Poniedziałkowy ranek 22 maja powitał nas  wspaniałym słońcem… któż mógł przypuszczać, że ten dzień będzie dniem końca bytu polskiego w Brzezinach, wspominają po 70 latach, ci mieszkańcy którym udało się uratować z rąk ukraińskich siepaczy. Wczesnym rankiem niosąca do zlewni mleko, dziewczyna nazwiskiem Petruś Maria (z rodziny ukraińsko-polskiej) z Kopaniny, zaalarmowała wszystkich krzykiem, że w Kopaninie już mordują. Zanim  ktokolwiek ruszył do ucieczki już bandy UPA  okrążyły Brzeziny .Sporo zdążyło dopaść łan zbóż i w nich się ukryć, Ukraińcy jednak  po jakimś czasie zaczęli pola przeczesywać, szukając ukrywających się uciekinierów. Tym razem mordowano wszystkich Polaków, inaczej jak w Hucie Szczerzeckiej, czy Hucisku, gdzie pozostawiono przy życiu kobiety i dzieci. Kazimierza Kuc (ur.1929 r.)  wspomina: Od jakiegoś czasu namawialiśmy (ja z moimi braćmi Stanisławem-ur. 12.01.1922 i Szczepanem ur.05.02.1925) naszego Ojca Michała, mającego wówczas 57 lat , aby zostawić nasze gospodarstwo pod opieką sąsiadki, starszej Ukrainki Dmytrenko Lunie i uciekać gdzieś hen pod Lwów, a może i do samego Lwowa. Ojciec nie chciał o tym słyszeć (tłumacząc, że starych drzew się nie przesadza), więc my z braćmi udaliśmy się do Lwowa i zamieszkaliśmy na Kozielnikach (przedmieście Lwowa) u kolejarza nazwiskiem Pudełko, który pochodził z Brzezin, a który był zawiadowcą na tym przystanku kolejowym. Dał on nam do spania komórkę i dzieliliśmy ją wespół ze szczurami. Lecz czuliśmy się tam bezpiecznie. Niestety, nie mógł nam zaoferować chleba, który był wówczas ściśle reglamentowany kartkami. W takiej sytuacji zawsze w sobotę, lub w  niedzielę jechaliśmy pociągiem do Wybranówki, a stamtąd ścieżką do domu, gdzie Mama Maria zawsze w końcu tygodnia piekła chleb i zabieraliśmy go tyle, aby starczyło nam na cały tydzień. Oczywiście szumnie powiedziane – jechaliśmy pociągiem – jest grubą przesadą. No, bo skąd mielibyśmy mieć pieniądze na bilet? Wskakiwało się do pociągów towarowych i jechało się na gapę. I tak było w dniu 20 maja 1944 roku (sobota), kiedy wyjazd po chleb do domu przypadł mnie. Przyszedłem na dworzec pod wieczór, a na torach w kierunku Stanisławowa stał pociąg wiozący niemieckie czołgi. Zorientowałem się, że niebawem ruszy. Pan Pudełko, u którego mieszkaliśmy, a który miał akurat dyżur na stacyjce, ostrzegł mnie , abym nie chciał czasami skakać do tego pociągu, gdyż jest on strzeżony dwoma budkami z wartownikami i mnie zastrzelą. Lecz jak zauważyłem , że wartownicy wskoczyli do swoich budek i pociąg ruszył, to zrobiłem szusa i szybko znalazłem się pod jednym z czołgów. A ponieważ już była szarówka, to nikt tego nie zauważył. W Wybranówce wyskoczyłem i za godzinkę byłem w chałupie. Niestety Mama oświadczyła mi, że muszę na chleb poczekać do poniedziałku, gdyż nie zdążyła go upiec. I w ten sposób, mimo, iż uciekliśmy przed napadem pod Lwów, to poprzez ten przypadek - na niego trafiłem. Gdy usłyszeliśmy krzyk Marysi Petruś, ostrzegający o napadzie, a który zbiegł się z hukiem strzałów, każdy biegł w swoją stronę, nie patrząc na innych. Ja nie wiem jakim cudem, lecz momentalnie znalazłem się w łanie  żyta należącego do ukraińskiego sąsiada. Po paru godzinach, słysząc wokół strzały, wrzaski i czując cały czas dym i ogień, usłyszałem i wyczułem, że Ukraińcy przeczesują łany zbóż, szukając ukrywających się tam ludzi. Nie było rady, zerwałem się i zacząłem biec w stronę drogi, przeskoczyłem ją i już razem z trzema innymi poleciałem w stronę tzw. deberki , za cmentarzem parafialnym. Były to takie małe kotlinki z dołami.  Po drodze strzelało do nas trzech, lecz jakoś Bóg mnie ochronił. Wskoczyłem w dół, przykryłem się chaszczami, mając obserwację na ścieżkę, którą chodziło się do Wybranówki. Gdy wskakiwałem do dołu, to widziałem stojących za drzewami Ukraińców z obstawy wsi, z bronią w rękach. Po jakimś czasie, już jakoś pod wieczór, kiedy następowała cisza, zauważyłem idącego ścieżką Pana Petrusa z Kopaniny, prowadzącego córkę Marysię, tę właśnie, która rannym krzykiem zaalarmowała Brzeziny o napadzie, a która w trzecim transporcie deportowanych trafiła z rodziną do Jaworzyny Śląskiej. Odważyłem się i podszedłem do nich, prosząc o pomoc. Pan Petruś powiedział, abym szedł z nimi na dworzec na wieczorny pociąg, gdyż on odprowadza Marysię, aby pojechała do Lwowa, bo też nie jest pewny jej losu, jako, że jego żona była Polką. Powiedział mi, że w razie czego jestem niby jego synem i tak mi nic nie zrobią. Lecz nikt nas już nie zatrzymywał i tak doszliśmy do Wybranówki, skąd odjechaliśmy w kierunku Lwowa…  Nazajutrz dowiedziałem się, że mojego Ojca Michała zastrzelono przy potoku młyńskim, w którym leżał dwa dni, po czym ogołoconego z kożucha i butów. Ukraińcy zakopali nieopodal na brzegu.  W ogóle to Ukraińcy, bojąc się zarazy, po dwóch dniach, wszystkich zamordowanych zagrzebali w miejscach, gdzie zostali zabici. Wiele zatem ciał użyźniło tamtejsza glebę, zaś ich kości tkwią tam do dzisiaj, porozrzucane na brzezińskiej ziemi. A ciał tych w sumie doliczono się aż 145 . !!!  Moja Matka Maria nie miała szans ucieczki i została w domu. Gdy nadeszli Ukraińcy Matka wraz z Ciotką Rozalią Dmyterko   poczęły udawać Ukrainki. I z tupetem do nich, co oni tutaj robią, czyż i je będą mordować. Oczywiście w szkole uczono się ukraińskiego, a że i sąsiedzi byli Ukraińcami, więc ich język znały dobrze. Zmarkotniały, gdy kazali im mówić pacierz. Pierwszą część pacierza jakoś przebrnęły, lecz później zaczął się problem. Lecz nie zbita z tropu Mama zaczęła krzyczeć po ukraińsku do nich, że niby gdzie się miały nauczyć tego pacierza, jak od młodych lat gnali ich wciąż do roboty. A na dowód, mówi, idźmy do sąsiadki Luny Dmytrenko, ona potwierdzi kim jesteśmy. I poszli do niej, która nie dość, że potwierdziła że są Ukrainkami, to jeszcze tych bandziorów wyzwała od najgorszych, że są mordercami, bo i dzieci ukraińskie mordują. A było tak, że gdy zaczął się napad, to wpierw zatłuczono czterech chłopców, którzy paśli bydło i konie na łąkach. Okazało się , że dwóch z nich było dziećmi z rodzin ukraińskich. W końcu kobiety się uratowały… Dowiedziałem się też, że gdy rannym pociągiem dotarła wiadomość o napadzie do Lwowa, to pan Pudełko zorganizował parowóz z jednym wagonem i ekspedycja zainteresowanych, razem z ks Liwickim dotarła do Wybranówki, lecz oczywiście nikt nie odważył się przeciwstawić siłą rozjuszonej i uzbrojonej watasze ukraińskiej. Na dodatek na łąkach wiejskich niedaleko stacji w Wybranówce wypoczywał i ćwiczył oddział Wermachtu z dowodzącym nimi pułkownikiem.           Ks Liwicki, oficer rezerwy z czasów I wojny światowej, zwrócił się do owego pułkownika z prośbą o wysłanie żołnierzy, celem zapobieżeniu rzezi. Niestety pułkownik odmówił, tłumacząc księdzu, że jeżeli stałaby się jakakolwiek krzywda w tej akcji jakiemuś żołnierzowi, to jego czekałby stryczek… (…)…I tak mordom, paleniom i niszczeniom nikt nie przeszkadzał, zaś akcja zakończyła się o zmroku. Lecz nikt z ukrywających się Polaków nie odważył się jeszcze tej nocy, kiedy łuny palących się Brzezin były widoczne hen, hen, na powrót…Zresztą nie było już doprawdy do czego.. Z istniejących 56 domostw w Brzezinie ostało się raptem do dnia dzisiejszego tylko cztery, zamieszkałe przez rodziny ukraińskie. Kościół został spalony, wieża nie istnieje, nie ma śladu po budynku plebani, ani po budynku tzw. organistówki ….                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                              Ks. Franciszek Wołyniak ( pełniący swoją posługę w kilku parafiach diecezji lwowskiej) w swoich wspomnieniach napisał : „Zostało zamordowanych 145 osób. Taki był dramat tego straszliwego żniwa, jakiego o świcie dokonały bandy ukraińskich rezunów owego pięknego majowego poranka. Sprawcami tego okropnego dzieła, to nie byli jacyś ateiści , bezbożnicy nie znający Bożych Przykazań, anarchiści czy komuniści. Ale byli to ludzie ochrzczeni , znający dekalog od dziecka. Ale niestety równocześnie też to w prostej linii potomkowie XVII-wiecznej czerni, rezunów, którzy wieszali obok siebie polskiego szlachcica, Żyda i psa. Których duchowym przywódcą był wtedy oteć świętobliwy excelencja hr. Roman Andrij Szeptyćkyj. W ich żyłach dotychczas płynie dużo krwi z okrutnych obyczajów tatarskich, których nabyli jak wiemy z historii ich pradziadowie przez całe wieki płacąc chanom tatarskim haracz. Byli oni również ich lennikami, dawali jasyr nawet ze swego narodu i z nimi chodzili na łupieskie wyprawy na sąsiadujące państwa. Tam też nauczyli się palić, niszczyć i mordować. Ta straszliwa lekcja pozostała w duszy i psychice części tego narodu. Tych skłonności barbarzyńskich nie zmyła u nich ani woda chrztu świętego ani czasy minionych lat, ani humanizm, ani żadna kultura, która w tym czasie najbardziej prymitywne i dzikie narody wyprowadziła na wysoki piedestał cywilizacyjny. Na dnie duszy znacznej części ukraińskiego narodu drzemie po dziś dzień, jak przed wiekami instynkt niszczenia, palenia i mordowania nawet najbliższych członków swojego i bratniego narodu, czego doświadczyliśmy w latach 1939-1946. Na takie zbrodnie mogli się zdobyć tylko Ukraińcy, którzy jak gdyby na ironię mienią się narodem chrześcijańskim, żegnają się trzykrotnie i wybijają przed obrazami, setki pokłonów z których diabeł się śmieje…”

Zródła:

http://www.postolin.pl/index.php/andrzej-zielinski-wspomnienia-zolnierza-czterech-rzek/ii-zycie-na-kresach-pod-okupacja-rosyjska-niemiecka-i-znowu-rosyjska-lata-1939-1944

http://www.postolin.pl/index.php/brynce-zagorne/dzien-22-maja-1944-roku-koncem-krotkiego-zywota-parafii-i-tragedia-mieszkancow-brzezin

Więcej  w : KSI nr.36 str. 20    http://ksi.kresy.info.pl/pdf/numer36.pdf


enfrdeitptrues

75. rocznica ludobójstwa

Reklama

 

Szukaj w serwisie

Statystyki

Odsłon artykułów:
2576392

Odwiedza nas 44 gości oraz 0 użytkowników.

cpr certification online
cpr certification onlinecpr certification onlinecpr certification online