Czy Kresy Wschodnie stały się już mitem ?To do nas należy odpowiedź!

11. 05. 23
posted by: Hamilton
Odsłony: 2994

W 1939 roku państwo polskie miało terytorium liczące 389,7 km2 miało swoje granice, pieniądze, kulturę, szkolnictwo, strukturę kościelną. Należało do Ligi Narodów oraz innych organizacji międzynarodowych. Podział terytorialny kraju obejmował miasto stołeczne Warszawę i 16 województw. Wśród nich wydzielono 4 grupy: województwa centralne, wschodnie, zachodnie i południowe. Nazwą Kresy Wschodnie utarło się zwać 5 województw wschodnich: białostockie, wileńskie, nowogródzkie, poleskie i wołyńskie oraz 3 południowe: lwowskie, stanisławowskie i tarnopolskie. Powierzchnia tych 8 województw wynosiła 214,2 km2 . Ludność Polski w 1939 roku liczyła 35 100 000. Na terenie 8 kresowych województw mieszkało 13 021 300 osób (wg spisu z 1931 roku). A więc 1/3 ludności całego kraju mieszkała na Kresach Wschodnich, które niebawem mieliśmy utracić w wyniku II wojny światowej. Po wybuchu wojny zapanował tam szczególnie ostry terror, który można porównać z holocaustem. Z tej racji należy prześledzić etapy wyniszczenia Polaków i kultury polskiej po 1939 roku. –Jest to wstęp do ciekawej pracy „Etapy wyniszczania Polaków i ich kultur  na Kresach po roku 1939” prof. dr hab. Maria Pawłowiczowej  „Ludobójstwa i wygnania na kresach" - Katowice - Oświęcim 1999. Warto zapoznać się z całością na stronie: http://www.kki.pl/piojar/polemiki/rubiez/wyniszcz/wyniszcz.html

To właśnie na końcu tej pracy autorka zapisała  pytanie zawarte w tytule niniejszego artykułu. Tak szanowni Kresowiacy od nas zależy, co pozostanie mitem, a co utrwalaną historią. Przerażającą prawdą jest, że ta 1/3 ludności Przedwojennej Polski została w dramatyczny sposób przetrzebiona  przez trzech wrogów i na wiele różnych sposobów. Nie mniej na dzień dzisiejszy , wliczając w nasze szeregi  następne pokolenia, pozostało nas dość aby zawalczyć o prawdę i pamięć naszych Kresów. Różnego rodzaju stowarzyszeń kresowych mamy w kraju sporo ponad sto, ale wzorem dawnej Rzeczypospolitej Szlacheckiej, „każdy sobie rzepkę skrobie”. Niby cieszyć by się można z faktu istnienia tych organizacji, ale płakać trzeba z powodu braku współpracy, nawet w zakresie wymiany informacji. A tu dzieją się takie rzeczy, że przykro je wspominać, bo i po co, wszyscy o tym wiemy i bolejemy. Wszyscy zamiast razem, to z osobna listy piszą, otwarte i protestacyjne, których skutek jest opłakany, bo nie tylko stosowne władze, ale nawet media się tym nie interesują. Nie wchodząc w szczegóły dlaczego rząd demokratycznego kraju zapomniał o „ holokauście Polaków na Kresach” trzeba powiedzieć jasno, że ze słabym mającym najlepsze racje, nikt nigdy nie będzie się liczył. Czy stać nas jednak na porozumienie nad podziałami, na przysłowiowe „pospolite ruszenie Kresowiaków”? Osobiście jestem sceptykiem w tej materii, ale chciałbym się mylić. Logicznie rzecz biorąc, można by stworzyć  „Front kresowy”, bez naruszania niczyjej autonomii , ustalając jeden wspólny cel zapominając  na pewien czas o własnych aspiracjach i ewentualnych animozjach. Ktoś trafnie powiedział Ukraińcy mają jeden związek i są skuteczni, co wyraźnie dowodzi, że czasami warto uczyć się i od przeciwnika. Demokracja to jest piękna rzecz, ale prawidłowego jej wykorzystania długo trzeba się uczyć, zdarza się, że niektórzy mylą ją z anarchią i sobie państwo zwycięża z rozsądkiem. Stąd wywodzi się mój sceptycyzm w temacie porozumienia się wszystkich Kresowian. Młodsze  pokolenia jak na razie zdają się być o wiele bliżej uzyskania tego celu, ale tylko teoretycznie, bo nie wiadomo co okaże się w praktyce. Nie mniej należy próbować, bo rzeczywiście pozostaną nam tylko mity o Kresach.