Szanowna Pani  Agnieszka Holland
Jestem w posiadaniu książki Irena Grudzińska – Gross Jan T. Gross „W czterdziestym nas Matko na Sybir zesłali…” . Na okładce z wyd. 1989 uwaga: Przedmowa do niniejszego wydania poprawiona została przez Autora. Książka może być rozpowszechniana w Polsce i krajach RWPG.
W związku z tym, pozwalam sobie rozpowszechnić jej  fragment i zadać pytanie.
„Wkraczająca Armia Czerwona przyjmowana była przez Żydów z radością (Yad Vashem [YV] 63/1791; 03/2782; 033/666). W każdej niemal miejscowości zajmowanej przez wojska sowieckie znalazły się grupy Żydów, czasem liczebnie spore, publicznie dające temu wyraz. Przeważnie była to młodzież i biedota, ale ponieważ i jednych, i drugich było wśród Żydów co niemiara - nędza i wielodzietność z reguły idą w parze - to i entuzjastów nowej władzy pokazało się wielu, wystarczająco wielu w każdym razie, aby pozostawić trwałe wspomnienie w pamięci nie tylko Polaków i Ukraińców, których relacje można by podejrzewać o brak obiektywizmu. Sami Żydzi, dostrzegając swą zresztą z perspektywy czasu naiwną głupotę, piszą, że w pierwszym okresie  okupacji ich stosunki z przybyszami ze wschodu układały się jak najlepiej: pierwsze dni pobytu bolszewików były bardzo przyjemne…Po radosnym powitaniu nastąpił okres owocnej współpracy. I znowu aby ominąć zarzuty o subiektywną niechęć świadków powołamy się jedynie na wspomnienia Żydów, którzy przeżyli wojnę na tamtych terenach.

Relacja z Grodna: „Gdy bolszewicy wkroczyli na tereny polskie odnieśli się oni z dużą nieufnością do ludności polskiej, zaś z pełnym zaufaniem do Żydów... Nie inaczej miały się sprawy na przykład w Żółkwi: „Rosjanie opierają się głównie na elemencie żydowskim przy obsadzaniu stanowisk segregując naturalnie,” dodaje ów naoczny świadek,” burżujów od proletariatu” (YV, 033/666). I choć zastrzeżenie wspomniane w ostatnim świadectwie należy mieć w pamięci (że mianowicie pewne warstwy społeczne wśród Żydów ani do współpracy z bolszewikami się nie kwapiły, ani też nie były przez okupantów dobrze widziane), jak również trzeba wiedzieć o nieufności i prześladowaniach, jakim poddano Żydów- -uciekinierów z Polski środkowej, niemniej obserwacja pewnego prawnika ze Lwowa wydaje się dobrze ilustrować sytuację z tamtych czasów: gdy odbywał się jakiś wiec manifestacja czy inna radosna impreza efekt wzrokowy był jeden - Żydzi. W jaki sposób zrozumieć i wytłumaczyć kolaborację Żydów z władzami sowieckimi? „
Koniec cytatu. A pytanie brzmi następująco. Czy antysemitą jest Jan Tomasz Gross, który udokumentowany (YV) fakt wypowiedział  na papierze,  czy ja, która tę wiedzę powtórzyłam, wiernie niczym skryba? Nie jesteśmy święci , jak mówi dr Ewa Kurek, dotyczy to narodu żydowskiego i polskiego a przede wszystkim niemieckiego. Ale nie zgadzamy się na fałsze. Dr Ewa Kurek ( prof. Jerzy Robert Nowak, Stanisław Michalkiewicz) nie zieje nienawiścią do Polski ale rzeczowo bada Jej historię i czyni to w interesie wszystkich Polaków. 
Nie znalazłam w Pani repertuarze ani jednej opowieści o tysiącach Żydów chasydzkich zamordowanych bestialsko przez specjalnie dedykowane do tego celu niemieckie szwadrony śmierci, Einsatzgruppen, ukraińskie oddziały SS Galizien i policję ukraińską.  Dr Ewa Kurek i porządni, żydowscy historycy, oraz polscy publicyści upominają się o pamięć o nich! Tak jak upominają  się o wychrzczonych od kilku pokoleń Żydów, których listę gminy żydowskie na polecenie Czerniakowa  przekazały  gestapo! Gestapo przychodziło do domu, dawało 10 minut na spakowanie się do getta! Polakom, którzy mogli żyć po drugiej stronie! To były listy z europejskimi, nie tylko z warszawskimi wychrzczonymi Żydami! To niespotykana zbrodnia! 
Mam inną książkę, Szymona Wiesenthala „Prawo nie zemsta”. Cytat: W przeciwnym wypadku nie byłoby możliwe, aby Aloisowi Brunnerowi udało się utworzyć żydowską policję, która pomagała mu wyciągać ludzi z domów i wpychać ich do pociągów jadących do Oświęcimia. Koniec cytatu . Czy Szymon Wiesenthal jest antysemitą?
Cytat kolejny „łowcy Eichmana”: „ Alois Brenner jest najstraszniejszym spośród żyjących zbrodniarzy Trzeciej Rzeszy. …Dla wyniszczenia Żydów wiedeńskich wystarczył sam Brenner,  który został szefem tamtejszej placówki, awansując na oficera Służby Bezpieczeństwa. Do jego zadań należało zarówno udzielanie pozwoleń na emigrację do Europy i krajów zamorskich, jak i organizowanie transportów, które wówczas szły wyłącznie na Wschód, to znaczy do Polski. Brunner sprawdził się. Eichmann nazwał go swoim najlepszym człowiekiem, mając ku temu dobre podstawy - Brunner stworzył żydowską kolaborację. Według pierwotnych planów do miasta, zamieszkanego przez 180 tysięcy Żydów, należało sprowadzić ogromną liczbę funkcjonariuszy Służby Bezpieczeństwa, aby wszystkich Żydów zarejestrować i zorganizować ich deportację. Brunner wpadł na pomysł, że wszystkie te czynności, w celu oszczędzenia własnych sił, należy powierzyć samym Żydom. Trzeba ich tak zastraszyć groźbami i tak skorumpować obietnicami, że staną się głupcami przydatnymi SS. Brunner utworzył, spośród mężczyzn oddanych mu do dyspozycji przez gminę wyznaniową, tzw. Jupo (Judenpolizei - policja żydowska). Jej członkowie nie byli umundurowani. lecz mieli odpowiednie legitymacje, a Brunner obiecał chronić ich i ich rodziny przed szykanami, aresztowaniami i deportacją. Sama gmina dokonać miała rejestracji Żydów. Następnie, na polecenie Brunnera, wystosowała wezwanie do wszystkich członków wspólnoty, aby zgłaszali się do pracy lub do osiedlania na Wschodzie. I rzeczywiście, zdarzali się ludzie, którzy pod ciężarem codziennych szykan dobrowolnie godzili się na to „przesiedlenie”. Alois  Brunner rozpuścił wiadomość, że ci, którzy zgłoszą się w pierwszej kolejności, otrzymają lepsze miejsca w Polsce. Oznajmił o powstaniu ,,żydowskiego rezerwatu w Lublinie” i posyłał „ochotników” transportami na Wschód. Stacją końcową była zawsze komora gazowa. Naturalnie  Brunner chciał by jego „idealizm” został odpowiednio wynagrodzony. Otrzymał willę w Hietzing, którą wyposażył w meble, dywany i obrazy zrabowane z żydowskich mieszkań. Również jeśli któryś, z innych wiedeńskich bonzów nazistowskich miał ochotę na żydowskie kosztowności, wystarczyło, aby zwrócił się do Brunnera. Jego ludzie wiedzieli, gdzie szukać cennych rzeczy. Jeśli żydowscy właściciele ładnych mieszkań nie chcieli opuścić ich dobrowolnie -  co jeszcze wówczas było możliwe- wpisywano ich na listę deportowanych. Na polecenie Brunnera pilnowano wówczas, aby żaden wartościowy przedmiot nie został wyniesiony z mieszkań , gdyż wszystko przypaść miało jego ludziom. Rabowali częściowo sami, a z części robili wielkoduszne prezenty innym, nazistowskim bonzom. Bywali wszakże dygnitarze, którzy nie chcieli podarunków, lecz je „kupowali”. Na przykład Baldur von Schirach, Gauleiter Wiednia, kupił obraz Lucasa Cranacha za 500 marek. „Sprzedawcom” jednak cena ta wydała się za wysoka i dołożyli mu bezpłatnie dwa stare flamandzkie kafle. .. Brunner deportował z Salonik starą gminę żydowską, założoną już w 140 roku przed Chrystusem przez Żydów przybyłych z Aleksandrii. Byli to Żydzi sefardyjscy, którzy wypędzeni z Hiszpanii w XV wieku schronili się w Salonikach, była to dumna, na wysokim poziomie kulturalnym gmina, skupiająca wszystkie zawody – od tragarza do profesora uniwersytetu.
(…)Brunner wyjechał z Niemiec. Potrzebny był mu paszport, który otrzymał podobno od niejakiego Georga Fischera. Z nowym paszportem w ręku Brunner zaangażował się do pracy w Egipcie. Na początku lat pięćdziesiątych Niemcy poszukiwani byli na Bliskim Wschodzie w charakterze ekspertów. W 1954 roku otrzymał wizę egipską i pojechał do Kairu. Wiele lat później powiedział jednemu z dziennikarzy, że przybył tam razem z nazistowskim propagandzistą, Johannesem van Leersem. Kiedy indziej znów twierdził, iż odwiedził muftiego Jerozolimy, Mohammeda Amin al-Husaini, który doradził mu udać się do Bejrutu albo do Damaszku. Dalsze losy Brunnera potoczyły się jak w sensacyjnej powieści. Wciąż spotykał znajomych, którzy go rekomendowali. Wszakże Syryjczycy początkowo nie mieli do niego zaufania, nawet przejściowo go aresztowali, ale następnie przyjęli go z otwartymi ramionami, gdy udowodnił im, kim jest naprawdę i czym zajmował się w czasach hitlerowskich. Przyjaciele Brunnera w Austrii opowiadali później, że w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych przeprowadził wiele akcji na zlecenie Syryjczyków przeciwko ich wrogom w Libanie, czym pozyskał sobie uznanie i pełne zaufanie swych gospodarzy. Niemiecka ambasada w Damaszku przedłużyła mu paszport opiewający na nazwisko Georga Fischera. …Brunner nie musi się obawiać zmiany rządu w Syrii, gdyż w oczach Syryjczyków pozostaje człowiekiem wielkich zasług związanych z tępieniem Żydów. Oznacza to prawo do szacunku i opieki. Policja syryjska strzeże jego domu i chroni go przed niepożądanymi gośćmi. Tak więc Brunner nadal mieszka w willi w Syrii, której przywódcy nie zamierzają go wydać. Według władz syryjskich Brunnera nie można odnaleźć pod wskazanym adresem. Reporterzy niemieckiego pisma ilustrowanego odnaleźli go jednak bez trudu i opublikowali długą opowieść wraz ze zdjęciami i wywiadem. Tak samo bez trudu odnajduje go listonosz. W lipcu 1980 roku dostarczono Brunnerowi, alias Fischerowi, paczkę nadaną w Austrii, zawierającą rzekomo zioła lecznicze. W dołączonym do niej liście Stowarzyszenie Przyjaciół Ziołolecznictwa w Karlstein usprawiedliwiało się, iż nie może mu przysłać zamówionych katalogów ziół z „Boskiej apteki zdrowia”, lecz wysyła inne książki o podobnej treści. Gdy Brunner otwierał paczkę, nastąpiła eksplozja. Z palców lewej ręki pozostał mu tylko kciuk. Koniec cytatu
Szkoda ,że polska reżyser nie nakręciła filmu o burzliwym życiu Aloise Brennera. Nie mielibyśmy problemu z opinią „przedsiębiorstwa holocaust” a i reparacje niemieckie byłyby łatwiejsze.
Jeszcze jeden cytat polecam dr Helenie Datner i uczestnikom konferencji „Pamięć Historia Tożsamość” we Wrocławiu, którzy skupili się tylko na pamięci Polaków o sąsiadach Żydach mieszkających obok przed wojną, ewentualnie nostalgii za PRL- em. 
„Niektórzy spośród świadków-esesmanów wzięli sobie te napomnienia do serca. Większość starała się składać zeznania odciążające. Wspólna dla nich wszystkich - z jednym tylko wyjątkiem - była niezwykle słaba pamięć. Na przykład jeden ze świadków, szef grupy przewodników psów strażniczych, odpowiedzialny był za utworzenie zapory wokół pewnej łąki 3 listopada 1943 roku. Dzień ten zanotowano w kronice pod cyniczną nazwą „dożynki”. W ciągu jednego dnia zastrzelono wówczas 15 tysięcy żydowskich mężczyzn, kobiet i dzieci. Jednakże świadek, podobnie jak jego koledzy, nie mógł sobie niczego przypomnieć.
Tylko jeden z nich oświadczył, że przez cały dzień słyszał wówczas strzały i krzyki, ale „nie zastanawiał się nad ich pochodzeniem a na pytanie, o czym wówczas myślał, odpowiedział: „O moim urlopie”.


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp6.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud4.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 312 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
6276510