Do wolonatriuszy

Poszukujemy wolontariuszy do prowadzenia na FB tematycznych fanpage. Zgłoszenia ślijcie na adresy z zakładki "Napisz do nas".

Szlak bojowy 27 WDP AK

 

Dołacz do akcji

Logowanie

 Do pierwszego starcia z regularnymi jednostkami wojsk niemieckich doszło 2 kwietnia 1944 r. Oddział niemiecki zaatakował 2 kompanię I/50 pp, stacjonującą w miejscowości Sztuń. Atak piechoty niemieckiej wspierała artyleria (rozmieszczona za lasem Podstawie), która ostrzeliwała stanowiska polskie w Sztuniu. Z pomocą 2 kompanii I/50 pp pośpieszyła 1 kompania I/43 pp, stacjonująca w Zamłyniu. Oddział w składzie dwóch plutonów i zwiadu konnego pod dowództwem ppor. Ryszarda Markiewicza „Mohorta” wykonał manewr na skrzydło i tyły Niemców. Po osiągnięciu lasu Podstawie jednym plutonem zaatakował stanowiska ogniowe artylerii, a pozostałymi siłami uderzył od tyłu na tyralierę niemiecką nacierającą na Sztuń. Atak oddziału polskiego był zaskakujący i tak gwałtowny, że w szeregach przeciwnika nastąpiła całkowita dezorganizacja. Niemcy wycofując się w bezładzie stracili 12 zabitych, a 28 poddało się. Zdobyto 9 km, 8 rkm, 50 kb i biedki z amunicją. Straty własne: 1 zabity, 6 rannych.23 W czasie kiedy pod Sztuniem trwała walka, Niemcy zaatakowali od strony Rymacz I/43 pp w rejonie Zamłynia. Natarcie, które miało charakter działań rozpoznawczych, zostało odparte. Przeciwnik wycofał się w kierunku wsi Terebejki, ponosząc duże straty w czasie  bezładnego odwrotu przez rozległe bagna między Zamłyniem i kol. Ostrowy. Po całodziennej walce 2 kompania I/50 pp w Sztuniu i pododdziały I/43 pp w Zamłyniu umacniały swoje pozycje obronne. Do końca dnia 3 kwietnia w rejonie Sztunia i Zamłynia panował spokój. Uaktywniło się natomiast lotnictwo. Niemieckie samoloty bombardowały i ostrzeliwały z broni pokładowej most na Turii w rejonie Jagodna oraz miejscowość Hajki, gdzie stacjonował III/50 pp. W nocy z 3 na 4 kwietnia 1944 r. duży oddział z 1 brygady strzelców górskich, maszerujący z Lubomla przez Wiszniów w kierunku południowym, wszedł bez przeszkód do Sztunia. Kwaterująca we wschodniej części wsi 2 kompania I/50 pp zaatakowała Niemców.

Brawurowy nocny atak wzdłuż wsi zupełnie ich zaskoczył. Doszło do walki wręcz, w której trudno było zorientować się kto jest wrogiem. Ponosząc duże straty i pozostawiając w Sztuniu cały tabor, Niemcy pod naporem 2 kompanii wycofali się ze wsi. Z nastaniem świtu, ochłonąwszy z zaskoczenia i wsparci ogniem artylerii i moździerzy, rozpoczęli natarcie na wieś. 2 kompania I/50 pp zajęła stanowiska obronne na północnym skraju wsi i z trudem odpierała ataki przeważających sił niemieckich. Wówczas dowódca zgrupowania mjr „Kowal” skierował do Sztunia nowe siły. Z rejonu Zamłynia uderzyła na prawe skrzydło wroga1 kompania I/43 pp i wyszła na tyły niemieckiej tyraliery atakującej Sztuń. Równocześnie dowódca I/50 pp por. „Sokół” skierował do akcji 1 kompanię, która wychodząc z Czmykosu zaatakowała od strony Radziechowa lewe skrzydło niemieckiego natarcia. Manewr na skrzydła i tyły nieprzyjaciela przesądził o losach walki. Niemcy, związani ogniem od czoła oraz zaatakowani z obu skrzydeł, wycofali się w kierunku Lubomla. Ich straty wynosiły: 52 zabitych. Zdobyto 7 km, 4 moździerze, 60 kb, 26 wozów taborowych i kuchnię polową. W zdobytych taborach znajdowała się amunicja do broni strzeleckiej i moździerzy, żywność oraz pancerfausty. Straty własne wynosiły 9 zabitych i 14 rannych.24 Cały zdobyty tabor i sprzęt dla bezpieczeństwa odprowadzono do lasów na południowy zachód od Sztunia. Podczas walk w rejonie Sztunia i Zamłynia nie ograniczono się tylko do działań obronnych. 3 kwietnia II/50 pp przeprowadził odciążającą akcję zaczepną przeciw Niemcom w Maszowie, gdzie stacjonował 150 - osobowy oddział ochraniający tory kolejowe Luboml - Kowel. Po nocnym marszu ze Stawek przez Staweczki, Olesk, Zaglinki batalion zaatakował o świcie garnizon niemiecki w Maszowie. Zaskoczenie niespodziewanym atakiem i duże tempo polskiego natarcia wprowadziły panikę w szeregach nieprzyjaciela. Maszów został zajęty, a Niemcy ratowali się ucieczką w kierunku Lubomla, pozostawiając na polu walki 16 zabitych. Po wykonaniu zadania batalion 4 kwietnia powrócił do Stawek, pozostając w odwodzie zgrupowania północnego. Również I/50 pp 4 kwietnia rano opuścił Sztuń. 1 kompania wróciła do Czmykosu, a 2 kompania została skierowana do rejonu na wschód od m. Wysock z zadaniem ubezpieczenia przeprawy sowieckich oddziałów partyzanckich przez Bug. W Sztuniu pozostał pluton z 1 kompanii I/43 pp, a w południe dołączyła warszawska kompania saperów z Władynopola oraz 2 kompania I/45 pp z Pustynki. Do końca dnia na przedpolu Sztunia panował spokój. Jedynie około południa miejscowość była bombardowana i ostrzeliwana z broni pokładowej trzech samolotów niemieckich. W dokumentach niemieckich w załączniku do komunikatu sytuacyjnego „Wschód”, walkę pod Sztuniem odnotowano następująco: „Napad silnej bandy na nasze siły na płd. od Lubomla (45 km na zach. od Kowla) został odparty.”25 Nie ma natomiast żadnej wzmianki o stratach, jakie w tej walce poniesiono, oraz o tym, że nasze oddziały zmusiły Niemców do zrezygnowania z dalszego marszu w kierunku południowym i wycofania się do Lubomla. W nocy z 4 na 5 kwietnia 1944 r. około godz. 23 bojem pod Uchanką rozpoczęła się przeprawa sowieckiego oddziału partyzanckiego „Stiepanowa”26 liczącego około 600 ludzi, 50 wozów konnych i około 100 koni wierzchowych. Wieś Uchanka na zachodnim brzegu Bugu obsadzona była przez Niemców. Po huraganowym ogniu z moździerzy i broni maszynowej wydzielone grupy zwiadowców zaatakowały Niemców i wyparły ich w stronę Kolemczyc. W tym czasie saperzy kompanii przeprawowej „Małego” przystąpili do montażu mostu z przygotowanych uprzednio elementów. Rozpoczęła się przeprawa zasadniczej części oddziału partyzanckiego. O świcie 5 kwietnia samoloty niemieckie zbombardowały i ostrzelały z broni pokładowej przeprawę oraz zniszczyły zbudowany most pływający. Część oddziału „Stiepanowa” (około jednego batalionu) nie zdołała się przeprawić i pozostała na wschodnim brzegu Bugu, po czym przeszła do lasów zamłyńskich. Dokumenty niemieckie potwierdzają przeprawę oddziału partyzanckiego przez Bug. Mylnie jednak oceniono, że chodzi tu o nasze oddziały uczestniczące w walkach pod Sztuniem. Prawdopodobnie zmylił ich przemarsz 2 kompanii I/50 pp spod Sztunia, oddelegowanej do ubezpieczenia przeprawy sowieckiego oddziału partyzanckiego.27 Dwudniowe walki z regularnymi jednostkami armii niemieckiej pod Sztuniem i Zamłyniem zakończyły się sukcesem polskich oddziałów. Nieprzyjaciel poniósł dotkliwe straty i mimo liczebnej przewagi został zmuszony do wycofania się na Luboml. Inicjatywa w walce należała do oddziałów polskich, które z powodzeniem prowadziły działania obronno-zaczepne, stosując manewr na skrzydła i tyły przeciwnika.

Walki o utrzymanie pozycji obronnych na linii: Zamłynie, Sztuń, Czmykos, Staweczki

Po jednodniowej przerwie 5 kwietnia Niemcy, wsparci przez artylerię, moździerze i lotnictwo, ponowili natarcie na Sztuń. Atakując od czoła z kierunku Lubomla, pod osłoną śnieżycy ograniczającej widoczność na przedpolu, wdarli się do wschodniej części wsi i wyszli na prawe skrzydło i tyły polskiej obrony. Ten niespodziewany atak Niemców wywołał zamieszanie i panikę na stanowiskach obronnych polskich oddziałów, które w nieładzie cofały się na południe. Dowódcom nie udało się opanować sytuacji i zorganizować przeciwnatarcia. Niemcy zajęli Sztuń. Następnie zaatakowali Czmykos. Miejscowości tej bronił II/50 pp, który 7 kwietnia zluzował 1 kompanię I/50 pp. Pozycje obronne od strony Sztunia, w zachodniej części wsi, zajmowała 1 kompania II/50 pp, a część wschodnią obsadzała 2 kompania II/50 pp, zamykająca kierunek od strony Radziechowa. Rozpoznanie przeprowadzone przez 2 kompanię II/50 pp nie stwierdziło obecności nieprzyjaciela w Sztuniu. Ale kiedy zbliżono się do lasu leżącego na północ od wsi, Niemcy otworzyli gwałtowny ogień z broni strzeleckiej, w wyniku którego poległo 7 żołnierzy. Kompania nie podjęła walki i wycofała się do Czmykosu. Wieczorem do Sztunia i Radziechowa przybyły silne oddziały niemieckie. 8 kwietnia o świcie wzmocniony patrol niemiecki niezauważenie zbliżył się do Czmykosu od strony Radziechowa i ostrzelał rejon obrony 1 kompanii. Zaskoczeni żołnierze zaczęli prowadzić bezładny ogień i wycofywać się do środka wioski. Dopiero interwencja dowódcy batalionu por. „Jastrzębia” wprowadziła spokój oraz porządek w szeregach cofających się grup, które kontratakiem zmusiły Niemców do wycofania się. Ta poranna potyczka ujawniła niedostatki polskiej obrony. Stanowiska zajmowane na skraju wsi, były przysłonięte wzniesieniami terenowymi i miały ograniczone pole obserwacji, co umożliwiało skryte podejście przeciwnika do linii obrony. W związku z tym wydzielono dwie drużyny, które wysłano na przedpole, aby ubezpieczały batalion przed niespodziewanym atakiem nieprzyjaciela. O godz. 11 8 kwietnia od strony Radziechowa do stanowisk obronnych drużyn wysuniętych na przedpole zbliżała się niemiecka piechota. Skoncentrowany ogień broni strzeleckiej spowodował zamieszanie w szeregach Niemców i zmusił ich do cofnięcia się. Za chwilę na wzgórzu pokazały się trzy czołgi i z dział zaczęły ostrzeliwać polskie stanowiska obronne. Pod ogniem czołgów i nacierającej za nimi piechoty obie drużyny, pokonując ciężki błotnisty teren, wycofały się do Czmykosu. Niemcy szerokim frontem zaatakowali polskie pozycje obronne w Czmykosie. Ogień żołnierzy broniących wsi powstrzymał na chwilę natarcie piechoty niemieckiej, ale czołgi posuwały się dalej w kierunku wsi. Strona polska odpowiedziała ogniem z działka przeciwpancernego, co zatrzymało na chwilę czołgi. Ze względu jednak na brak amunicji działko przestało strzelać, a czołgi niemieckie, prowadząc ogień ze swoich dział, wdarły się do wsi i dokonały wyłomu w polskiej linii obrony. W tej sytuacji batalion wycofał się z Czmykosu na południe, za rzekę Neretwę, i zajął nowe stanowiska obronne. O walkach tych dowódca AK depeszował do Naczelnego Wodza w Londynie: „Na Wołyniu w dniu 7 i 8 w dalszym ciągu walk w rejonie Sztuń mimo liczebnej i technicznej przewagi nieprzyjaciela, który wprowadził do walki czołgi i samochody pancerne, miejscowość Sztuń kilkakrotnie przechodziła z rąk do rąk, co świadczy o zażartości walk i wartości bojowej naszych oddziałów.”28 (W rzeczywistości 8 kwietnia toczono bój o Czmykos). Tego dnia Niemcy nie kontynuowali już natarcia, ograniczyli się tylko do prowadzenia nękającego ognia artylerii na nowe stanowiska batalionu. Pod koniec dnia z Oleska do rejonu obrony batalionu przybył oddział sowiecki z działem, moździerzami i rusznicą przeciwpancerną. Jego zadaniem było wsparcie ogniowe II/50 pp.29 Na rozpoczęcie akcji zaczepnej było już za późno. Niemcy skierowali do Czmykosu znaczne siły, w tym jednostki pancerne, i umocnili się na swych pozycjach. Działo oddało tylko kilka strzałów do Niemców we wsi. O świcie 9 kwietnia II/50 pp wycofał się do Władynopola. Po zajęciu przez Niemców Sztunia i Czmykosu zagrożona została druga linia obrony dywizji. Przeciwnik uzyskał swobodę manewru i możliwość rozwinięcia działań zaczepnych w kierunku wschodnim i południowym. Rano 9 kwietnia Niemcy przeszli do działań zaczepnych na trzech kierunkach jednocześnie: ze Czmykosu wyszło natarcie na Pustynkę, której bronił I/45 pp; z kierunku Zaglinek przez Olesko zaatakowany został II/43 pp, broniący Staweczek; od strony Sztunia i Rymacz Niemcy rozwinęli natarcie na Zamłynie, bronione przez I/43 pp. Natarcie na Pustynkę, wspierane czołgami szło wzdłuż grobli, po obu stronach której rozciągało się rozlewisko. Czołgi, a za nimi piechota zbliżyły się do zaminowanego mostka na grobli, ale mina nie wybuchła. Niemcy otworzyli ogień z dział czołgowych na przedpole i zabudowania Pustynki. Ze strony polskiej odezwały się dwa działka przeciwpancerne i uszkodziły jeden z czołgów. Nie powstrzymało to jednak natarcia Niemców. Po chwilowym zamieszaniu rozwijali je pod osłoną gwałtownego ognia, skierowanego na stanowiska obronne batalionu. Czołgi przerwały jego linię obrony i wjechały do wsi. żołnierze stawiając opór zaczęli wycofywać się wśród płonących zabudowań w stronę lasów mosurskich. Wejście do akcji kompanii saperów nieco zahamowało tempo posuwania się Niemców. Wykorzystał to dowódca batalionu, por. „Gzyms”. Zatrzymał cofającą się 1 kompanię, która po uporządkowaniu przeszła do kontrataku. Natarcie piechoty niemieckiej załamało się. Oddziały przeciwnika zaczęły wycofywać się na północny skraj wsi. Również czołgi zawróciły i odjechały w kierunku Czmykosu. Około godz. 14 I/45 pp odzyskał swoje pierwotne pozycje, a piechota niemiecka wycofała się do Czmykosu. Pustynka została utrzymana. Dramatyczne walki toczyły się tego dnia także w rejonie Staweczek. Po utracie Sztunia i Czmykosu dowódca zgrupowania „Gromada” przesunął do Staweczek stacjonujący od 5 kwietnia w Olesku II/43 pp, który utrzymywał wysuniętą placówkę w Zaglinkach. Zamknął w ten sposób kierunek prowadzący z Lubomla do Turyczan i dalej na Turzysk. 9 kwietnia Niemcy wyszli z Czmykosu, zajęli Olesk i przy wsparciu artylerii rozwinęli natarcie na Staweczki. Batalion, który dopiero o świcie 9 kwietnia wszedł do wsi zaskoczony siłą niemieckiego natarcia, wycofał się ze Staweczek. Po ochłonięciu i otrzymaniu wsparcia ognia moździerzy sowieckiego oddziału partyzanckiego przeszedł do kontrataku i wyparł Niemców, którzy wycofali się na linię traktu przebiegającego przez Olesk. Jednakże około godz. 16 podjęli kolejne natarcie na Staweczki. Ataku tego batalion nie wytrzymał i wycofał się 2 km na południe od Staweczek, gdzie zajął nowe stanowiska obronne. Również 9 kwietnia zaatakowany został z dwóch kierunków I/43 pp, który stacjonował w Zamłyniu. Od Sztunia atakowali Niemcy, od Rymacz - Węgrzy. Natarcie piechoty i czołgów poprzedził silny ogień artylerii i moździerzy. Podjęte przez batalion działania obronne nie powstrzymały natarcia Niemców. Ich przewaga techniczna i liczebna była przytłaczająca. W tej sytuacji batalion wycofał się z wioski i zajął pozycje obronne na zalesionym wzgórzu na południe od Zamłynia. Do wieczora Niemcy nie podjęli dalszych działań na tym kierunku.30 W nocy z 8 na 9 kwietnia 1944 r. dywizja otrzymała zrzut broni i sprzętu wykonany przez jeden samolot pilotowany przez załogę polską. Ze stacjonującego w Brindisi 148 Dywizjonu do Zadań Specjalnych (wchodzącego w skład 334 Skrzydła do Zadań Specjalnych) wystartowało wówczas 17 samolotów, w tym 7 załóg polskich. Dwa samoloty miały wykonać zrzut na placówkę położoną w Okręgu Lubelskim AK p.k. „”Wilk”. W rzeczywistości oba samoloty skierowano na tzw. „bastion Polana” położony 17 km na południowy wschód od Lubomla, a więc do rejonu walk 27 WDP AK. Załoga kpt. naw. S. Daniela odnalazła „Polanę” i wykonała na nią zrzut, natomiast załoga drugiego samolotu por. naw. A. Błażewskiego nie odnalazła zrzutowiska, skierowała się na placówkę „Wilk” i tam wykonała zrzut.31 W wyniku walk prowadzonych od 2 do 9 kwietnia 1944 r. przez zgrupowanie północne ukształtowała się nowa linia obrony polskich oddziałów. Na lewym skrzydle obrony wyparty z Zamłynia I/43 pp utrzymywał stanowiska w odległości około 2 km na południe od Zamłynia, zamykając kierunek na lasy zamłyńskie. I/45 pp bronił miejscowości Pustynka, utrzymując jednocześnie placówkę w Ziemlicy. Na prawym skrzydle I/45 pp, około 1 km na północ od Władynopola, zajmował pozycje obronne II/50 pp. Na wzgórzu, na północ od Piotrówki, w gotowości do obrony stał I/50 pp, skierowany tu 9 kwietnia ze Stawek. Dalej na prawym skrzydle zajmował pozycje II/43 pp, wyparty ze Staweczek. Na północno-wschodnim skraju miejscowości Stawki pozycje obronne obsadził III/50 pp, przybyły 9 kwietnia z Hajek. 10 kwietnia 1944 r. około godz. 9 Niemcy rozpoczęli natarcie na dwóch kierunkach jednocześnie: na stanowiska obronne I/50 pp i II/43 pp. Po godzinie zaciętej walki niemieckie natarcie załamało się. Za cofającymi się Niemcami do kontrataku poderwał się I/50 pp, który osiągnął południowy skraj Staweczek. Nie mając wsparcia na prawym skrzydle ze strony II/43 pp, wyhamował natarcie i wycofał się na pozycje wyjściowe w rejonie wzgórza 188. Nowa sytuacja, jaka powstała po utracie Staweczek, wymagała niezwłocznego zamknięcia kierunku Owłoczym, Turyczany. W tym celu dowódca północnego zgrupowania mjr „Kowal” skierował do Owłoczyma (kluczowej pozycji na tym kierunku) II/43 pp. Tego dnia o godz. 14 Niemcy podjęli kolejne natarcie na stanowiska obronne oddziałów dywizji. Atak na pozycje I/50 pp poprzedziło bombardowanie przez samoloty. Atak został odparty. Jednocześnie Niemcy zaatakowali I/45 pp, broniący Pustynki. Natarcie wspierał ogień artylerii i czołgów. I/45 pp we współdziałaniu z II/50 pp, zajmującym stanowiska obronne na przedpolu Władynopola, załamał natarcie Niemców na tym kierunku. Zaatakowany został także II/43 pp, który nie zdążył jeszcze umocnić się w Owłoczymie. Pod naporem znacznych sił niemieckich, wspieranych przez czołgi, batalion wycofał się ze wsi i zajął stanowiska w rejonie wzgórza 209. Ponownie zaatakowany przez Niemców, wycofał się w kierunku Czesławowa. W rejonie Zamłynia panował spokój. I/43 pp przeszedł do rejonu Kniaź Bagno.10 kwietnia wieczorem walki ustały na wszystkich odcinkach frontu

 Sytuacja „Osnowy” pod Włodzimierzem Wołyńskim

W pierwszych dniach kwietnia 1944 r., kiedy zgrupowanie północne prowadziło ciężkie walki z Niemcami, na terenie zgrupowania południowego panował spokój. Niemcy nie prowadzili tu większych działań zaczepnych, ograniczyli się tylko do ciągłego rozpoznania lotniczego i bombardowania wykrytych miejsc rozmieszczenia oddziałów polskich. Pierwszy atak lotnictwo niemieckie przeprowadziło 5 kwietnia około godz. 16. Trzy samoloty zbombardowały Turówkę, Puzów i młyn w Sieliskach oraz ostrzelały wschodni skraj wsi Wierów.32 Dowódca zgrupowania zarządził obronę bierną, polegającą na maskowaniu rejonów rozmieszczenia oddziałów oraz przygotowaniu rowów przeciwlotniczych. 7 kwietnia o godz. 16 Niemcy zbombardowali Bielin i ostrzelali wieś pociskami zapalającymi z broni pokładowej. Był to prawdopodobnie odwet za to, że rano 2 kompania I/24 pp zorganizowała zasadzkę na oddział niemiecki maszerujący z Włodzimierza Wołyńskiego w kierunku Kowla. Oddział został rozbity, zdobyto wozy, konie i broń. Straty Niemców wyniosły 10 zabitych i 2 wziętych do niewoli.33 Dzień 8 kwietnia minął spokojnie. Ale już następnego dnia Niemcy ponowili bombardowanie Bielina. Stosowana dotychczas bierna obrona przeciwlotnicza rozzuchwaliła lotników niemieckich do tego stopnia, że atakowali wieś z niskiego pułapu. Spowodowało to zmianę w taktyce oddziałów „Osnowy”, które od tego dnia przeszły do czynnej obrony przeciwlotniczej. W wyniku tego jeden z samolotów został zestrzelony z broni maszynowej oddziałów polskich rozmieszczonych w Sieliskach i Wierowie. Maszyna runęła na łąki w pobliżu Wierowa. Później samoloty niemieckie zbombardowały także wieś Sieliski. W wyniku nalotu na Bielin ludność cywilna poniosła dotkliwe straty. Odnotowano również znaczne straty w inwentarzu żywym i martwym. 10 kwietnia nasiliły się ataki lotnictwa niemieckiego na oddziały polskie stacjonujące w Marianówce i Sieliskach. Jednocześnie ożywiła się działalność patroli niemieckich z kierunku Włodzimierza Wołyńskiego i Uściługa. Od strony Werby Niemcy rozpoczęli natarcie na Antonówkę, bronioną przez 2 kompanię I/24 pp. Atak Niemców został odparty, przy czym do niewoli wzięto 6 żołnierzy Wehrmachtu. Wychodzący z Uściługa silny oddział niemiecki zajął wieś Połomiane, w związku z czym do Stęzarzyc skierowano 1 kompanię I/23 pp z zadaniem osłony tego kierunku.

 Próba przejęcia inicjatywy na kierunku Lubomla

Wynik walk prowadzonych w dniach 2-10 kwietnia 1944 r. przez zgrupowanie północne był niekorzystny dla strony polskiej. Dysponujący znaczną przewagą liczebną i techniczną Niemcy przejęli inicjatywę w swoje ręce. Przebieg działań oraz kierunki natarcia oddziałów niemieckich wskazywały wyraźnie, że ich zamiarem było wyjście silnym zgrupowaniem pancernym na Turię w rejonie Hajek, odcięcie oddziałów dywizji od wojsk sowieckich, a następnie ich okrążenie i zniszczenie. Zapowiadana pomoc ze strony sowieckiej nie nadchodziła. Znajdujący się w pobliżu sowiecki 54 pułk kaw. gw. nie uczestniczył w walkach dywizji ze względu na brak amunicji. Wyczerpane w ciężkich walkach oddziały polskie nie były w stanie powstrzymać dalszego natarcia Niemców. W tej sytuacji dowódca dywizji powziął decyzję oderwania się od Niemców i wycofania oddziałów na wschodni brzeg Turii. W depeszy radiowej przesłanej 10 kwietnia 1944 r. szef sztabu mjr „Żegota” meldował dowódcy AK: „Po dwóch dniach walki z Niemcami w rej. płd. Luboml i płn. Włodzimierz naciśnięci przez przeważającą siłę z bronią pancerną i lotnictwem odchodzimy dziś większością sił na wschodni brzeg Turii pozostawiając na miejscu t. w. w sile wzmocnionego baonu. Nowe m.p. Bobry. Wobec niejasnej sytuacji chwilowo nowych placówek na przyjęcie zrzutów podać nie mogę. Oliwa nieobecny. W walkach pod Zamłyniem zniszczono niemiecki czołg. śegota.”34 Dowódcy batalionów obu zgrupowań otrzymali rozkazy osiągnięcia w nocy z 10 na 11 kwietnia rejonu przeprawy Hajki - Ruda. Dla rozpoznania przeprawy i nawiązania łączności z wojskami sowieckimi skierowano szwadron 21 p. uł., który po zbliżeniu się do Turii został przez pomyłkę ostrzelany z przeciwległego brzegu przez wojska sowieckie. Po wyjaśnieniu sytuacji okazało się, że do rejonu działań dywizji przybył sowiecki 56 pułk kaw. gw. z 14 dywizji kaw.35 z zapasem amunicji dla 54 pułku kaw. gw. W depeszy radiowej nr 730 z 11 kwietnia 1944 r. do Konga i Centrali dowódca dywizji donosił: „W godzinach rannych nawiązano   kontakt bojowy z reg. dyw. sow. Działającą po osi Mokrzec, Hajki i Stawki. Nasze oddz. utrzymały swoje pozycje. Dalsze działania po uzgodnieniu z Sowietami. Na południu rozbiliśmy grupę 200 Niemców. Część poległa, część w niewoli, niedobitki uciekły na Włodzimierz. Oliwa.”36 Obecność w rejonie działań dywizji dwóch sowieckich pułków kawalerii stworzyła nową sytuację. W związku z tym postanowiono pozostać w dotychczasowym rejonie i kontynuować walkę. Odwołano więc rozkaz o przejściu dywizji za Turię. Rozkaz ten nie dotarł do II/43 pp, który już maszerował na wschód. Przeszedł przez most na Turii w Hajkach i dotarł do miejscowości Mokrzec, gdzie został czasowo internowany przez Sowietów.37 Także I/23 pp przeszedł już w Zamostach na wschodni brzeg Turii, ale wobec groźby rozbrojenia przez oddziały sowieckie, wrócił do rejonu rozmieszczenia oddziałów „Osnowy”. Dowódca dywizji postanowił podjąć próbę przejęcia inicjatywy jednocześnie na dwóch kierunkach: północnym, w rejonie działań „Gromady”, i południowym, w rejonie działań „Osnowy”. Działania zaczepne miały być przeprowadzone wspólnie z dwoma gwardyjskimi pułkami kawalerii regularnej armii sowieckiej. 56 pułk został skierowany do zgrupowania „Osnowy”, natomiast 54 został przy zgrupowaniu „Gromada”. Rozpoczęcie natarcia zaplanowano na 12 kwietnia 1944 r. W przeddzień natarcia na linii frontu zgrupowania „Gromada” panował względny spokój. Obie strony pozostawały na zajętych pozycjach i prowadziły rzadką wymianę ognia. Niemcy nękającym ogniem artylerii ostrzeliwali polskie pozycje. O świcie 12 kwietnia oddziały polskie zaczęły zajmować pozycje wyjściowe do natarcia. Zgodnie z ustalonym ze stroną sowiecką planem w natarciu miały wziąć udział cztery bataliony polskie ze zgrupowania „Gromada” i dwa szwadrony 54 pułku kaw. gw. Natarcie miała wspierać artyleria sowiecka. I/45 pp zajął pozycje wyjściowe na północnym skraju Pustynki. Miał on nacierać w ogólnym kierunku na Czmykos. Na jego prawym skrzydle, z pozycji wyjściowych na północ od Władynopola, nacierał II/50 pp. Na prawo od niego z rejonu wzgórza 188 (płn. Piotrówka) I/50 pp miał atakować pozycje niemieckie w Staweczkach. III/50 pp, znajdujący się w Stawkach, otrzymał zadanie rozwinięcia natarcia w kierunku na Owłoczym, wzdłuż drogi Stawki - Owłoczym. Sowiecki 54 pułk kaw. gw., który zajął pozycje w rejonie wzgórza 209, miał nacierać na Owłoczym od południa. Rozpoczęcie natarcia opóźniło się, gdyż nie zdążyła na czas sowiecka artyleria i moździerze. Zajęła ona stanowiska ogniowe dopiero około godz. 10; do I/50 pp dołączył pododdział moździerzy, a do II/50 pp - sekcja rusznic przeciwpancernych. Około godz. 11 ruszyło natarcie na całej linii. I/45 pp nacierał dwiema kompaniami wzdłuż grobli prowadzącej do szosy Czmykos - Owłoczym. Po obu stronach grobli teren był bagnisty, przecięty kanałem szerokości 10-12 m. Natarcie w terenie zupełnie odkrytym nie miało szans powodzenia. Kompanie pod silnym ogniem broni maszynowej zaległy, a po pojawieniu się na przedpolu czołgów niemieckich, zaczęły się wycofywać na pozycje wyjściowe. Nacierający na prawym skrzydle II/50 pp nie napotkał początkowo oporu przeciwnika. Pokonał rozlany dopływ Neretwy oraz gęste zarośla i wysunął się znacznie do przodu, tracąc łączność z lewoskrzydłowym I/45 pp. Tu dopiero dostał się pod ogień artylerii niemieckiej oraz gęsty ogień broni maszynowej, prowadzony z rozrzuconych w terenie zabudowań wiejskich. Nie zahamowało to natarcia. Batalion zepchnął przeciwnika, a jego 1 i 3 kompania wyszły na tyły Niemców broniących się w Staweczkach. Przed sobą miały szosę Czmykos - Owłoczym. W tym czasie od strony Czmykosu w kierunku Staweczek wolno przesuwała się kolumna samochodów pancernych i ciężarowych. Dowódca batalionu postanowił wiązać Niemców siłami 1 i 3 kompanii, a 2 kompanią zaatakować ze skrzydła Staweczki. Podczas rozwijania się do natarcia 2 kompania została ostrzelana silnym ogniem artylerii, a jednocześnie zagroził jej batalion Węgrów, który niespodziewanie pojawił się na tyłach i wszedł w lukę wytworzoną na lewym skrzydle batalionu. Zmieniło to radykalnie sytuację na polu walki. Natarcie 2 kompanii zostało zatrzymane, a przeciwko Węgrom skierowano 1 kompanię. Do działań zaczepnych przeszła także broniąca się dotychczas na szosie kolumna niemiecka.  W tej sytuacji z wysuniętych w głąb obrony przeciwnika pozycji wycofały się kolejno poszczególne kompanie; zajęły one obronę na południowym skraju Czerskiego Błota. I/50 pp, wspierany przez moździerze z powodzeniem rozwinął natarcie na Staweczki i uchwycił południowy skraj wsi. Jednakże kryzys, jaki nastąpił na kierunku natarcia II/50 pp, lewoskrzydłowego sąsiada, zmusił go do wycofania się i zajęcia obrony na wzgórzach na południe od Staweczek. III/50 pp w natarciu na Owłoczym nie uzyskał powodzenia. Nacierające wzdłuż drogi Stawki - Owłoczym dwie kompanie zaległy pod ogniem artylerii przeciwnika oraz silnym ogniem broni maszynowej z prawej strony. Zajmujący pozycje wyjściowe w rejonie wzgórza 209 sowiecki 54 pułk kaw. gw. nie wyszedł do natarcia na Owłoczym. W tej sytuacji batalion, ponosząc straty, z trudem wycofał się na pozycje wyjściowe. Po odparciu polskiego natarcia na Owłoczym Niemcy uderzyli na Turyczany, wypierając z nich 56 pułk kaw. gw., który znalazł się tam po powrocie z akcji pod Włodzimierzem Wołyńskim. W ten sposób droga na Turzysk, Kupiczów została dla Niemców otwarta. Po całodniowych ciężkich walkach oddziały dywizji utrzymały pozycje wyjściowe, jakie zajmowały 12 kwietnia rano. Zarysowująca się przewaga nieprzyjaciela wskazywała jednak, że próba przejęcia inicjatywy na kierunku północnym nie powiodła się. Działania Niemców wyraźnie zmierzały do okrążenia oddziałów dywizji. Wieczorem 12 kwietnia radiostacja dywizyjna odebrała depeszę komendanta głównego AK, który wyraził zgodę na propozycje sowieckie dotyczące przeformowania dywizji na jednostkę regularną oraz przekazał następujące instrukcje do wykonania:

„1. W oparciu o pomoc Sowietów przystąpcie do przeorganizowania się w 27 Wołyńską D. P. Dywizja ta pozostawiona będzie nadal pod zwierzchnictwem d-cy AK, a przeze mnie pod zwierzchnictwem N. W. i Rządu Polskiego w Londynie. Dla utrzymania tej podległości zachować macie nieskrępowaną i niekontrolowaną przez Sowietów łączność ze mną.

  1. Zadaniem 27 Wołyńskiej Dyw. jest walka z Niemcami na terenach Rzplitej. Przy wykonywaniu tego zadania czasowo podlegać ona będzie d-twu sowieckiemu, dopóki sprawa jej podległości taktycznej nie zostanie inaczej uregulowana na drodze porozumienia między rządem sowieckim i N. W. polskim. 3. Do rozbudowy dywizji użyjcie materiału ludzkiego z Wołynia. Sposób powołania i wcielenia uregulujcie sami w porozumieniu z Sowietami. Zachowuję dla siebie prawo mianowania oficerów w imieniu N. W. i prawo obsadzania stanowisk od baonu w górę, niższe stanowiska obsadzać będziecie według swej osobistej decyzji.
  2. Dywizja ma wyraźnie mieć charakter odtworzonej jednostki Wojska Polskiego i realizować cele wojenne wyznaczone przez naczelne władze państwowe polskie. Nie może być deportowana do Rosji, wszyscy żołnierze tej dywizji zaprzysiężeni być mają na rotę przysięgi Armii Krajowej.
  3. Udzielając odpowiedzi dowództwu sowieckiemu wyjaśnijcie, że wasza grupa jest pierwszą, na którą natrafili na terenie Rzplitej; w miarę ich wkraczania w głąb terenu Polski natrafią na dalsze jednostki polskie walczące z Niemcami, które tak samo jak wy należą do Armii Krajowej. W tej perspektywie zachodzi potrzeba zasadniczego ułożenia stosunków między rządem sowieckim i rządem polskim w Londynie, co da możność zgodnego prowadzenia wojny z Niemcami na naszym terenie przez Związek Sowiecki i przez Polskę. Liczę, że trudną misję, do której was okoliczności powołują zgodnie z honorem żołnierza Niepodległej Polski wypełnicie, i że pod waszym sprawnym dowództwem wypełnią ją też i wasi podkomendni. Decyzję powyższą oparłem na przekonaniu, że należy korzystać z każdej okazji dającej możność odtworzenia jednostek W. P. podlegających N. W. Jeśli decyzja Sowietów jest obłudna, to fałsz jej wyjdzie niebawem na wierzch, co da Rządowi elementy do wykorzystania.”38

Zatem pilnym zadaniem było nawiązanie łączności z dowództwem wojsk sowieckich działających w rejonie Kowla w celu ustalenia dalszego współdziałania. Ponadto sytuacja, jaka wytworzyła się w wyniku dotychczasowych działań dywizji, wskazywała na konieczność wycofania oddziałów dywizji i 54 pułku kaw. gw. na wschodni brzeg Turii, a to wymagało zgody dowódcy armii sowieckiej, któremu taktycznie podlegała 27 WDP AK. W nocy z 12 na 13 kwietnia 1944 r. dowódca 27 WDP AK ppłk Jan Kiwerski „Oliwa” spotkał się w Turzysku z gen. Gromowem, dowódcą części sił sowieckich pod Kowlem. Spotkanie miało chłodny, mało przyjazny charakter. Przedstawiając ocenę sytuacji na froncie działań dywizji, dowódca 27 WDP AK zwrócił się z prośbą o pozwolenie na wycofanie oddziałów dywizji z zagrożonego terenu i zajęcie obrony wzdłuż wschodniego brzegu Turii; wsparcie działań dywizji ogniem artylerii i innym sprzętem wojskowym; wycofanie dywizji poza linię frontu i przeformowanie jej na regularną jednostkę polską (zgodnie z depeszą komendanta głównego AK).39 Gen. Gromow negatywnie odniósł się do tych propozycji i nie wyraził zgody na wycofanie dywizji na wschód i jej reorganizację. Polecił, by pozostała w dotychczasowym rejonie i prowadziła walki obronne w masywie lasów mosurskich, ziemlickich i stęzarzyckich, bez względu na skutki. 54 pułkowi kaw. gw. rozkazał ubezpieczać łuk rzeki Turii w rejonie Stanisławowa. Z rozmowy wynikało, że w przyszłych działaniach dywizji nie należało liczyć na żadną doraźną pomoc ze strony regularnej armii sowieckiej. W tym czasie tj. w nocy z 12 na 13 kwietnia, na linii frontu oddziałów „Gromady” dalej toczyły się walki. Pozycje I/50 pp działającego na Staweczki i III/50 pp na Owłoczym ostrzeliwała z rzadka artyleria przeciwnika. Około północy Niemcy huraganowym ogniem artylerii rozpoczęli natarcie na Pustynkę, bronioną przez I/45 pp. Atak niemiecki nastąpił w momencie, kiedy do wsi wkraczał batalion sowieckiej partyzantki, przybyły dla umocnienia polskich pozycji. Powstało wielkie zamieszanie, gdyż wycofujące się pod naporem Niemców pododdziały polskie wpadały w ciemności na oddział sowiecki dezorganizując poczynania obronne. Niemcy zajęli Pustynkę, a batalion wycofał się na nowe stanowiska w rejonie skrzyżowania dróg z Pustynki do Władynopola. Wczesnym rankiem 13 kwietnia I/45 pp wspólnie z sowieckim oddziałem partyzanckim, przy wsparciu artylerii, zaatakował Niemców w Pustynce. Zaskoczeni Niemcy początkowo stawiali słaby opór, a następnie pośpiesznie wycofali się ze wsi. Po opanowaniu Pustynki oddziały uczestniczące w ataku dalej rozwijały natarcie. Kompanie I/45 pp nacierały przez rozlewisko po lewej stronie grobli. Groblą atakował sowiecki oddział partyzancki. Po prawej stronie przez błotnisty teren nacierała kompania warszawska. Po przejściu przez kanał nacierające oddziały napotkały silny opór Niemców. Artyleria sowiecka, wspierająca natarcie, przerwała ogień ze względu na brak amunicji. Pod nasilającym się ogniem przeciwnika natarcie utknęło. Piechota niemiecka, wspierana ogniem artylerii, przeszła do kontrataku i ponownie zajęła Pustynkę. Oddziały polskie i sowiecki oddział partyzancki wycofały się i zajęły stanowiska na południe od Pustynki, w rejonie skrzyżowania dróg. Około godz. 11 podjęto kolejną próbę odbicia Pustynki. Oprócz I/45 pp w kontrataku uczestniczyła także szturmowa grupa wydzielona z II/50 pp, atakująca Niemców od wschodu. Pod ogniem artylerii, czołgów i broni maszynowej kolejne ataki oddziałów polskich załamywały się. Po przeszło dwugodzinnej walce natarcie odwołano. Pustynka pozostała w rękach niemieckich. W późnych godzinach popołudniowych 13 kwietnia Niemcy rozpoczęli natarcie na wszystkich odcinkach obrony „Gromady” z użyciem czołgów, piechoty i artylerii. Jednocześnie zaatakowali stanowiska: I/45 pp na południu od Pustynki, II/50 pp na przedpolu Władynopola, I/50 pp pod Staweczkami, III/50 pp w Stawkach, II/43 pp na wschód od Stawek i 54 pułk kaw. gw. w rejonie wzgórza 209. Dowódca dywizji nie podjął tej walki. Bataliony otrzymały rozkaz wycofania się na skraj lasów mosurskich, do rejonu Janin Bór.

  Walki o opanowanie Włodzimierza Wołyńskiego

Zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami na początku drugiej dekady kwietnia 1944 r. postanowiono uderzyć na garnizon niemiecki we Włodzimierzu Wołyńskim i opanować miasto. Zadanie to miał wykonać 56 pułk kaw.gw., nacierający na głównym kierunku wzdłuż szosy prowadzącej z Werby do Włodzimierza. Na prawym jego skrzydle uderzenie w kierunku Zasławek - koszary im. Marszałka Piłsudskiego wykonał II/23 pp, a wzdłuż szosy Piatydnie - Włodzimierz II/24 pp. Wieczorem 11 kwietnia wyznaczone do akcji oddziały wyruszyły ze swoich rejonów i w nocy osiągnęły pozycje wyjściowe do natarcia. Bateria dział, która miała wspierać ogniem oddziały polskie i sowieckie, zajęła stanowiska ogniowe między miejscowością Piatydnie a lasem nadl. o tej samej nazwie. Do ubezpieczenia prawego skrzydła zgrupowania uderzeniowego od strony Uściługa wydzielono 6 samodzielną kompanię, która zajęła obronę w Karczunku. I/23 pp stanowił odwód; 1 kompania stała w Stęzarzycach, 2 - w Turówce. O świcie 12 kwietnia 56 pułk kaw. gw. przełamał obronę niemiecką i wszedł do miasta, a czołowe jego oddziały dotarły do rejonu dworca kolejowego. Tu jednak natrafiły na opór. Kontratak niemiecki przyniósł powodzenie, wobec czego oddziały sowieckie zostały zmuszone do wycofania się. Również natarcie II/23 pp na koszary załamało się na przedpolu pod krzyżowym ogniem nieprzyjaciela. Z nastaniem dnia Niemcy przejęli inicjatywę w swoje ręce. Wzmocnili obronę miasta nowymi siłami, a następnie ogniem czołgów działających wzdłuż szosy Uściług - Włodzimierz zniszczyli baterię dział sowieckich w rejonie Piatydnia i zagrozili I/24 pp. Batalion ten poniósł straty i wycofał się do rejonu Wodzinów, Kalinówka. W ten sposób na prawym skrzydle II/23 pp wytworzyła się luka, w którą weszły dwa bataliony niemieckie i rozwinęły natarcie w kierunku południowego skraju lasu Piatydnie - Dubniki. Podjęty przez 56 pułk kaw. gw. ponowny atak na pozycje niemieckie pod Włodzimierzem nie uzyskał powodzenia. Czołgi niemieckie wyszły na szosę kowelską i zagrodziły drogę odwrotu części sił sowieckiego pułku. W tej sytuacji wycofał się on w kierunku Werby, następnie przeszedł do Turyczan. Wycofał się również II/23 pp, najpierw do miejscowości Dubniki, a potem do rejonu Grabina - Smolarze. Aktywne działania rozpoczęli Niemcy także na północ od Uściługa. Ich natarcie na Karczunek załamała w ciężkiej walce 6 samodzielna kompania na linii Worczyn - Edwardpole. W tym samym czasie nieprzyjaciel zaatakował od południa Stęzarzyce. Bagnisty teren po obu stronach grobli, wzdłuż której Niemcy prowadzili natarcie, sprzyjał obronie. Zmasowany ogień 1 kompanii I/23 pp na wąski odcinek natarcia zmusił przeciwnika do wycofania się. Działania Niemców w rejonie Włodzimierza wspierało lotnictwo. Bombardowane były stanowiska 1 kompanii I/23 pp w Stęzarzycach, a także miejscowość Dubniki, gdzie znajdowała się w tym czasie 4 kompania II/23 pp. Późnym wieczorem 12 kwietnia walki ustały. Próba przejęcia inicjatywy na kierunku południowym i opanowanie Włodzimierza Wołyńskiego nie powiodła się. W nocy z 12 na 13 kwietnia oddziały zgrupowania „Osnowa” cofnęły się jeszcze bardziej na północ, znacznie zbliżając się do zgrupowania północnego. II/23 pp, po krótkim odpoczynku w rejonie Grabina - Smolarze, dotarł do Pisarzowej Woli. I/24 pp opuścił Wodzinów i Kalinówkę i przeszedł do Puzowa, skąd został skierowany do Sielisk. 6 samodzielna kompania z Worczyna przeniosła się do kol. Stęzarzyce. Na swoich pierwotnych stanowiskach w Stęzarzycach i Turówce pozostał I/23 pp.

  Walki w okrążeniu w lasach mosurskich.

Wieczorem 13 kwietnia 1944 r. oddziały zgrupowania „Gromada” oderwały się od nieprzyjaciela i ześrodkowały się w rejonie lasów Janin Bór. Tu przystąpiły do organizowania obrony. Jednocześnie wysłano w teren patrole w celu rozpoznania dalszych zamiarów nieprzyjaciela. Na naradzie dowództwa dywizji z udziałem dowódców oddziałów sowieckich uzgodniono nową linię obrony. Biegła ona wzdłuż północnego skraju lasów mosurskich, a na południu wzdłuż pasa rozległych bagien, ciągnących się na północny wschód i zachód od Zabłocia. Rano 14 kwietnia oddziały dywizji otrzymały rozkaz przejścia do nowych rejonów obrony. I/43 pp pozostał w dotychczasowym rejonie Kniaź Bagna i kontrolował trakty Zamłynie - Murawa oraz Zamłynie - Wysock. Dla wzmocnienia lewego skrzydła ugrupowania dywizji i utrzymania lasów zamłyńskich i ziemlickich (stanowiły one bowiem punkt wyjścia do ewentualnego przebijania się w kierunku północnym) do Ziemlicy skierowano I/50 pp. Zajął on stanowiska na zachód od wsi, zamykając dostęp do lasów ziemlickich. Do Ziemlicy skierowano także III/50 pp, ale w czasie marszu zawrócono go i skierowano do rejonu Mosur. Próba wejścia do wsi nie powiodła się, gdyż byli tam już Niemcy. Wobec tego III/50 pp zajął stanowiska obronne na południowy zachód od wsi, po lewej stronie drogi prowadzącej z Mosuru do Stęzarzyc. Na prawo, na skraju lasu, organizował obronę II/50 pp, który na prawym skrzydle miał sowiecki oddział partyzancki „Fiodorowa”. II/43 pp zajął obronę koło wsi Chwałka, a dalej na wschód w rejonie Czesławów - Sokołówka rozmieścił się sowiecki 54 pułk kaw. gw. Oddziały zgrupowania ”Osnowa” pozostały na swoich miejscach, wysuniętych na około 5 km przed nową linię obrony dywizji. 14 i 15 kwietnia na odcinkach obrony zgrupowania „Gromada” panował spokój, bataliony umacniały się w osiągniętych rejonach. Tylko II/43 pp oraz 54 pułk kaw. gw. bombardowane były przez samoloty niemieckie. Natomiast na kierunku południowym Niemcy uaktywnili w tych dniach swoje działania. 14 kwietnia lotnictwo niemieckie bombardowało stanowiska 1 kompanii I/23 pp w Stęzarzycach. Z kierunku Bielina nieprzyjaciel zaatakował I/24 pp broniący się w Sieliskach. W tej sytuacji dowódca batalionu siłami 1 kompanii związał atakujących Niemców od czoła, a 2 kompanią uderzył w skrzydło nacierającego przeciwnika i zmusił go do wycofania się. O świcie 15 kwietnia 1 kompania I/23 pp ponownie była bombardowana przez 12 samolotów niemieckich, a po południu wyparła Niemców usiłujących przejść groblą w kierunku Stęzarzyc. Rano Niemcy zaatakowali również I/24 pp w Sieliskach. Z uwagi na znaczną przewagę liczebną przeciwnika, batalion, wiążąc częścią sił atakujących Niemców, wycofał kolejno swoje pododdziały z walki i zajął nowe stanowiska obronne w rejonie Zabłocia. W ciągu dwutygodniowych walk rozpoznano, że przeciwko oddziałom dywizji działały następujące związki taktyczne: - 5 dywizja pancerna SS „Wiking” - dowódca gen. Gille (na podstawie zeznań jeńców stwierdzono obecność dwóch pułków piechoty „Germania” i „Westland” oraz 5 pułku artylerii, który po utracie dział pod Kowlem został przeformowany na pułk piechoty; kompanie w tym pułku liczyły po 50-60 żołnierzy)40; od 18 marca 1944 r. walczyła w rejonie Kowla; - 131 dywizja piechoty - dowódca gen. Wagner, przybyła 18 marca 1944 r. spod Witebska (na podstawie zeznań jeńców zidentyfikowano kompanie z 431 i 455 pp)41; - 1 brygada strzelców górskich w składzie dwóch pułków piechoty - dowódca płk Monschlabruge, dowódca 2 pp - mjr Malosch; przybyła do rejonu Lubomla 2 kwietnia 1944 r. z rejonu Brześcia42; - 214 dywizja piechoty - dowódca gen. Hort, przybyła 13 kwietnia 1944 r. z Estonii; wzięto jeńców z 361 pp43 . Dane z rozpoznania wskazywały na to, że w rejonie Rudy został zamknięty pierścień okrążenia oddziałów dywizji. Spotkały się tu czołowe oddziały pancerne niemieckich zgrupowań działających z kierunku Lubomla i Włodzimierza Wołyńskiego. 15 kwietnia 1944 r. na kierunku zgrupowania północnego „Gromada” Niemcy zajęli: Zamłynie, Sztuń, Czmykos, Zaglinki, Olesk, Ziemlice, Pustynkę, Władynopol, Staweczki, Stawki, Owłoczym, Turyczany i doszli do Hajek, gdzie opanowali przeprawę mostową na Turii. Na kierunku zgrupowania południowego„Osnowa” osiągnęli miejscowość Ruda - Zamosty i opanowali kolejną przeprawę mostową na Turii. Działające na przedpolu patrole stwierdziły, że linia stanowisk niemieckich na kierunku południowym przebiegała przez: Połomiane, Karczunek, Worczyn, Radowicze, Aleksandrówkę, Ochnówkę, Werbę, Zamosty, Rudę. Jednocześnie znaczne siły niemieckie przeszły przez Turię w rejonie Turczan i Hajek, następnie skierowały się na wschód i odrzuciły oddziały sowieckie na wschód. W wyniku tych działań wojska niemieckie zajęły Turzysk, Mokrzec, Bobły i doszły do Kupiczowa oraz lasów świnarzyńskich. Oznaczało to okrążenie oddziałów 27 WDP AK, a także 54 pułku kaw. gw. oraz oddziału partyzanckiego „Fiodorowa” w odległości kilkudziesięciu kilometrów od ustabilizowanej linii frontu sowiecko-niemieckiego. Sytuacja okrążonych wojsk była trudna. żołnierze, wyczerpani ponad dwutygodniowymi działaniami pod Lubomlem i Włodzimierzem Wołyńskim, nie byli w stanie prowadzić walki przez dłuższy czas przeciwko oddziałom przeciwnika, które miały przewagę techniczną i liczebną. Jedynym wyjściem było przebicie się poza pierścień okrążenia. Po wnikliwej analizie sytuacji i rozważeniu różnych wariantów wyjścia z okrążenia uznano, że kierunkiem stwarzającym największą szansę przebicia się jest kierunek północny przez Zamłynie, Jagodzin, wyprowadzający na tyły wojsk niemieckich. Przejście za Bug nie mogło być brane pod uwagę ze względu na rozkaz Komendy Głównej AK nakazujący pozostanie na Wołyniu. 15 kwietnia na naradzie wojennej zaakceptowano jednak koncepcję dowództwa 54 pułku kaw. gw. przebijania się w kierunku wschodnim za Turię. Przebicie okrążonych oddziałów miało być wspomagane przez wojska sowieckie działające po drugiej stronie frontu, i to właśnie zadecydowało o przyjęciu takiego rozwiązania. W ramach tej koncepcji rozpatrywano możliwość przebijania się na Hajki lub Zamosty. Kierunek na Zamosty, według oceny dowództwa dywizji, zapewniał większe prawdopodobieństwo przebicia się, dlatego zdecydowano utrzymać Pisarzową Wolę oraz drogę wyprowadzającą bezpośrednio na Turię. Do rejonu Pisarzowej Woli skierowano warszawską kompanię saperów, której zadaniem było zbudowanie drogi na bagnie przez las. Oceniono, że na organizację i realizację przedsięwzięć związanych z wyprowadzeniem oddziałów dywizji z okrążenia trzeba co najmniej dwóch dni. 16 kwietnia 1944 r. Niemcy rozpoczęli działania zaczepne, zmierzające do likwidacji okrążonych oddziałów. Wczesnym rankiem ogniem z moździerzy ostrzelali III/50 pp, a następnie rozwinęli natarcie na stanowiska batalionu. Jednocześnie jego prawe skrzydło zaatakował oddział węgierski. Batalion podjął walkę, ale naciskany przez nieprzyjaciela, cofnął się głębiej do lasu. Niemcy nie kontynuowali natarcia, ograniczyli się do patrolowania terenu i ostrzeliwania stanowisk batalionu ogniem artylerii. Wznowili je po południu. Czołgi niemieckie wdarły się w głąb stanowisk III/50 pp oraz zaatakowały 3 kompanię II/50 pp. Bezsilność wobec czołgów przeciwnika wywołała w szeregach polskich panikę i zamieszanie. żołnierze ratowali się przed czołgami ucieczką do tyłu, ale tu wpadali pod ogień artylerii. W tym krytycznym momencie na polu walki pojawili się mjr „Żegota” i mjr „Kowal”. W czasie gdy mjr „Żegota” porządkował cofające się w nieładzie pododdziały III/50 pp, mjr „Kowal” poderwał do kontrataku dwie kompanie II/50 pp, które nie uczestniczyły jeszcze w walce, oraz cofającą się kompanię II/50 pp. Ogień zaporowy artylerii niemieckiej tylko na chwilę powstrzymał kontratakujący batalion. Padła komenda „bagnet na broń” i żołnierze z okrzykiem „hurra” ruszyli do brawurowego ataku. Niemcy nie wytrzymali psychicznie nacisku polskiego batalionu, nie przyjęli walki wręcz i pośpiesznie wycofali się w kierunku Mosuru. W pościgu za nieprzyjacielem (ponad 2 km) odzyskano utracone pozycje. W tej akcji II/50 pp poniósł straty 16 zabitych i 5 rannych.44 W strefie działań bojowych zgrupowania „Osnowa” 16 kwietnia 1944 r. Niemcy zajęli Puzów. Od rana ich artyleria ostrzeliwała Stęzarzyce, osłaniając budowę przeprawy na Stęzie. Wypad 1 plutonu 1 kompanii I/23 pp udaremnił zamiary Niemców i zmusił ich do ucieczki. W rejonie Pisarzowej Woli patrole nieprzyjaciela dwukrotnie usiłowały przejść przez groblę Sieliski - Pisarzowa Wola. Po południu samoloty niemieckie bombardowały stanowiska obronne 1 kompanii I/23 pp w Stęzarzycach, nękały też Zabłocie, obsadzone przez 2 kompanię I/24 pp. Silny oddział niemiecki, jadący na samochodach pancernych, z kierunku Ruda - Liski, zaatakował II/23 pp, broniący się w Pisarzowej Woli. Ataki te zostały odparte. Następnego dnia rano w rejonie Mosuru ożywiło się działanie patroli niemieckich. Około godz. 15 niemiecka i węgierska piechota, wspierana przez artylerię i czołgi uderzyła na sowiecki oddział partyzancki „Fiodorowa”, zajmujący stanowiska obronne na prawym skrzydle II/50 pp. Czołgi niemieckie wdarły się w głąb obrony sowieckiego oddziału i zmusiły go do wycofania się. Zagrożone zostało prawe skrzydło i tyły II/50 pp. Kontratak wykonany siłami III/50 pp powstrzymał nacierającego przeciwnika, który poniósł duże straty i wycofał się w kierunku Mosuru. Pozycje obronne w rejonie tej wsi zostały utrzymane, ale za cenę dużych strat własnych. Tego dnia ponownie bombardowane były Stęzarzyce. Wysunięte daleko od sił głównych kompanie I/23 pp wycofano na północ: 1 kompania ze Stęzarzyc przeszła do Nikitycz i zajęła stanowiska obronne na skraju lasów iszowskich, 2 kompanię wycofano z Turówki do lasów na północ od kolonii Strzeleckiej. Na kierunku obrony II/23 pp było stosunkowo spokojnie, jedynie lotnictwo kilkakrotnie bombardowało pozycje batalionów, ale nie wyrządziło większych strat. Niemiecki samolot zwiadowczy bez przerwy prowadził rozpoznanie położenia i ruchu naszych wojsk. Dla wypełnienia luki, jaka wytworzyła się w obronie na lewym skrzydle II/23 pp, skierowano sowieckie oddziały 54 pułku kaw. gw. Sytuacja oddziałów dywizji była krytyczna. Świadczą o tym dwie kolejne alarmujące depesze radiowe do Konga i Centrali. W depeszy z 16 kwietnia 1944 r. dowódca dywizji meldował: „Sowieci odeszli dziś w nocy na wsch. brzeg Turii. Jesteśmy otoczeni w terenie, z którego jest wyjście tylko przez cieśniny. Prawie zupełnie bez amunicji. Proszę o pomoc. Oliwa.”45 I w następnej depeszy z 17 kwietnia1944 r.: „Jesteśmy ściśnięci w lasach na wsch. od rej. Korytnica - Kładniów. Całkowity brak łączności z Czerwoną Armią. Proszę o wiadomości z frontu i amunicję rosyjską. Proszę o łączność radiową z Moskwą. Oliwa.”46 Dalszy opór w lasach mosurskich stał się niemożliwy. Można było oczekiwać, że po dwóch dniach bezskutecznych ataków Niemcy, dysponujący przewagą techniczną, podejmą zdecydowane działania i przełamią obronę polskich oddziałów. Wobec tego postanowiono opuścić zajmowane dotychczas pozycje. O świcie 18 kwietnia wszystkie oddziały dywizji otrzymały rozkaz oderwania się od nieprzyjaciela i przejścia w głąb lasów mosurskich w celu przebicia się za Turię. Tylko II/23 pp miał utrzymać swoje pozycje do wieczora, gdyż tędy prowadziła jedyna droga do przeprawy. W nocy z 17 na 18 kwietnia II/50 pp został wycofany z linii obrony i przeszedł do lasu około 1 km na północny zachód od stanowiska dowodzenia dywizji. O świcie 18 kwietnia III/50 pp opuścił swoje pozycje i odszedł do lasów na wschód od chutoru Dobry Kraj. Do rejonu na północ od Hrady Mosurskiej przybył I/50 pp spod Ziemlicy. W niedługim czasie po odejściu polskich oddziałów ich pozycje w rejonie Mosuru silnie zbombardowało lotnictwo niemieckie, a następnie zajęła piechota nieprzyjaciela. 18 kwietnia Niemcy nasilili działania również na froncie obrony oddziałów „Osnowy”. Po zajęciu Stęzarzyc i Nikitycz po południu rozpoczęli natarcie na stanowiska 1 kompanii I/23 pp. Kontratakiem wykonanym wspólnie z 2 kompanią I/23 pp zepchnięto przeciwnika do drogi Nikitycze - Korytnica, po czym obie kompanie powróciły na poprzednio zajmowane stanowiska, a wieczorem odeszły na północ, do rejonu koncentracji oddziałów dywizji przed przejściem za Turię. W tym dniu bardzo ciężkie walki toczył II/23 pp, zajmujący najbardziej newralgiczny odcinek obrony w rejonie Pisarzowej Woli, ściślej na drodze przy grobli na skraju dużego rozlewiska. Ugrupowany był w dwa rzuty: w pierwszym rzucie miał 4 kompanię, w drugim - 5. Przed południem w kierunku Ruda - Liski wyszło silne natarcie Niemców na stanowiska obronne 4 kompanii. Dwa kolejne ataki zostały odparte. Kiedy jednak 30 samolotów niemieckich rozpoczęło bombardowanie pozycji polskich i ostrzeliwanie ich z broni pokładowej, a piechota niemiecka, wspierana ogniem moździerzy, znowu zaatakowała stanowiska obronne 4 kompanii, cofnęła się ona do drugiej linii obrony. Jednocześnie do walki włączyły się: 1 kompania I/24 pp, atakująca Niemców z prawego skrzydła, oraz pododdziały 54 pułku kaw. gw., prowadzące ogień z działek przeciwpancernych do samochodów pancernych przeciwnika. Ta wspólna akcja powstrzymała dalsze natarcie Niemców. Walka pozycyjna trwała do zmroku, po czym oddziały polskie pod osłoną nocy oderwały się od przeciwnika i wycofały w kierunku zachodnim, w głąb lasów mosurskich. Straty II/23 pp były duże - poległo 25 żołnierzy (głównie z 5 kompanii), rannych na 7 wozach zabrano do szpitala polowego. Nie udało się zatem utrzymać tego ważnego kierunku, umożliwiającego przebicie się w kierunku wschodnim. Po ocenie sytuacji, jaka wytworzyła się w rejonie przepraw na Turii, dowództwo dywizji odstąpiło od poprzedniego zamiaru przebijania się w kierunku wschodnim, o czym powiadomiono dowódców oddziałów sowieckich. W nocy z 18 na 19 kwietnia 54 pułk kaw. gw. podjął próbę przebicia się przez Turię na wschód. Pododdziały pułku zaatakowały Niemców na odcinku między Hajkami i Rudą. Tu jednak napotkały silną obronę niemiecką, nasyconą bronią pancerną i artylerią, której przełamać pułk nie był w stanie. Nie było też pomocy sowieckiej ze wschodniego brzegu Turii (na którą liczono), gdyż oddziały sowieckie zostały zepchnięte na wschód. Ponosząc duże straty w ludziach i sprzęcie, pułk kawalerii sowieckiej wycofał się 19 kwietnia nad ranem do lasów mosurskich, w sąsiedztwo oddziałów polskich. Dzień 18 kwietnia 1944 r. zapisał się tragicznie w historii działań 27 WDP AK z powodu jeszcze innego wydarzenia: podczas zmiany stanowiska dowodzenia dywizji w rejonie chutorów Dobrego Kraju poległ ppłk Jan Wojciech Kiwerski „Oliwa” - dowódca 27 WDP AK.

Przebicie się z okrążenia

Po trzytygodniowych ciężkich walkach, jakie toczyła 27 WDP AK w ramach operacji kowelskiej, sytuacja jej oddziałów była katastrofalna. Zostały one zepchnięte na niewielką powierzchnię lasów mosurskich i okrążone. żołnierze byli zmęczeni, brakowało amunicji i żywności, dywizja utraciła kontakt z regularnymi jednostkami wojsk sowieckich, nacierających na kierunku kowelskim. Coraz częstsze i silniejsze ataki Niemców od północy, wschodu i południa, wspierane przez artylerię, czołgi i lotnictwo, wskazywały wyraźnie, że przeciwnik dąży do rozcięcia okrążonych sił dywizji na części, a następnie do całkowitego ich zniszczenia. Oddział pancerny, przesuwający się z południa wzdłuż Bugu w stronę Hrady Mosurskiej, mógł w najbliższym czasie zablokować także kierunek zachodni. Czas działał tu zatem na niekorzyść oddziałów dywizji. Decyzje związane z przebijaniem się z okrążenia musiały być powzięte bez zwłoki. Kierunek wschodni nie wchodził w rachubę, gdyż jak wykazała próba przebicia się 54 pułku kaw.gw. za Turię, odcinek wzdłuż rzeki obsadzały silne oddziały pancerne przeciwnika. Kierunek zachodni nie był brany pod uwagę ze względu na plan „Burza”, nakazujący 27 WDP AK prowadzenie działań bojowych na terenie Wołynia. Kierunek południowy okazał się także nieodpowiedni, gdyż umożliwiał Niemcom skuteczne zamknięcie niewielkiego odcinka między Uściługiem i Włodzimierzem Wołyńskim, a ponadto na południu rozciągały się tereny nie zalesione, opanowane przez oddziały UPA. Pozostawał zatem kierunek północny; prowadził on wprawdzie przez silnie umocnioną i bronioną linię kolejową Chełm - Luboml - Kowel, ale tu Niemcy najmniej spodziewali się przebijania oddziałów polskich. W nocy z 18 na 19 kwietnia 1944 r. mjr „Kowal”, który objął dowództwo dywizji, wydał rozkaz oderwania się oddziałów od nieprzyjaciela i marszu na północ, do rejonu koncentracji dywizji w lasach przy trakcie drogowym Murawa - Zamłynie. Do ubezpieczenia koncentracji oddziałów wyznaczono I/43 pp, który ubezpieczał rejon od północy, oraz I/50 pp, który ze skraju lasów między Ziemlicą i Wydżgowem osłaniał kierunek wschodni. Następnej nocy oddziały dywizji rozpoczęły marsz z lasów mosurskich do rejonu Zamłynia. O świcie osiągnęły rejon koncentracji. Dzień 20 kwietnia poświęcono na przygotowania do długiego marszu oraz decydującego uderzenia w celu przebicia się z okrążenia. Na rozkaz dowództwa zlikwidowano tabory, a na to miejsce utworzono specjalny oddział koni jucznych pod dowództwem kpt. „Hrubego”, który zabrał tylko niezbędny sprzęt ciężki, amunicję i żywność. żołnierze również pozbywali się wielu rzeczy osobistych i odpowiednio pasowali oporządzenie. Niezwykle trudną decyzję trzeba było powziąć w sprawie szpitala dywizyjnego. Postanowiono pozostawić go w ukryciu w lasach, gdyż ze względu na spodziewane ciężkie walki oraz konieczność zachowania swobody manewru, kolumny wozów z rannymi nie można było dołączyć do oddziałów przebijających się przez pierścień okrążenia. Szpital zaopatrzono w żywność na dwa tygodnie i umieszczono na zalesionych bagnach, położonych na północ od Murawy. Do ochrony szpitala wyznaczono kompanię przeprawową z Bindugi. Przewidywano, że po dwóch tygodniach dywizja wróci na te tereny. Liczono się również z możliwością wykrycia szpitala przez nieprzyjaciela, toteż o jego pozostawieniu w lasach mosurskich powiadomiono dowództwo węgierskiego pułku stacjonującego w Rymaczach. Uważano bowiem, że ewentualne przejęcie szpitala przez Węgrów może być mniej groźne dla rannych i personelu niż wykrycie go przez Niemców. Patrole (z I/43 pp) wysłane 20 kwietnia dla rozpoznania sytuacji w rejonie Zamłynia stwierdziły, że w miejscowości tej nie ma Niemców. Oznaczało to, że nie odkryli oni zamierzonego wyjścia dywizji z okrążenia. Można było zatem liczyć na dojście do torów kolejowych Chełm - Luboml bez walki, co stwarzało realne przesłanki przejścia w ciągu nocy planowanej odległości 20 km. Ponadto most na Neretwie w Zamłyniu ułatwiał pokonanie wprawdzie niewielkiej, lecz o bagnistych brzegach przeszkody wodnej. Przyjęto następujące ugrupowanie dywizji do przebijania się z okrążenia: - straż przednia: I/43 pp jako oddział rozpoznawczy oraz I/50 pp jako oddział uderzeniowy; - siły główne: III/50 pp i II/43 pp jako wsparcie straży przedniej, sztab dywizji, I/45 pp i warszawska kompania saperów jako ochrona sztabu, 2 kompania II/50 pp, oddział koni jucznych (około 500 koni), 1 i 3 kompania II/50 pp; - straż tylna: I/23 pp, II/23 pp, I/24 pp; na końcu kolumny maszerowały oddziały wojsk sowieckich. Cała kolumna liczyła 7 tysięcy ludzi i 500 koni. Podczas formowania kolumny, około godz. 19, nadszedł meldunek, że Niemcy w sile kompanii obsadzili wolne dotychczas Zamłynie. Aby nie wszczynać zbyt wcześnie alarmu w jednostkach niemieckich, zmieniono trasę marszu: postanowiono nie korzystać z mostu i obejść Zamłynie od zachodu. Na czoło kolumny skierowano saperów, którzy wspólnie z żołnierzami I/43 pp mieli zbudować kilka prowizorycznych kładek przez Neretwę. Konie juczne postanowiono przeprawić przez rzekę wpław. 20 kwietnia około godz. 20 kolumna ruszyła. Początkowo maszerowała traktem, później skręciła lasem w lewo; do Neretwy doszła w odległości około kilometra od mostu w Zamłyniu. Ciemna noc utrudniała marsz. Pomimo wystawionych posterunków żandarmerii, które kierowały oddziały na wyznaczoną trasę, kolumna rwała się, niektóre oddziały błądziły, przez co tempo marszu było bardzo małe. Z zachowaniem wszelkich środków ostrożności przeprawiły się przez Neretwę I/43 pp, I/50 pp, warszawska kompania saperów, I/45 pp ze sztabem i III/50 pp. W momencie przeprawiania się II/43 pp Niemcy rakietami oświetlili teren i otworzyli ogień do przechodzącego batalionu. Rakiety spadały między konie oddziału jucznego, które spłoszone wpadały na najbliższe oddziały. Zamieszanie było ogromne, oddziały przemieszały się, a kolumna uległa rozproszeniu. Ogień niemiecki od Zamłynia nasilał się. Oczekująca na przeprawę 1 kompania I/23 pp uderzyła na bunkry w Zamłyniu i związała Niemców walką. Pozwoliło to pozostałym oddziałom ruszyć do przodu i przejść przez rzekę. Straconego czasu nie dało się jednak nadrobić. Zbliżał się świt. Niemcy, zaalarmowani na całej linii, otworzyli z bunkrów morderczy ogień do zbliżających się do torów oddziałów. Jednocześnie od Lubomla nadjechał pociąg pancerny i zagrodził drogę przez tory. Pod ogniem broni maszynowej i dział pociągu pancernego oddziały polskie i sowieckie wycofały się z zasięgu ognia i przeszły do lasów pod Zamłyniem i Rakowcem. Kolumna czołowa w sile pięciu batalionów, która po przejściu przez Neretwę utraciła łączność z pozostałą częścią sił dywizji, pokonała tory kolejowe w Terebejkach prawie bez walki i maszerowała w kierunku miejscowości Sokół. Około godz. 8, kiedy żołnierze odpoczywali po nocnym marszu, zostali zaatakowani od Połap i Zapola przez silny oddział niemieckiej piechoty, wspierany samochodami pancernymi i czołgami. Nie przygotowani na tak nagły i silny atak żołnierze zaczęli się bezładnie cofać. Powstała panika, grożąca zupełnym rozproszeniem. W tej fazie walki tylko w I/50 pp i I/45 pp udało się opanować sytuację. Bataliony te stawiały opór i cofały się, usiłując powstrzymać nacierającego nieprzyjaciela. Pozwoliło to na wprowadzenie ładu i porządku w innych oddziałach oraz zorganizowanie linii obrony przez I/43 pp i 2 kompanię II/50 pp. Niemcy ogniem dział czołgowych ostrzelali polskie stanowiska obronne, ale zatrzymali natarcie i wycofali się w kierunku Połap i Zapola. Oddziały polskie, spodziewając się dalszych ataków przeciwnika, odeszły w kierunku Smolar Rogowych. Te oddziały, które poprzedniej nocy nie przeszły przez tory za kolumną czołową, w nocy z 21 na 22 kwietnia ponowiły próbę przebicia się, jednakże nie w rejonie Torebejek, lecz bardziej w lewo między Starym i Nowym Jagodzinem. Podchodząc do torów kolejowych zostały ostrzelane zmasowanym ogniem broni maszynowej i działek szybkostrzelnych. Kolumna nie zatrzymała się. Czołowe oddziały z marszu zaatakowały niemieckie stanowiska ogniowe i zmusiły Niemców do wycofania się, po czym przeszły tory kolejowe i skierowały się na północ. Tu napotkały drugą linię umocnień, biegnącą równolegle do torów. Pod osłoną zmasowanego ognia broni maszynowej pokonano i tę przeszkodę. Po krótkim odpoczynku kolumna, w skład której wchodziły niekompletne bataliony: I/23 pp, I/24 pp oraz grupy rozproszonych żołnierzy z innych oddziałów, podjęła dalszy marsz i 22 kwietnia dołączyła w Smolarach Rogowych do pierwszego rzutu dywizji .     W tym samym czasie próbę przebicia się podjął dowódca II/50 pp por. „Jastrząb”. Oddział, liczący około 300 ludzi, zbliżył się do torów w rejonie Jagodzina już po przejściu batalionów 23 i 24 pp. Ale Niemcy ochłonęli z zaskoczenia i skupili cały ogień na podchodzącym do torów batalionie. W takiej sytuacji przejście przez tory stało się niemożliwe. Batalion wycofał się do lasów mosurskich, pozostał w okrążeniu, ale nie zaprzestał walki. Wymykając się licznym obławom i klucząc po bagnistych terenach lasów mosurskich, po 68 dniach udało mu się wyjść z okrążenia i dołączyć do oddziałów dywizji na Lubelszczyźnie. O walkach oddziałów dywizji w rejonie lasów mosurskich dowódca AK depeszował do Naczelnego Wodza w Londynie następująco: „Na Wołyniu nasze oddziały walczące od 9.IV na północny zachód od Włodzimierza we współdziałaniu z dywizją kawalerii sowieckiej, wskutek wycofania się wojsk sowieckich na wschodni brzeg Turii zostały 16.IV odcięte i otoczone w rejonie lasów między Zamłyniem a Kładniowem. Po pięciodniowych ciężkich walkach z przeważającym nieprzyjacielem w całkowitym okrążeniu, pod silnym ogniem artylerii i bombardowaniem z powietrza oddziały nasze w nocy 20-21.IV przebiły się w kierunku północnym na zachód od Lubomla. W toku tych walk dołączył do naszych oddziałów też odcięty pułk kaprów. Pomimo dotkliwego braku amunicji będące w okrążeniu oddziały nasze zadały nieprzyjacielowi poważne straty w zabitych i rannych, biorąc 30 jeńców węgierskich, zdobywając 120 kb oraz wiele innej broni. W walkach tych poległ dowodzący osobiście komendant okręgu Wołyń, ppłk dypl. „Oliwa.”

 Podsumowanie działań dywizji w operacji kowelskiej

Działania bojowe 27 WDP AK w ramach operacji kowelskiej obejmują następujące fazy: przegrupowanie oddziałów dywizji, walki obronno-zaczepne w rejonie Lubomla i Włodzimierza Wołyńskiego, walki w okrążeniu, przebicie się z okrążenia. Udział dywizji w tej operacji poprzedziło uderzenie na linię kolejową Kowel - Włodzimierz Wołyński. W wyniku akcji przeprowadzonej w dniach 20-24 marca 1944 r. zdobyto Turzysk i Turopin, co zablokowało rokadę kolejową biegnącą z południa w kierunku Kowla, to zaś znacznie ograniczyło możliwości manewru wojsk niemieckich w tym rejonie. Jednocześnie stworzone zostały dogodne warunki do przegrupowania oddziałów na zachód, do rejonu uzgodnionego z dowództwem wojsk sowieckich. Zadanie 27 WDP AK polegało na: wiązaniu sił niemieckich na południowy zachód od Kowla w rejonie Turzysk, Olesk, Luboml, Zamłynie, Uściług, Włodzimierz Wołyński; utrzymaniu łączności i przepraw przez Bug; prowadzeniu rozpoznania ruchu wojsk niemieckich (szczególnie na linii kolejowej Lublin - Luboml - Kowel). Przewidziano też działania zaczepne, polegające na wykonaniu uderzeń na linię komunikacyjną Luboml - Kowel, a w sprzyjających warunkach także na kierunku południowym dla zablokowania szosy Włodzimierz Wołyński - Uściług. Utworzone w tym celu dwa zgrupowania: północne na kierunku Lubomla i południowe na kierunku Włodzimierza Wołyńskiego, kontrolowały znaczny obszar i osłaniały od zachodu wojska sowieckie, działające na kierunku kowelskim. Obecność oddziałów dywizji w obszarze na południe od Lubomla stwarzała dla Niemców groźbę przerwania ważnego szlaku komunikacyjnego, prowadzącego do bronionego Kowla. W walkach stoczonych w dniach 2-20 kwietnia 1944 r. dywizja wiązała znaczne siły niemieckie, nie dopuszczając do ich użycia bezpośrednio w rejonie Kowla. Działania dywizji w tej operacji miały charakter działań frontowych, chociaż nie była ona związkiem taktycznym regularnej armii. W początkowej fazie walk jej oddziały z powodzeniem prowadziły działania obronno-zaczepne przeciwko liczniejszym i lepiej uzbrojonym regularnym jednostkom wojsk niemieckich. Końcowym akcentem tych działań było podjęcie 12 kwietnia próby przejęcia inicjatywy przez wykonanie zwrotu zaczepnego jednocześnie na dwóch kierunkach: północnym i południowym. Przyczyną załamania się polskiego natarcia było wprowadzenie przez Niemców na kierunku działania dywizji nowych oddziałów 5 DPanc SS „Wiking” i 214 DP, a także nie do końca skoordynowane w czasie i przestrzeni wsparcie wojsk sowieckich (54 i 56 pułk kaw. gw. oraz oddział partyzancki „Fiodorowa”). Oddziały sowieckie walczące razem z oddziałami dywizji często opuszczały zajmowane pozycje i przechodziły do innych rejonów bez powiadomienia o tym oddziałów polskich. Tak np. 12 kwietnia z nieznanych przyczyn nie wyszedł do natarcia na Owłoczym 54 pułk kaw. gw., chociaż uzgodniony plan współdziałania zakładał wspólne z III/50 pp uderzenie na tę miejscowość. Doprowadziło to do załamania się natarcia batalionu, a w dalszej konsekwencji do wyparcia 56 pułku kaw. gw. z Turyczan i opanowania przez Niemców mostu na Turii. W ten sposób zaistniały warunki do przenikania wojsk niemieckich do bezpośredniego obszaru walk o Kowel. W wyniku niepomyślnego przebiegu walk zarówno na kierunku północnym, jak i południowym dywizji groziło okrążenie. Dowództwo armii sowieckiej nie wyraziło zgody na wycofanie jej oddziałów na linię Turii i zajęcia tam obrony. Dywizja, pozostawiona w masywie lasów mosurskich, ziemlickich i stęzarzyckich, bez żadnego wsparcia ze strony regularnej armii sowieckiej, prowadziła w dniach 13-19 kwietnia 1944 r. ciężkie walki obronne w okrążeniu. W dniach 20-22 kwietnia oddziały dywizji przebiły się z okrążenia i wyszły do rejonu na północ od Lubomla. Mimo poniesionych dużych strat dywizja nie została rozbita, a po odpoczynku zdolna była do podjęcia dalszej walki. Po wyjściu z okrążenia jej zasadniczy trzon liczył około 3600 ludzi pod bronią. Około 500żołnierzy, którzy nie zdołali przebić się z okrążenia, podjęło walkę i dołączyło do dywizji już na Lubelszczyźnie. Walki 27 WDP AK, prowadzone w ramach operacji kowelskiej bez przerwy przez trzy tygodnie, należy zaliczyć do najcięższych walk dywizji. Poległo w nich, a także w czasie przebijania się z okrążenia około 350 żołnierzy, 160 było rannych, 170 dostało się do niewoli, a około 1600 uległo rozproszeniu.48 Z analizy przebiegu działań wynika, że dywizja nie miała zorganizowanego rozpoznania, które umożliwiłoby wcześniejsze uzyskanie danych o przegrupowaniu nowych jednostek niemieckich do rejonu działań dywizji. Również dowództwo wojsk sowieckich nie zapewniło sobie dostatecznego rozpoznania ruchu jednostek niemieckich na linii Bugu i na zachód od niego. Dlatego nie podjęto żadnych przedsięwzięć, aby na neuralgicznych liniach komunikacyjnych nieprzyjaciela (szczególnie na przeprawach na Bugu) oraz drogach prowadzących z kierunku Brześcia zorganizować osłonę dywersyjną w celu opóźniania napływu nowych sił. Należy wspomnieć również i o tym, że w operacji kowelskiej Niemcy mieli zdecydowaną przewagę w powietrzu, natomiast działanie lotnictwa sowieckiego było minimalne. Wszystko to zaważyło na tym, iż działania dywizji w operacji kowelskiej zakończyły się okrążeniem jej sił. Chociaż dywizja nie osiągnęła w tej operacji w pełni wytyczonych celów, to jednak jej rola w ogólnym przebiegu działań była znaczna. Dywizja wiązała bowiem duże siły nieprzyjaciela w krytycznym dla niego okresie walk o utrzymanie Kowla. Działając przed frontem wojsk sowieckich w obszarze od Turii do Bugu, osłaniała nacierające na Kowel wojska sowieckie, a także zapewniła przeprawę dużych sowieckich zgrupowań partyzanckich przez Bug na tyły wojsk niemieckich. Udziałem w operacji kowelskiej dywizja współtworzyła warunki do późniejszego natarcia na kierunku brzeskim i lubelskim.

 

22 Relacja Kosowskiego, M i D WIH, sygn. III/49/267.

23 Polskie Siły Zbrojne ..., t. III, s. 594.

24 Meldunek dowódcy 27 WDP AK do Centrali i Konga nr 681 z 5 kwietnia 1944 r., Biblioteka UW, sygn. 3312 oraz depesza dowódcy AK do Naczelnego Wodza w Londynie, L.dz. 3378/tjn. 44 z 16 kwietnia 1944 r., Polskie Siły Zbrojne ..., t. III, s. 594. W depeszy tej mówi się o 81 zabitych Niemcach. Należy przypuszczać, że są to straty sumaryczne, obejmujące działania w dniach 2-4 kwietnia 1944 r.

25 Feinlage (Banden) nr 387 z 5 kwietnia 1944 r., M i D WIH, sygn. VII/1/158.

26 J. Turowski ( op.cit.) i M. Fijałka ( op.cit.) podają, Ŝe był to oddział partyzancki Karasiowa. Natomiast M. Juchniewicz (Polacy w radzieckim ruchu partyzanckim 1941-1945, Warszawa 1975) pisze, że przeprawiany był oddział partyzancki płk. Stiepanowa. Na str. 309 czytamy: „W nocy z 4 na 5 kwietnia saperzy dywizji przeprawili na zachodni brzeg po moście składanym radziecki oddział partyzancki płk. Stiepanowa, liczący około 1000 ludzi z 120 wozami. 7 kwietnia Polacy pomogli w przeprawie na ziemie polskie zgrupowaniu A. Fiodorowa.”

27 W załączniku do komunikatu sytuacyjnego „Wschód” (Feinlage Banden nr 389 z 7 kwietnia 1944 r.) podano: „Na płn. od Dubienki (30 km na płn. od Hrubieszowa) naciskany prawdopodobnie w rejonie Sztuń (8km na płd. od Lubomla) silny, przeważnie konny oddział bandy przeszedł przez most nawodny przez Bug do GG i zatrzymał się w rejonie 8 km na płn. zach. od Dubienki.” M i D WIH, sygn. VII/1/158.

28 Polskie Siły Zbrojne ..., t. III, s. 594-595.

 29 Rozkaz szefa sztabu sowieckiego zgrupowania partyzanckiego dla dowódcy batalionu w sprawie wsparcia II/50 pp w walce pod Czmykosem brzmiał: „Do dowódcy 8 batalionu. Dca zgrupowania rozkazał waszemu batalionowi: zostawiwszy niezbędną ochronę obozu, zająć obronę na rozwidleniu dróg Pustynka - Czmykos w rejonie działa 45 mm i osłaniać atak polskiego batalionu na Czmykos. Przy wycofaniu się polskiego batalionu z Czmykosu zaminować most na kanale z Czmykosu. Atakującego dowódcę polskiego batalionu podtrzymać ogniem moździerzy. Przy pojawieniu się czołgów stosować rusznice ppanc. Szef sztabu i jego zca znajdują się przy telefonie w sztabie polskiego batalionu we wsi Staweczki. Szef sztabu zgrupowania st. lejtn. Czindow.” (Ze zbioru dokumentów Zbigniewa Starzyńskiego ps. „Senior” - Archiwum 27 WDP AK s. 228. Kserokopia dokumentu-oryginału - w książce „Pożoga” Józefa Turowskiego).

30 O walkach oddziałów 27 WDP AK dowódca AK depeszował do Naczelnego Wodza w Londynie: „W dniu 9.IV nasze oddziały w walce obronnej ze znacznie przeważającym nieprzyjacielem, wspartym bronią pancerną, utrzymały własne pozycje w rejonie Zamłynie- Władynopol odpierając wszystkie ataki nieprzyjaciela i zadając mu poważne straty, zdobyto broń.” (Polskie Siły Zbrojne ..., t. III, s. 595). 31 Zrzut na „bastion Polana” utrzymywany był w tajemnicy przed dowództwem brytyjskim, gdyż władze brytyjskie zastrzegły sobie prawo do udzielania ewentualnej zgody na zrzuty na tereny położone na wschód od linii Curzona. Ze względu na to, iż takiej zgody nie uzyskano, komendant Bazy Przerzutowej mjr Jaźwiński podał Anglikom jako cel, placówkę „Wilk” położoną w pobliżu rejonu walk 27 WDP AK, ale już na zachód od Bugu. Źródło: A. P. Przemyski „Z pomocą żołnierzom Podziemia” (fotokopia zapisu w książce lotów - ze zbiorów M. Goszczyńskiego).

32 J. Turowski, op.cit., s. 302.

 33 Ibidem, s. 303.

34 Depesza radiowa Konopie do Konga, nr 723 z dnia 10 kwietnia 1944 r., odebrana 11 kwietnia, nr Konga 85. (Biblioteka UW sygn. 3312).

35 14 dywizja kawalerii wchodziła w skład sowieckiego 7 korpusu kawalerii gw. działającego na tym kierunku. (CAMO FR. F. 233, op. 2307, spr. 12, s. 167-170. Oryginał).

36 Depesza radiowa z Konopi nr 730 z 11 kwietnia 1944 r., odebrana 11 kwietnia nr Konga 87. (Biblioteka UW sygn. 3312).

37 13 kwietnia na interwencję por. Marka Lachowicza („Bratek”) oficera łączności taktycznej, batalion został zwolniony i powrócił do rejonu Stawek.

38 Polskie Siły Zbrojne ..., t. III, s. 591-593 oraz AK w dokumentach ..., t. III, s. 392-394. Była to odpowiedź na depeszę dowódcy 27 WDP AK nadaną 27 marca 1944 r. w sprawie rozmów z dowódcą armii sowieckiej działającej pod Kowlem.

39 Relacja mjr. Jana Szatowskiego „Kowala”, s. 11.

40 Meldunek dowódcy 27 WDP AK nr 681 z 4 kwietnia 1944 r., Biblioteka UW, sygn. 3312.

 41 Ibidem.

42 Meldunek dowódcy 27 WDP AK nr 687 z 4 kwietnia 1944 r., ibidem.

43 Meldunek dowódcy 27 WDP AK nr 745 z 15 kwietnia 1944 r., ibidem.

44 J. Turowski, op.cit., s. 327.

45 Depesza radiowa Konopi nr 747 z 16 kwietnia 1944 r. do Konga i Centrali. (Biblioteka UW, sygn. 3312).

 46 Depesza radiowa Konopi nr 748 z 17 kwietnia 1944 r. do Konga i Centrali. (Biblioteka UW, sygn. 3312).

47 Depesza dowódcy AK do Naczelnego Wodza, L.dz. 4338/tjn. 44 z 26 kwietnia 1944 r., Polskie Siły Zbrojne ..., t. III, s. 597. W depeszy jest kilka nieścisłości, które wyjaśniamy: 1) na wschodni brzeg Turii wycofał się tylko sowiecki 56 pułk kaw. gw.; 2) oddziały dywizji zostały odcięte i otoczone w lasach w rejonie: Zamłynie, Kładniów, Pisarzowa Wola, Czesławów; 3) do naszych oddziałów dołączył odcięty sowiecki 54 pułk kaw. gw., a nie pułk kaprów (przypuszczalnie jest to błąd szyfrowy).

48 Dane te zaczerpnięto z książki Józefa Turowskiego (op.cit., s. 353). W meldunku sytuacyjnym nr 5 („żyto”, 15 czerwca 1944 r. nr 1185/III) podano następujący stan jeńców 27 WDP AK w Chełmie według raportu z 29 maja 1944 r.: stan ogólny - 157, zdrowych - 58, ciężko rannych - 13, lekko rannych - 24, chorych na tyfus - 62, zmarło: rannych - 3, od bomb (nalot 16 maja) - 6, na tyfus - 8. Poza tym w szpitalu PCK przebywała 1 siostra i 1 żołnierz (Archiwum MSW, Armia Krajowa, t. I/21).

Powyższy tekst jest fragmentem z opracowania W. Filara: "DZIAŁANIA 27 WOŁYŃSKIEJ DYWIZJI PIECHOTY ARMII KRAJOWEJ " Cz.2

Kresowy Serwis Informacyjny

Serwis o Wołyniu

Serwis o Kresach

Polecane filmy

Wieczna Chwała Bohaterom

PAMIĘTAJ PAMIETAĆ

Zostań sponsorem serwisu

poprzez zamieszczenie w TYM miejscu swojej reklamy.

Zamówienie banneru reklamowego kliknij TU

Statystyki

Użytkowników:
6
Artykułów:
494
Odsłon artykułów:
2975419

Odwiedza nas 112 gości oraz 0 użytkowników.

 
Copyright © 2004 r. 27 WDP AK
Wykonano w Agencji Reklamowej Bartexpo