscy byli  przekonani, że teraz to już na pewno walczą polscy partyzanci, powstrzymując atak upowców. Bój jednak nie przybliżał się, a wprost przeciwnie – oddalał, chociaż nie słabł Jak zaczęła  bić artyleria, można było się domyśleć, że jedną ze stron boju są  jednak Niemcy i na pewno poradzą sobie z Ukraińcami.  W południe goniec potwierdził  przypuszczenia, co uspokoiło znacznie ludność. Jak się potem okazało tego dnia  Niemcy przybyli w sile batalionu i zaatakował banderowców w rejonie Radowicz i Tuliczowa. Trzy wozy pancerne rozbiły najpierw sotnię UPA, która maszerowała już, by obejść Zasmyki od północy i uniemożliwić ludności polskiej ucieczkę do Kowla. Po kilkugodzinnej bitwie Niemcy rozproszyli i wyparli blisko dwutysięczne zgrupowanie UPA w lasy Świniażyńskie, a sami pozostali na zajętym terenie – w Radowiczach, Tuliczowie i Kupiczowie.  Niemcy w tych miejscowościach zorganizowali terenowe garnizony, ufortyfikowane i dobrze uzbrojone w to wliczając artylerię. Oczywiście, że placówki te miały przede wszystkim za zadanie zabezpieczenie  płynności dostaw żywności  dla armii niemieckiej.  Ta nowa sytuacja przyczyniła się do czasowego powstrzymania działań bojowych UPA wobec ludności polskiej. Pomijając napady na małe grupy pracujących  w polu polskich rolników, można powiedzieć, że październik był okresem względnego spokoju. Warto w tym miejscu nadmienić, że rosnąca liczba uchodźców w Zasmykach spowodowały konieczność zorganizowania punktu sanitarnego. Dr Zagórski skierował tam kilka pielęgniarek ze szpitala w Kowlu, na czele z Janiną Szmagalską. Z tego szpitala dostarczano także niezbędne wyposażenie, narzędzia medyczne, leki oraz materiały sanitarne. Pielęgniarki zaangażowały do współpracy wiele miejscowych kobiet, dzięki czemu ranni mieli dobrą opiekę sanitarną.    

 Ataki UPA na Kupiczów. Współpraca polsko-czeska

Dnia 9 listopada Niemcy zwinęli swój polowy garnizon, w miasteczku Kupiczów,. 11 listopada wkroczyli doń banderowcy,. aresztowali czterech członków "Aktywu"       w tym pastora Jelinka, zakładnikom grożono śmiercią jeśli nie podporządkują się UPA i nie oddadzą broni.  Tylko dlatego, że przed plebanią zebrał się tłum mieszkańców, bojówkarze wycofali się. Nocą bojówki UPA rozłożyły się obozem z dwóch stron Kupiczowa. Z prośbą o pomoc przybył do Zasmyk łącznik Wacław Zapotocki. Po nocnym marszu, o świcie       12 listopada 1943 r. oddział "Jastrzębia", z częścią kompanii por. "Kani" i samoobrona czeska zaatakowali Ukraińców. Kupiczów znalazł się w rękach polskich i czeskich. Upowcy  jednak nie zrezygnowali, wzmocnione bojówki UPA usiłowały odbić tę osadę, z uwagi na przeważające siły napastników, były momenty dramatyczne, walka trwała cały dzień,  w końcu napastnicy  wycofali się. Oddział "Jastrzębia" wrócił do Zasmyk,  a w Kupiczowie została 40-to osobowa grupa partyzantów poolskich. Czesi otoczyli Kupiczów rowami strzeleckimi i zasiekami, wprowadzili całodobowe warty, polsko-czeską samoobroną dowodził ppor. Wilhelm Skomorowski ps. "Wilczur".  22-go listopada 1943 r. banderowcy, dowodzeni przez "Sosenkę", ponownie zaatakowali Kupiczów siłami ponad tysiąca ludzi, przy użyciu dwóch dział i "czołgu" (opancerzony sowiecki traktor z działkiem). Miasteczko było atakowane jednocześnie ze wszystkich stron. Mieszkańcy gasili pożary wzniecone przez wybuchy pocisków artyleryjskich, sytuacja była krytyczna, załoga kupiczowska walczyła resztkami sił i amunicji. Z pomocą oblężonym ponownie przybył oddział "Jastrzębia" i "Sokoła", ze strony zewnętrznej zaatakowano pierścień oblężenia, kontrnatarcie nastąpiło z kilku kierunków.  Ukraińcy wycofując się podpalili swój niefortunny "czołg". Kupiczów został obroniony i na stałe wszedł w system Zasmyckiej Bazy Samoobrony Współpraca polsko-czeska nie tylko przetrwała ale nabrała nowych wymiarów. To Kupiczów był miejscem cichej koncentracji oddziałów AK w grudniu 1943 r. A w styczniu 1944 r. była tu siedziba sztabu 27 WDP AK i szpital . Ponieważ Niemcy  zainteresowali się tak dużą koncentracją sił partyzanckich i zaczęli bombardować miasteczko sztab przeniesiono do wsi Suszybaba.

Czwarty  (ostatni) ukraiński napad na "Rzeczpospolitą Zasmycką" -  25 grudnia 1943 r.

Tym razem "Rudyj" wszystko zaplanował perfekcyjnie jak na akcję militarną przystało. Tu już prawdopodobnie nie chodziło o  fakt ciągle nie zniszczonego Ośrodka Samoobrony Zasmyckiej, ale zapewne zauważono ruch oddziałów AK zmierzających w tą okolicę. Dokonano skrupulatnie rozpoznania polskich  sił i ich lokalizacji.  Ustalono, że oddziały partyzanckie "Jastrzębia" i "Sokoła" jaki inne, przybyłe na zgrupowanie,  znajdują się w Kupiczowie, gdzie będą świętować Boże Narodzenie. Siły samoobrony  oszacowano na bardzo niskim poziomie, albowiem wiadomym było, że cała młodzież została wcielona do oddziałów partyzanckich. Niemcy, którzy ewentualnie mogli by zagrozić powodzeniu całej akcji likwidacji "Zasmyckiej  Bazy Samoobrony", nigdy nie ruszali w teren w święta. Zmieniono również kierunek ataku z Zadyb, gdzie skoncentrowano główne siły ( kilka sotni UPA) zaplanowano atak na polskie wsie:  Batyń, Radomle, Janówkę, Stanisławówkę i tym razem pozostawiając na koniec Zasmyki.  (W tym miejscu warto zwrócić uwagę na powielany od wielu lat i w wielu publikacjach, błąd  gdzie nawet historycy piszą, że dokonano napadu na Lublatyn, co jest nieprawdą o czym można dowiedzieć się czytając całość tego szkicu.

 

Aby odciąć możliwość odsieczy z Kupiczowa  zgrupowano stosunkowo duże siły, w tym artylerię, w lesie lityńskim i zaplanowano pozorowany atak na znajdujące się tam oddziały AK.  Jeżeli chodzi o oddziały samoobrony poszczególnych wiosek polskich, zostały postawione w stan alarmowy, zauważono gromadzenie się Ukraińców w okolicy Zadyb i Charuszy. W każdej wsi w wigilię wystawiono posterunki wartownicze na całą noc,  ale rano znacznie zmniejszono ich obsadę osobową.  25 grudnia, a nie 24 jak spodziewali się Polacy, w pierwszy dzień Bożego Narodzenia  w momencie artyleryjskiego ostrzału Kupiczowa, zagony UPA  które wcześniej zajęły pozycje ruszyły na w/w miejscowości. W Radomlu Ukraińcy  wjechali w sam środek wsi  udając Niemców ( a z tymi zgodnie z rozkazem dowództwa Polacy mieli unikać zbrojnego starcia). Radomle stanęło w ogniu, ginęli ludzie, a samoobrona zorientowawszy się kto atakuje, zorganizowała kilka punktów oporu. Jednym z nich był dom Wacława Soleckiego, który razem z siostrą ( ładującą broń) skutecznie bronił się pół dnia,  aż do przybycia polskiej odsieczy.  Przez małą wieś Batyń  upowcy przebiegli jak burza goniąc uciekających mieszkańców w kierunku Janówki.  . Tu również samoobrona została wprowadzona w błąd przez atakujących, bo pierwsze szeregi  Ukraińców szły w białych maskujących kombinezonach, jakich używali Niemcy.  Atakujących dostrzegł nie tylko wartownik z placówki w budynkach Bogumiła Szarwiło, ale i inni mieszkańcy.  Janówka i Stanisławówka znalazły się prawie w kotle, niedomkniętym  jedynie od strony Zasmyk.  Głośne   okrzyki  nacierających "Urra"  ujawniły z kim Polacy mają  do czynienie.   Po pierwszym zaskoczeniu  dowódca "Jawor" zorganizował linię oporu w której wzięli udział nie tylko żołnierze samoobrony ( ponad 30-tu), ale i wielu z uciekinierów posiadających broń. Kobiety i dzieci z Janówki uciekały  do Zasmyk i można powiedzieć, że  poza jedną cywilna ofiarą ( staruszka która nie chciała  uciekać) zamordowanych nie było Nie mniej w Janówce na zamarzniętym jeziorze doszło do okrutnego mordu na uciekinierach z Batynia. Prawdziwy dramat rozgrywał się natomiast  w Radomlu gdzie Ukraińcy  zamordowali wiele osób szczególnie uciekinierów. Tylko w jednym z  podpalonych domów zginęło 36 osób  o innych nie wspominając. Pierwszej pomocy walczącym w Radomlu udzielił przybyły z Lublatyna oddział  Józefa  Malinowskiego. (Był li to desperaci ( mściciele) którym Ukraińcy wymordowali prawie całe rodziny, jak ich dowódcy Malinowskiemu.) W tym czasie w kościele w Zasmykach ks. Żukowski odprawiał przełożoną z północy na 6 rano pasterkę, w której uczestniczyli również niektórzy mieszkańcy z Radomla i Janówki. N odgłos strzałów wszyscy wybiegli przed kościół by zobaczyć płonące już domy  Radomla i Janówki. Samoobrona Zasmyk szybko zorganizowała się na kilka sań i ruszyła z pomocą walczącym w Janówce i Stanisławówce.. Broniący się w Janówce zorganizowali linię oporu na skraju lasku olszynowego. Wycofali się na tyle by Ukraińcy nie zdążyli dokonać okrążenia ze wszystkich stron, chociaż  ciągle istniało takie zagrożenie. Pomoc z Zasmyk zablokowała ukraińskie skrzydło znajdujące się na wysokości wsi PiórkowiczeW tym czasie na tyły sił ukraińskich, od strony Zadyb, niespodziewanie uderzył oddział samoobrony polskiej sierż. Józefa Cienkusza „Liścia”,  przybyły z odsieczą ze wsi Zielona. Determinacja Polaków idących z pomocą była wielka, bo  ciągle słyszeli walkę mieszkańców Radomla w kilku miejscach i widzieli  płonącą część wioski. Ten atak zaskoczył Ukraińców pastwiących się nad mieszkańcami Radomla i wywołał panikę na tyłach atakujących Janówkę. . Samoobrona Janówki i Zasmyk  wykorzystała sytuację i ruszyła do kontrataku na zaskoczonych sytuacją Ukraińców, którzy nie mieli pojęcia kto zaatakował ich tyły. Również w tym czasie  od strony Piórkowicz z impetem wypadł  konny patrol  z kompanii  "Kani", która przebiła się przez siły UPA zgrupowane pod Kupiczowem.. ( Tam oddziały "Jastrzębia", "Sokoła" i "Łuna" rozbiły upowskie siły, blokujące drogę odsieczy dla  walczących wsi) Ukraińcy uciekali w popłochu  z Janówki i Radomla do samej  rzeki Turii, gdzie dostali się pod ostrzał Niemców, którzy sądzili, że są przez nich atakowani. ". .Z samoobrony  Janówki zginęli : :Stanisław Grochowski i Stefan Dulba, z  Zasmyk  Bolesław Gissyng, , oraz Antoni Romankiewicz z Radowicz..Czterech obrońców   zostało  rannych, Bonek Sakowicz, Antoni Kwiatkowski i, Kazimierz Daoliński i jeden z uciekinierów z innej wsi.  Liczba polskich  ofiar była jednak znacznie większa, bo  zginęło wielu z  oddziału Malinowskiego, który sam został ciężko ranny.  Z oddziału  AK "Kani", który przybył z pomocą nikt nie zginął.  Spłonęła połowa wsi Radomla i Janówki, ale "Rzeczpospolita Zasmycka" została nie zdobyta. a ukraiński pop jadący za atakującymi upowcami, by odprawić mszę dziękczynną za  zwycięstwo  zginął jak wielu innych jego pobratymców głodnych polskiej krwi. A na saniach wiózł zrabowane  podczas napadu na Turzysk ornaty z polskiego kościoła, rozpoznane przez uciekiniera  z Tatarskiego Brodu.

  Piąty atak . Tym razem  niemiecki na "Rzeczpospolitą Zasmycką"

15  stycznia 1944 r.  płk   Kazimierz   Bąbiński ps. "Luboń", jako komendant Okręgu Wołyń AK wydał rozkaz rozpoczęcia akcji " Burza" i mobilizacji oddziałów partyzanckich . Ugrupowanie "Gromada" jako miejsce koncentracji miało właśnie tereny Zasmyk. Jednak ze  względów bezpieczeństwa żaden  oddział AK nie stacjonował w samych Zasmykach.     Rano 19 stycznia 1944 r. czujki  wystawione przez samoobronę Zasmyk od strony Rokietnicy zaobserwowali tyralierę atakujących przeciwników. Początkowo nie było wiadomo kto atakuje. Partyzanci polscy  bez namysłu ostrzelali zbliżających się napastników.. Odpowiedzią  był huraganowy ogień atakujących. Tych kilku żołnierzy samoobrony w popłochu zaczęło wycofywać się, pod osłoną budynków, w głąb wioski. Tu zebrał się cały oddział  dowodzony przez ppor. Henryka Nadratowskiego , "Znicza"  został zmuszony do dalszego wycofania się i zajęcia stanowisk obronnych w zachodniej części wsi. Nie było już żadnych wątpliwości , atakowali Niemcy. Napastnicy tuż po wejściu w pierwsze zabudowania zaczęli je podpalać, ścigając ogniem szybko-sztrzelnej armatki ustępujących obrońców. Odgłos bitwy dotarł do Janówki, gdzie w pierwszym odruchu wszyscy pomyśleli, że to znów atakują Ukraińcy. Oddział pod dowództwem "Jawora" ruszył z odsieczą kierując się odgłosami walki. Na miejscu od broniących się, wszyscy dowiedzieli, ze tym razem muszą walczyć z Wermachtem.  Przybyłe wsparcie po oddaniu pierwszej salwy wyraźnie zaskoczyło atakujących. Za chwilę przybyły  również posiłki z Radomla. "Brudny" z oddziałem  wsparł skrzydło obrony na cmentarzu zasmyckim. Kilka godzin trwała wymiana ognia, zginęło kilku Niemców. Ostatecznie zatrzymani atakujący zostali zmuszeni do wycofania się. Całej sytuacji przyglądali się partyzanci, głównie z oddziału "Jastrzębia", gotowi w każdej chwili wkroczyć do akcji. Dowództwo oddziałów AK nadal nie chciało dekonspirować obecności na tym terenie sił  partyzanckich, skoncentrowanych w celu przeprowadzenia Akcji "Burza". W efekcie, Samoobrona Rzeczypospolitej Zasmyckiej wygrała i potyczkę z Niemcami, chociaż spalili  38 zabudowań wioski i rozstrzelali kilku mieszkańców. To była ostatnia bitwa oddziałów Samoobrony  Rzeczypospolitej Zasmyckiej,.

28 stycznia 1944  r.  podjęto decyzję powołania 27 Dywizji Piechoty AK, zwanej później  WDP AK.. Oddziały samoobrony  wcielono   do batalionu "Siwego". Według różnych przekazów w polskich wsiach, skupionych w Bazie Zasmyckiej Samoobrony, znalazło schronienie ok. 20 tysięcy uciekinierów z okolicznych miejscowości.

Na zakończenie warto wspomnieć, że  Igor Iliuszyn ukraiński historyk w opracowaniu " Poszukiwania pomiędzy >> dwiema prawdami<<" napisałDo najpotężniejszych polskich baz samoobrony można zaliczyć te, które powstały w miejscowościach Przebraże ( do 1921-Przebrodź) w regionie łuckim, Huta Stepańska i Huta Stara w regionie kostopolskim, Pańska Dolina w regionie dubieńskim, Zasmyki w regionie kowelskim, Bielin koło Włodzimierza ....... Zdecydowana większość punktów polskiego oporu nie przetrwała naporu jednostek UPA i została zniszczona.

Opracował Bogusław Szarwiło syn Bogumiła Szarwiło ps. "Dąb"  z Samoobrony Janówki i żołnierza  27 WDP AK

Powyższy materiał to jedynie szkic wydarzeń oparty na opublikowanych wcześniej relacjach obrońców i świadków minionego czasu. Osobom zainteresowanym polecam niżej wymienione  opracowania opublikowane w internecie i książki:

"Rzeczpospolita Zasmycka" czyli jak powstał Zasmycki Ośrodek Samoobrony Polskiej na Wołyniu   na: http://27wdpak.btx.pl/index.php/72-publikacje/516-rzeczpospolita-zasmycka-czyli-jak-powsta-zasmycki-orodek-samoobrony-polskiej-na-woyniu

71 rocznica bitwy pod Gruszówką na: http://27wdpak.btx.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=488:71-rocznica-bitwy-pod-gruszowk&catid=72&Itemid=57

„Krwawa Jołka” dla Radomla, Batynia, Janówki, Stanisławówki i Zasmyk. na : http://wolyn.org/index.php/informacje/891-krwawa-joka-dla-radomla-batynia-janowki-stanisawowki-i-zasmyk

Nam strzelać nie kazano na" http://wolyn.org/index.php/informacje/894-qniestety-nam-strzela-nie-kazano-q-atak-niemcow-na-zasmyki

Informacje  o w/w wydarzeniach można znaleźć również w książkach:

- Pożoga  Walki 27 Wołyńskiej Dywizji AK-  J. Turowskiego

- Od Zasmyk do Skrobowa - L. Karłowicz

- Z Kresów Wschodnich na Zachód- M, Śladewska

- Dowody Zbrodni OUN - UPA  - W. Poliszczuk


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp9.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud14.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 376 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
6634291