Duża, licząca ponad 450 gospodarstw wieś na Podolu - Burakówka, powiat zaleszczycki  w województwie tarnopolskim. Jest bardzo mroźny poranek, właściwie jeszcze noc, wokoło ciemno, sobota 10 lutego 1940 roku parę minut po godzinie 6,00. Ciszę nocną przerywa silny łomot i kopanie w drzwi chałupy. Momentalnie wszystkich domowników postawiło na równe nogi, ojciec pyta - kto tam ? Откройте дверь! Weszli do środka.

Wywózka – SYBERIA !

Nazwa wsi Burakówka powstała zapewne od borów rosnących niegdyś w pobliżu osady. Lasy łączyły się bezpośrednio z pobliskim Jazłowcem. Za datę założenia osady przyjmuje się rok 1666. Pierwszymi osiedleńcami w Burakówce prawdopodobnie byli Ormianie, którzy wypierani przez mongolskie hordy, wędrowali na Zachód i osiedlali się na polskiej ziemi. Nowa ojczyzna zapewniała im pokój i swobodę egzystencji. Ormianie wnieśli w polską kulturę wiele wartości w różnych dziedzinach. Z ich nacji wywodzą się liczni wybitni politycy, uczeni, artyści i żołnierze – od pól Grunwaldu, przez Warnę, Chocim, Kamieniec Podolski, Lwów,      Jazłowiec i Wiedeń – zwycięstwo Jana III Sobieskiego wspomagało pięć tysięcy Ormian. Również podczas dwóch wojen światowych nie brakło ich po polskiej stronie. Krwawą ofiarę złożyło też i duchowieństwo obrządku ormiańskiego, które w czasie wojennych kataklizmów zostało niemal całkowicie wyniszczone. Potem we wsi zaczęli napływać polscy osadnicy z dzisiejszego kieleckiego i lubelskiego, następnie Rusini. Świadczą o tym nazwiska wywodzące się ze wsi: Rościszewski, Szczepanik, Pawliszyn, Żymańczyk, Derkacz, Gołębiowski, Skrzypnik, Hewryk, Kuczerka, Niemczyk, Praksedy, Świerżko, Bodnar, Wolanin, Chwastowski, Cieński, Jaszczyk, Sobczak. Wieś Burakówka położona była na terenie głębokiego jaru nad rzeką Dżuryn. Rzeka wypływała z wioski Dżuryn i płynęła przez wsie Połowce, Pauszówka, Bazar, Burakówka, Słobódka, Popowce, Koszyłowce, Sadki, Czerwonogród i tam wpadała do Dniestru. W miejsce drewnianego folwarku zbudowano kamienny, obok niego gorzelnię i młyn. Drewniana cerkiew w Burakówce zbudowana w niepamiętnych czasach najprawdopodobniej za panowania księcia halicko-włodzimierskiego Daniły. Kronika cerkiewna wspomina, że chłopi ze wsi zbudowali w XIV wieku drewnianą cerkiew. Za panowania Kazimierza Wielkiego, kiedy to na całym Podolu budowano kamienne zamki, Polacy i Rusini na miejscu spalonej cerkwi budują nową, murowaną. Do komitetu budowy zostali gospodarze ze wsi, Rusin Homeniuk i Polacy Żymańczyk i Sobczak. We wsi nie było parafii, duchowni dojeżdżali. Ruscy księża bardzo często pochodzili z polskich rodzin m.in. księża Adykowski i Paluch. Na probostwie rozmawiano po polsku. Ostatnim cerkiewnym duchownym - przed 1939 rokiem był pop Czużak. Jego żoną była siostra duchownego z Capowa. Mieli dwójkę dzieci –Myrona i Marusię. Oboje robili wszystko by poróżnić społeczność wiejską doprowadzając do antagonizmów pomiędzy nami, a Rusinami (zwanych później Ukraińcami).Wzajemna niechęć  i wrogość spowodowana sprzecznością interesów (w przypadku gospodarzy w Burakówce aż nadto widoczna) i różnicą poglądów (chęć zbudowania samostinej Ukrainy).W późniejszym okresie na tej bazie uwidocznili się banderowcy mordując najpierw Żydów, potem Polaków. Kiedyś Burakówka należała do parafii w Czerwonogrodzie, oddalonym od nas ponad 20 kilometrów. Nie mając kościoła ludzie zmuszeni byli do uczęszczania na msze święte do ruskiej cerkwi. Nie ma się czego dziwić, następowało powolne wynarodowienie, zaczęła zanikać wiara katolicka. W 1861 roku parafia w Czerwonogrodzie została podzielona. Burakówka została włączona do nowej parafii w Jazłowcu. Nie mając katolickiego kościoła ludność naszej wsi korzystała z cerkwi, na przemian z duchownym cerkiewnym. Doszło jednak do rozłamu kiedy proboszcz parafii w Jazłowcu zażądał od popa wydania metryk chrztu i ślubów. Cerkiewny nie wydał dokumentów, każąc jednocześnie zamknąć drzwi cerkwi przed Polakami. Wierni zabrali jednak z cerkwi nasze szaty liturgiczne i kielichy i urządzili prowizoryczną kaplicę w stodole u pobliskiego gospodarza. Proboszcz parafii w Jazłowcu ks.Turski rozpoczął w Burakówce budowę kościoła wyznania rzymsko - katolickiego, który został poświęcony w roku 1882.Warto nadmienić, że późniejszy kardynał Sapieha, który w 1893 roku otrzymał święcenia kapłańskie w roku 1894 dekretem arcybiskupa Seweryna Morawskiego został skierowany do pracy w parafii w Jazłowcu, gdzie pełnił obowiązki kapelana panien z rodzin ziemiańskich przy domu Zgromadzenia Sióstr Niepokalanego Poczęcia NMP. Ubiegał się o parafię Dunajów, został jednak wysłany do parafii Skała, której ostatecznie nie objął. W 1920 roku parafia w Jazłowcu zostaje podzielona i Burakówka  gdzie mieszka najwięcej Polaków, zostaje siedzibą parafii pod wezwaniem Św. Józefa. Do naszej parafii zostaje przydzielonych 9 wsi i przysiółków ; Słobudka, Biała, Pozeże, Popowce, Koszyłowce, Capowce, Bazar, Kościuszkówka i Czahor. Następnie zbudowano plebanię i organistówkę, gdzie dodatkowo, czasowo uczono dzieci chodzące do I i II klasy szkoły powszechnej. Posługę duszpasterską w naszej parafii sprawiali jeszcze księża, ks.: Kulpa, Klecin, Grygiel, Myśliwy, Matłowski, Florek, Sozański, Lewandowski i Dola. Ksiądz Lewandowski we wrześniu 1939 roku otrzymał powołanie do wojska, brał udział w kampanii wrześniowej i dostał się do niemieckiej niewoli i dalszy jego los nie jest znany. Ksiądz Dola dotarł do naszej wsi jakiś czas po tym jak odszedł na wojnę ks. Lewandowski, zatrzymał się u nas czasowo jako uciekinier przed Niemcami ze Śląska. Po zamordowaniu kuzynki Barbary Zielińskiej i jej męża przez banderowców w 1943 roku opuścił parafię. Podczas banderowskiego napadu na Zielińskich szczęśliwie uratowało się małe dziecko, chowając się pod łóżko. W czasie repatriacji, dziecko wraz z babcią księdza Doli wyjechali na Ziemie Zachodnie. Ksiądz Dola zmarł na parafii w Lubinie i tam jest pochowany.Pierwszą szkołę powszechną, dwuklasową w Burakówce mieszkańcy zbudowali w 1883roku. Następnie w 1900 roku dobudowano jeszcze jedno pomieszczenie na III klasę i mieszkanie dla nauczyciela. Pierwszym nauczycielem w Burakówce był pan Lewicki, który w organistówce uczył dwie klasy. Od roku 1898 dzieci uczyły siostry zakonne – Teresa, Helena i Stanisława Świeżko. W 1937 roku  powiatowe władze z Zaleszczyk przysłały świecką nauczycielkę Annę Hołodnikównę. Było to młoda osoba, dopiero co po ukończonej szkole nauczycielskiej. W owym czasie władze nastawiały się na obsadzanie stanowisk nauczycieli wiejskich osobami świeckimi. Zakonnice  były wypierane do klasztorów, pracę na wsi rozpoczynali młodzi nauczyciele, z których większość była bezrobotna. Zmieniali się właściciele, ostatnimi po rozbiorach, którzy nabyli folwark Burakówka była ormiańska rodzina Romaszkan.Za panowania Potockich w Jazłowcu, zwanych później Jazłowieckimi, w Burakówce Polacy i Rusini wspólnymi siłami zbudowali murowaną cerkiew w miejscu dawnej drewnianej zniszczonej podczas najazdów. Szlachta ormiańska, która posiadała wielkie majątki na całym Podolu, cerkwie budowała we wszystkich większych wsiach. W ten oto sposób wynarodowiano ludność polską. W sąsiedniej Słobódce mieszkała ormiańska szlachta zagrodowa mająca nawet własne herby. Po wymarciu dotychczasowych właścicieli folwarku w Burakówce ostatnimi zostają dwie siostry Romaszkan, które podzieliły się majątkiem. Młodsza z nich wychodzi za mąż za Cińskiego ze Lwowa i dziedziczy Czahor i Połowce. Starsza wychodzi za mąż za hrabiego Bondę i mieszka w Wiedniu. Po I wojnie światowej, aż do 1939 roku folwark w Burakówce administruje siostrzeniec hrabiego Bondy, niejaki Ciński.

W Burakówce krzyżowało się wiele dróg, z Dżuryna do Zaleszczyk (szosa), z Jazłowca przez Czahor do Tłustego. Z Czortkowa przez Jagielnicę na Horodeńkę. Wioska umownie dzieliła się na trzy części: „Środek”, „Za dworem” i „Załucze”. Pole dookoła wioski nazywano od północy „Za dworem”, od wschodu „Czerwona Góra”, „Hrobelka”, „Koło figury”, „Żłób”. Za wysokim wzniesieniem nad Dżurynem była nizina zw.”Moczary”, następne pola zwano „Trawną”, „Łozy” i „Rokity”, na południu „Załucze”, od zachodu Wojciechowo, Biało, Sandygóra, Zamogiła. Za gościńcem były tzw.„Czaryk Góry”. Na środku wsi dwór pański, młyn, karczma i spalona w czasie wojny gorzelnia. Obok cerkwi była siedziba kancelarii gromadzkiej, a także wybudowana przez Rusinów w 1922 roku na ich potrzeby - kooperatywa, tak zwano ich Dom Ludowy. Szkoła powszechna wybudowana była na Załuczu, murowany kościół pw.Św. Józefa za starym cmentarzem. Wieś była duża i bogata. Prowadzono szeroką działalność kulturalną i polityczną, młodzież w Kole Młodzieży i związku „Strzelec”, starsi w Stronnictwie Ludowym. Organizowano występy, działalność prowadził amatorski teatr wiejski. We wsi były dwa sklepy, Kasa Stefczyka, prężnie działało Kółko Rolnicze i Spółdzielnia Mleczarska mająca 8 filii w miejscowości: Słobudka, Biało,Kościuszkówka, Popowce, Capowce, Podśniatynka, Latacz, Drohaczówka. Po zniesieniu pańszczyzny we wsi wybierani byli wójtowie, kolejno nimi byli ; Zaskocki, Skrzypnik, Dmytryszyn, Tomasz Żymańczyk, Wincenty Żymańczyk, Hajducki. Zamieszkali we wsi Rusini prowadzili także swoją działalność polityczną i kulturalną, mając np. przysposobienie wojskowe. W 1939 roku po reorganizacji urzędu gminnego na sołtysa wsi wybrano Wincentego Żymańczyka, ten jednak szybko zrzekł się swojej funkcji na rzecz Piotra Żymańczyka. Nowy sołtys poprzez swoje kontakty faworyzował Rusinów, stając się szybko ich poplecznikiem. Utrzymując poufne kontakty z sowiecką władzą po 17 września 1939 roku uniknął w ten sposób razem z bratem wywózki na Sybir. Nikogo ze wsi nie powiadomił o planowanej wywózce, pomimo, że bardzo dobrze o tym wiedział. Rodzice gospodarzyli na 8 morgach pola, z czasem dokupywali jeszcze pojedyncze kawałki od ludzi którzy często wyjeżdżali za chlebem do Ameryki. Większość  z nich wracała z gotówką, zakładała rodziny i budowała nowe domy. W gospodarstwo liczyło trzy krowy, kilka jałówek, 2 konie i pasieka. Tato miał starszego brata Kaliksta Skrzypnika, który ożenił się z najstarszą siostrą mamy Anną oraz młodszego brata Władysława i siostry – Elżbietę i Annę. Urodził się w 1901roku, jego rodzicami byli Szymon Skrzypnik i Anna zd.Chwastowska. Dziadka od strony mamy nie pamiętam, wcześnie zmarł gdy powrócił jako legionista z I wojny światowej. Babcia wyszła za mąż za Szwaluka i miała na imię Justyna. Rodzice gospodarzyli, zebrane plony sprzedawali najczęściej na targu w Tłustem, chociaż do Czortkowa było znacznie bliżej. Niejednokrotnie zboże tato odstawiał do magazynów w Tłustem. Były tam lepsze ceny z powodu większej ilości handlujących Żydów. We wsi gospodarzyły rodziny; Żymańczyk, Jaszczyk, Chwastowski, Kawecki, Rakoczy, Wawrów, Widecki, Bodnar, Szymanowski, Szczepanik, Kościk, Łabanda,Wolanin, Herman, Domański, Zaskocki, Szwaluk ,Cyganiuk, Hajducki, Logoń, Rzepczyński, Borbulak, Pawliszyn, Drofiszyn, Padolski, Skrzypnik i wielu innych. Znani byli mi Rusini;  Homeniuk, Kuczyński, Nyczaj, Diduch, Bahryj, Dorosz, Żowtiuk, Melnyk, Tymków, Dmytryk, Hryńczuk, Pawłyk, Dżogan, Derczak, Bojczuk, Mohyluk, Maśniuk,Torkot, Koszut, Huzij. Mieszkali też Żydzi; Biller, Fischof, Akseblerad, Ajzmar, Karpil, Szechmej, Knol, Psemina, Gecko. Było też sporo osadników osiadłych na ziemi nadanej przez państwo: Sokołowski, Furkałowski, Baniukowski,Markowski, Zieliński, Ziółkowski, Rakowski, Bielan, Matys, Gutowski, Gruszewski.

Urodziłem się w Burakówce powiat Zaleszczyki dnia 13 listopada 1926 roku w rodzinie Antoniego Skrzypnika i Marii zd. Szwaluk. Oprócz Anny, żony stryja Kaliksta, mama miała jeszcze 2 młodsze siostry, Wiktorię późniejszą Pawliszyn i Anastazję, która wyjechała do Kanady i tam pozostała. Byłem najstarszy z trzech braci, po mnie w 1928 roku  urodził się Eugeniusz, lecz zmarł i najmłodszy Tadeusz ,urodzony w 1931roku. Do szkoły powszechnej zacząłem uczęszczać w 1933roku i ukończyłem 6 klas, więcej się dało, bo wybuchła wojna. Religii w szkole uczyła mnie siostra zakonna ze Zgromadzenia Franciszkanek Rodziny Maryi w Burakówce. Siostry franciszkanki przybyły do wsi w 1906 roku i prowadziły miejscową Szkołę Ludową. Na stałe zamieszkiwały we wsi 4 siostry. Niekiedy religii uczył nas także ks.proboszcz Sozański, był już w podeszłym wieku i dlatego więcej godzin lekcyjnych spędzaliśmy z siostrą zakonną. Następcą księdza Sozańskiego był ks. Lewandowski o którym wspominałem już, że we wrześniu 1939 roku otrzymał powołanie do wojska. Do szkoły w Burakówce chodzili ze mną ; Adolf Mostowy, Władek i Tadek Skrzypnik, Bolek Żymańczyk , Szczepanik, Janina Rzepczyńska, Bronia Niemczyk, także Rusini i 2 Żydów. Do 7 klasy już nie poszliśmy, wybuchła wojna. Dużo wcześniej, zwłaszcza wiosna 1939 roku pełna była napięcia politycznego. Biedota, Ukraińcy w szczególności cieszyli się, że wojna jest blisko. We wsi mieli swoje „gumowe ucho”, wieloletniego bywalca zakładów karnych II Rzeczypospolitej, ukraińskiego komunistę Horyczaka. Obszarnicy i polscy właściciele ziemscy nie wierzyli, że dojdzie do IV rozbioru Polski. Właściciel majątku w Burakówce hrabia Ciński miał potężne zadłużenie wobec skarbu państwa. Od jakiegoś czasu nie płacił podatku gruntowego. We wsi zjawił się pełnomocnik starostwa powiatowego i nastąpiło zajęcie 60 hektarów ziemi w Hrebelkach w pobliżu kolonii Kościuszkówka. Urzędnicy wspólnie sołtysem i Prezesem Kółka Rolniczego, moim stryjem Kalikstem Skrzypnikiem rozdzielili tę ziemię pomiędzy polskich rolników, całkowicie pomijając Ukraińców. To wywołało nienawiść żyjących dotąd w zgodzie sąsiadów. Jesienią 1938 roku nowi dzierżawcy członkowie Kółka Rolniczego chcąc zagospodarować ziemię posiali na niej żyto. Właściciel wraz z fornalami kazał zaorać rosnące już zboże i powtórnie obsiał swoim. Powstała nieformalna bitwa między chłopami a fornalami z drugiej strony. Znużeni ciężką pracą na roli nawet nie spostrzeżono, że ogłoszono mobilizację do wojska. Zostałem wyznaczony do rozwożenia po wszystkich koloniach kart mobilizacyjnych. Nie zdążyłem nawet pożegnać się z najbliższymi z rodziny Skrzypników, którzy poszli na front.17 września 1939 roku przed południem idę w stronę kościoła. Koło Kółka Rolniczego zauważyłem polski samochód wojskowy. Do wsi nadciągnęła kompania żołnierzy z Czortkowa. W mieście tym stacjonował sztab Korpusu Ochrony Pogranicza. Rozłożyli się pod Domem Ludowym, odpoczywali udając się w stronę Zaleszczyk do granicy z Rumunią. Gospodynie szykowały żołnierzom jedzenie niestety nie zdążyli nawet zacząć gdy od strony Czahoru za wysokim jarem rzeki Dżuryn pokazała się sowiecka kawaleria. Natychmiastowy wymarsz celem uniknięcia strzelaniny w centrum wsi, boczną drogą około 300 metrów za polami majątku w kierunku na Kościołowce. Niestety na tym kierunku byli już Sowieci, skierowali się zatem w kierunku zachodnim na Jazłowiec. Tam na wszelki wypadek okopali się. Nocą nastąpiło rozformowanie kompanii, żołnierze przebierali się w cywilne ubrania otrzymane od chłopów z okolicznych wsi. Wszyscy chętni podoficerowie na własną rękę wraz z oficerami przedzierali się w kierunku granicy do Rumunii. Właściciel majątku hrabia Ciński, ostrzeżony w ostatniej chwili, uciekł końmi do Rumunii. Po wojnie powrócił na Ziemie Zachodnie i osiadł we Wrocławiu. Opuszczony dwór i majątek ziemski zaczęli oczywiście grabić Ukraińcy. Zabierali co się tylko dało, meble, wyposażenie mieszkań, okna, boazerie, konie, krowy i inny inwentarz żywy. Ograbili obydwa nasze sklepy. W ciągu paru dni z świetnie prosperującego majątku pozostał jedynie obraz nędzy i rozpaczy. Zaczęli już między siebie dzielić ziemię hrabiego Cińskiego. Już wtedy na początku wojny nastał ukraiński terror. W szkole wprowadzono obowiązek nauczania języka ukraińskiego. Nikomu to się nie podobało, bo dzieci polskich była większość, ukraińskich garstka. Ukraińcy postanowili większą społeczność wiejską zlikwidować, w tym celu Sowietom podano nazwiska tych co otrzymali parcele w Łozach jako koloniści Piłsudskiego i mieli zostać przez to wywiezieni na Sybir. Nikt oprócz nich nie mógł spodziewać się wywózki. Potem na listach znaleźli się wiejscy działacze członkowie Stronnictwa Ludowego, nauczyciele, leśnicy, urzędnicy gminni, starostowie, policjanci i wszystkich wymienionych najbliższe rodziny. Lista do wywozu powstała też w sąsiedniej wsi Bazar, lecz z niej nie wywieziono nikogo. Ukraińcy stanęli murem za Polakami. W Burakówce na odwrót, zawzięli się na nas, bo nie dostali ziemi z podziału majątku Cińskiego. Zebraliśmy swoje oszczędności, policzyliśmy, sprzedaliśmy trochę zboża, było parę groszy i wszyscy postanowili uciekać do Rumunii. Czekamy tylko na cieplejsze dni, poprawienie pogody i w drogę. Nie zdążyliśmy !


enfrdeitptrues

75. rocznica ludobójstwa

Reklama

 

Szukaj w serwisie

Statystyki

Odsłon artykułów:
2672180

Odwiedza nas 197 gości oraz 0 użytkowników.

cpr certification online
cpr certification onlinecpr certification onlinecpr certification online