Drukuj
Odsłony: 5762

Co ma piernik do wiatraka-przeczytaj to się przekonasz.

Przysłowie z mojego dzieciństwa i młodości, a jak właśnie dziś pasujące do niżej przedstawionego materiału. Zapoznałem się z całą serią ostatnich artykułów na tej stronie  i postanowiłem trochę inaczej wesprzeć sprawę.   Pomyślałem, że napisano w temacie już wszystko, a więc trzeba tylko umocnić autorów w ich własnych okopach.  Najlepszym sposobem wydał mi się właśnie artykuł o internecie, a co on ma do tej strony, stąd tytuł taki anie inny. Proszę przeczytać i osadzić samemu. W tygodniku"Przegląd" jest artykuł ,którego fragment
przedstawiam, jednym "ku pokrzepieniu serc" innym jako przestroga!

W słusznej spr@wie
Dzięki społecznościom wirtualnym moc oddziaływania internautów na firmy i instytucje staje się coraz większa. W cyberprzestrzeni można walczyć o swoje – i wygrywać
Piotr Ślusarski

Latem 2005 r. amerykański dziennikarz i bloger Jeff Jarvis wystukał na klawiaturze: „Sprawiłem sobie właśnie laptop Della. Zapłaciłem fortunę za czteroletni serwis z dojazdem do domu. Ta maszyna to szmelc. Serwis? Jedno kłamstwo”. Tak rozpoczętą notkę zatytułował „Dell łże. Dell jest do bani” i umieścił na swoim blogu (buzzmachine.com).
I zaczęło się. W ciągu kilku następnych tygodni Jarvis był zasypywany niebotyczną liczbą e-maili i komentarzy od innych klientów firmy komputerowej z Teksasu, którzy – podobnie jak on – nie mieli najlepszego zdania o poziomie jej produktów i usług. Mężczyzna został niepisanym rzecznikiem „niezadowolonych”. W sieci wrzało.
Dell jednak milczał. W końcu Jarvis przesłał wiadomość do działu marketingu firmy: Jest tu kto? Ktoś tu może bloguje? Nic. Cisza. Kolejny mail poszedł do szefa tego działu. A nuż...
W międzyczasie zrażony bloger wybrał się na nowe zakupy. Ale tym razem miał już na oku sprzęt z logotypem nadgryzionego jabłka. Jak na ironię, gdy był już w sklepie i wybierał swojego Powerbooka, zadzwonił telefon. Z firmy Dell.
– Wyślemy panu nowego laptopa.
– Ja już nie wierzę w wasze laptopy. Kupuję właśnie jeden od Apple'a. Chcę zwrotu pieniędzy.
– OK.
Był sierpień 2005 r., gdy Jarvis tytułem podsumowania wystosował list otwarty do Michaela Della, założyciela i prezesa firmy ochrzczonej jego nazwiskiem, z sugestią czytania i pisania blogów oraz „włączania się do rozmów, które klienci prowadzą bez was”.
Sprawa była jednak daleka od zakończenia, bo o krewkim blogerze nie przestawały donosić media: „Washington Post”, „Wall Street Journal”, „New York Times”, „Forbes”, BBC, CNN... Rozpisywała się o nim nadal także sama blogosfera.
A świat biznesu przekonywał się właśnie, że ta ostatnia istnieje i że jest silna.


Potęga medialna internetu jeszcze nie przez wszystkich jest doceniana, szczególnie u nas, ale już nie za długo. Coraz więcej ludzi właśnie tą formę pozyskania informacji uważa za najlepszą. Dlatego warto pisać, co się nam nie podoba, co trzeba zmienić, a wcześniej czy później efekty będą.Tak więc wszystkie te artykuły co zostały tu opublikowane mają swoją moc, chociaż niektórzy nazywają je" bzdurami". Śmiem sądzić, że  szybciej przyniosą efekt niż przysłowiowa "kropla wody drążąca skały"Tak więc drzyjcie "skały i betony"!