Jak ukraińska propaganda banderyzmu potrafi zdeprawować polskie umyły i podstawowe zasady moralne można przekonać się czytając artykuł Jana Rokity „Ukraińska pułapka” zamieszczony w nr 49 tygodnika „Sieci” z 4 – 10grudnia 2017.  Gdy pisze one, że w Hruszowicach „na wiejskim cmentarzu rozebrano pomnik ku czci żołnierzy UPA, poległych w walkach z komunistycznym KBW po II wojnie światowej” - to jest to ignorancja faktów, czy objaw cynizmu? Czy nie zna „szlaku bojowego” wymienionych tam czterech  kureni UPA i ich „heroiczne” wyczyny go nie interesują? W latach 1944 – 45 ginęli ci „żołnierze UPA” podczas napadów na wsie polskie, aby ich mieszkańców wyrżnąć „od niemowlęcia w kołysce po starca nad grobem”. Była to realizacja planów banderowskiego odłamu Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów dokonania czystki etnicznej, czyli faktycznie zbrodni ludobójstwa. Ludobójstwa okrutnego, genocidum atrox. Samoobrona polska nie była „komunistycznym KBW”. Milicjanci polscy broniący tejże praktycznie zupełnie bezbronnej ludności nie byli „komunistycznym KBW” - w roku 1945 posterunki milicji na Podkarpaciu obsadzone były głównie przez żołnierzy Armii Krajowej, na których polowało „komunistyczne KBW”. Wojsko Polskie także nie było „komunistycznym KBW”. Akurat KBW nie miało proporcjonalnie największych osiągnięć w walkach z UPA. Natomiast Rokitę nie interesuje, co na terytorium Polski, już zresztą znacznie okrojonym, robiły kurenie UPA aż do 1947 roku, do czasu operacji wojskowej „Wisła”. Broniły ludności ukraińskiej, której nikt nie atakował, poza sporadycznymi akcjami wyprzedzającymi lub odwetowymi? A to przecież te wsie  zorganizowane były w uzbrojone kuszcze i wspomagały sotnie UPA kwaterujące w nich.

Broniły dokonując okrutnych rzezi całych polskich wiosek, począwszy od 1944 roku na terenie Bieszczad i Lubelszczyzny? Ignorancja więc, czy cynizm?

Czy pisząc o „legalistycznej nadgorliwości” w przypadku Hruszowic ma na myśli także demontowane pomniki Armii Czerwonej, gdyż także „rozdrażnia” to Kreml i powoduje różne restrykcje uderzające w Polskę? Czy gdyby środowiska faszystów niemieckich i ukraińskich  postawiły nielegalnie w Warszawie  np. pomniki „żołnierzom RONA”, czy sotni Petra Diaczenki (wszak jest już czczony na Ukrainie jako bohater!), to należy to zaakceptować ze względów geopolitycznych?

Rokita nie widzi różnicy między „pomnikiem ku czci żołnierzy UPA” , a „Cmentarzem Orląt”, który w rewanżu może spotkać jakaś „krzywda”? Przez jego pióro nie może nawet przecisnąć się oficjalna jego nazwa: Cmentarz Obrońców Lwowa. Bo mogłoby kojarzyć się pytanie: kto, przed kim i dlaczego bronił to miasto? Cmentarze wojenne,  jak ten we Lwowie,  chronione są prawem międzynarodowym, chociaż dla Ukrainy nie ma to żadnego znaczenia. Czy dla Polski także? Dalej Rokita pisze: „Zaślepiony wójt nie tylko nie rozumie, że zrobił skuteczną prowokację przeciwko polskim pamiątkom na kresach (...)”. A może: „Zaślepiony Rokita nie tylko nie rozumie, że skuteczną prowokację zrobili nacjonaliści ukraińscy stawiając panteon chwały mordercom z kureni UPA na grobach ich polskich ofiar, na ich ojczystej ziemi”.  Rokita nie pisze już o tym, że w miejscu zdemontowanego pomnika ukraińskich zbrodniarzy te same osoby postawiły inny pomnik, który został poświęcony 7 lipca 2017 r. Upamiętnia on Ukraińców, którzy ratowali Polaków w czasie ludobójstwa na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Wcześniej był częścią rozebranego, nielegalnego obiektu ku czci band UPA. Wydarzenie to poprzedziła Msza Św. w kościele w Kalnikowie, której przewodniczył ks. Władysław Hajduk wikary tamtejszej parafii. Mszę koncelebrował i homilię do wiernych skierował franciszkanin o. Władysław Lizun, który od 24 lat pracuje na Ukrainie. W uroczystościach uczestniczył m.in. Wójt Gminy Stubno Janusz Słabicki.  Społecznik Marek Kulpa stwierdził wówczas:  Dzisiaj w tym miejscu posialiśmy ziarno normalności, z którego jak mamy nadzieję wyrośnie obfity plon w postaci innego niż dotychczas spojrzenia na stosunki polsko – ukraińskie. W momencie, gdy najważniejszy symbol chrześcijaństwa jest używany do legitymizacji zbrodniarzy z UPA w ramach nielegalnego upamiętnienia, jest to sytuacja haniebna.  Współautorem inskrypcji umieszczonej na krzyżu jest Ewa Siemaszko.

Jest oczywiste, że zdemontowanie pomnika w Hruszwicach było tylko pretekstem dla strony ukraińskiej do działań planowanych od lat. Problemy z ekshumacją polskich ofiar na obecnym terytorium Ukrainy istniały od początku uzyskania niepodległości przez to państwo, różniły się tylko nasileniem. W 2009 roku sekretarz Państwowej Międzyresortowej Komisji ds. Wojen i Represji Politycznych w Kijowie Światosław Szeremet w zamian za umożliwienie polskim ekspertom udziału w planowanej ekshumacji ciał więźniów pomordowanych przez NKWD w Łucku w 1941 r. domagał się m.in. wzniesienia pomnika pochowanym w Łańcucie żołnierzom UPA oraz odnowienia zniszczonego pomnika UPA na bieszczadzkiej górze Chryszczata. 

Ekshumacje dokonane w Ostrówkach i Gaju na Wołyniu zaczęły burzyć narrację obecnego prezesa Ukraińskiego IPN Wołodymyra Wiatrowycza o „wojnie polsko-ukraińskiej na Wołyniu w 1943 roku”, gdy z „dołów śmierci” zaczęto wydobywać pomordowane polskie kobiety i dzieci. A na Ukrainie takich miejsc jest kilka tysięcy i mogłoby się okazać, że liczba ofiar jest znacznie wyższa od podawanej oficjalnie. A do tego jeszcze szczątki ofiar pozwoliłyby ustalić w jaki sposób zostały one pozbawione życia. Na to faszyzująca się Ukraina nie mogła sobie pozwolić. Dlatego też postawiła bezdyskusyjny warunek odbudowy pomnika ludobójczych formacji UPA  wiedząc z góry, że Polska na takie ustępstwo pójść nie może.

Tak samo ignorancki i cyniczny jest przykład odbudowy przez stronę ukraińską pomnika w Hucie Pieniackie, dwukrotnie zniszczonego  przez „nieznanych sprawców”. Był to pomnik ponad tysiąca polskich mieszkańców wymordowanych przez ukraińskich z ochotników do SS „Galizien” - „Hałyczyna” oraz „żołnierzy UPA” z okolicznych wsi ukraińskich. Przy okazji z nieco „zmodyfikowanym” napisem. Obok faszyści ukraińscy postawili pomnik swoich ofiar”, a na Ukrainie jest coraz więcej pomników SS „Galizien”. Huta Pieniacka była jedną z wielu wymordowanych polskich wsi przez tę „narodowowyzwoleńczą” formację wspierającą III Rzeszę Niemiecką. Jak tutaj można snuć jakiekolwiek analogie z pomnikiem w Hruszowicach? Arogancja czy cynizm?

„Waszczykowski postanowił okazać Ukraińcom polską wyższość i lekceważenie dla ich heroicznych starań o zwrot na Zachód (...)” - konkluduje Rokita. I chyba tak naprawdę myśli. Ukraińskie prowokacje ze stawianiem pomników chwały ludobójczym formacjom OUN i UPA  na terenie Polski (bo Ukrainę już pomińmy, ich spawa, że nie mogą znaleźć lepszych bohaterów w swojej ponoć ponad tysiącletniej historii), zakaz ekshumacji okrutnie pomordowanej polskiej ludności cywilnej, gloryfikacja faszystów z SS „Galizien” - to ma być ukraiński „zwrot na Zachód”? Może w tym celu Szremeta nie wpuszczony do Polski pojechał szukać sojuszników w Niemczech? Tam środowiska faszystowskie są dość silne i aktywne, tylko jest to temat tabu, gdyż niemieccy politycy i media faszystów szukają w Polsce. Na Ukrainie w żaden sposób nie są w stanie ich zauważyć.

Tymczasem na Ukrainie następuje „zwrot”, ale „na Wschód”: prowadzona jest dokładnie taka sama „polityka historyczna”, propaganda totalitaryzmów (banderowskiego na Ukrainie, sowieckiego w Rosji), gloryfikowanie zbrodniarzy (np. Bandera, Szuchewycz, Stalin) i wybielanie ich zbrodni za pomocą kłamstw i manipulacji. „Rozwścieczony Kijów” stawiający kłamliwy pomnik na Przełęczy Tucholskiej kojarzy się z „rozwścieczoną Moskwą” , która ostatnio wydaliła przebywającego w podróży badawczej prof. Henryka Głębockiego, historyka Uniwersytetu Jagiellońskiego oraz IPN. 

Tym razem w „ukraińską pułapkę” wpadł Jan Rokita. Pułapkę prymitywną, zbudowaną na kłamstwie, manipulacji i hucpie. Niech się w niej szamocze ku uciesze Szeremeta, Wiatrowycza i polskich popleczników ideologii ukraińskiego ludobójstwa i jego wykonawców. Czy prezydent Andrzej Duda podczas wizyty na Ukrainie pomoże mu się z niej wydostać? Czy byłaby tym zgoda na postawienie pomnika w Warszawie bohaterowi Ukrainy Petro Diaczence? Zasłużył się dowodząc Ukraińskim Legionem „w walce z faszystami polskimi” podczas powstania warszawskiego, co prawda wcześniej pacyfikował polskie wsie, ale w ramach „walki narodowowyzwoleńczej”. Byłoby blisko władzom polskim składać kwiaty, np. podczas Święta Pokrowy, czyli Dnia Obrońcy Ukrainy 14 października, przyjętej jako datę utworzenia UPA (faktycznie było to prawie pół roku później).  A w Baligrodzie może stanie pomnik Wołodymyra Szczygielskiego „Burłaki” . Też, co prawda, wymordował tutaj 6 sierpnia 1944 roku 42 Polaków, ale jest ofiarą zbrodni komunistycznej, otrzymał karę śmierci wykonaną w 1949 roku w więzieniu w Rzeszowie.      

Czy zdaniem Jana Rokity, byłaby to „dobra zmiana”, czy może nawet „bardzo dobra zmiana”?. Oczywiście w relacjach polsko-ukraińskich, gdyż uwzględniałaby zarówno cele polityczne Ukraińców jak i ich wrażliwość.


GTranslate

plbebgzh-TWhrcsdanlenetfrgldeelhuitjalvltnoptrorusrskslessvukyi

Włamanie do serwisu

Strona odtworzona po ataku hakerskim. W przypadku dostrzeżenia braków i niespójności z poprzednią zawartością serwisu oraz w celu zgłoszenia ew. uwag prosimy o kontakt z nami.

Wołyń naszych przodków

wp9.jpg
Czytaj także

 

 

Rzeź Wołyńska

lud4.jpg

Szukaj w serwisie

Gościmy

Odwiedza nas 461 gości oraz 0 użytkowników.

Statystyki

Odsłon artykułów:
6135223