Najpierw mordowali, później palili- tak wydarzenia sprzed (...) lat wspomina Jerzy Iłenda w rozmowie z reporterem RMF FM Krzysztofem Kotem. Mężczyzna wciąż szuka odpowiedzi na pytanie: "jak można z taką zajadłością mordować". Jerzy Iłenda miał dwa lata, gdy banderowcy wymordowali jego wioskę nieopodal Kowla. Jego ojciec wpadł wcześniej w ręce niemieckich okupantów, a on wraz z matką mieszkał spokojnie w dworku. Iłenda przeżył dzięki Ukraińce, która pracowała w majątku. Zdarzenia tamtych dni opisali mu matka, dziadkowie i członkowie rodziny, którym udało się przeżyć. On - jak mówi - był zbyt mały, by je zapamiętać. "Pane uderajte utrun budu was ryzaty" - krzyczała do jego rodziny Ukrainka, dzięki której udało im się uciec. Iłenda zbiegł z matką, jego dziadek nie zdążył. Ponoć go zarżnęli piłą na żywca - opowiada. Jakby ona (Ukrainka - przyp. red.) nie powiedziała, to by nas zaskoczyli i nie byłoby jak się bronić.2-letniego Iłendę matka zabrała do lasu. Oni szli dom po domu. Najpierw mordowali, później palili. Najpierw otaczali daną miejscowość, wieś, że nie można było uciec. To było tak zorganizowane - krok po kroku zaplanowane - wspomina mężczyzna. W rozmowie pan Jerrzy mówi, że liczbę pomordowanych jego mama określała na 80 -100 osób. To nie jest zabójstwo, to jest barbarzyństwo.

Jak można z taką zajadłością mordować?- stawia pytanie Iłenda. Wie, że dziś ci, którzy odpowiadali za mordy sprzed ponad (..) lat, mają ulice opatrzone swoim imieniem, wciąż stoją ich pomniki. Gorąco mi się robi, jak o tym mówię - dodaje.
Wyszukał i wstawił: B. Szarwiło
Za: https://www.rmf24.pl/fakty/news-uciekajcie-jutro-beda-was-mordowac-wspomnienia-ocalalych-z-r,nId,2286436#utm_source=paste&utm_medium=paste&utm_campaign=chrome