Wigilia w Jazłowcu

12. 12. 24
posted by: Bogusław Szarwiło
Odsłony: 1480

Już na kilka dni przed świętami dawało się w domu odczuć nie­zwykle podnieconą atmosferę. Bo to ojciec coś ciekawego kupił -jakieś orzechy, rodzynki, a matka wyszukiwała blaszki rzucone do komórki, jako że tylko niektóre z nich, te do wzorzystych ciastek były używane raz w roku. Następnie było wielkie pieczenie. Kołacze - wielkie bułki w kształcie ściętego z dwóch stron deltoidu, z plecionym warkoczem po środku. Pierniki - ażeby broń Boże nie były spękane. Sernik, ciastka w różne wzorki prosto z pieca, jeszcze gorące, podkradałem Matce na żywo. Wreszcie nadszedł dzień Wigilii. Oczekiwany bardzo i jakiś całkiem inny wieczór, od wszystkich pozostałych w roku. Matka w czyściutkim wyprasowanym i nakrochmalonym fartuszku, dzieci umyte i czysto ubrane oczekiwały na Ojca, z dużymi podnieconymi oczami. Wreszcie drzwi skrzypnęły i Tatko wszedł .Przyniósł jak zawsze w jednej ręce trochę siana, a w drugiej-snop słomy.

 

Stanął za progiem i deklamował uroczyście:

" Raduje się świat cały teraźniejszej pory

Radują się niebiosa i anielskie chóry

Brzmi muzyka w powietrzu, chwałę Bogu głosi

Że anioł pastuszkom nowinę przynosi,

Że się Chrystus rodzi, gładzi grzech Adama,

Że jest nam otwarta już do Nieba brama...

a kończył tymi słowami:

......"ażebyście jak najdłużej żyli,

Jak najdłużej żyli,jak najdłuższe lata,

Czego życzę i tego winszuję.-

Niech "będzie pochwalony Jezus Chrystus ";

Siano kładł pod obrus na stole, a słomę dzieci z wielką uciechą, rozprzestrzeniały po całej izbie, gdacząc przy tym i kwakając, / Aby dużo kurcząt i kur było w przyszłym roku /. Po tym następowała kolacja wigilijna. Na stole zapalano świeczkę . Przy podniosłym nastroju, Ojciec żegnając się rozpoczynał modlitwę. Chwała Ojcu i Synowi ..:...." kończył podniosły moment. Brał za talerz na którym leżał połamany opłatek, podchodził do Matki i jak pamiętam, niejednokrotnie ze łzami w oczach, życzył Jej zdrowia, miłości do rodziny, do dzieci, "abyśmy doczekali późnej starości i pociech z naszych dzieci. " Następnie podchodził z opłatkiem do nas do dzieci, życząc nam w zależności od sytuacji w jakiej znajdowaliśmy się czy to w szkole czy w domu - osiągnięć życiowych, zdrowia i wszystkiego najlepszego. Pierwszym daniem wigilijnym była zawsze kutia. Jest to gotowana pszenica - przedtem otarta z łusek z dodatkiem przetartego maku, dużej ilości miodu i cukru, ażeby była bardzo słodka z dodatkiem rodzynków i orzechów. Po kutii, był barszcz, po barszczu, oczywiście czerwonym, p o dawano pierogi w trzech odmianach - z kapusty, z powideł i z maku. Przy jedzeniu tych pierogów było dużo uciechy, bo trzeba było odgadnąć przed ugryzieniem, który z czego? Po pierogach były gołąbki z kaszy gryczanej, po gołąbkach smażone na oleju grzyby, potem ryba / nie zawsze / a na koniec ' war " -kompot z suszonych śliwek, jabłek i gruszek. Po każdym z tych dań Ojciec intonował kolędę tak, że przez całą wieczerzę śpiewaliśmy i śpiewaliśmy. Stad do dziś znam bardzo dużo kolęd. Bardzo wielką atrakcją wieczerzy wigilijnej byli kolędnicy i to ci którzy przychodzili z szopką. Do dziś nam przed oczami, piękna dużą szopkę i poruszające się w niej" kukły - Heroda, diabła, śmierci, która ścina Herodowi głowę, a z szyi płynie krewi Szopka bardzo mo­cno działała na moją wyobraźnię. Do dziś odczuwam grozę sceny ze ścięciem króla Heroda. Czasami przychodzili do nas członkowie naszej wielkiej rodziny i wspólnie spędzaliśmy ten piękny wieczór. Przed wojną t.j. przed 1939 rokiem, pamiętam kilka wigilii, które odbyły się w domu mojej Babci Kuliczkowskiej. Do Babci przyjeżdżały i przychodziły wszystkie Jej 7-mioro ży­jących dzieci wraz z rodzinami. To były wigilie szczególnie uroczyste, pełne wzruszeń i opowiadań . W obrazowym opowiadaniu ciekawych zdarzeń życiowych, filmów, lub sztuk teatralnych celował, najmłodszy syn mojej Babci mój stryj, Jan Józef Kuliczkowski. Od 1923 roku mieszkał on we Lwowie, a więc miał większe możliwości zetknięcia się z życiem filmu i teatru, stąd większe zaangażowanie w uczestniczeniu i odbiorze kultury i sztuki i większe wiadomości z tego zakresu, od członków pozostałej rodziny. Wigilia kończyła się pójściem na pasterkę. Osobiście przed 1939r byłem na pasterce, tylko jeden raz. Pamiętam to uroczyste nabożeństwo w sposób szcze­gólny. Przede, wszystkim olbrzymi pająk-świecznik rzęsiście oświet­lony świecami. Piękny chór, śpiewający kolędy i ciżbę ludzi wychodzących z pasterki, która utworzyła taki tłok przy wyjściu, że o mało nie zostałem uduszony. Podniosłem w tym ścisku nogi do góry i tak zostałem z kościoła wyniesiony.

Fragment „ Wspomnienia z Jazłowca”  autor; Apolinary Kuliczkowski   Wrocław 1981 r

Więcej http://brozbar.cieplowizja.pl/jazlowiec/strona/jazlowiec-kuliczkowski.html