Na Wigilię chcieli do domu

12. 12. 24
posted by: Bogusław Szarwiło
Odsłony: 1755

Rodzina Marii Myland wsiadła do pociągu w nieznane rankiem 5 czerwca 1945 w Trembowli. Cztery dni później byli wieczorem na miejscu. Koczowali na łące. Kilkuletni kuzyn pani Marii uciekł na szosę. Krzyczał, że chce do domu. Uspokoił się, gdy radziecki żołnierz dał mu parasol. Zamieszkali w małym drewnianym domku, dziś ulica Wrocławska w Jelczu-Laskowicach. Zachowało się zdjęcie - Marysia z rodzicami przed domem. Długo nie rozpakowywali walizek, bo przecież mieli wrócić do domu.

Nie wrócili, podobnie jak inni repatrianci, którzy wysiedli z towarowego wagonu na stacji Laskowice. Poustawiali w domach gliniane garnki na poniemieckich półkach, powiesili na ścianach obrazy Serca Jezusa i Serca Maryi. Trzeba było żyć, za kilka miesięcy święta...

 

Na pasterkę w kostiumie

Wigilia. To coś stałego. Pewnik nawet w najbardziej niepewnych czasach, takich jak zima 1945 roku. W obcym kraju, w cudzym łóżku, bez znajomego bicia kościelnego dzwonu. Wtedy, w pierwszą Wigilię na Ziemiach Odzyskanych, życzyli sobie szybkiego powrotu do domu. Maria Myland wspomina, że było bardzo ciepło. Pamięta, że sąsiad siał żyto. Kobiety szły na pasterkę w kostiumach i pantoflach, mężczyźni w garniturach. Futra, płaszcze i kożuchy zostały w starych dębowych szafach. Na stole to, co zawsze - opłatek, uszka z grzybkami, barszcz, pierogi z kapustą i grzybami, barszcz albo zupa grzybowa, gołąbki z kaszy gryczanej, kutia z makiem ucieranym w makutrze i ryba - wędzona lub śledzie w marynacie. Na wschodzie robili rybę po żydowsku. Znali przepis, bo tam kultury się przenikały. Po lepszą rybę trzeba było jechać do Trembowli, śledzie kupowało się w żydowskim sklepie. Żyd Szija Krawczyk miał brodę, ośmioro dzieci i sklep w Iwanówce. Na co dzień piekło się chleb żytni, na święta - pszenny.

Jest fragment tekstu o takim samym tytule który napisała  :Monika Gałuszka-Sucharska

Więcej na http://www.gazeta.olawa.pl/archiwum2/aktualnosci,wiecej,1438.htm